Psychologia osobowości: Wstęp do preludium do introdukcji zagadnienia (metateorie)
Miałem mnóstwo pomysłów na rozpoczęcie cyklu tekstów o psychologii osobowości. Postanowiłem zacząć od tematu trudnego, ale niezmiernie ważnego, jeśli chodzi o zrozumienie całego, dużego działu, w którym odpowiemy sobie na pytania: kim jest człowiek? Jak poznać jaki on jest? Jak dowiedzieć się, jak dany człowiek zachowa się w konkretnej sytuacji? Jaki on jest, jakie ma cechy? Jaki ja jestem, jakie mam cechy? Jak się zachowuje i jak się zachowam? I wiele, wiele innych….Zapraszam więc do fascynującej podróży do ludzkich umysłów (szkoła humanistyczna), obserwacji zachowań fizycznych (behawioralna). Na początek jedna potężna piguła teorii, bez której ni widu, ni słychu ni kukuryku nie zrobimy. Potężna baza metateoretyczna.
Metateorie są to teorie naukowe, które warunkują całość zachowań człowieka. Za pomocą każdej z nich możemy wyjaśnić wszystko, co robimy i dlaczego robimy. Jednak wymienne używanie wszystkich pomoże nam w o wiele łatwiejszym przyswajaniu całej psychologii.
Psy(chologia)
Nie bez powodu psychologię czasem zwie się nauką o psach, gdyż te zwierzęta przyczyniły się znacząco do jej rozwoju. Iwan Pawłow, jak na prawdziwego Rosjanina przystało, w iście radzieckich warunkach, trzymał psy. Z ich obserwacji, zakładając, że jako zwierzęta nie myślą, wywnioskował pewne prawdy dotyczące także ludzkich zachowań. Z ang. zachowanie to behavior, więc tę metateorię nazywamy behawioralną. Zakłada ona, że człowiek nie myśli, a to, co robi zależy od dostarczanych mu bodźców.
Jak sprawić, żeby klient kupował nasz towar a nie konkurencji? Jak spowodować, że dziewczyna będzie uprawiać seks ze mną, a nie z innym? Psychologia behawioralna już dawno znalazła na te pytania odpowiedź. Należy dostarczyć naszemu celowi takich bodźców, by wykonywał on to, co chcemy. Tę rzecz behawioryści nazwali warunkowaniem sprawczym, czyli przyczyniającym się do sprawstwa. Jakiż to bodziec? Taki, który został już dookreślony przez warunkowanie klasyczne. Ile i jak często go dostarczać? Eksperymenty dokonywane na kotach Thorndike’a i szczurach Skinnera (biedne zwierzaczki) wyznaczyły różne strategie warunkujące zarówno regularność wzmocnień i osłabień celem uzyskania konkretnego zachowania. Nie będziemy się tu temu dokładnie przyglądać.Całkiem niedawno śledziliśmy drogę bodźca. Behawioryści znaleźli własne nazwy na pewne rzeczy. To, w jaki sposób interpretujemy bodziec, czyli całość naszego podejścia względem sygnału, nazwali warunkowaniem klasycznym. Po naszemu – skojarzenia. Na przykładzie z psów Pawłowa. Piesek, gdy dostaje jedzenie, to zaczyna się ślinić. Normalna, biologiczna reakcja. Spryciarze ze wschodu, przed podaniem jedzenia, dzwonili dzwoneczkiem. Na dźwięk dzwoneczka pieski się nie śliniły, no bo metalem się nie żywią. Aczkolwiek, gdy dzwoneczek skutecznie poprzedzał porcje jedzenia, pieski dostawały ślinotoku, gdy go słyszały. W ten sposób bodziec neutralny stał się warunkującym reakcję. Stąd warunkowanie. Warunkowanie klasyczne.
Mein Name ist Freud. Sigmund Freud.
Austro-Węgry, belle epoque, piękne góry, powozy konne, mężczyźni w brodach, kobiety w duszących gorsetach, ogólnie ekstaza. W tym czasie jeden z brodaczy, Sigmund (po polsku Zygmunt) Freud myślał. Czasu i pieniędzy miał dużo, więc mógł myśleć. I wymyślił…..jajo! Ok, ad rem. Freud uznał, że mamy świadomość i nieświadomość – dwa poziomy, których nie będę wyjaśniał, bo chyba wiadomo o co chodzi. Na poziomie nieświadomości (kalka z angielskiego – podświadomość, subconsciousness, stosowane synonimicznie) istnieją konflikty między id (popędy, potrzeby), a superego (wszelkie ograniczenia nie pozwalające owym potrzebom się zrealizować). Owe konflikty można rozwiązać przenosząc je na poziom świadomości. Ich wyjaśnianiem i rozwiązywaniem zajmuje się „starożytna” szkoła terapii zwana psychoanalizą. Wyjaśnione konflikty znajdują się w warstwie ego, a przed dopuszczeniem ich tam chronią nas mechanizmy obronne, szczegółowiej opisane przez Annę Freud. O tym aspekcie więcej za chwilę.
| Metaforą teorii Freudaoprócz "jaja" jest także góra lodowa. |
Człowiek – to brzmi dumnie
Z takiego założenia wyszli najpopularniejsi psychologowie drugiej połowy XX-wieku na czele z Carlem Rogersem. Po raz pierwszy człowiek został określony jako myślący! Tak, czasem się nam zdarzy mieć własne emocje (nowe słowo, nigdy wcześniej nie było o tym mowy!), przemyślenia, uczucia, rozum. Psychologia humanistyczna podejmuje te właśnie tematy, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb (piramida potrzeb Masłowa – to też tu). Wcześniej już dużo pisałem o roli emocji i potrzeb, niejednokrotnie będę jeszcze do tego wracał, więc tu damy sobie spokój.
![]() |
| Masłow założył także, że owe bloczki mogą się przesuwać, dlatego artyści wyżej cenią piękno dzieła niż porządek w pokoju i swoje relacje międzyludzkie. |
Data, so much data…
Psychologia poznawcza to dla mnie z jednej strony czarna magia i olbrzymi hejt na te wszystkie metody uczenia się, a z drugiej źródło wielu niezwykle przydatnych informacji, jeśli chodzi o poznawanie ludzi. Skoncentruję się na tym drugim, starając się udowodnić, że mózg (nie) jest taki prosty, na jaki wygląda.
Pamiętacie mechanizmy obronne? Po co nam one? Czy nie lepiej byłoby wszystko wiedzieć od razu i żyć ze świadomością absolutną? Ano, nie. Dlaczego? Po pierwsze, żeby życie było ciekawe. Gdyśmy wszystko wiedzieli, jakakolwiek by ta prawda nie była, nie mielibyśmy żadnej motywacji emocjonalnej do dalszego poznawania i czynienia świata lepszym. Gdy mózg wie wszystko, emocje zanikają. Chodzi zarówno o wiedze teoretyczną jak i praktyczną. Nic by wtedy nas nie zaskakiwało, emocje kaputt.
Jest jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa. Mechanizmy obronne działają, abyśmy nie ulegli tzw. przegrzaniu poznawczemu. Dociera do nas mnóstwo bodźców ze świata. Znaczącą większość z nich uznajemy za nieistotne bądź nieważne dla aktualnie wyznaczonych celów, ignorujemy je, filtrujemy. Im ktoś ma większą świadomość, tym więcej do niego dociera. No i jest jeszcze kwestia siły oddziaływania (o tym przy temperamentach).
Więc po co ta cała edukacja? Po co opowiadać ludziom o psychologii, skoro jak się dowiedzą, to albo uznają za nieważne, albo wykorzystają w życiu i stracą jego sens? Po pierwsze, do poznania absolutnego nigdy nie dojdziemy. Po drugie, mamy w sobie potrzebę poznawania i uczenia się. Po trzecie, dzięki zdobywanej wiedzy jesteśmy w stanie rozwiązać mnóstwo freudowskich konfliktów, pozbyć się szkodliwych emocji, złych warunkowań klasycznych, błędów poznawczych i skutecznie sprawiać, że ludzie będą robili to, co chcemy. Po czwarte, choć mam w sobie chęć pomagania ludziom, bardzo mocną, to nie zamierzam nikomu niezainteresowanemu opowiadać o psychologii, pomagać w jego problemach. Dlaczego? Z dwóch powodów: nie odniesie to skutku, bo zostanę zignorowany oraz gdybym nawet dotarł do osoby dobrze wychowanej na bazie psychologii ludowej, grzebiąc w jej głowie mógłbym popsuć jej światopogląd, co skutkowałoby pogorszeniem umiejętności i samopoczucia, a tego nie chcę. Primum non nocere, także jeśli chodzi o psychoterapię.
To tak w skrócie, jeśli chodzi o metateorie. Można poszukać więcej informacji, jeśli ktoś jest zainteresowany, przyda się, także do kolejnego sprawdzianu, ale przede wszystkim do zrozumienia kolejnych artykułów.
Pytania:
Scharakteryzuj metateorie: behawioralną, psychodynamiczną, humanistyczną oraz poznawczą. Wyjaśnij ich założenia na przykładach z życia codziennego.
Która z metateorii najbardziej pasuje Twojemu punktowi widzenia i dlaczego?
Atrybucja jest śmieszna. Najprościej definiuje się ją jako przypisywanie cech na podstawie jakiegoś bodźca. Nie chodzi jednak tylko o przypisywanie cech, ale także tworzenie opinii o drugim człowieku, wyjaśnianie jego zachowań, tworzenie portretu psychologicznego. Jest to ułatwienie poznawcze, które pozwala nam bez wspomnianej już wcześniej świadomości absolutnej, żyć. Poznawać świat, ludzi, przewidywać ich zachowania. Mówi się o niej wszędzie, ale używając słów takich jak: szufladkowanie, obgadywanie, generalizacja. Wszyscy faceci to świnie, a żydzi to spiskowcy. Te sprawy. Myślę, że kojarzycie.
Dobra, dobra, wszystko spoko, ale jak nadać drugiej osobie cechę. Jak to się dzieje? Ano, nieświadomie. Na przykładzie: Widzimy, że ktoś zabija drugą osobę, to przypisujemy mu cechy: morderca, bezwzględny, bez serca, egoista itp. Czy to prawda, że ta osoba taka jest? Nie zawsze. Nasze podejście, wszelkie warunkowanie klasyczne, podejście do życia każe nam tak myśleć. Poprzednie doświadczenia, kultura, opinie innych ludzi, wszystko składa się na nasze podejście. I dlatego właśnie nadajemy mu takie cechy, a nie: twardziel, pogromca słabych, niszczyciel żydokomuny, odważny i sprzeciwiający się schematom społecznym. Anders Breivik powinien to polubić. Btw. Nieco inne spojrzenie: http://www.youtube.com/watch?v=ac9GRXm1Hy8
Błędy atrybucji
Atrybucja rzecz ludzka i też popełnia błędy. Jak każde ułatwienie poznawcze jest nieścisła. Jej najbardziej podstawowy kłopot to po prostu brak posiadania wystarczającej ilości bodźców do oceny. Chcemy szybko poznać prawdę i z niecierpliwości, na podstawie śladowych informacji, atrybutujemy. Im mniej bodźców, tym bardziej błędnie.
„Znasz mnie lepiej niż ja siebie…”
Ludzie zwykli mówić – nie oceniaj, bo mnie nie znasz. Cóż za bzdura! Sam sobie zaprzeczam? Czasem. Chodzi o to, że ważna jest nie tylko ilość bodźców, które do nas docierają. Jak przebywamy z kimś dużo czasu, to możemy na podstawie większej ilości bodźców wyciągnąć w nioski i na ogół ta opinia jest dokładniejsza, pełniejsza, bardziej obiektywna. Wtedy jednak nasze poznanie jest też skrzywione przez uczucia względem tej osoby. Z drugiej strony, jeśli kogoś kochamy, to ma to jakiś swój powód, w związku z tym opinia pod wpływem miłości nie zawsze błądzi.
Nie znam, ale oceniam. Dlaczego? Bo mogę! Mam do tego prawo, robię to zazwyczaj nieświadomie. I często mam więcej racji od tych, którzy znają. Dlaczego? Oprócz bezemocjonalnego obiektywizmu istnieje coś takiego jak narzędzia diagnostyczne. Uczą się o tym psychologowie – dzięki nim widzą w drugim człowieku, na poziomie świadomości, więcej cech na podstawie zachowań, na które zwykli ludzie nie zwracają uwagi. Owe narzędzia diagnostyczne wymagają jednak niezwykłej pokory od ich użytkownika – są potężną rzeczą. Można się na nich niekiedy bardzo rozczarować w myśl zasady: „Gdy dostajesz młotek, wszystko wygląda jak gwóźdź do wbicia”. Nie, nie każde dziecko, które rysuje drzewo z dziuplą jest gwałcone!
Błędy atrybucji jednak, w fachowej nomenklaturze, definiuje się jako spaczone podejście, przetwarzanie bodźców tak, by nie dawały pełnego obrazu. Powinniśmy zacząć od tzw. podstawowego błędu atrybucji – chodzi o to, że działanie drugiego człowieka zdecydowanie za często przypisujemy jego cechom, myślom, a bardzo rzadko wpływom społecznym, zewnętrznym, które są o wiele silniejsze.
Tak bardzo prawdopodobne…
Też lubicie tłumaczyć to, że nie spotkacie się z osobą, której nie lubicie, dużą ilością pracy? Uzasadniacie przegrany mecz śnieżycą? Przypisywanie przyczyn mało znaczących i pomijanie tych ważniejszych, ale trudniejszych to zmienienia to całkiem częsta przypadłość. Zwie się to autohandicappingiem. Przypisujemy niemiłe zdarzenie czynnikowi niezależnemu, żeby uspokoić swoje sumienie. Z drugiej strony, uwielbiam, jestem osobistym fanem mocy sprawczej wszystkich zwycięzców w kasynach. Przypisują oni swoje zwycięstwo niezwykłym taktykom, podczas gdy to zwykły los decyduje o wygranej. Dlaczego tak się dzieje? Bo uwielbiamy mieć wpływ na to, co robimy. A jeszcze bardziej osiągać to, co chcemy. Szastamy znaczeniem działań w różne strony.
Tak bardzo wyjątkowy….
Każdy człowiek jest wyjątkowy….Oj tak, każdy. I każdy chce czuć się wyjątkowy, przez to, kim jest, co robi. Zwłaszcza, jeśli chodzi o czynności wysoce emocjonalne. Dlatego też, każdy z anonimowych alkoholików uważa, że jego problem jest najbardziej unikatowy, podczas, gdy każdy zwyczajnie za dużo pije. Terapie psychologiczne to zazwyczaj schemat, który działa niekiedy na najbardziej wyjątkowe kłopoty.
Dobra, dobra, ale zaraz…..Dlaczego sportowcy wracający z olimpiady mówią „udało się”, zamiast „wywalczyliśmy medale”? Dlaczego zgwałcone kobiety uważają, że to ich wina? Nie doceniamy innych jeszcze, nienazwanych spaczeń atrybucji. Wpływy społeczne, własne, ustalone poglądy (fałszywa skromność, przekonanie o własnych możliwościach, optymizm, pesymizm, wszystko właściwie) ma znaczenie i to olbrzymie, gdy wyjaśniamy dane zachowania własne czy innych. Jeszcze, dużo naprawdę dużo pozostaje w tej kwestii do zbadania…
Pytania:
1. Jak oceniam ludzi i co z tego wynika? Jak bliski prawdy jest mój osąd?
2. Jak, dlaczego akurat tak i czy prawidłowo oceniam i wyjaśniam własne zachowania?
3. Czy w ogóle istnieje coś takiego jak prawda o człowieku? Jeśli tak, to gdzie jej szukać?
Pobawmy się suwakami (Wielka piątka osobowości)
Temperamenty
Hmmm…uciekać przed tym niedź….. (Introwertyzm a ekstrwertyzm)
Kobieta (człowiek) to byt wilgotny. Nasiąka… (neurotyzm)
Ja chcę cukierka! - postawy
Lenie całego świata, łączmy się….od jutra, czyli sumienność vs. nieuporządkowanie.
Skok na bangee na pierwszej randce? Brzmi świetnie! – otwartość na doświadczenia.
No to piątka!
Szukam inteligentnego pana….(inteligencja poznawcza)
Jesteś głupi!
„Żeby człowiek był człowiekiem”, czyli o inteligencji emocjonalnej.
Dojrzałość (Erikson)
Ach, te dzieci….
Kim ja właściwie jestem?!
Ciepło domowego ogniska
„Wiek męski – wiek klęski”
Możecie się podporządkować albo umrzeć
„300% normy”
Unormowana nienormalność
Jesteś wariatem!
Pytania:
Dystans do życia
Perspektywy czasowe
„Close your eyes and begin to relax
Miej wyjebane, a będzie Ci dane”?
„-Tato, jestem zmęczony
Pytania:
3. Czy w ogóle istnieje coś takiego jak prawda o człowieku? Jeśli tak, to gdzie jej szukać?
Pobawmy się suwakami (Wielka piątka osobowości)
Jest to teoria autorstwa Paula Costy i Roberta McCrae, wg której tworzy się portrety psychologiczne. Składa się z ilu? Hmmm, zastanówmy się, tak z 5 elementów, które nie bez przyczyny nazwałem suwakami. Każdemu człowiekowi można przypisać dane miejsce na suwaku. Wymyślono nawet skale, liczby i testy dotyczące tej materii, można sobie poszukać po internetach, poszerzać wiedzę. Ja i tak całkiem dużo napiszę o poszczególnych suwakach, bo to są ważne rzeczy.
Pamiętacie jeszcze atrybucję? Trochę poszerzyłem ten aspekt, filozofowałem, rozwijałem go. Powiedziałem tam między innymi, że cechę dajemy osobie na przykładzie tych zachowań, które znamy, widzimy. Testy obejmują pytania, czyli jak osoba siebie widzi – też obraz zniekształcony. Więc nie może nam to dać pełni, jakieś mniejsze lub większe uogólnienie. Osobowość to zespół cech, tych już uogólnionych.
Filozoficzny spór o pierwszeństwo jajka i kury trwa nadal, podobnie jak psychologiczny, o stałość pewnych cech ludzkich. Europejska szkoła ludzka uważa, że temperament (wartości stałe) + charakter (cechy nabyte) = osobowość. Amerykańska szkoła swoimi eksperymentami i szkoleniami motywacyjnymi najchętniej zmieniłaby wszystko, łącznie z płcią biologiczną i społeczną (gender, skądś to znamy), orientacja seksualną, a najlepiej preferencjami kulinarnymi i kodem genetycznym. Wiele eksperymentów potrzeba, by zadecydować kto ma rację.
Temperamenty
O temperamentach mógłbym długo opowiadać. Jest to wrodzona, wg wersji europejskiej baza, która tworzy osobowość. Tak o temperamentach, ze względu na ich wrodzoność i stałość krócej, a o charakterach będziemy się rozwodzić dość długo. Dobrze, teraz przydałby się rysunek:

Tak, wszystko jasne. Mamy układ współrzędnych i cechy charakterystyczne. Każdy z nas jest kropką gdzieś na tym układzie współrzędnych. Im bliżej danego rogu jesteśmy, tym więcej cech charakterystycznych dla danego temperamentu mamy. Skrajności jest mało, najwięcej osób jest w środku. Ponadto pewne cechy można nabyć i wykształcić w ciągu życia, więc można nieco zmieniać swoja osobowość. Są top tylko pewne charakterystyczne wyróżniki dla skrajności. Każdy temperament ma swoje zalety i wady. Zalety należy wzmacniać, wady wypleniać. Nie ma więc temperamentu idealnego. W odniesieniu do naszej ukochanej piątki, owe uwagi to: introwersja-ekstrawersja oraz równowaga emocjonalna-neurotyzm.
Hmmm…uciekać przed tym niedź….. (Introwertyzm a ekstrwertyzm)
Introwersja – mówi się o niej współcześnie bardzo dużo. W skrócie to niska reaktywność na bodźce. My sobie jednak nieco rozszerzymy ten aspekt. Rozwalamy pierwszy mit – introwertycy lubią ludzi, także muszą zaspokajać swoje potrzeby społeczne. Ma ukochana jest introwertykiem, także coś o tym wiem. Ja osobiście mniejszym. Generalnie są to osoby, które wolą posiedzieć w domu, wypić kawę/czekoladę, poczytać książkę/pograć w grę, zamiast pójścia na duszną, głośną imprezę. Bleee… Introwertycy więc o wiele bardziej lubią samotność czy rozmowę z jedną osobą. Przebywanie w dużej grupie osób ich męczy. Ekstrawertyzm zaś to wysoka reaktywność na bodźce. Członkowie tej grupie zdobywają energię wystawiając się na bodźce i reagując na nie, więc uwielbiają grupy. Mówią szybko, są towarzyscy, otwarci, działają szybko, impulsywnie. Wolą poimprezować i nie myśleć o świecie niż siedzieć w domu i nic nie robić. Nuuuuuudaaaaaa…..
Kobieta (człowiek) to byt wilgotny. Nasiąka… (neurotyzm)
Neurotyzm to bycie gąbką jednostronną. Neurotycy mocno nasiąkają wszelkimi bodźcami i w zależności od ekstrawersji i introwersji dają im upust. Neurotyczność nie jest negatywna – wszystko zależy bardziej od tego, co robimy z siedzącymi w nas emocjami. Czy sobie z nimi dajemy radę? Czy mamy komu się wygadać, jak wiersz napisać, bloga, cokolwiek? Sam jestem trochę neurotykiem i bardzo cenie tę cechę. Pozwala mi ona działać i cały czas tworzyć, bo dopuszcza do siebie bodźce. Psychologowie są zgodni: tamując bodźce, tamujemy wszystkie zarówno te dobre, jak i złe. I tylko od naszego podejścia zależy, który bodziec jak zinterpretujemy i jakie emocje z niego wynikną. W skrajnym przypadku neurotyzm prowadzi do nerwicy i wtedy należy zmniejszać liczbę bodźców. Równowaga emocjonalna to zamknięcie się na bodźce. No i znów, cecha teoretycznie wrodzona, ale są terapie, które zmieniają celem leczenia chorób. Behawioryści się oburzą, że leczymy tylko zachowania i może też tam być. Z drugiej strony to zachowania warunkują cechy – kwestia niewyjaśnialna.

Ja chcę cukierka! - postawy
Na suwaku przesuwamy….uległość a agresja (Albo mądrzej, tak zasadniczo powinno być: ugodowość vs. antagonizm). Zachowania agresywne to takie, które służą zrealizowaniu celu, potrzeb bez zważania na koszty. Skrajnym przykładem jest zabicie miliona ludzi, żeby dostać cukierka. Olać milion, cukierek jest mój! Zachowanie uległe to zaniechanie zaspokajania własnych potrzeb na rzecz potrzeb innych osób. Co z tego, że umrę z głodu, byle ona się uśmiechnęła. Ale zaraz, zaraz….są też zachowania bierno-agresywne - te najgorsze, odwrotność złotego środka. Nie osiągamy celu i wkurzamy innych. Sapiące i narzekające na niewychowanie współczesnej młodzieży babcie w środkach komunikacji miejskiej. Ale nigdy nie wyartykułują swoich potrzeb. Myślę, że kojarzycie.
*Przypominam, że mówimy tu o cesze, a ta warunkowana jest zachowaniami jednostki i uznawana za wartość stałą. Mówimy, że ktoś jest agresywny bądź uległy, to jest cecha, jednak nie zaliczająca się do Wielkiej Piątki, ale wpływająca na to, co dalej, czyli…. Antagonizm to niechęć do ludzi, a ugodowość spolegliwość z nimi. To bazuje na zachowaniach i to są cechy Wielkiej Piątki. Dla ułatwienia podałem zamienniki łatwiejsze do odczytania no i jednocześnie rozwijam teorie postaw. Są to dwie odmienne teorie, ale w większości się pokrywają, więc można je połączyć. Zachowania agresywne są więc głównym wyróżnikiem antagonizmu, a uległe – ugodowości.
No i jest jeszcze asertywność. Asertywność możemy definiować jako postawę, jako cechę, ale przede wszystkim to umiejętność. Umiejętność zachowania takiego, by zaspokajać swoje potrzeby, szanując innych. O jej elementach i wgl więcej kiedy indziej, gdy będziemy omawiać psychologię społeczną. Całkiem śmieszna sprawa z tą asertywnością. Pozostając w tematyce cukierków (i nauki na sprawdzian o drugiej wojnie światowej):
Na suwaku przesuwamy….uległość a agresja (Albo mądrzej, tak zasadniczo powinno być: ugodowość vs. antagonizm). Zachowania agresywne to takie, które służą zrealizowaniu celu, potrzeb bez zważania na koszty. Skrajnym przykładem jest zabicie miliona ludzi, żeby dostać cukierka. Olać milion, cukierek jest mój! Zachowanie uległe to zaniechanie zaspokajania własnych potrzeb na rzecz potrzeb innych osób. Co z tego, że umrę z głodu, byle ona się uśmiechnęła. Ale zaraz, zaraz….są też zachowania bierno-agresywne - te najgorsze, odwrotność złotego środka. Nie osiągamy celu i wkurzamy innych. Sapiące i narzekające na niewychowanie współczesnej młodzieży babcie w środkach komunikacji miejskiej. Ale nigdy nie wyartykułują swoich potrzeb. Myślę, że kojarzycie.
*Przypominam, że mówimy tu o cesze, a ta warunkowana jest zachowaniami jednostki i uznawana za wartość stałą. Mówimy, że ktoś jest agresywny bądź uległy, to jest cecha, jednak nie zaliczająca się do Wielkiej Piątki, ale wpływająca na to, co dalej, czyli…. Antagonizm to niechęć do ludzi, a ugodowość spolegliwość z nimi. To bazuje na zachowaniach i to są cechy Wielkiej Piątki. Dla ułatwienia podałem zamienniki łatwiejsze do odczytania no i jednocześnie rozwijam teorie postaw. Są to dwie odmienne teorie, ale w większości się pokrywają, więc można je połączyć. Zachowania agresywne są więc głównym wyróżnikiem antagonizmu, a uległe – ugodowości.
No i jest jeszcze asertywność. Asertywność możemy definiować jako postawę, jako cechę, ale przede wszystkim to umiejętność. Umiejętność zachowania takiego, by zaspokajać swoje potrzeby, szanując innych. O jej elementach i wgl więcej kiedy indziej, gdy będziemy omawiać psychologię społeczną. Całkiem śmieszna sprawa z tą asertywnością. Pozostając w tematyce cukierków (i nauki na sprawdzian o drugiej wojnie światowej):
Lenie całego świata, łączmy się….od jutra, czyli sumienność vs. nieuporządkowanie.
Suwaki przesuwamy między sumiennością a nieuporządkowaniem. Między wykonywaniem wszystkich zadań ustalonych przez siebie lub przez innych bez straty choćby sekundy a między totalnym miotaniem się od bodźca do bodźca. Wiemy, że nie ma czegoś takiego jak dobra bądź zła cecha osobowości z wielkiej piątki. Sumienność w swej skrajności traci spontaniczność, zadowolenie z wykonywanych zadań. Traci także autentyczność i człowieczeństwo – stajemy się robotami. Z kolei wad nieuporządkowania chyba nie muszę wymieniać – niska produktywność, pikujące poczucie własnej siły sprawczej itp. Za to osoby nieuporządkowane są o wiele bardziej kreatywne, mają marzenia, szukają najłatwiejszych sposobów osiągnięcia celu, co niekiedy przynosi lepsze efekty niż walenie głową w mur robotów. Leniuchy wynajdą dynamit, albo nic nie zrobią.
Przyjęło się, że flegmatycy są bardzo uporządkowani. Taki stereotyp, schemat osobowości. Wiadomo, że stereotypy nie biorą się znikąd, aczkolwiek nawet gdyby ten był prawdziwy (w odniesieniu do większości), to pamiętajmy, że są to aż trzy różne suwaki.
Suwaki przesuwamy między sumiennością a nieuporządkowaniem. Między wykonywaniem wszystkich zadań ustalonych przez siebie lub przez innych bez straty choćby sekundy a między totalnym miotaniem się od bodźca do bodźca. Wiemy, że nie ma czegoś takiego jak dobra bądź zła cecha osobowości z wielkiej piątki. Sumienność w swej skrajności traci spontaniczność, zadowolenie z wykonywanych zadań. Traci także autentyczność i człowieczeństwo – stajemy się robotami. Z kolei wad nieuporządkowania chyba nie muszę wymieniać – niska produktywność, pikujące poczucie własnej siły sprawczej itp. Za to osoby nieuporządkowane są o wiele bardziej kreatywne, mają marzenia, szukają najłatwiejszych sposobów osiągnięcia celu, co niekiedy przynosi lepsze efekty niż walenie głową w mur robotów. Leniuchy wynajdą dynamit, albo nic nie zrobią.
Przyjęło się, że flegmatycy są bardzo uporządkowani. Taki stereotyp, schemat osobowości. Wiadomo, że stereotypy nie biorą się znikąd, aczkolwiek nawet gdyby ten był prawdziwy (w odniesieniu do większości), to pamiętajmy, że są to aż trzy różne suwaki.
Skok na bangee na pierwszej randce? Brzmi świetnie! – otwartość na doświadczenia.
Z jednej strony powoduje nasze bogacenie się, poznawanie świata, niezwykłą i niezapomnianą podróż przez życie zupełnie poza sferą komfortu, a z drugiej może być kończyć się „śmiercią lub ciężkim kalectwem”, uzależnieniem czy traumą na całe życie. Nie zawsze otwartość na doświadczanie jest pozytywna. Mimo wszystkich filmików motywacyjnych wzywających do odwagi, przeżywania życia, smakowania go. Owszem, współczesnemu światu brakuje otwartości, ale takiej skutkującej pozytywnie. Znów cecha nie jest ani dobra ani zła.
Z jednej strony powoduje nasze bogacenie się, poznawanie świata, niezwykłą i niezapomnianą podróż przez życie zupełnie poza sferą komfortu, a z drugiej może być kończyć się „śmiercią lub ciężkim kalectwem”, uzależnieniem czy traumą na całe życie. Nie zawsze otwartość na doświadczanie jest pozytywna. Mimo wszystkich filmików motywacyjnych wzywających do odwagi, przeżywania życia, smakowania go. Owszem, współczesnemu światu brakuje otwartości, ale takiej skutkującej pozytywnie. Znów cecha nie jest ani dobra ani zła.
No to piątka!
Podsumowując, suwaki piątki osobowości są bardzo przydatnym narzędziem do określenia jaki ktoś jest. Przesunięcie w jedną czy w drugą nie oznacza, że ktoś mniej czy bardziej zwariował. Każde położenie posiada określona liczbę wad i zalet – nad wadami warto pracować, a zalety pielęgnować. Wielka piątka osobowości nie jest wobec tego w żaden sposób pełną charakterystyką – to uproszczony obraz, zawierający sporo błędów, nieścisłości, niedomówień, a jednocześnie będący bardzo przydatny i łatwy w obsłudze, odczycie. Jak określić, gdzie ktoś się znajduje na naszym suwaku? Na czuja – opcja pierwsza. Posługując się testem osobowości – opcja druga. Trzecia, pomocna dla pierwszej to atrybucja czy to z cech czy z ogółu zachowań czytana. Przypisujemy te charakterystyczne danemu położeniu suwaka. Np. jeśli ktoś opowiada wszystkim o swoim życiu seksualnym, to jest ekstrawertykiem. Tabelka pomoże. Niektóre cechy są wspólne dla kilku suwaków. Osoby zamknięte na doświadczenia i ugodowe pragną bezpiecznego życia.
neurotyczność
ekstrawersja
otwartość na doświadczenie
ugodowość
sumienność
Lęk
towarzyskość
wyobraźnia
zaufanie
kompetencje
agresywna wrogość
serdeczność
estetyka
prostolinijność
skłonność do porządku
Depresja
asertywność
uczucia
altruizm
obowiązkowość
impulsywność
aktywność
działanie
ustępliwość
dążenie do osiągnięć
wrażliwość, poczucie piękna
wylewność
skłonność do ryzyka
Chęć bezpiecznego życia
nuda
nadwrażliwość
poszukiwanie doznań
idee
skromność
samodyscyplina
nieśmiałość
emocjonalność pozytywna
wartości
skłonność do rozczulania się
rozwaga
Podsumowując, suwaki piątki osobowości są bardzo przydatnym narzędziem do określenia jaki ktoś jest. Przesunięcie w jedną czy w drugą nie oznacza, że ktoś mniej czy bardziej zwariował. Każde położenie posiada określona liczbę wad i zalet – nad wadami warto pracować, a zalety pielęgnować. Wielka piątka osobowości nie jest wobec tego w żaden sposób pełną charakterystyką – to uproszczony obraz, zawierający sporo błędów, nieścisłości, niedomówień, a jednocześnie będący bardzo przydatny i łatwy w obsłudze, odczycie. Jak określić, gdzie ktoś się znajduje na naszym suwaku? Na czuja – opcja pierwsza. Posługując się testem osobowości – opcja druga. Trzecia, pomocna dla pierwszej to atrybucja czy to z cech czy z ogółu zachowań czytana. Przypisujemy te charakterystyczne danemu położeniu suwaka. Np. jeśli ktoś opowiada wszystkim o swoim życiu seksualnym, to jest ekstrawertykiem. Tabelka pomoże. Niektóre cechy są wspólne dla kilku suwaków. Osoby zamknięte na doświadczenia i ugodowe pragną bezpiecznego życia.
neurotyczność
|
ekstrawersja
|
otwartość na doświadczenie
|
ugodowość
|
sumienność
|
Lęk
|
towarzyskość
|
wyobraźnia
|
zaufanie
|
kompetencje
|
agresywna wrogość
|
serdeczność
|
estetyka
|
prostolinijność
|
skłonność do porządku
|
Depresja
|
asertywność
|
uczucia
|
altruizm
|
obowiązkowość
|
impulsywność
|
aktywność
|
działanie
|
ustępliwość
|
dążenie do osiągnięć
|
wrażliwość, poczucie piękna
|
wylewność
|
skłonność do ryzyka
|
Chęć bezpiecznego życia
|
nuda
|
nadwrażliwość
|
poszukiwanie doznań
|
idee
|
skromność
|
samodyscyplina
|
nieśmiałość
|
emocjonalność pozytywna
|
wartości
|
skłonność do rozczulania się
|
rozwaga
|
Szukam inteligentnego pana….(inteligencja poznawcza)
Inteligencja poznawcza (IQ) to zdolność przyswajania nowych informacji i ich wykorzystywania w życiu. Tak najszybciej można to zdefiniować. Nie jest to wartość stała, możemy na nią wpływać odpowiednimi ćwiczeniami, natomiast jest to trudne i często niezbyt skuteczne. Możliwości poznawcze większości ludzi są na ogół dobre – trzeba tylko znaleźć właściwą sobie metodę uczenia, odpowiednie warunki i to stosować. Wypadki i niektóre substancje chemiczne (np. narkotyki) potrafią znacznie obniżyć nasze IQ. Zmiany w mózgu i takie tam. Zbyt niska inteligencja poznawcza to inaczej upośledzenie umysłowe. Są to liczby poniżej 80. Nie ma IQ poniżej zera – wtedy się nie żyje. W zależności od jego stopnia takie osoby nie są w stanie „normalnie” funkcjonować, nauczyć się zawodu czy czynności codziennych. Mamy różne obszary inteligencji poznawczej, w zależności od naukowca. Jedni są lepsi w polskim, inni w matmie, jeszcze inni w relacjach z ludźmi. Wszystko można rozwinąć, tak w bardzo telegraficznym skrócie zarysowuję sytuację. Do naszych rozważań nie będziemy potrzebować dużej ilości informacji nt. inteligencji poznawczej.

Tak to m,niej więcej wygląda w całym społeczeństwie.
Inteligencja poznawcza (IQ) to zdolność przyswajania nowych informacji i ich wykorzystywania w życiu. Tak najszybciej można to zdefiniować. Nie jest to wartość stała, możemy na nią wpływać odpowiednimi ćwiczeniami, natomiast jest to trudne i często niezbyt skuteczne. Możliwości poznawcze większości ludzi są na ogół dobre – trzeba tylko znaleźć właściwą sobie metodę uczenia, odpowiednie warunki i to stosować. Wypadki i niektóre substancje chemiczne (np. narkotyki) potrafią znacznie obniżyć nasze IQ. Zmiany w mózgu i takie tam. Zbyt niska inteligencja poznawcza to inaczej upośledzenie umysłowe. Są to liczby poniżej 80. Nie ma IQ poniżej zera – wtedy się nie żyje. W zależności od jego stopnia takie osoby nie są w stanie „normalnie” funkcjonować, nauczyć się zawodu czy czynności codziennych. Mamy różne obszary inteligencji poznawczej, w zależności od naukowca. Jedni są lepsi w polskim, inni w matmie, jeszcze inni w relacjach z ludźmi. Wszystko można rozwinąć, tak w bardzo telegraficznym skrócie zarysowuję sytuację. Do naszych rozważań nie będziemy potrzebować dużej ilości informacji nt. inteligencji poznawczej.
![]() |
| Tak to m,niej więcej wygląda w całym społeczeństwie. |
Jesteś głupi!
Skuteczność uczenia się nie jest prostą wypadkową czasu poświęconego na naukę i IQ, nawet tego wyspecjalizowanego. Ważne są także inne elementy:
- Zasoby poznawcze. To uczucie, gdy chcesz się uczyć, masz czas, możliwości, ale nic nie wchodzi? Właśnie wtedy zasoby poznawcze są wyczerpane. Umysł jest zmęczony i nie przyjmuje dodatkowych bodźców, informacji. Jeśli zaś przyjmuje, to w mocno ograniczonej ilości.
- Koncentracja – czytamy, czytamy i nic nie pamiętamy. Albo siedzimy z książką na kolanach i myślimy o chłopaku. Wtedy nauka niezbyt. Żeby coś zrozumieć, trzeba skoncentrować się na aspekcie, wczuć się, wyobrazić go, pomyśleć o nim. Traktowanie czegoś jako przymus, smutną konieczność, nie pomaga w zrobieniu tego – także, jeśli mówimy innej pracy.
- Nastrój – ludzie szczęśliwsi są efektywniejsi. Podchodzenie do nauki z entuzjazmem, a nie ze smutkiem skutkuje wymiernymi korzyściami poznawczymi.
Zanim powiemy, że ktoś jest głupi, warto mniej więcej zanalizować te elementy psychologii poznawczej. Dotyczą one nie tylko nauki ściśle szkolnej, ale także życia, uczenia się umiejętności społecznych, artystycznych czy innych, których nie uczą w szkołach.
Skuteczność uczenia się nie jest prostą wypadkową czasu poświęconego na naukę i IQ, nawet tego wyspecjalizowanego. Ważne są także inne elementy:
- Zasoby poznawcze. To uczucie, gdy chcesz się uczyć, masz czas, możliwości, ale nic nie wchodzi? Właśnie wtedy zasoby poznawcze są wyczerpane. Umysł jest zmęczony i nie przyjmuje dodatkowych bodźców, informacji. Jeśli zaś przyjmuje, to w mocno ograniczonej ilości.
- Koncentracja – czytamy, czytamy i nic nie pamiętamy. Albo siedzimy z książką na kolanach i myślimy o chłopaku. Wtedy nauka niezbyt. Żeby coś zrozumieć, trzeba skoncentrować się na aspekcie, wczuć się, wyobrazić go, pomyśleć o nim. Traktowanie czegoś jako przymus, smutną konieczność, nie pomaga w zrobieniu tego – także, jeśli mówimy innej pracy.
- Nastrój – ludzie szczęśliwsi są efektywniejsi. Podchodzenie do nauki z entuzjazmem, a nie ze smutkiem skutkuje wymiernymi korzyściami poznawczymi.
Zanim powiemy, że ktoś jest głupi, warto mniej więcej zanalizować te elementy psychologii poznawczej. Dotyczą one nie tylko nauki ściśle szkolnej, ale także życia, uczenia się umiejętności społecznych, artystycznych czy innych, których nie uczą w szkołach.
„Żeby człowiek był człowiekiem”, czyli o inteligencji emocjonalnej.
Inteligencja emocjonalna to….no właśnie. Zasadniczo jest to teoria mierząca umiejętności danej osoby. Jak wszystko, o czym wcześniej mówiliśmy, opisująca jej cechy. Podobnie jak ta poznawcza, emocjonalna może być wysoka czy niska jako całość, ale tu jeszcze ważniejsze są wartości poszczególnych elementów. W obu przypadkach możemy mówić o ich nieskończonej ilości (są dwie teorie wyróżniające 3 ze względu na sposób nabywania - Sternberga i 7 ze względu na obszary zainteresowań – Gardnera). Natomiast podziały tej emocjonalnej są trzy. Najpierw najpopularniejszy, wg Daniela Golemana. Oto i on!
- Samoświadomość, czyli stopień wiedzy o sobie. Takie fajne wiedzieć, w czym jest się dobrym, jak się plasujemy na piątce osobowości, jakie mamy cechy, zady, walety, plany, marzenia, dążenia, choroby. To wszystko składa się na samoświadomość.
- Samoregulacja (samokontrola) – Starożytni Rzymianie mawiali: Imperare sibi est maximum imperium. Zapewne tego nie wiedzieli, ale wysławili moc panowania nad sobą. Bo jeśli człowiek potrafi zrobić ze sobą wszystko, to tym bardziej z innymi ludźmi i ze światem.
- Motywacja – trochę dziwne jest rozdzielanie samokontroli i motywacji. Ta pierwsza służy działaniu w określonych okolicznościach, a motywacja zmienia okoliczności, żeby nam działało się łatwiej. Żeby to zrozumieć, potrzeb sporej wyobraźni psychologicznej. W każdym razie motywacja pomaga nam wytworzyć emocje w taki sposób, by łatwiej i przyjemniej(!) realizowało nam się cele.
- O ile pierwsze 3 aspekty dotyczyły samego siebie, ten bierze pod uwagę już drugiego człowieka. Uciekamy z bezludnej wyspy . Empatia jest chyba najśmieszniejszą częścią omawianego zagadnienia. Najprościej to umiejętność wczuwania się w stan afektywny drugiej osoby. Umiejętność wysoce humanistyczna, nabywana poprzez nie tylko rozmawianie z ludźmi, ale także poznawanie literatury, historii, innych form sztuki.
- Zdolności społeczne – po raz kolejny wychodzi drobna bezsensowność podziału pana profesora, gdyż empatia w istocie należy do zdolności społecznych. Ale nie, zaraz, zaraz, i tu postaram się go obronić. Empatia dotyczy wczuwania się, a zdolności społeczne działania. Możemy do nich zaliczyć par exellance perswazję.

Nick Vujicić - jeden z absolutnych mistrzów inteligencji emocjonalnej
Po raz kolejny odwołam się do wyobraźni psychologicznej czytelników. Wasilij Petrides przedstawia inteligencję emocjonalną jako zespół cech-umiejętności np. do empatii, asertywności, motywacji, współczucia, manipulacji, perswazji i nieskończenie wielu innych. Ci czytelnicy z wyobraźnią psychologiczną zauważą, że aby być dobrym w dajmy na to asertywności, trzeba posiąść kilka elementów z teorii Golemana (zdolności społeczne, empatia, samoświadomość, samoregulacja). Podobnie jest z innymi, więc obie te teorie pokrywają się. Jak ładnie!
Dlaczego inteligencja emocjonalna nazywa się tak jak się nazywa? Ano dlatego, że panowie Peter Salovey i John Mayer powiedzieli, że rzecz przydaje nam się w 4 aspektach kolejno: widzeniu, używaniu, rozumieniu i zarządzaniu emocjami. I tak jakoś wyszło, że ten bardzo prosty model zwany zdolnościowym (ability model) nadał nazwę. Pamiętajcie, emocje to potęga! Wg naszych profesorów służą one przyswajaniu informacji, więc są narzędziem poznawczym. Bardzo ważnym narzędziem. Żeby dokładniej zaobserwować ich potęgę, spróbujcie obejrzeć film bez muzyki.
Inteligencja emocjonalna to chyba jedno z najczęściej poruszanych we współczesnym świecie zagadnień z zakresu badań psychologii. Bardzo ważne zagadnienie. W społeczeństwie, w którym spotykamy ludzi na każdym kroku, zwłaszcza z nimi pracujemy, inteligencja emocjonalna przydaje się już nie tylko do bycia samemu szczęśliwym tworzenia dobrych relacji, ale także jest w kręgu zainteresowań pracodawców. To jakim jesteś człowiekiem, jak masz rozwinięte właśnie te cechy, o których pisałem determinuje w dużej mierze sukces w życiu! Także sprawa bardzo ważna. Naprawdę się cieszę, że ta teoria powstała, (stosunkowo niedawno, bo w 1989 roku) bo znajduję w niej potężne narzędzie do mojego kochanego „oceniania ludzi”.
Inteligencja emocjonalna to….no właśnie. Zasadniczo jest to teoria mierząca umiejętności danej osoby. Jak wszystko, o czym wcześniej mówiliśmy, opisująca jej cechy. Podobnie jak ta poznawcza, emocjonalna może być wysoka czy niska jako całość, ale tu jeszcze ważniejsze są wartości poszczególnych elementów. W obu przypadkach możemy mówić o ich nieskończonej ilości (są dwie teorie wyróżniające 3 ze względu na sposób nabywania - Sternberga i 7 ze względu na obszary zainteresowań – Gardnera). Natomiast podziały tej emocjonalnej są trzy. Najpierw najpopularniejszy, wg Daniela Golemana. Oto i on!
- Samoświadomość, czyli stopień wiedzy o sobie. Takie fajne wiedzieć, w czym jest się dobrym, jak się plasujemy na piątce osobowości, jakie mamy cechy, zady, walety, plany, marzenia, dążenia, choroby. To wszystko składa się na samoświadomość.
- Samoregulacja (samokontrola) – Starożytni Rzymianie mawiali: Imperare sibi est maximum imperium. Zapewne tego nie wiedzieli, ale wysławili moc panowania nad sobą. Bo jeśli człowiek potrafi zrobić ze sobą wszystko, to tym bardziej z innymi ludźmi i ze światem.
- Motywacja – trochę dziwne jest rozdzielanie samokontroli i motywacji. Ta pierwsza służy działaniu w określonych okolicznościach, a motywacja zmienia okoliczności, żeby nam działało się łatwiej. Żeby to zrozumieć, potrzeb sporej wyobraźni psychologicznej. W każdym razie motywacja pomaga nam wytworzyć emocje w taki sposób, by łatwiej i przyjemniej(!) realizowało nam się cele.
- O ile pierwsze 3 aspekty dotyczyły samego siebie, ten bierze pod uwagę już drugiego człowieka. Uciekamy z bezludnej wyspy . Empatia jest chyba najśmieszniejszą częścią omawianego zagadnienia. Najprościej to umiejętność wczuwania się w stan afektywny drugiej osoby. Umiejętność wysoce humanistyczna, nabywana poprzez nie tylko rozmawianie z ludźmi, ale także poznawanie literatury, historii, innych form sztuki.
- Zdolności społeczne – po raz kolejny wychodzi drobna bezsensowność podziału pana profesora, gdyż empatia w istocie należy do zdolności społecznych. Ale nie, zaraz, zaraz, i tu postaram się go obronić. Empatia dotyczy wczuwania się, a zdolności społeczne działania. Możemy do nich zaliczyć par exellance perswazję.
| Nick Vujicić - jeden z absolutnych mistrzów inteligencji emocjonalnej |
Dlaczego inteligencja emocjonalna nazywa się tak jak się nazywa? Ano dlatego, że panowie Peter Salovey i John Mayer powiedzieli, że rzecz przydaje nam się w 4 aspektach kolejno: widzeniu, używaniu, rozumieniu i zarządzaniu emocjami. I tak jakoś wyszło, że ten bardzo prosty model zwany zdolnościowym (ability model) nadał nazwę. Pamiętajcie, emocje to potęga! Wg naszych profesorów służą one przyswajaniu informacji, więc są narzędziem poznawczym. Bardzo ważnym narzędziem. Żeby dokładniej zaobserwować ich potęgę, spróbujcie obejrzeć film bez muzyki.
Inteligencja emocjonalna to chyba jedno z najczęściej poruszanych we współczesnym świecie zagadnień z zakresu badań psychologii. Bardzo ważne zagadnienie. W społeczeństwie, w którym spotykamy ludzi na każdym kroku, zwłaszcza z nimi pracujemy, inteligencja emocjonalna przydaje się już nie tylko do bycia samemu szczęśliwym tworzenia dobrych relacji, ale także jest w kręgu zainteresowań pracodawców. To jakim jesteś człowiekiem, jak masz rozwinięte właśnie te cechy, o których pisałem determinuje w dużej mierze sukces w życiu! Także sprawa bardzo ważna. Naprawdę się cieszę, że ta teoria powstała, (stosunkowo niedawno, bo w 1989 roku) bo znajduję w niej potężne narzędzie do mojego kochanego „oceniania ludzi”.
Dojrzałość (Erikson)
Teoria rozwoju psychospołecznego Erika Eriksona. Kiedyś przewijała się przez moje teksty, teraz czas zająć się nią na poważnie. O co zasadniczo chodzi? Jest to teoria z zakresu psychologii rozwoju, ściślej rzecz biorąc z psychologii rozwoju osobowości. Według niej życie człowieka dzieli się na 8 stadiów – w każdym znajduje się konflikt, który należy rozwiązać w jedną stronę, aby się rozwijać. Nierozwiązane konflikty przyczyniają się do złej drogi rozwoju, zwyczajnie do niedojrzałości. Uwaga! Konflikt nie ulega rozwiązaniu po upływie jakiegoś czasu czy przepracowaniu go. On siedzi w człowieku przez całe życie, także przed jego głównym ujawnieniem się i po nim.
Teoria rozwoju psychospołecznego Erika Eriksona. Kiedyś przewijała się przez moje teksty, teraz czas zająć się nią na poważnie. O co zasadniczo chodzi? Jest to teoria z zakresu psychologii rozwoju, ściślej rzecz biorąc z psychologii rozwoju osobowości. Według niej życie człowieka dzieli się na 8 stadiów – w każdym znajduje się konflikt, który należy rozwiązać w jedną stronę, aby się rozwijać. Nierozwiązane konflikty przyczyniają się do złej drogi rozwoju, zwyczajnie do niedojrzałości. Uwaga! Konflikt nie ulega rozwiązaniu po upływie jakiegoś czasu czy przepracowaniu go. On siedzi w człowieku przez całe życie, także przed jego głównym ujawnieniem się i po nim.
Ach, te dzieci….
Psychologowie, zwłaszcza Freudyści kochali analizować dzieci (jakkolwiek to zdanie brzmi – taka prawda). Klasyczna szkoła psychoanalizy (sposobu terapii) to wyszukiwanie jakichś konfliktów, problemów właśnie z czasów dzieciństwa. Ja tego za bardzo nie lubię, więc bardzo pokrótce początek. Pierwszy konflikt rodzi się między zaufaniem a brakiem zaufania. Rozwiązuje go cnota nadziei. Nadziei, że mama mnie kocha i będzie się mną opiekować. Będzie mnie żywic i w ogóle, że przeżyję.
Drugi konflikt wyraża się sakramentalnym „Ja siam!”. Trzeba dziecku pozwolić na działanie, chodzenie, poznawanie świata (autonomię), bo inaczej będzie się wstydzić i popadnie w niewiarę we własne możliwości. Trzeci jest bardzo podobny: tutaj dziecko chce już nie tylko samo chodzić i się załatwiać, ale także ma mnóstwo pomysłów. Jeśli coś źle zrobi, pojawia się poczucie winy. I to jest złe, bo odbiera inicjatywę, chęć do działania. Gdy nasz kochany dzieciak idzie do szkoły, musi się uczyć. To jest straszne! Potem pracować. Już nie tylko się bawić, ale też pracować i w związku z tym udowadniać wartość. I znów, jeśli nikt go nie pochwali za osiągnięty wynik, popadnie w poczucie niższości. No i ogólnie będzie się ciągnąć za nim przez całe życie, więc chwalcie swoje dzieci i umacniajcie ich dążenia ku dorosłości!
Psychologowie, zwłaszcza Freudyści kochali analizować dzieci (jakkolwiek to zdanie brzmi – taka prawda). Klasyczna szkoła psychoanalizy (sposobu terapii) to wyszukiwanie jakichś konfliktów, problemów właśnie z czasów dzieciństwa. Ja tego za bardzo nie lubię, więc bardzo pokrótce początek. Pierwszy konflikt rodzi się między zaufaniem a brakiem zaufania. Rozwiązuje go cnota nadziei. Nadziei, że mama mnie kocha i będzie się mną opiekować. Będzie mnie żywic i w ogóle, że przeżyję.
Drugi konflikt wyraża się sakramentalnym „Ja siam!”. Trzeba dziecku pozwolić na działanie, chodzenie, poznawanie świata (autonomię), bo inaczej będzie się wstydzić i popadnie w niewiarę we własne możliwości. Trzeci jest bardzo podobny: tutaj dziecko chce już nie tylko samo chodzić i się załatwiać, ale także ma mnóstwo pomysłów. Jeśli coś źle zrobi, pojawia się poczucie winy. I to jest złe, bo odbiera inicjatywę, chęć do działania. Gdy nasz kochany dzieciak idzie do szkoły, musi się uczyć. To jest straszne! Potem pracować. Już nie tylko się bawić, ale też pracować i w związku z tym udowadniać wartość. I znów, jeśli nikt go nie pochwali za osiągnięty wynik, popadnie w poczucie niższości. No i ogólnie będzie się ciągnąć za nim przez całe życie, więc chwalcie swoje dzieci i umacniajcie ich dążenia ku dorosłości!
Kim ja właściwie jestem?!
Spór między tożsamością a jej splątaniem jest bardzo ważny. Zasadnicze pytanie stawiane sobie przez nastolatków: kim ja jestem? Co mnie charakteryzuje? W okresie dojrzewania kreują się poglądy na sprawy świata, powstają pierwsze, dość niezdarne relacje miłości z płcią przeciwną. Wtedy też nabywamy i szlifujemy cechy osobowości – kreuje się to, co będziemy w sobie nosić przez całe życie, jednocześnie tak inne i tak podobne względem pozostałych ludzi – tożsamość. I tu wiele osób się zacina – nie potrafią jasno określić, kim są, co robią na tym świecie, jakie są ich cele. Nie chodzi tu o samoświadomość – bardziej o takie solidne podstawy do działania, sprecyzowanie swoich cech i postępowanie według własnego planu. Im bardziej nasza tożsamość jest splątana, tym bardziej podlegamy wpływom społecznym i tym mniej zajmujemy się czymś konkretnym, naszym powołaniem, żeby zabrzmiało tak górnolotnie.

Dobry przykład poszukiwania tożsamości.
Spór między tożsamością a jej splątaniem jest bardzo ważny. Zasadnicze pytanie stawiane sobie przez nastolatków: kim ja jestem? Co mnie charakteryzuje? W okresie dojrzewania kreują się poglądy na sprawy świata, powstają pierwsze, dość niezdarne relacje miłości z płcią przeciwną. Wtedy też nabywamy i szlifujemy cechy osobowości – kreuje się to, co będziemy w sobie nosić przez całe życie, jednocześnie tak inne i tak podobne względem pozostałych ludzi – tożsamość. I tu wiele osób się zacina – nie potrafią jasno określić, kim są, co robią na tym świecie, jakie są ich cele. Nie chodzi tu o samoświadomość – bardziej o takie solidne podstawy do działania, sprecyzowanie swoich cech i postępowanie według własnego planu. Im bardziej nasza tożsamość jest splątana, tym bardziej podlegamy wpływom społecznym i tym mniej zajmujemy się czymś konkretnym, naszym powołaniem, żeby zabrzmiało tak górnolotnie.
![]() |
| Dobry przykład poszukiwania tożsamości. |
Ciepło domowego ogniska
Kiedyś zastanawiałem się dlaczego na wszelkich portalach towarzysko-miłosnych znajduje się dużo osób w wieku 20-30 lat. Erikson już wcześniej to wyjaśnił – wtedy w człowieku jest bardzo mocno obecna potrzeba intymnego życia z drugą osobą. „Zasypiać i budzić się przy Tobie”. Tu nie chodzi już o gimbazjalne wielkie emocjonalności itp., ale o wspólne życie, pełne, małżeńskie konsumowanie, cieszenie się sobą. Wtedy zawiera się najwięcej małżeństw, najwięcej się randkuje, uprawia seks, wtedy rodzą się dzieci. Przeciwieństwem jest izolacja, modnie zwana singielstwem. Cechą, umiejętnością, która pozwala stworzyć dobry związek będzie teraz….miłość. Uwaga! Ze splątana tożsamością o wiele trudniej się zawiązuje mocne relacje.
Kiedyś zastanawiałem się dlaczego na wszelkich portalach towarzysko-miłosnych znajduje się dużo osób w wieku 20-30 lat. Erikson już wcześniej to wyjaśnił – wtedy w człowieku jest bardzo mocno obecna potrzeba intymnego życia z drugą osobą. „Zasypiać i budzić się przy Tobie”. Tu nie chodzi już o gimbazjalne wielkie emocjonalności itp., ale o wspólne życie, pełne, małżeńskie konsumowanie, cieszenie się sobą. Wtedy zawiera się najwięcej małżeństw, najwięcej się randkuje, uprawia seks, wtedy rodzą się dzieci. Przeciwieństwem jest izolacja, modnie zwana singielstwem. Cechą, umiejętnością, która pozwala stworzyć dobry związek będzie teraz….miłość. Uwaga! Ze splątana tożsamością o wiele trudniej się zawiązuje mocne relacje.
„Wiek męski – wiek klęski”
Kryzys wieku średniego. Spór między bardzo dziwnie brzmiącymi terminami. Zasadniczo chodzi o to, by dzielić się swoją wiedzą, swoim życiem. Potrzeba bycia wysłuchanym, zmiany rzeczywistość. Świadomość: tyle już żyję, śmierć coraz bliżej, a ja nic jeszcze nie zrobiłem! Dlatego nauczyciele w wieku 35-60 lat tak bardzo lubią opowiadać o swoim przedmiocie. Dlatego właśnie ludzie starsi często odwiedzają lekarzy – musza się wygadać, opowiedzieć o swoim życiu, przekazać swoją historię. I znów – robią to w mniej lub bardziej udany sposób.
Kryzys wieku średniego. Spór między bardzo dziwnie brzmiącymi terminami. Zasadniczo chodzi o to, by dzielić się swoją wiedzą, swoim życiem. Potrzeba bycia wysłuchanym, zmiany rzeczywistość. Świadomość: tyle już żyję, śmierć coraz bliżej, a ja nic jeszcze nie zrobiłem! Dlatego nauczyciele w wieku 35-60 lat tak bardzo lubią opowiadać o swoim przedmiocie. Dlatego właśnie ludzie starsi często odwiedzają lekarzy – musza się wygadać, opowiedzieć o swoim życiu, przekazać swoją historię. I znów – robią to w mniej lub bardziej udany sposób.

Możecie się podporządkować albo umrzeć
Życiu, rzecz jasna, życiu. Ostatni etap rozwoju psychospołecznego zakłada spór między pogodzeniem się ze swoim zżyciem, z ludźmi i ze światem a….bardzo kuszącą…rozpaczą. Gdy w życiu zrobiło się już wszystko możemy się albo nim cieszyć do końca, albo rozpaczać jak to zła jest ta dzisiejsza młodzież, bo nie chce ustąpić miejsca w autobusie, słuchać radia Maryja i czekać na koniec świata.
Teoria Eriksona daje nam spore wyobrażenie na temat tego jak człowieka się rozwija i gdzie są popełniane błędy. Konflikty możemy ponownie wyobrazić sobie za pomocą suwaków, ale tym razem jedna strona jest dobra, a druga zła. Warto postarać się rozwinąć cnoty, dzięki nim przesunąć suwaki, czyli po ludzku, po prostu, dojrzeć. Tabelka:
Faza rozwojowa
Biegun pozytywny
Biegun negatywny
Cnota podstawowa
1
podstawowa ufność
podstawowa nieufność
Nadzieja
2
Autonomia
wstyd i zwątpienie
Wola
3
inicjatywa
poczucie winy
Stanowczość
4
pracowitość
poczucie niższości
Kompetencja
5
tożsamość
rozproszenie tożsamości
Wierność
6
intymność
Izolacja
Miłość
7
Generatywność, kreatywność
stagnacja
Troska
8
Integralność
rozpacz i rozgoryczenie
Mądrość
Życiu, rzecz jasna, życiu. Ostatni etap rozwoju psychospołecznego zakłada spór między pogodzeniem się ze swoim zżyciem, z ludźmi i ze światem a….bardzo kuszącą…rozpaczą. Gdy w życiu zrobiło się już wszystko możemy się albo nim cieszyć do końca, albo rozpaczać jak to zła jest ta dzisiejsza młodzież, bo nie chce ustąpić miejsca w autobusie, słuchać radia Maryja i czekać na koniec świata.
Teoria Eriksona daje nam spore wyobrażenie na temat tego jak człowieka się rozwija i gdzie są popełniane błędy. Konflikty możemy ponownie wyobrazić sobie za pomocą suwaków, ale tym razem jedna strona jest dobra, a druga zła. Warto postarać się rozwinąć cnoty, dzięki nim przesunąć suwaki, czyli po ludzku, po prostu, dojrzeć. Tabelka:
Faza rozwojowa
|
Biegun pozytywny
|
Biegun negatywny
|
Cnota podstawowa
|
1
|
podstawowa ufność
|
podstawowa nieufność
|
Nadzieja
|
2
|
Autonomia
|
wstyd i zwątpienie
|
Wola
|
3
|
inicjatywa
|
poczucie winy
|
Stanowczość
|
4
|
pracowitość
|
poczucie niższości
|
Kompetencja
|
5
|
tożsamość
|
rozproszenie tożsamości
|
Wierność
|
6
|
intymność
|
Izolacja
|
Miłość
|
7
|
Generatywność, kreatywność
|
stagnacja
|
Troska
|
8
|
Integralność
|
rozpacz i rozgoryczenie
|
Mądrość
|
„300% normy”
Turniej wiedzy psychologicznej „zryje banię”. Ach, ci Bracia Figo Fagot. Oj tak, ilość wiedzy, która nabyłem w ciągu weekendu nie tylko o tym, co fajne i piszę o tym na blogu, co niefajne (biologia), ale także o rozmaitych zaburzeniach jest zacna. Ponad 100 stron tekstu. Taki flow. Ale ad rem. Dziś opowiemy sobie pokrótce o zaburzeniach psychicznych, a dokładniej o tym, co takowym zaburzeniem jest, a co niezbyt. Piosenka w ramach wprowadzenia: https://www.youtube.com/watch?v=v9vcYyhVdEQ
„Nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani”. Co tu dużo mówić – prawda. Żaden człowiek nie zachowuje się w pełni tak, jak zostało to przyjęte. I dobrze, bo dzięki temu świat się rozwija. Ale tak właściwie jakie zachowania są normalne, jak je definiujemy?
„Najpierw coś łatwego, czyli matura”. Podręczniki socjologii wyróżniają normy: prawne, społeczne, moralne i religijne. Czasem się pokrywają „nie zabijamy”, a czasem nie „Nie jemy mięsa w piątek”. Myślę, że to ogarniacie. Wspominam, bo są to całkiem ważne wyróżniki.
Psychologowie jednak bardzo lubią wszystko uszczegóławiać. Oj, uwielbiają wtykać szpilki i sprawdzać czy boli. I dobrze, bo stworzyli dokładniejszy model, pomagający nam ocenić jak wielkim wariatem ktoś jest.
- Kryterium normatywności – czyli przestrzeganie wyżej wymienionych norm, głównie społecznych
- Kryterium subiektywne – jeśli oceniam, że ktoś zachowuje się normalnie, to znaczy, że w istocie zachowuje się on normalnie, nawet jeśli normy mówią inaczej, albo nie mówią nic.
- Czy zachowanie, które wykonuje przydaje się do czegoś, jest potrzebne, uzasadnialne? Jeśli tak, to kryterium przystosowania zostało spełnione
- Ostatnie jest także ważne: jeśli potrafię logicznie wytłumaczyć dlaczego coś zrobiłem, to oznacza, że jestem tego świadomy. A świadomość działanie jest tym, co wyróżnia dziwnych od chorych psychicznie.
Turniej wiedzy psychologicznej „zryje banię”. Ach, ci Bracia Figo Fagot. Oj tak, ilość wiedzy, która nabyłem w ciągu weekendu nie tylko o tym, co fajne i piszę o tym na blogu, co niefajne (biologia), ale także o rozmaitych zaburzeniach jest zacna. Ponad 100 stron tekstu. Taki flow. Ale ad rem. Dziś opowiemy sobie pokrótce o zaburzeniach psychicznych, a dokładniej o tym, co takowym zaburzeniem jest, a co niezbyt. Piosenka w ramach wprowadzenia: https://www.youtube.com/watch?v=v9vcYyhVdEQ
„Nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani”. Co tu dużo mówić – prawda. Żaden człowiek nie zachowuje się w pełni tak, jak zostało to przyjęte. I dobrze, bo dzięki temu świat się rozwija. Ale tak właściwie jakie zachowania są normalne, jak je definiujemy?
„Najpierw coś łatwego, czyli matura”. Podręczniki socjologii wyróżniają normy: prawne, społeczne, moralne i religijne. Czasem się pokrywają „nie zabijamy”, a czasem nie „Nie jemy mięsa w piątek”. Myślę, że to ogarniacie. Wspominam, bo są to całkiem ważne wyróżniki.
Psychologowie jednak bardzo lubią wszystko uszczegóławiać. Oj, uwielbiają wtykać szpilki i sprawdzać czy boli. I dobrze, bo stworzyli dokładniejszy model, pomagający nam ocenić jak wielkim wariatem ktoś jest.
- Kryterium normatywności – czyli przestrzeganie wyżej wymienionych norm, głównie społecznych
- Kryterium subiektywne – jeśli oceniam, że ktoś zachowuje się normalnie, to znaczy, że w istocie zachowuje się on normalnie, nawet jeśli normy mówią inaczej, albo nie mówią nic.
- Czy zachowanie, które wykonuje przydaje się do czegoś, jest potrzebne, uzasadnialne? Jeśli tak, to kryterium przystosowania zostało spełnione
- Ostatnie jest także ważne: jeśli potrafię logicznie wytłumaczyć dlaczego coś zrobiłem, to oznacza, że jestem tego świadomy. A świadomość działanie jest tym, co wyróżnia dziwnych od chorych psychicznie.
Unormowana nienormalność
Dzięki koncentracji na tym, żeby uczynić „miserable people less miserable” (Martin Selingamn) udało się psychologom wyciągnąć i dokładnie opisać wszelkie schorzenia, mniej lub bardziej, psychiczne. Nauka na pograniczu zaburzeń ciała i zaburzeń umysłu to psychiatria. Z kolei zaburzeniami ściśle psychologicznymi zajmują się psychologowie, z wyspecjalizowanym oddziałem – psychologami klinicznymi. Różnica między psychologami klinicznymi, a psychiatrami jest umowna. Zwykło się mówić, że ci pierwsi wolą porozmawiać z pacjentem, a ci drudzy od razu by mu kazali łykać tabletki, razili go prądem i wrzucali do lodowatej wody. W praktyce psychiatrzy wolą cięższe zaburzenia, w tym ściśle związane z patologiami układu nerwowego, a psychologowie przypadki lżejsze, na których jeszcze można dobrze zarobić najlepiej. Albo przynajmniej zaspokoić swoją potrzebę pomagania ludziom, zbawiania świata. Ach, ta moja złośliwość.
I znów, każde zaburzenie jest w jakiś sposób spowodowane problemem natury biologicznej. Pytanie czym je leczyć pozostaje nieomalże zawsze dyskusyjne. Lekarze jednak, nawet ci somatyczni są zgodni, że nie tylko leki, ale także odpowiednie nastawienie psychiczne pacjenta pomaga w zmaganiu się z wszelkimi chorobami.
Jak psychologowie rozróżniają nienormalność i chorobę? Nijak. I nigdy tego nie dokładnie nie zrobią. Dlaczego? Bo to nie ma znaczenia. Niezależnie od poważności problemu, warto go pokonać. Jak jednak je w sobie zdiagnozować?
Pierwsza sprawa: jeśli problem staje się zbyt częsty i przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, to należy się zgłosić do psychologa. On, módlmy się, że dobrze, wybierze terapię. Czy to będzie terapia psychologiczna czy połączona z lekami – to już jego sprawa. Więc pierwszym wyróżnikiem poważności zaburzenia jest jego zwyczajna upierdliwość i gotowość do wydania pieniędzy, aby pokonać.
Drugim jest sprawianie potencjalnego zagrożenia. Zwłaszcza psychopaci i osoby z niektórymi oznakami manii są niebezpieczni dla społeczeństwa. Osoby z depresją klasyczną oraz z zaburzeniami odżywiania są z kolei niebezpieczne dla siebie.
Dzięki koncentracji na tym, żeby uczynić „miserable people less miserable” (Martin Selingamn) udało się psychologom wyciągnąć i dokładnie opisać wszelkie schorzenia, mniej lub bardziej, psychiczne. Nauka na pograniczu zaburzeń ciała i zaburzeń umysłu to psychiatria. Z kolei zaburzeniami ściśle psychologicznymi zajmują się psychologowie, z wyspecjalizowanym oddziałem – psychologami klinicznymi. Różnica między psychologami klinicznymi, a psychiatrami jest umowna. Zwykło się mówić, że ci pierwsi wolą porozmawiać z pacjentem, a ci drudzy od razu by mu kazali łykać tabletki, razili go prądem i wrzucali do lodowatej wody. W praktyce psychiatrzy wolą cięższe zaburzenia, w tym ściśle związane z patologiami układu nerwowego, a psychologowie przypadki lżejsze, na których jeszcze można dobrze zarobić najlepiej. Albo przynajmniej zaspokoić swoją potrzebę pomagania ludziom, zbawiania świata. Ach, ta moja złośliwość.
I znów, każde zaburzenie jest w jakiś sposób spowodowane problemem natury biologicznej. Pytanie czym je leczyć pozostaje nieomalże zawsze dyskusyjne. Lekarze jednak, nawet ci somatyczni są zgodni, że nie tylko leki, ale także odpowiednie nastawienie psychiczne pacjenta pomaga w zmaganiu się z wszelkimi chorobami.
Jak psychologowie rozróżniają nienormalność i chorobę? Nijak. I nigdy tego nie dokładnie nie zrobią. Dlaczego? Bo to nie ma znaczenia. Niezależnie od poważności problemu, warto go pokonać. Jak jednak je w sobie zdiagnozować?
Pierwsza sprawa: jeśli problem staje się zbyt częsty i przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, to należy się zgłosić do psychologa. On, módlmy się, że dobrze, wybierze terapię. Czy to będzie terapia psychologiczna czy połączona z lekami – to już jego sprawa. Więc pierwszym wyróżnikiem poważności zaburzenia jest jego zwyczajna upierdliwość i gotowość do wydania pieniędzy, aby pokonać.
Drugim jest sprawianie potencjalnego zagrożenia. Zwłaszcza psychopaci i osoby z niektórymi oznakami manii są niebezpieczni dla społeczeństwa. Osoby z depresją klasyczną oraz z zaburzeniami odżywiania są z kolei niebezpieczne dla siebie.
Jesteś wariatem!
Pamiętajmy, że także wszelkie zaburzenia, których nie lubimy można zwalczać własnymi, małymi terapiami. Są nawet rozmaite poradniki odnośnie walki z uzależnieniami, zarządzaniem emocjami, odżywianiem. Sporym problemem jest bark zdolności spojrzenia na siebie innymi oczyma, z dystansu. Żebyśmy zobaczyli, że faktycznie gdzieś coś źle robimy, nieświadomie dziwnie się zachowujemy bez żadnego celu. Każdy człowiek ma jakieś mniejsze lub większe problemy i zamiast osądzać innych, powinniśmy wziąć się za siebie. Ale to jest, oczywista sprawa, trudniejsze.
Pamiętajmy, że także wszelkie zaburzenia, których nie lubimy można zwalczać własnymi, małymi terapiami. Są nawet rozmaite poradniki odnośnie walki z uzależnieniami, zarządzaniem emocjami, odżywianiem. Sporym problemem jest bark zdolności spojrzenia na siebie innymi oczyma, z dystansu. Żebyśmy zobaczyli, że faktycznie gdzieś coś źle robimy, nieświadomie dziwnie się zachowujemy bez żadnego celu. Każdy człowiek ma jakieś mniejsze lub większe problemy i zamiast osądzać innych, powinniśmy wziąć się za siebie. Ale to jest, oczywista sprawa, trudniejsze.
Pytania:
- Czy i w jakich aspektach Twoje zachowania są normatywne?
- Jak, jako zwykli ludzie, możemy pomagać osobom z zaburzeniami psychicznymi?
- Jakie zaburzenia, problemy rozpoznajesz w sobie?
- Czy i w jakich aspektach Twoje zachowania są normatywne?
- Jak, jako zwykli ludzie, możemy pomagać osobom z zaburzeniami psychicznymi?
- Jakie zaburzenia, problemy rozpoznajesz w sobie?
Dystans do życia
Psychologowie zgodnie twierdzą, że o innych wiemy więcej niż o sobie. Wydaje się to nam niemożliwe, gdyż do siebie mamy dostęp cały czas, sobą kierujemy, znamy od dziecka jesteśmy przywiązani….A jednak! Właśnie z tych powodów wielokrotnie siebie okłamujemy, oszukujemy, stawiamy w lepszym świetle. Dlaczego? Żeby przeżyć, lepiej się czuć. Dlatego tak ważną umiejętnością jest stanięcie i popatrzenie na siebie z boku, oczyma innych ludzi, wyzbycie się mechanizmów obronnych i błędów atrybucji. Umiejętność spojrzenia z boku, niezbyt serio. To nazywamy właśnie dystansem - do siebie, świata, pracy, religii czy czegokolwiek innego.
Spojrzenia na własne cele, zadania, marzenia jak na zwykłe. Plan A, plan B, plan C, nie ograniczanie się do jednego pomysłu. Umiejętność zarządzania emocjami, brak niepotrzebnego stresu. A z drugiej strony skuteczność, samoregulacja, motywacja, uzyskiwanie kolejnych celów. To pierwsze składa się na nasz dystans do życia, a to drugie to jego efekty przy odpowiednim stosowaniu tejże cudownej cechy.
Ponadto uczymy się, że „nic na siłę”. „Musi to na Rusi”, jak mawia się w psychologii ludowej. Ograniczamy liczbę spraw, bez których nie możemy się obejść, poszerzając horyzonty myślowe i okazuje się nagle, że da się żyć bez makijażu, biżuterii, jedzenia z Piotra i Pawła czy samochodu za 100 tysięcy. To daje niezwykłe poczucie wolności, które w dalszej perspektywie, o ile nie zapomnimy o wytrwałej pracy, skutkuje tym, że nieco mniej chcąc, łatwiej osiągamy nasze cele. Piękna sprawa.
Wspominam o tym, choć nie jest to typowa cecha związana z psychologią osobowości. Dlaczego? Bo bardzo pomaga w życiu. Dokładniej sprawą będziemy się zajmować przy omawianiu psychologii sukcesu. Dystans do życia daje nam mniejszą niepotrzebną stresowość, a innym ludziom świadczy o naszej wysokiej wartości. Naprawdę, dość jest problemów na świecie, humor staje się naprawdę ważny, by rozładować wszelkie napięcia i pokazać, że tak naprawdę, to nie ma się czym przejmować.

Psychologowie zgodnie twierdzą, że o innych wiemy więcej niż o sobie. Wydaje się to nam niemożliwe, gdyż do siebie mamy dostęp cały czas, sobą kierujemy, znamy od dziecka jesteśmy przywiązani….A jednak! Właśnie z tych powodów wielokrotnie siebie okłamujemy, oszukujemy, stawiamy w lepszym świetle. Dlaczego? Żeby przeżyć, lepiej się czuć. Dlatego tak ważną umiejętnością jest stanięcie i popatrzenie na siebie z boku, oczyma innych ludzi, wyzbycie się mechanizmów obronnych i błędów atrybucji. Umiejętność spojrzenia z boku, niezbyt serio. To nazywamy właśnie dystansem - do siebie, świata, pracy, religii czy czegokolwiek innego.
Spojrzenia na własne cele, zadania, marzenia jak na zwykłe. Plan A, plan B, plan C, nie ograniczanie się do jednego pomysłu. Umiejętność zarządzania emocjami, brak niepotrzebnego stresu. A z drugiej strony skuteczność, samoregulacja, motywacja, uzyskiwanie kolejnych celów. To pierwsze składa się na nasz dystans do życia, a to drugie to jego efekty przy odpowiednim stosowaniu tejże cudownej cechy.
Ponadto uczymy się, że „nic na siłę”. „Musi to na Rusi”, jak mawia się w psychologii ludowej. Ograniczamy liczbę spraw, bez których nie możemy się obejść, poszerzając horyzonty myślowe i okazuje się nagle, że da się żyć bez makijażu, biżuterii, jedzenia z Piotra i Pawła czy samochodu za 100 tysięcy. To daje niezwykłe poczucie wolności, które w dalszej perspektywie, o ile nie zapomnimy o wytrwałej pracy, skutkuje tym, że nieco mniej chcąc, łatwiej osiągamy nasze cele. Piękna sprawa.
Wspominam o tym, choć nie jest to typowa cecha związana z psychologią osobowości. Dlaczego? Bo bardzo pomaga w życiu. Dokładniej sprawą będziemy się zajmować przy omawianiu psychologii sukcesu. Dystans do życia daje nam mniejszą niepotrzebną stresowość, a innym ludziom świadczy o naszej wysokiej wartości. Naprawdę, dość jest problemów na świecie, humor staje się naprawdę ważny, by rozładować wszelkie napięcia i pokazać, że tak naprawdę, to nie ma się czym przejmować.
Perspektywy czasowe
Wszystko płynie, czas także. Odpowiadając sobie nadal na pytanie: Jak patrzymy na świat?, zatrzymujemy się nad zagadnieniem postrzegania czasu. Niegdyś czas był okrągły, ludzie żyli rytmem natury: pór roku, cyklu dnia i nocy. Obecnie, poprzez urbanizację i postęp technologiczny czas stał się linearny – każdy dzień wygląda tak samo, znacznie mniej zwracamy uwagę na porę dnia czy roku.
Wybitny psycholog, Philip Zimbardo, wyróżnił sześć perspektyw czasowych w zależności od naszego nastawienia wobec przyszłości, przeszłości i teraźniejszości. Można je podczas tworzenia portretów psychologicznych, podobnie jak w przypadku Wielkiej Piatki, wyobrazić sobie za pomocą suwaków.
- Orientacja przeszłościowo-negatywna. Życie było do dupy, wszyscy mnie skrzywdzili i ogólnie żal.pl. Myślę, że kojarzymy
- Orientacja przeszłościowo-pozytywna. Kiedyś trawa była bardziej zielona, kobiety piękniejsze, a pogoda bardziej przyjazna.
- Teraźniejszościowo-fatalistyczna. Jestem do niczego, jutro umrę.
- Teraźniejszościowo-hedonistyczna. Cieszę się życiem. Całkiem sympatyczne, ale z umiarem.
- Przyszłościowa – plany, marzenia, cele, plany, marzenia, cele…
- Przyszłościowo-transcendentna – żyję, aby jak umrę Allah wziął mnie do raju w wiecznie młodymi dziewicami…Tu marzenia są do tego, żeby były, a nie do tego, żeby je spełniać, przynajmniej w tym życiu.
Tyle. Zasadniczo najlepsza orientacją czasową jest koncentracja na czerpaniu przyjemności z teraźniejszości. Powinniśmy także wyciągać wnioski z przeszłości i planować przyszłości, ale nie pogrążać się w tych perspektywach, gdyż przeszłość ma uczyć, a przyszłość wyznaczać cele do zrealizowania. Musimy pamiętać, że nasze życie jest tu i teraz.
„Przeszłość przeminęła, jutro niepewne, tylko dziś jest Twoje”
Wszystko płynie, czas także. Odpowiadając sobie nadal na pytanie: Jak patrzymy na świat?, zatrzymujemy się nad zagadnieniem postrzegania czasu. Niegdyś czas był okrągły, ludzie żyli rytmem natury: pór roku, cyklu dnia i nocy. Obecnie, poprzez urbanizację i postęp technologiczny czas stał się linearny – każdy dzień wygląda tak samo, znacznie mniej zwracamy uwagę na porę dnia czy roku.
Wybitny psycholog, Philip Zimbardo, wyróżnił sześć perspektyw czasowych w zależności od naszego nastawienia wobec przyszłości, przeszłości i teraźniejszości. Można je podczas tworzenia portretów psychologicznych, podobnie jak w przypadku Wielkiej Piatki, wyobrazić sobie za pomocą suwaków.
- Orientacja przeszłościowo-negatywna. Życie było do dupy, wszyscy mnie skrzywdzili i ogólnie żal.pl. Myślę, że kojarzymy
- Orientacja przeszłościowo-pozytywna. Kiedyś trawa była bardziej zielona, kobiety piękniejsze, a pogoda bardziej przyjazna.

- Teraźniejszościowo-fatalistyczna. Jestem do niczego, jutro umrę.
- Teraźniejszościowo-hedonistyczna. Cieszę się życiem. Całkiem sympatyczne, ale z umiarem.
- Przyszłościowa – plany, marzenia, cele, plany, marzenia, cele…
- Przyszłościowo-transcendentna – żyję, aby jak umrę Allah wziął mnie do raju w wiecznie młodymi dziewicami…Tu marzenia są do tego, żeby były, a nie do tego, żeby je spełniać, przynajmniej w tym życiu.
Tyle. Zasadniczo najlepsza orientacją czasową jest koncentracja na czerpaniu przyjemności z teraźniejszości. Powinniśmy także wyciągać wnioski z przeszłości i planować przyszłości, ale nie pogrążać się w tych perspektywach, gdyż przeszłość ma uczyć, a przyszłość wyznaczać cele do zrealizowania. Musimy pamiętać, że nasze życie jest tu i teraz.
„Przeszłość przeminęła, jutro niepewne, tylko dziś jest Twoje”
Pytania:
- Jak duży masz dystans do: siebie, pracy, własnych poglądów? Co z tego wynika? Fantazym czy zaniedbanie?
- Jaka perspektywa czasowa jest Ci najbliższa i co z tego wynika?
- Jak duży masz dystans do: siebie, pracy, własnych poglądów? Co z tego wynika? Fantazym czy zaniedbanie?
- Jaka perspektywa czasowa jest Ci najbliższa i co z tego wynika?
„Close your eyes and begin to relax
Ok, ludzi możemy podzielić na zestresowanych i wyluzowanych. Ci pierwsi w tym danym momencie się jakąś sprawą przejmują, a ci drudzy nie. Idąc dalej, możemy ludzi podzielić na często stresujących się i często wyluzowanych. A więc skłonność do stresowania jest cechą, różną od neurotyzm, żeby było śmieszniej. Jest to bowiem skłonność do odczuwania i nieomalże pielęgnowania w sobie tejże emocji. Sprawa o tyle istotna, że owa emocja pojawia się za często i powoduje niemożność wykonania danej czynności. Co ciekawe, pojawia się tym częściej, im gorzej ukształtowana jest dana osobowość, im więcej ma problemów, im gorsze podejście do życia. Takie cechy jak roszczeniowość, fanatyzm, brak dystansu , uciekanie od rzeczywistości – zdecydowanie zwiększają poziom zestresowania.

Prawo Yerkersa-Dodsona na uproszczonym schemacie. Reprezentuje ile stresu potrzeba, aby optymalnie wykonać zadanie łatwe i trudne. Szerzej o nim wkrótce.
Ok, ludzi możemy podzielić na zestresowanych i wyluzowanych. Ci pierwsi w tym danym momencie się jakąś sprawą przejmują, a ci drudzy nie. Idąc dalej, możemy ludzi podzielić na często stresujących się i często wyluzowanych. A więc skłonność do stresowania jest cechą, różną od neurotyzm, żeby było śmieszniej. Jest to bowiem skłonność do odczuwania i nieomalże pielęgnowania w sobie tejże emocji. Sprawa o tyle istotna, że owa emocja pojawia się za często i powoduje niemożność wykonania danej czynności. Co ciekawe, pojawia się tym częściej, im gorzej ukształtowana jest dana osobowość, im więcej ma problemów, im gorsze podejście do życia. Takie cechy jak roszczeniowość, fanatyzm, brak dystansu , uciekanie od rzeczywistości – zdecydowanie zwiększają poziom zestresowania.
| Prawo Yerkersa-Dodsona na uproszczonym schemacie. Reprezentuje ile stresu potrzeba, aby optymalnie wykonać zadanie łatwe i trudne. Szerzej o nim wkrótce. |
Miej wyjebane, a będzie Ci dane”?
Ale wyluzowanie też nie jest zawsze dobre, gdyż często prowadzi do zwyczajnego nieróbstwa. Człowiek potrzebuje więc optymalnego, dla każdego innego poziomu stresu. Żeby było ciekawej, musi on być odpowiednią, ale nie stała wartością. W niektórych momentach potrzeba go bowiem więcej, a w innych mniej. Istnieje nawet coś takiego jak zarządzanie stresem – niektórym by się przydało. No oczywiście w dzisiejszym świecie o wiele większym kłopotem jest nadmiar stresu, ze wspomnianych względów, nie mniej motywacja nim też by się wielu osobom przydała. Motywacja rodem z Gothica: „Rusz dupę do roboty, albo dostaniesz kopa.”

Taki przykład szczęśliwego wyluzowania się.
Nuda to śmieszna sprawa. Znacie ludzi, którzy się nudzą i są zestresowani? Pozorna antyzteza okazuje się wcale prawidłowa. Nuda to obecny stan emocjonalny – nieciekawość, brak zainteresowania. A zestresowanie to także obecny stan emocjonalny, ale dotyczy wzburzenia emocjonalnego, niekoniecznie zainteresowania. Można więc stresować się o swoje życie, ale nie być zainteresowanym jego utrzymaniem! Taki paradoks, podobne sprawy zdarzają się całkiem często. Ba, ludzie, którzy się często nudzą, zazwyczaj mają problemy ze stresem.
Ale wyluzowanie też nie jest zawsze dobre, gdyż często prowadzi do zwyczajnego nieróbstwa. Człowiek potrzebuje więc optymalnego, dla każdego innego poziomu stresu. Żeby było ciekawej, musi on być odpowiednią, ale nie stała wartością. W niektórych momentach potrzeba go bowiem więcej, a w innych mniej. Istnieje nawet coś takiego jak zarządzanie stresem – niektórym by się przydało. No oczywiście w dzisiejszym świecie o wiele większym kłopotem jest nadmiar stresu, ze wspomnianych względów, nie mniej motywacja nim też by się wielu osobom przydała. Motywacja rodem z Gothica: „Rusz dupę do roboty, albo dostaniesz kopa.”
| Taki przykład szczęśliwego wyluzowania się. |
Nuda to śmieszna sprawa. Znacie ludzi, którzy się nudzą i są zestresowani? Pozorna antyzteza okazuje się wcale prawidłowa. Nuda to obecny stan emocjonalny – nieciekawość, brak zainteresowania. A zestresowanie to także obecny stan emocjonalny, ale dotyczy wzburzenia emocjonalnego, niekoniecznie zainteresowania. Można więc stresować się o swoje życie, ale nie być zainteresowanym jego utrzymaniem! Taki paradoks, podobne sprawy zdarzają się całkiem często. Ba, ludzie, którzy się często nudzą, zazwyczaj mają problemy ze stresem.
„-Tato, jestem zmęczony
-Ale nic dziś nie zrobiłeś
-No właśnie i już jestem zmęczony”
Odwrotnością znudzenia jest zainteresowanie. Jesteśmy zainteresowani czymś, gdy jesteśmy do tego zmotywowani (o motywacji już pisałem – inteligencja emocjonalna się kłania). Wtedy wykonujemy działania, działania, działania, aż w końcu męczymy się. To fizyczne zmęczenie znamy i rozumiemy. Natomiast istnieje taka rzecz jak zmęczenie psychiczne. Tak jak fizyczne powstaje przez działanie mięśni, tak psychiczne poprzez emocjonalność. Różną mamy kondycje w zależności od osobowości – wielka piątka, temperamenty, te sprawy. Wszystkie emocje powodują zmęczenie psychiczne. Ale jest pewien knyf – kogoś z Was męczy miłość, szczęście? No właśnie, generalnie to tak jakby mniej odczuwamy. Bo sukces, tak samo jak w przypadku zmęczenia fizycznego motywuje nas do dalszego działania. Odczuwanie szczęścia jest zazwyczaj związane z osiągnięciem jakiegoś sukcesu. I dalej, takie drogi sukcesów, małych celów, prowadzą do tego, że człowiek może praktycznie nie męczyć się psychicznie – jeśli mu na czymś bardzo zależy, jeśli kocha to, co robi. Takich ludzi zwie się pasjonatami. I to jest cudowne, o ile (zawsze jakieś ALE, co nie?) prowadzi do dobra. Bo Adolf Hitler też się psychicznie zanadto nie męczył. Pasjonaci są psychologicznymi kulturystami – nie do zdarcia, często pokonują nawet bariery natury fizjologicznej. Absolutnie niezwykła sprawa. Ja tak mam z psychologią i siatkówką, ale znam ludzi dalece lepszych w tym względzie w innych dziedzinach. Bo jak ktoś ma potężne zainteresowanie, to osiąganie kolejnych celów jest banalne i daje nawet więcej energii niż się zużywa na ich osiąganie!

Profesor Władysław Bartoszewski. Ma 90 lat i się nie meczy. Psychologiczny kulturysta w najwyższym stopniu. Podziwiam takich ludzi.
Odwrotnością znudzenia jest zainteresowanie. Jesteśmy zainteresowani czymś, gdy jesteśmy do tego zmotywowani (o motywacji już pisałem – inteligencja emocjonalna się kłania). Wtedy wykonujemy działania, działania, działania, aż w końcu męczymy się. To fizyczne zmęczenie znamy i rozumiemy. Natomiast istnieje taka rzecz jak zmęczenie psychiczne. Tak jak fizyczne powstaje przez działanie mięśni, tak psychiczne poprzez emocjonalność. Różną mamy kondycje w zależności od osobowości – wielka piątka, temperamenty, te sprawy. Wszystkie emocje powodują zmęczenie psychiczne. Ale jest pewien knyf – kogoś z Was męczy miłość, szczęście? No właśnie, generalnie to tak jakby mniej odczuwamy. Bo sukces, tak samo jak w przypadku zmęczenia fizycznego motywuje nas do dalszego działania. Odczuwanie szczęścia jest zazwyczaj związane z osiągnięciem jakiegoś sukcesu. I dalej, takie drogi sukcesów, małych celów, prowadzą do tego, że człowiek może praktycznie nie męczyć się psychicznie – jeśli mu na czymś bardzo zależy, jeśli kocha to, co robi. Takich ludzi zwie się pasjonatami. I to jest cudowne, o ile (zawsze jakieś ALE, co nie?) prowadzi do dobra. Bo Adolf Hitler też się psychicznie zanadto nie męczył. Pasjonaci są psychologicznymi kulturystami – nie do zdarcia, często pokonują nawet bariery natury fizjologicznej. Absolutnie niezwykła sprawa. Ja tak mam z psychologią i siatkówką, ale znam ludzi dalece lepszych w tym względzie w innych dziedzinach. Bo jak ktoś ma potężne zainteresowanie, to osiąganie kolejnych celów jest banalne i daje nawet więcej energii niż się zużywa na ich osiąganie!
| Profesor Władysław Bartoszewski. Ma 90 lat i się nie meczy. Psychologiczny kulturysta w najwyższym stopniu. Podziwiam takich ludzi. |
Pytania:
- Zestresowany czy wyluzowany tak ogólnie?
- Kiedy brakuje Ci jednego a kiedy drugiego? Co robisz by to zmienić?
- Znudzony życiem czy ciekawy świata, a chociażby jednego z jego aspektów?
- Szybko się męczysz psychicznie? Co robisz, aby uzyskać lepszą kondycję?
- Zestresowany czy wyluzowany tak ogólnie?
- Kiedy brakuje Ci jednego a kiedy drugiego? Co robisz by to zmienić?
- Znudzony życiem czy ciekawy świata, a chociażby jednego z jego aspektów?
- Szybko się męczysz psychicznie? Co robisz, aby uzyskać lepszą kondycję?
Koniec :(
Wychodząc w przyszłość bloga, zasadniczo kończymy aspekty związane z czystym opisywaniem cech człowieka wg ściśle naukowych teorii. Teraz wiecie kim jesteście i kim inni są! Ludzie są naprawdę różni, fascynujący i piękni w swej inności, która nie zawsze (choć czasami) oznacza bycie gorszym. Moja kochana Pani Bogusia mówi, że „będziecie spotykać różnych ludzi” i właśnie te kilka artykułów o psychologii osobowości ma Wam, drodzy czytelnicy uświadomić, że „to też są ludzie”.
Wychodząc w przyszłość bloga, zasadniczo kończymy aspekty związane z czystym opisywaniem cech człowieka wg ściśle naukowych teorii. Teraz wiecie kim jesteście i kim inni są! Ludzie są naprawdę różni, fascynujący i piękni w swej inności, która nie zawsze (choć czasami) oznacza bycie gorszym. Moja kochana Pani Bogusia mówi, że „będziecie spotykać różnych ludzi” i właśnie te kilka artykułów o psychologii osobowości ma Wam, drodzy czytelnicy uświadomić, że „to też są ludzie”.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz