poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zarządzanie emocjami

Wiecie, kontynuuje swój cykl jednoakapitowych, wprowadzających refleksji psychologicznych. Jakimś dziwnym trafem nawiązują one do tematu głównego posta, tak też będzie i tym razem. Życie jest piękne, ale tylko wtedy jak się będzie miało do niego odpowiednie podejście. Wtedy będzie można czynić je jeszcze lepszym dla innych. Mamy jednak takie tendencje, że się bulwersujemy, smucimy i wkurzamy bezproduktywnie, a jeśli chcemy coś zrobić to okazuje się, że jest to rzecz trudna do zmiany np. prawo, polityka, konwenanse społeczne, swój stan majątkowy, wyniki piłkarskiej reprezentacji Polski. Natomiast rolą negatywnych emocji jest  pokazać nam, że coś jest złe i żebyśmy w tej kwestii zadziałali. 

Zarządzanie emocjami

Prolog

            Ostatnio pisałem dużo o motywacji, czyli o wytwarzaniu emocji niezbędnych do osiągania celu. Przypomnijcie sobie teraz jak bardzo czasem się Wam czegoś nie chce i jak bardzo owej motywacji wam potrzeba. A teraz Wam powiem, że Wy ją już macie i nie potrzebujecie więcej. Zaskoczeni? Czytajcie dalej.

Wstęp

            Ok, jest sobie coś takiego jak stany afektywne, z których najpopularniejszym są emocje i będę używał tych pojęć na potrzeby tego tekstu zamiennie. Emocje to takie nienazwane i niezdefiniowane cośka, które odczuwamy. Wg ekspertów jest 6 emocji podstawowych, są tzw. praemocje i mnóstwo wtórnych. Każda emocja jest przez coś wywołana (bodziec) i w założeniu ma nam pomagać w wykonaniu konkretnego działania. Czyli w teorii:
Widzę ładną dziewczynę (bodziec)-> pojawia się miłość (emocje, uczucia) -> podrywam (działanie)
Niestety, rzecz nam się mocno skomplikowała poprzez różne błędy poznawcze i pomieszanie emocji, bo, co tu dużo nie mówić, jest ich w nas bardzo dużo. I tu wkracza nasz dzisiejszy superbohater – zarządzeni emocjami. Przywitajmy go brawami.

Pierwotne rozumienie pojęcia

            Gdy się wspomina o zarządzeniu emocjami, a nie wspomina się wcale tak często mówiąc o psychologii, to kojarzy nam się z tym, żeby nie dać emocjom nas opanować. Żeby nie dać stresowi nas zjeść, miłości nas zwariować a złości pochłonąć. Zapraszam na fragment wykładu od 11 minuty:
            Akurat w tym wypadku rzecz jest banalna i nie wymaga dłuższego rozwodzenia się, choć oczywiście naukowcy i terapeuci będą to wałkować i wałkować, właśnie dlatego, że jest łatwe i powszechnie dostępne. Że trzeba się kontrolować. Trzeba mieć jak najwyższy parametr samoregulacji, robić to, co chcemy robić. Mylę się? Właśnie, że tak. Widzicie, bo są dwie rzeczy: jedna to samoregulacja (o niej później na blogu) a zupełnie inna to kontrola nad wytwarzaniem i nakierowywaniem emocji na działanie. To drugie za chwilę, teraz jeszcze dodam, że większość psychologów w swoich terapiach (a przynajmniej w powszechnej literaturze), jeśli w ogóle zajmuje się zarządzaniem emocjami to  tylko, podkreślam TYLKO po to, żeby czemuś się nie dać, żeby czegoś NIE zrobić, czego nie chcemy. A ja, jak zawsze, wezmę rzecz od dupy strony.
Już starożytni o tym wiedzieli. A podobno psychologia zaczęła się w XIX wieku....

Mój pomysł!

            Zobaczcie jak wiele emocji przez Was przechodzi każdego dnia. Weźmy ten ukochany stres, jak często się pojawia, jak często Was paraliżuje i sprawia, że coś nie idzie jak powinno. Z drugiej strony zobaczcie ile razy Wam się czegoś danego dnia nie chce robić, a czujecie, że warto. A teraz puśćcie wodzę fantazji i jak by to było, gdyby przerzucić stres (Zarządzić tą emocją) tak, aby dopingował Was przy rzeczach, których wam się nie chce, a nie objawiał się przy rzeczach ważnych. Słowem, żeby był przydatny, żeby emocja powodowała działanie.
            No i bardzo podobnie z pozostałymi emocjami, uczuciami. Tak krótko po przykładach:
  • Miłość niech powoduje rozwój relacji z druga osobą, wzrost jej szczęścia
  • Zainteresowanie, ciekawość niech powoduje poznawanie osoby czy przedmiotu, uczenie się
  • Złość, smutek niech nam uświadomią, że coś jest źle i zmotywują do konkretnej poprawy przyczyny problemu
  • Pożądanie seksualne niech nas zmotywuje do seksu a nie do porno czy masturbacji.
  • Nuda niech spowoduje, że zrobimy coś ciekawe (czytaj konstruktywnego)
Jak napisałem jednej z mistrzów podrywu: "Problem polega na tym, że zazwyczaj odwagi starcza wyłącznie na odważne spojrzenie." A ja Wam mówię, zarządźcie odpowiednio swoimi emocjami, bo łapanie za tyłki jest spoko. 

Pan na włościach swej emocjonalności

            Dobra, jeśli wizja bycia władcą własnych emocji wygląda dla Was apetycznie czytajcie dalej podręcznik początkującego lorda. Kilka pomysłów jak dojść do tego dość enigmatycznego i całkiem trudnego do wyjaśnienia, acz bardzo potężnego stanu. Władca własnych emocji. Człowiek, który dokładnie zna:
  • Emocje jakie posiada. Emocje jakie są w życiu, jakie odczuwamy. Zdradzę tylko, że jest ich nieskończenie wiele.
  • To, co powoduje emocje w nas. Czyli nie tylko nazywamy emocje, ale nazywamy też bodźce, od których się rodzą.
  • Ilość i moc stanów afektywnych w sobie.
  • Efekty jakie każda z emocji może powodować.
  • Przyporządkowanie każdej kolejnej emocji zadań, jakie będzie pełnić, do celów z jakich grup będzie motywować.
Teraz już wiecie dlaczego to się nazywa zarządzenie. Emocje to pewien konkretny zasób, którym możemy sterować. I już odrobina edukacji w zakresie tego, co wykropkowałem spowoduje znaczącą zmianę, bo ta umiejętność współcześnie u większości ludzi nie jest wykształcana. Konkretne techniki za tydzień.
Mniej więcej tak się poczujecie. 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Wewnętrzne źródła motywacji - Święto Boga, początek Mundialu

            Wracam do pisania refleksji, krótkich zapisów moich myśli. Oczywiście oprócz refleksji w postach cotygodniowych pojawiać się będzie solidna dawka psychologii i może jakieś bonusy. Pierwsza refleksja dotyczy komentarza pod poprzednim postem. Może nie tyle jego samego, co istoty mojego blogowania. Nie jest nią zdobycie jak największej liczby lajkujących, obserwujących, czytających. Nie jest nią pisanie czegoś cudownego, wspaniałego, odkrywczego, twórczego, niesamowitego, zapierającego dech w piersiach, kolorowego, oczojebnego itd. Co nią jest, widać tu: http://alekpoeta.blogspot.com/2014/01/30122013-5012014.html
            Jeśli ktoś nie ma żadnych problemów ze swoim życiem, ze sobą lub przynajmniej tak uważa, niech nie czyta. W ogóle. Nic. Tylko program telewizyjny.

            Jeśli ktoś jest cudowny i wykształcony i uważa, że to, o czym pisze jest oczywiste i łatwe, to się cieszę. Niech pójdzie krok dalej. Niech poobserwuje ludzi i nazwie ich zachowania tymi terminami, niech je zdefiniuje, zobaczy, że są prawdziwe, a jak uzna, że się mylę, niech polemizuje. Psychologia jest taką nauką, że z obiektem obserwacji mamy styczność bardzo często, więc można się pokłócić. Jak już to zrobi, to niech jeszcze, na końcu, zastosuje to, o czym piszę, żeby stać się lepszym człowiekiem. Skuteczniejszym, piękniejszym, milszym czy jakim tam chce.

Wewnętrzne źródła motywacji

            Wewnętrzne źródła motywacji to temat o tyle trudny, co przydatny. Znajomość zagadnienia da nam możliwość samomotywowania się, co przy osiągnięciu wysokiego poziomu tej zdolności jest prostą drogą do sukcesu, gdyż bardzo chcemy go osiągnąć. Emocje są tu kluczem, bez nich bowiem ani rusz. W tym tekście napiszę nie tylko o tym jak wzbudzić w sobie emocje, ale także jak korzystać w tym procesie ze środowiska zewnętrznego.
            Dobra, dużo wątków z poprzedniego wpisu będzie się powtarzać, ale różnica będzie taka, że tym razem ich istnienie będzie pochodzić z NASZEGO, WŁASNEGO, NIEZALEŻNEGO myślenia, a nie ze źródeł zewnętrznych. A jeśli od nas, to mamy sporą władzę, żeby to zmodyfikować. A to już miodzio.

Przygotowania świata zewnętrznego

            Ok, to jest niezwiązane z tematem, ale uważam, że należy wspomnieć o tym, że choć bodźce ze świata zewnętrznego na nas wpływają i warunkują nasze zachowania, to możemy to środowisko zewnętrzne zmienić. Siła, z jaką robią to nasi znajomi, rodzina, szef czy polityka kraju jest całkiem spora, o czym zresztą pisałem tydzień temu. Jednak środowisko niekiedy trudno zmienić, a my szukamy rozwiązań łatwych i skutecznych, więc…obejrzyjmy trochę filmików motywacyjnych, posłuchajmy ludzi sukcesy, skorzystajmy z tego, co oferuje nam cały świat zewnętrzny.
Nie zawsze można zmienić środowisko. ;) 

Kochanie, wychłoszcz mnie, przypaliłam ziemniaki.

            Nie tylko zmiana środowiska, ale przystosowanie go pod siebie. Zmiana podejścia tak, aby bodźce zewnętrzne wywoływały odpowiednie emocje to rzecz trudna i często niepotrzebnie forsowana przez terapeutów behawioralnych, ale jeśli coś widać, widać też możliwość łatwej zmiany, to dlaczego nie skorzystać? Jak? Standardowo, karamy się i nagradzamy lub (ekstremum - warto spróbować) prosimy kogoś, żeby to zrobił za nas i wtedy zmieniamy podejście. Oczywiście trzeba uważać ze stresem i nie forsować tej metody, bo efekt może być żaden bądź odwrotny.
            Trochę sucho, więc kilka powszechnych przykładów zmiany postawy za pomocą zachowań:
  • chcąc się zmusić do regularnych ćwiczeń fizycznych za każdą wykonana serię nagradzamy się relaksem przy telewizorze/komputerze.
  • za każde ulegnięcie nałogowi (alkoholowemu, narkotykowemu, papierosowemu, serialowemu itp.) karamy się czy to fizycznie (ból, ćwiczenia) czy odbierając sobie na jakiś czas przyjemności.
  • Mój ulubiony przykład. Nagradzanie osoby, z którą jesteśmy w relacji koleżeńskiej i wyżej za wykonywanie tego, o co ja prosimy (np. głaskaniem, przytuleniem, uśmiechem, komplementem) i kranie za to, że czegoś nie zrobiła (smutkiem, odmówieniem spełnienia jej prośby, fochem, karami cielesnymi)
Najważniejsze, aby za KAŻDĄ czynność nagradzać się i karać, aby nagrody i kary odpowiednio wywoływały pozytywne i negatywne emocje (muszą być emocje związane z karą i nagroda, nie może to być pusty rytuał!), były adekwatne do osiągnięć.  Fajnym sposobem jest nadanie danej czynności czy przedmiotowi wagi kary czy nagrody. Po ludzku to niemożliwe, a w psychologii owszem. Przykłady par exellance rzeczy, które mogą być zarówno karami jak i nagrodami: seks, śmierć, ból własny i zadawany drugiej osobie, Multipla, 3 z pracy klasowej (szkoła), miłość drugiej osoby do Ciebie. Wtedy behawioralnie zaczniemy lubić wykonywać daną czynność i stanie się ona dla nas nie tylko pożyteczna, ale i przyjemna. Oczywiście nie zawsze działa, czasem działa, więc o tym piszę. Ale są lepsze metody!

Kary i nagrody, ileż można?!

            Dalej siedzimy ze Skinnerem. Kary i nagrody mogą wpłynąć nie tylko na zmianę postawy wobec danego bodźca tak, że by wywoływał o nas pożądane emocje, ale także (o, oczywistości!) motywują do bezpośredniego działania. Słynne warunkowanie sprawcze. Wtedy od razu stają się dla nas źródłem emocjonalnym, czyli motywują. Wewnętrznie, bo  wyznaczamy je i wykonujemy z własnej woli (niekoniecznie samemu, można to zlecić drugiej osobie).

„Jak będziesz za dużo myślał, to myśliwym zostaniesz.”

            Dobra, przechodzimy z behawioralnej do humanistycznej, a to już o wiele bardziej moje klimaty. Każdy człowiek ma jakieś myśli, pomysły, koncepcje i to one w dużej mierze kształtują jego zachowanie. Jak pomyślimy, żeby kogoś zabić, to to robimy. Jak pomyślimy, że jesteśmy beznadziejni, to z czasem utwierdzamy się w tym przekonaniu. Dlatego jeśli chcemy, żeby się nam coś udało, trzeba myśleć, że nam się uda – w ten sposób zwiększamy szanse. Jeśli chcemy być pewnymi siebie, to myślimy o sobie, że jesteśmy fajni. To działa! Oczywiście jeśli wykonamy odpowiednią liczbę powtórzeń. Rzecz jasna, myślenie to nie wszystko, trzeba jeszcze działać.
            Jak to się ma do motywacji? Zmienienie myśli, utrzymywanie odpowiednich i zatrzymywanie nieodpowiednich w takli sposób, by wytworzyć podejście nakierowane na działanie. Wiem, brzmi enigmatycznie. Już wyjaśniam. Zmiana myślenia -> zmiana podejścia (czytaj. Zmiana emocji wytwarzanych przez bodźce) -> nowe emocje motywujące do działania.

„Kiedyś wiele rzeczy uznawano za niewykonalne do czasu aż ktoś ich nie dokonał." 

            Dyscyplina myśli pomoże nam jeszcze w inny sposób. Mianowicie, stawiając sobie cel przed oczy, automatycznie pojawiają się emocje powodujące, że chcemy go osiągnąć. Jeśli myślimy o tym, żeby poderwać ładną dziewczyną, to zaczynamy się pocić, stresować, co ma nas doprowadzić do zrealizowania zamierzenia. Jednak projekcja sukcesu, żeby była bardziej efektywna musi mieć kilka elementów:
  • Wyliczenie zalet osiągniętego celu.
  • Wytyczenie dokładnej drogi tudzież znalezienie pomysłu na wykonanie zadania.
  • Świadomość, że dany cel jest w zasięgu ręki, że możemy go osiągnąć. Inaczej pozostanie tylko niespełnionym marzeniem, jakich wiele.
"Nikt mi nie powie, że maszyna może latać!" 

 „Weź się za siebie”

…a dalej pójdzie z górki. Tudzież „zacząć to połowa sukcesu.” Coś w tym jest. Gdy w końcu się zmusimy to rozpoczęcia pisania artykułu na bloga, to jakoś go kończymy. Dlaczego? Tu po raz kolejny pojawia się teoria celów, zgodnie z którą każda kolejna literka, wyraz, zdanie daje nam odrobinkę emocji, które motywują. Dlatego właśnie najtrudniej zacząć, bo trzeba znaleźć motywację niewynikającą z osiągania celów tylko z innego źródła. Oczywiście, zawsze coś innego może nam się wydać bardziej atrakcyjne, wtedy przerwiemy pracę i nigdy do niej nie wrócimy. Dlatego warto zaczynać rozmaite inicjatywy – w trakcie okaże się czy są, mniej więcej, godne naszego wysiłku. 
Za tydzień kontynuacja tematu. 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Lednica 2014, Zesłanie Ducha Świętego, zewnętrzne źródła motywacji

            Hej, Kochani! W tę sobotę byłem na Lednicy z dziewczyną i było cudownie. Piszę o tym, żeby podzielić się swoimi refleksjami i pokazać, że życie blogera nie ogranicza się tylko do Internetu!  No i że niektórzy z nas mają dziewczyny! Prawdziwe! Z życia! Za dużo wrażeń z blogerskich grup z facebooka, wybaczcie, promować się jakoś trzeba jednak.  Ach, ta potrzeba akceptacji, zwrócenia na siebie uwagi….Mniejsza.

Pod względem psychologicznym na Lednicy to szaleństwo ogólnej pozytywności, akceptacji i otwartości na innych. Ponadto źródło cennych refleksji i obserwacji zwłaszcza z zakresu psychologii społecznej: jak człowiek może w jeden dzień się zmienić z powodu przebywania w określonej grupie? Ta niewyjaśniana kwestia zmienności/stałości osobowości. No i wyznaczyłem sobie kilka celów. Czy uda się je zrealizować to już inna sprawa. Tak to jest: wysoce emocjonalne zdarzenie powoduje w człowieku projekcję przyszłości, lepszej przyszłości tzw. ja idealne. Znamy rzecz z postanowieniami noworocznymi chociażby.

„Ride the lightening!”

Ale życie jest jednym, wielkim osiąganiem celów.  Znajdujemy, dążymy, zdobywamy. I tak właśnie ulepszamy swoje żywoty, stale pragnąc więcej. Na razie uczymy się na blogu jak cele osiągać a potem zastanowimy się jak czerpać satysfakcję i szczęście z tego, co się osiągnęło. Ale wszystko dokładnie, powoli. W dzisiejszym odcinku o zewnętrznych źródłach motywacji. Piosenka(1. Kategoria, „do dziś nie rozumiem jak można coś tak cudownego napisać”): https://www.youtube.com/watch?v=Qgf62sk_c1g
            Dobra, moi drodzy. Wyczyśćcie swoje umysły z wszelkiego naukowego bełkotu i ludowych receptur i posłuchajcie jak rzecz wygląda. Tematem dzisiejszych rozważań jest motywacja. Motywację możemy definiować na dwa sposoby, pokrywające się jednak ze sobą. Motywacja to element inteligencji emocjonalnej (tu macie wyjaśnione dokładnie co to inteligencja emocjonalna http://alekpoeta.blogspot.com/p/psychologia-osbowosci.html ), pewna umiejętność wytwarzania, niszczenia, kontrolowania i zarządzania emocjami, żeby osiągnąć cel. Druga definicja to stan emocjonalny człowieka, który mniej lub bardziej do osiągnięcia tego celu nas predestynuje. Dziś zajmiemy się tą drugą definicją, a za tydzień pierwszą. Czyli w dzisiejszym poście dowiecie się jakie zewnętrzne, niezależne od nas czynniki sprawiają, że nam się chce.

Nie ma nic za darmo…

            Jedną z podstawowych zasad współczesnego motywowania pracowników jest nagradzanie ich premiami i karanie rozmaitymi sankcjami kolejno za dobrą i zła pracę. Zadaniem nagrody (kary) jest wykształcenie pewnych zachowań poprzez wpływanie na emocje danej osoby. Wtedy coś zaczyna (praca, jaką chce pracodawca) nam się kojarzyć z nagrodą (premia), więc automatycznie, często podświadomie zaczynamy efektywniej pracować. Nagród i kar istnieje całe spektrum, a jedynym wyznacznikiem tego czy są złe czy dobre jest ich skuteczność oraz to, że możliwie nie wpływają na inne, pozapracownicze aspekty życia.

Precz ze Skinnerem!

            W psychologii ludowej (i przez bardzo długi czas w tej naukowej) istniało krzywdzące uproszczenie stanu motywacyjnego porównujące ludzkie zachowanie do zwierzęcego (szerszy opis w psychologii osobowości, gdy pisałem o podejściu behawioralnym). Uznawało się, że jeśli człowieka zachęcimy nagrodą, bądź przestraszymy karą, to wykona to, co chcemy. I to w dużej mierze się sprawdzało, ale owa teoria ma kilka dziur. Nawet mocno zmotywowany człowiek może nie wykonać zadania, do którego go się zachęca. Z różnych względów. Motywacje to jedynie emocje, które, choć bardzo potężne, nie zawsze przekładają się na bezpośrednie działanie. Nie mniej, zachęcanie nagrodami i straszenie karami, przy odpowiedniej ilości i rozstrzale czasowym wzmocnień zachowań, przynosi efekt. Ale to zdecydowanie nie wszystko!
Pierwszy film (wykład) dziś. Właśnie o tym, że behawioryzm nie zawsze daje radę z ekonomicznego, coachingowego punktu widzenia.

Stresogenność zewnętrzna

            Jakkolwiek możemy sterować i zarządzać naszymi emocjami (o tym za tydzień), to jednak dużo zależy od środowiska. Duża groźba kara lub zbyt duża możliwa nagroda powoduje stres (tu będę używać słowa stres synonimicznie z pobudzeniem emocjonalnym co nie do końca jest prawdą, ale o tym za tydzień), który ma nas zmobilizować, żeby daną czynność wykonać. Zgodnie z prawem Yerkersa-Dodsona, żeby zrobić coś łatwego, potrzebujemy dużego pobudzenia, a żeby coś trudnego trzeba nam się skoncentrować, więc stres utrudnia. Gdy go za mało, nie robimy, gdy za dużo, powoduje słynne drżenie rąk i nie możemy sobie z zadaniem poradzić. Trzy fazy ilości stresu względem zadania (dodałbym jeszcze zerową):
  1. Nie chce Ci się.
  2. Mobilizuje.
  3. Rozprasza
  4. Niszczy.      `
      Swoimi wszechobecnymi uwarunkowaniami behawioralnymi świat zewnętrzny wywołuje w nas emocje w tym stres. I teraz, w zależności od tego, w jakim jesteśmy środowisku może ono nas częściej mobilizować lub częściej demobilizować. Najlepiej rzecz widać na przykładzie szkół. Uczniowie, którzy mają słabe wyniki w nauce zazwyczaj są straszeni karami, wzywaniem rodziców, złymi ocenami, gdyż opanowanie podstawowego materiału jest łatwe. Natomiast uczniowie uczący się na olimpiady i konkursy przedmiotowe (zadania trudniejsze) nie są w ogóle motywowani. Im stres będzie szkodził. Poza tym, w dużej mierze, perspektywa wygrania motywuje wystarczająco. Podobnie sportowcom przed najważniejszymi meczami daje się wolne, a przed zwykłymi ligowymi trzeba na nich nawrzeszczeć.

Mówcy motywacyjni

            Emocje były, są i będą i nic się na to nie poradzi. W poprzednich akapitach pisałem jak zazwyczaj kary i nagrody poprzez emocje wpływają na działanie. Teraz przejdziemy od Skinnera do Rogersa, do psychologii humanistycznej. Jedna sprawa to ile jednostek afektywnych mamy w sobie a zupełnie inna jak to wykorzystamy. Z racji, że bierzemy się dziś za zewnętrzne źródła motywacji, to powiem jak inne osoby mogą w nas ukierunkowywać emocje na osiąganie celu. Zwą się oni mówcami motywacyjnymi, ich praca staje się coraz popularniejsza, bo ludzie chcą chcieć pracować. Ze swoimi tekstami przebili się do kultury popularnej i osobiście sam także bardzo lubię ich słuchać. Teraz przedstawię kilka pomysłów sposobów na ukierunkowanie emocji na działanie.
Filmik pokazuję krótką przemowę motywacyjną. Poza wrażeniami emocjonalno-artystycznymi warto zwrócić uwagę na to jak mówca ukierunkowuje emocje słuchaczy, by zmobilizować ich do konkretnego działania, a nie zwyczajnie zestresować.

Przykład

            „Jak są te szkolenia, to zazwyczaj wychodzi na środek gościu naładowany energią, pozytywnie, „Słuchajcie, jesteście z nami, przybijcie sobie piątkę…” Stawiam faworka komuś, kto znajdzie i wstawi w komentarzu źródło tego cytatu. Ale bardzo dobrze on obrazuje to, o czym chcę pisać: przykład. Mahadma Ghandi mawiał „bądź zmianą, która chcesz zobaczyć w świecie.” Ludzie idą za przykładem. Widząc, że ktoś jest szczęśliwy, zmotywowany, zadowolony ze swojej pracy, zastanawiają się jak on to robi i myślą „cholera, ja tez mogę!”. Przykład ukierunkowuje emocje na działanie, wyznacza cel „być na podobieństwo drugiego człowieka”. „Działać w tym konkretnym aspekcie życia tak jak on”. Skoro on umie, to dlaczego ja mam nie potrafić?! Oczywiście motywuje nie tylko przykład mówcy, jednej osoby, ale często wielu osób, grup nam najbliższych czy z jakichś innych przyczyn dla nas ważnych.

Ścieżka dojścia

            Przeczytane przeze mnie książki o podrywaniu dały mi wiedze o relacjach. No i fajnie, nauczyłem się jak krok po kroku coś zrobić. I dzięki temu właśnie, że wiem, łatwiej mi to wykonać. Wyznaczenie komuś dokładnej, precyzyjnej ścieżki dojścia do większego celu jest motywujące zgodnie z teorią celów. Łatwiej dojechać do odległej miejscowości, mając charakterystyczne miejsca po drodze niż ich nie mając. Każde minięcie, zaliczenie takiego miejsca mówi nam, na jakim etapie drogi jesteśmy oraz daje nam kilka punktów do chęci dalszej podróży.

Pokazanie absurdu obecnego nieróbstwa

            Tu słynny już Walkiewicz ze swoim „No to polej.” Jeśli trafisz w czyjś czuły punkt wytykając błędność rozumowania, to rozumowanie się zmieni. Zakładając, że rozmawiamy z człowiekiem inteligentnym, który chce zmienić swoje nieskuteczne (nieprawdziwe) myślenie. Dlatego mówcy i pisarze posługując się różnymi środkami artystycznymi pokazują błędy nieróbstwa. Gdy człowiek uświadomi sobie własny błąd, szuka możliwości by go naprawić, pojawia się ukierunkowane pobudzenie emocjonalne (niekiedy flow) dalej lista celów i życia nabiera kolorów.

Iesteś sfycienscom!

            Motywacja jest pożądanym towarem zarówno przez pracodawców, gdyż dzięki niej pracownicy osiągają lepsze wyniki, jak i przez pracowników, bo im się przyjemniej pracuje. Jeśli mówimy o psychologii sukcesu, generalnie rzecz kojarzy się z szeroko pojmowaną ekonomią – jak być efektywniejszym sprzedawcą (słynny marketing sieciowy), jak działać ponad normę, jak wymyślić ponadczasowy wynalazek itp. Jest to obecnie główne, ale śmiem twierdzić, że już nie długo tylko jedno z zastosowań tej wiedzy. Drugie dotyczy sportu, zarówno zawodowego jak i rekreacyjnego modelowania sylwetki. Osoby, które pomagają w znajdywaniu motywacji, efektywniejszym osiąganiu celów zwie się coachami tudzież trenerami osobistymi, przez widoczną analogię do trenerów sportowych, którzy pokazują zawodnikom drogę do sukcesu i motywują do jego osiągania.  I oni są w dużej mierze zastrzykiem, potężnym zastrzykiem zewnętrznej motywacji.
Trzeci, ostatni i najlepszy wykład (przemowa motywacyjna?). Zwróćcie uwagę na trzy elementy przemowy motywacyjnej wymienione w poprzednich akapitach oraz nawiązywanie relacji poprzez monolog, o czym pisałem w ostatnim akapicie:

„It’s funny but I had no sens of living without aim. The day before You came…”

            Coach też człowiek. Wychodząc z tego założenia dochodzimy do wniosku, że źródłem motywacji są….inni ludzie. Celowo cytuję ABBA’e, bo jest porządna, ale w kulturze popularnej mamy mnóstwo przykładów jak pojawienie się miłośni spowodowało, że dana osoba zaczęła działać efektywniej. Zewnętrznym źródłem motywacji są więc ludzie, ale nie bezpośrednio. Działa to tak: człowiek zaspokaja nasze rozmaite potrzeby -> mając więcej zaspokojonych potrzeb czujemy się szczęśliwsi -> ludzie szczęśliwsi są bardziej efektywni -> dbając o druga osobę osiągamy więcej celów, które ona wymaga.
Wszystko, o czym pisałem składa się na środowisko zewnętrzne, która ułatwia bądź utrudnia zdobywanie kolejnych celów poprzez zarządzanie naszymi emocjami, czyli procesy motywacyjne. Są to kolejno:
  • wszystkie nasze skojarzenia, podejście grupy do osiągania celów
  • kary i nagrody
  • stresogenność środowiska
  • ukierunkowanie naszej emocjonalności na działanie (lub na niedziałanie)
  • przykłady ludzi sukcesu (lub przykłady ludzi nie-sukcesu np. rodzina)
  • pokazanie dokładnej drogi dojścia do dużych celów
  • wytykanie lub pielęgnowanie błędów poznawczych związanych z nieróbstwem
  • relacje interpersonalne
            Nawet biorąc pod uwagę ilość i różnorodność wymienionych czynników, nie jesteśmy od nich w pełni zależni i sami potrafimy się do działania zmobilizować. Jak? O tym za tydzień.

niedziela, 1 czerwca 2014

Wniebowstąpienie Pańskie - teoria celów

Więc uroczyście, oficjalnie zaczynamy psychologię szczęścia i sukcesu. Zaczynamy od psychologii sukcesu, gdyż w ten sposób będzie łatwiej wszystko wytłumaczyć. Jak osiągnąć sukces? Analizując zarówno żywoty wielkich ludzi jak i tych mniejszych psychologowie doszli do uniwersalnych teorii wyjaśniających dlaczego komuś się udało a dlaczego nie. Oczywiście jak będę przy pewnych punktach wyjaśniał istnieje dużo zewnętrznych zmiennych, na które nie mamy wpływu,. ale na pewne mamy i to warto poprawiać.
Dość słuchania niepełnych opowieści innych. Tu i tylko tu poznacie prawdę o tym jak osiągnąć sukces! A czy ją zastosujecie, to już Wasza sprawa....
19 lat ma, smarkacz. Nic nie wie o życiu. A myśli, że zjadł wszystkie rozumy…
Podjęcie się tak ambitnego, trudnego i jakże przydatnego światu tematu jak psychologia szczęścia i sukcesu to wyzwanie. Nie wiem czy i w jakim stopniu mu podołam, ale czuje wewnątrz, że jest to tak ważny aspekt życia współczesnego człowieka, że warto i trzeba o nim mówić, mówić dużo i szczegółowo, choćby i posiadłszy niewielką wiedzę. Dlaczego? Odsetek depresji wciąż rośnie, kryzys gospodarczy, brak ambicji zmiany, brak chęci do pracy, mnóstwo piosenek o beznadziei, dekadencji, cynicznych, sarkastycznych. Przykłady można mnożyć. Dlatego tak ważne jest poznanie, przyswojenie tej wiedzy, ale przede wszystkim stosowanie jej. Bo, żeby zmienić żarówkę potrzeba tylko jednego psychologa, ale żarówka musi chcieć zmiany. Mogę sugerować, podpowiadać, ale bez konkretnej aktywności nic się nie zmieni.

„Ci, co zgubią marzenia, sami są zgubieni.”

            Zaczniemy śmiertelnie nudno i wyjątkowo przydatnie. Od uniwersalnej teorii osiągania sukcesu. Zaczniemy od niej, choć równie dobrze moglibyśmy nią zakończyć rozważania. Na początku coś, czego całkiem rzadko używam, czyli rysunek:

            Kółeczka to cele, a kwadrat to aktualne miejsce. Jak widać, cele są w różne odległości, różnie oddalone (ilość czasu potrzebna by je osiągnąć) , różne duże (stąd do kółeczek wiodą różne drogi dojścia (osiągania celów). Pokazałem jedną za pomocą krzywej. Niekiedy działania wiodą prosto do celu, niekiedy wręcz odwrotnie, najczęściej droga jest kluczeniem. W jej trakcie osiągamy kolejne pomniejsze cele. Warto zauważyć, że niektóre cele się nakładają. Np. idąc do restauracji mogę jednocześnie zaspokoić potrzeby (zrealizować cele) zaspokojenia głosu, spotkania towarzyskiego, wrażeń kulinarnych.  Cele możemy podzielić na duże (wielkość kółka) np. zostać bogatym, człowiekiem i małe, precyzyjne (kupić samochód, zarobić 10 tysięcy). Niektóre cele stają się w pewnym momencie niemożliwe do zrealizowania (wygrać wybory prezydenckie w 2010 roku), inne oddalają się i przybliżają w zależności od okoliczności.

„Nic nie jest trudne jeśli podzieli się to na mniejsze zadania.”

            Powiedział kiedyś Henry Ford. Prostą i całkiem skuteczną techniką jest wyznaczanie sobie mniejszych celów na drodze do większego. O tym się mówi na wielu szkoleniach z zakresu coachingu i mają rację. Technika skuteczna z dwóch powodów: po pierwsze, łatwiej się skoncentrować, a przez to wykonać zadanie, gdy zajmuje ono 5 minut niż gdy zajmuje 10 lat. Po drugie….
            No i właśnie, tutaj trochę dłużej. Z każdym celem wiąże się pewna emocjonalność, która powoduje, że chcemy to robić i to robimy. Zwie się motywacją. O tym bardzo mocno szerzej będzie później. Na teraz powiem, że motywacja się nie zużywa na wykonanie każdego zadania, tylko zużywa się wraz z upływem czasu niezależnie od tego, co w tym czasie robiliśmy. Natomiast jednym ze źródeł, o których także będę pisał jest zwyczajnie wykonanie zadania. Zakładając, że daną serię zadań wykonujemy szybko po sobie na chwilę możemy stać się prawdziwym perpetuum mobile, co też psychologowie już nazwali mianem „flow”.
            Posługując się terminologią z gier komputerowych, ilość punktów motywacji, które dostajemy za achievementa zależy od tego, jakie to zadanie miało dla nas znaczenie. A na to wpływa mnóstwo czynników od samego rodzaju zadania, przez jego trudność, własne nastawienie, rodzaje motywacji, aż do okoliczności wykonania. O tym też później.

Życzę Wam jak najwięcej porażek.

            Porażka w rozumieniu teorii celów to zwyczajnie jego nieosiągnięcie. Porażki są więc trwałe i ciągłe, gdyż dążąc do jakiegoś celu nadal go nie osiągamy. W tym znaczeniu całe życie jest porażką, jednak taka sytuacja może działać motywująco (o tym za tydzień).  Porażką jest więc bycie w drodze, czyli osiąganie, ale może być też stanem niezmiennym, gdy nieosiągniętym cele jest coś, czego nie da się fizycznie zrealizować (zazwyczaj są to cele związane z poszczególnymi datami, które przeminęły, niewykorzystane okazje). Wtedy jednak zwyczajnie możemy przemianować cel z „wygrać wybory prezydenckie w Polsce w 2010 roku na „wygrać wybory prezydenckie w Polsce w 2015 roku” i pracować na rzecz tego drugiego, zapominając o pierwszym. Rozpamiętywanie się i użalanie nad tym, co się nie udało raczej wymiernych efektów nie przyniesie, przeciwnie do rzeczowej analizy porażki punktowej i wyciągnięcia wniosków.
O dużej ilości spraw później. Pierwszym postem zarysowuję Wam, czytelnicy, jak rzecz wygląda z osiąganiem celów i drogą do nich.  Jest to prosta i bardzo skuteczna teoria, którą z czasem będziemy uzupełniać i doprecyzowywać. W każdym razie na jej bazie powstanie większość, jeśli nie całość działu o psychologii szczęścia i sukcesu.
Na koniec oto, co Was czeka, jak się nie zastosujecie: