poniedziałek, 19 stycznia 2015

Przygotowania do sesji

            Miałem nic nie pisać, ale zmieniłem zdanie. Dopadła mnie przedsesyjna melancholia – stan psychiczny o złożonej strukturze, który mam zamiar opisać. Dziś tekst krótki, acz treściwy i, myślę, przydatny.

Trzeba się uczyć…

            Z takiego założenia wychodzi większość studentów, gdy zbliża jakakolwiek forma sprawdzenia ich wiedzy. Z racji, że przez większość czasu form takowych nie ma bądź jest niewiele, sesja stanowi stan wyjątkowy. Uczenie się na studiach to też coś innego. Zanim się człowiek zabierze do właściwej czynności, musi znaleźć materiały, co bywa niełatwe, zabiera czas i energię. Jednak z uczeniem bywa tak, że jest ono tym, co się powinno robić, i wtedy właśnie wszystko inne staje się niesamowicie atrakcyjne. Stąd zauważalny wśród znajomych w ostatnim czasie wzrost aktywności na Facebooku.
Tyle dobrych obrazków było, że nie wiedziałem na co się zdecydować...

Ech, te ludzie…

            Dobrze wiemy, przynajmniej ci, co regularnie czytają tego bloga, że aby robić coś skutecznie, trzeba mieć zaspokojone inne potrzeby. Zwłaszcza społeczne, które w trakcie przygotowań do egzaminów leżą i kwiczą, bo trzeba się uczyć. Nie robimy tego skutecznie, bo potrzeby społeczne kaput. I koło się zamyka. Ludzie jednak, na ogół, nie ogarniają tej, jakże prostej zależności i nie chcą się spotykać.

Melancholia przedsesyjna

            Jest to zjawisko związane właśnie z świadomością zbliżającej się weryfikacji wiedzy. Wzrasta wtedy nagle ilość zadań, a człowiek uświadamia sobie swoją małość oraz, wspomniane powyżej, braki osobowościowe. Duża ilość pracy bywa skutecznym panaceum na dolegliwości psychiczne kiedy ściśle wiąże się z działaniem, z flow. Gdy tak nie jest, tylko przygnębia, uświadamia braki w potrzebach i…jest smutno.

Metodologia rozwiązywania testów

            Ok, wiedza jest ważna, studiowanie super, ale egzamin trzeba zdać, nie ma wyjścia. Miejsce, w którym zdawanie staje się ważniejsze od studiowania jest patologią, ale druga, choć rzadszą jest posiadanie wiedzy niezbędnej do egzaminu i niezdanie go. Dlaczego? Bo dobrało się złą metodę rozwiązywania. Zwłaszcza nazistowskie to jest na naszych maturach. Na studiach nieocenioną pomocą w tym wszystkim są studenci starszych roczników, którzy wiedzą, że za nieudzielenie odpowiedzi na pytanie z czterema możliwościami i jedna prawidłową dostaje się trzy punkty. Na przykład.

„Młodość w bibliotekach”

            Elektronizacja materiałów pozwala się uczyć w domu, co stanowi znaczące ułatwienie. Niemniej czytanie i poznawanie wiedzy to dla mnie wielka i niekończąca się przygoda, podróż. „Miejsce swoje odnalazłem i na miejscu siedzę mocno” mogę po semestrze studiowania z pełną świadomością i dumą powiedzieć. Świadomość własnej małości i niewiedzy oraz chęć chłonięcia są piękne i potężne. Życzę tego każdemu człowiekowi. Tylko, żeby się skończyło lepiej niż tu: 

            Na koniec (szybko, co nie?) przedstawię kilka rad, z mojej ułomnej i kiepskiej wiedzy na temat psychologii poznawczej, jak się skutecznie uczyć:
  • Systematyczność, ale chyba o tym, że codziennie po trochu, nie muszę wspominać, bo wszyscy wiedzą
  • Kiedy się chce uczyć, albo kiedy się mało nie chce. Podejście bezpośrednio wpływa na ilość zapamiętywanych informacji. Najlepiej w ogóle się fascynować lekturą i przeżywać flow, ale bądźmy realistami…
  • Zadbać odpowiednią liczbę bodźców „rozpraszających”. Niektórzy uczą się dobrze, z włączoną, muzyką i telewizorem, inni potrzebują całkowitej ciszy. Należy więc ułożyć sobie środowisko zewnętrzne. W psychologii nazywamy to sensoristazą.
  • Uczyć się seriami, nie wszystko na raz, robić przerwy, zajmować się innymi rzeczami. Nie brać za dużo materiału z jednego przedmiotu na raz, nawet na kilka serii, bo nam zbrzydnie. Nie można dać swojemu mózgowi zmęczyć się, bo będzie mniej chłonny. Z kolei zbyt krótkie serie spowodują, że mózg się nie rozgrzeje i też będzie mało skuteczny
  • Zadbać o inne potrzeby – najeść się, napić, wyspać, odpowiednia temperatura, wspomniane potrzeby społeczne.
  • Myśleć i powtarzać, wyobrażać sobie, widzieć w ludziach, kojarzyć. Właściwy proces uczenia „na zawsze” zachodzi nie poprzez kilkakrotne sięganie do książek, ale poprzez myślenie o tym, czego się dowiedziało.
  • Pozytywnie!

środa, 7 stycznia 2015

"I will reignite", czyli podsumowanie roku 2014

            Niewątpliwie był to najlepszy rok w moim życiu. Fascynacją sobą, drugim człowiekiem, psychologią, poszukiwanie własnego miejsca, przekonanie, że skoro jestem szczęśliwy, to jestem najlepszy. Potem początek studiów i wszystko prysło jak mydlana bańka. Okazało się, że będąc jedną z bardziej lubianych i szanowanych osób w liceum teraz stałem się normalny, nikt mnie nie zna, nie jestem atrakcyjny, za młody, sam  pośród zazwyczaj zimnych ludzi. Coraz bardziej się przekonuję jak ważni w życiu są inni ludzie, jak mocno na nas wpływają. Widzę też ile tak naprawdę nie wiem, nie umiem i mnie to przeraża. Niby jesteś na tym MISHu, niby masz dziewczynę, niby robisz dokładnie to, o czym marzyłeś, co jeszcze rok temu wydawało się niedościgłym ideałem...I dobrze, że tak się stało, jednak podróż, nauka, kształtowanie życia trwa nadal i właśnie dlatego, że trudne i zmienne jest tak bardzo fascynujące.  

In the flesh 

Patrząc na rok z góry, to tyle się wydarzyło. Ojej….Na początku, 11 stycznia, to w ogóle znalazłem sobie dziewczynę. I było tak:
Potem się z nią było, uczyło, grało w snookera, chodziło do szkoły. Następnie zakończyło się edukację, napisało najpierw cudowną i jeszcze cudowniej olaną krytykę 2lo, a następnie maturę.  Matura poszła dobrze, dostałem się na MISHa, zainkasowawszy maksymalną liczbę punktów za egzamin ustny. Wakacje, nieudany kurs na prawo jazdy, przerwany z powodu wyjazdu do Poronina, kupowanie mieszkania, znajdywanie współlokatora. Z tym przedostatnim wyszło dobrze, z ostatnim mniej.  Wrześniowe Mistrzostwa Świata, zwycięstwo Polski, w które cały czas nie jestem w stanie uwierzyć. Po prostu pięknie. Po nich przenosiny do taksiegra.com i ciekawa działalność o trudnoocenialnych skutkach, ale wreszcie z poczuciem, że coś się robi, że ktoś się tym interesuje. Póki co to ambitnemu człowiekowi z pasją starcza, z czasem będzie wymagał coraz więcej…Początek studiów, zachłyśnięcie się samodzielnością, dalsze rozwijanie relacji z Emmą i całkiem sporo jesiennych refleksji. Warszawska samotność, zwłaszcza na początku, mocno mi doskwierała, i z tego powodu, niestety, to zawieranie relacji niezbyt wypaliło. Na koniec Święta z rodziną obecną i przyszłą. Okazuje się, że się nie zanudziliśmy z Emmą i przeżyliśmy ciekawą zapowiedź przyszłego życia rodzinnego. Takie wakacje, stąd brak aktywności siatkówkowych, blogowych i innych. 

"Niczym nie nastraszy ten uniwersytet cały"  

Studia są bardzo przyjemne, pożyteczne i…łatwe. Choć to ostatnie częściowo zweryfikuje pierwsza sesja. Na pewno dam znać o ocenach.  Dużo się w każdym razie dowiedziałem dzięki empirycznym naukom o człowieku. A studenci…dużo ich, mało im zależy na studiowaniu, raczej tylko na dyplomach. Poziom zdolności intelektualnych i społecznych różny, choć u MISHowców znacząco wyższy niż wśród studentów innych kierunków. Oczywiście, mogę być zmylony przez złe dobranie próby, tendencyjność osobistą czy wiele innych problemów metodologicznych, więc niech to będzie opinia jakich wiele. Także Jacek jak zawsze celnie rzecz przewidział:

"Here we are now, entartain us." 

Jest nudno.  Tyle zrobiłem już w tym roku, że teraz zostało bardzo mało do pracy, ale zawsze coś. Trudno się natomiast do tego zebrać, mając bardzo wysokie zapotrzebowanie na stymulację. Nie wiem jeszcze dokąd mnie to zaprowadzi, jest to cecha, która może uczynić ze mnie tak wielkiego człowieka, jak i uzależnionego od rozmaitych substancji czy czynności. Jest też trzecia droga - praca nad sobą, zarządzanie emocjami, potęga wewnętrznych zdolności psychicznych. Bardzo trudna droga, wymagająca naprawdę dużo pomysłu, kreatywności i wysiłku. Ale, czego się w życiu nie robiło?!  

"Thank you for the music!" 

Więcej refleksji dotyczących warszawskiego, studenckiego życia czy psychologii ściśle zawrę w osobnych tekstach, żeby nie pominąć ważnych szczegółów. Wielokrotnie pisałem już o tym jak bardzo relacje wpływają na człowieka i w sumie nie chce mi się powtarzać. Teraz napiszę o muzyce. Od zawsze stanowiła ona swego rodzaju ucieczkę, dawczynię nadziei czy współczucia, czyli źródło potężnych emocji, a także myśli, motywów. Obawiałem się, że wzrastając w psychologiczne moce, przestanie. Na szczęście, myliłem się. Stało się wręcz odwrotnie - jestem teraz bardziej wrażliwy na artyzm, zdolny wczuć się w sytuację podmiotu, ocenić i wyjaśnić wszystko psychologicznie. Umiem też lepiej wyszukiwać wszelką maestrię, wyzbywając się różnego typu szmelcu. I to maestrię różnogatunkową. Podobnie się stało z grami komputerowymi. Teraz moje ambicję kieruję w stronę przechodzenia inspirujących, trudnych, klasycznych, pięknych historii, a nie rozrywki, odpoczynku, choć są one, oczywiście, bardzo ważne w życiu. Kwestia proporcji.  O grach, swoją drogą, też mam zamiar coś napisać. 

Marzenia się spełnia 

Jeśli ktoś chce zostać Mistrzem Olimpijskim, zostaje Mistrzem Olimpijskim. Jeśli ktoś chce wygrać MŚ w siatkówce, to je wygrywa. Jeśli ktoś chce zostać psychologiem, to zostaje psychologiem. Całe życie polega na spełnianiu marzeń, a jego trudność i ciekawość polega na drodze do tych celów, niekiedy zbyt ambitnych, często jednak za mało. Trudność jest atrakcyjna, stanowi wyzwanie. Zarówno jeśli chodzi o trudność w postaci zadań do wykonania, jak i trudność polegającą na konieczności powtarzania nudnych czynności. To drugie w sumie bardziej dotyczy konieczności pracy nad sobą. Ta to całożyciowe wyzwanie - ideał, którego nigdy się nie osiągnie, ale trzeba doń dążyć.  

"A może by tak spocząć…" 

Kolejną bardzo ważną refleksją zebraną pod koniec tego roku jest teza, że szczęście, choć bardzo istotne samo w sobie nie jest celem całego życia. Z czasem się ono przekształca w lenistwo i spoczywanie na laurach, co automatycznie powoduje dyskomfort. Celem życia człowieka jest osiąganie coraz więcej, doskonalenie się. Gdy człowiek zaspokoi wszystkie swoi potrzeby, czuje się naprawdę dobrze - dumny, usatysfakcjonowany, spełniony. Siada, korzysta z efektów swojej pracy i myśli…co by tu poprawić. Taki piękny stan spotkał mnie w te Święta. Nie było wielkich uniesień ognistej radości opisywanej w piosenkach o miłości - była taka pełnia, poczucie, że niczego mi nie brakuje, że wszystko jest świetnie, że sobie to wypracowałem. Można odpocząć, a potem wrócić do pracy. 

Ale nie ja! (mam nadzieję)

 Wysprzątać swój czas

Świat kusi. Różne, bardzo atrakcyjne, w gruncie rzeczy wizje próżności zatruwają nasze umysły. Trudno odróżnić to, do czego warto dążyć od tego, co sprawi, że się nie najemy, a poczujemy jeszcze bardziej głodni, zmarnowawszy czas i siły na polowaniu. Niestety, w tę ostatnią kategorią ludzie, w tym i ja, wpadają bardzo często. Teologowie nazywają to grzechem, filozofowie czynem niemoralnym, nieetycznym. Stosują jednak o wiele bardziej złożone kryteria. Ale to pierwsze, podstawowe – kryterium opłacalności i drugie polegające na tym, że będziemy ze zrobienia tego w przyszłości dumni, nie będziemy się wstydzić są łatwe do zrozumienia i warto się do nich stosować. Jestem w rozdarciu. Mam przed sobą dwie niezwykle mnie podniecające, kuszące wizje pracy zawodowej. Pierwsza, psychologiczna dotyczy długiej, trudnej, choć niezwykłej drogi stawania się lekarzem ludzkich umysłów a druga, szybsza, krótsza stania się komentatorem sportowym. Staram się podążać oboma na raz, nie jest to łatwe, zajmuje sporo czasu, ale gdy uda mi się wysprzątać swój czas, wyzbyć się próżnej atrakcyjności, to kto wie…Naprawdę kocham ludzi i chcę im pomagać. Naprawdę kocham siatkówkę i chce o niej opowiadać, relacjonować, zachwycać się nią, krytykować, może kiedyś, ulepszać i reformować.  

Tak się komentuje! 

Miałem w tym roku chwilowe wypalenie siatkówką. Nie czułem tej atmosfery w redakcji, czułem się odrzucony, robiąc cały rok mecze dla nikogo, a potem okazując się za słabym na Mistrzostwa Świata. Po przenosinach do taksiegra złapałem wiatr w żagle (I will reignite), na nowo mi się zachciało, a przy okazji miałem więcej możliwości do ogarnięcia całości działu, a nie bycie nim jako ja i nikogo więcej. Poznałem (póki co, niestety, jedynie internetowo) wspaniałych ludzi, z którymi dzielę pasję i za to im serdecznie dziękuję. Był to też czas pierwszej akredytacji, pierwszego meczu z hali, bycia pod piłkobombardowaniem. Urokliwe. Tyle emocji, tyle piękna. Poza komentowaniem i sprawozdawstwem meczów radiowo na żywo, mamy też magazyn, w którym wymieniamy poglądy, dzięki temu uzupełniając się i lepiej orientując co się dzieje w świecie piłek latających nad siatką. Jesteśmy jeszcze młodzi, ale zdolni i ambitni. Chcemy zrobić (i zrobimy, a co!) coś wielkiego, przynajmniej dla nas. Będziemy sławni i bogaci, ale tylko wtedy jeśli będziemy się na czymś znali, pracowali i umieli to sprzedać.  

I to by było na tyle.

Przydałoby się jakieś podsumowanie, bo dużo tego napisałem. Na pewno był to wyjątkowy, najlepszy rok mojego życia, pełen wrażeń. Następny mam zamiar uczynić jeszcze lepszym, choć nie będzie to łatwe, bo zrealizowane cele mają to do siebie, że są zrealizowane, więc nieatrakcyjne. Trzeba się skoncentrować nad robieniem tego, co się kocha, wyzbywając próżnej atrakcyjności. Robić to piękniej, skuteczniej, mniejszym nakładem sił i tak, żeby inni o tym wiedzieli i podziwiali. I najlepiej zarobić już swoje własne pieniądze. A na zakończenie piosenka tytułowa, świetnie streszczająca moje myślenie w tym roku (piosenkowe podsumowanie roku już wkrótce, po raz pierwszy ):