niedziela, 3 stycznia 2016

„Miłość jest decyzją troski o Twój rozwój”, czyli podsumowanie roku 2015.

            Przez większość tego roku patrzyłem na relacje i ogólnie na życie z perspektywy egoistycznej – co jest mi potrzebne. Zapomniałem przy tym o jednej, bardzo ważnej potrzebie ludzkiej, która gdzieś tam się dobijała. Erikson nazwał ją potrzebą kreatywności, co nie było zbyt szczęśliwym słowem. Jest to potrzeba wyższego rzędu w piramidzie Maslowa – chodzi o potrzebę wyrażania miłości, wspomagania drugiej osoby w rozwoju, bycia w tej postawie. Zazwyczaj czynności, które z tej postawy wynikają prowadzą do rozczarowania, bo ludzie nie chcą przyjmować miłości od drugiej osoby, bo to, na poziomie podświadomym, nieracjonalnym, zobowiązuje ich do czegoś, a zobowiązania są niefajne, zwłaszcza jak się nie wie, kim druga osoba jest dokładnie, czy warto jej coś obiecywać, się o nią starać. Często są to też czynności bolesne, bo wymagają upominania, karania, komunikowania o swoich negatywnych emocjach. Uczenie się odpowiedniego wyrażania miłości stanowi zadanie na całe życie i to nie tylko dla trenerów, coachów itp.
Złapała poezyjna łezka Ks Twardowski "Tak mało"
Jest miłość
za nic
nie chce listów
spotkań
cielęciny bez kości
piernika
ani form wyklepanych
jelenie przy spotkaniu kłaniają się rogami
ani głosu w telefonie
- zapnij palto żeby nie zatkało
tak mało potrzeba tak mało

jest wielka miłość
uczyła święta babcia
pozostaję jej wierny
miłość za Bóg zapłać

To czym w końcu jest ta miłość?

            Ta refleksja spowodowana wysłuchaniem ks. Dziewieckiego (link w zakładce „moja misja”), nieomalże bezpośrednio popchnęła mnie do wznowienia bloga. Nie tylko dla budowania marki, co mi się przyda w karierze psychologa, jakakolwiek by ona nie była. Ludzi trzeba uczyć miłości. Większość relacji się rozpada, ma problemu właśnie dlatego, że jedna bądź dwie osoby nie przyjmują tej postawy, a nawet jeśli, to nie używają właściwych metod, zachowań. Nie kochają Boga, siebie, drugiej osoby. To najważniejsza myśl chrześcijaństwa, największe przykazanie i to z niego będziemy rozliczani. Stanowi także pomysł na życie. I wiecie, współczesne, europejskie męczeństwo nie polega na oddawania życia czy cierpieniu więzienia czy nawet wyobcowania z powodu wiary. Polega właśnie na okazywaniu miłości i nie otrzymywania nic w zamian. Ksiądz Twardowski nazwał to miłością za Bóg zapłać. Emocjonalnie to boli mocno, odrzucenie. Natomiast życie polega na tym, by ryzykować, by szukać swoich szans stworzenia relacji czy pomocy komuś. Nawet jeżeli większość prób się nie powiedzie.
Optymistycznie - o tym, że czasem warto jednak zagadać. ;)
 (Ayreon nie był mistrzem w kręceniu teledysków...)

Żadnego seksu przed ślubem czy ślubu przed seksem?

            Zebrałem także sporo refleksji na temat seksualności, cały czas poruszając się blisko tematyki relacji międzyludzkich, co ze względu na mój wiek jest zrozumiałe. Oddzielenie zobowiązania miłości i podniecenia seksualnego prowadzi do dramatów. Już nawet nie chodzi o skrajności typu gwałty, aborcje czy molestowania. Jeżeli dwoje ludzi uprawia seks z własnej, nieprzymuszonej woli, z podniecenia seksualnego (które nie tak trudno wytworzyć), ale bez zobowiązania, to ten seks nie wychodzi. Człowiek bez postawy, przywiązania myśli penisem/łechtaczką, czyli egoistycznie, więc ani trochę nie dba o drugą osobę. Dobra, można się umówić i dokładnie, egoistycznie zaspokajać swoje potrzeby i będzie ok. Ano – nie będzie. Dlaczego? Bo seks wytwarza mnóstwo oksytocyny, hormonu przywiązania. Przywiązujemy się do osoby, z którą nic nie planujemy, która często w ogóle do nas nie pasuje. Powoduje to sytuację fatalnego zauroczenia w osobie, z którą nie stworzymy relacji. To prawdziwa tragedia.

To kiedy ten seks?

            Moralność chrześcijańska głęboko rozumie ludzką psychikę, choć niekiedy popełnia błędy, ale to nie temat na teraz. Ślub rozumiany jest jako ostateczne i oficjalne zobowiązanie do wspomnianej wcześniej miłości. Chodzi właśnie o wyzbycie się seksualności nie opartej na niej właśnie, bo wiemy do jak trudnych sytuacji ona prowadzi. Wraz z ilością różnych rzeczy, które się razem robi w relacji, wzrastają rzeczy, do których się zobowiązujemy. W przypadku relacji koleżeńskich, przyjacielskich rozumiemy to całkiem zgrabnie z powodu edukacji kulturowej i podświadomości. Chętnie podejmujemy zobowiązania w stylu: umówię się raz w miesiącu na piwo, nie będę obgadywał, opowiem o swoim życiu. Im dalej w las, tym większe kłopoty.

„Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie…”

Tak, jestem katolikiem. Wierzącym, praktykującym, błądzącym, grzeszącym. Raz bliżej Boga, raz dalej. Szukam swojego miejsca w Kościele, swojej duchowości. Staram się godzić psychologię z wiarą, co nieraz pomaga w życiu, ale stanowi niezła gimnastykę intelektualną. Także ten blog, siłą rzeczy, będzie katolicki. Natomiast w psychologii nie ma religii, moralności, etyki. Uważam, że człowieka najpierw trzeba zaprowadzić do dobrego życia, a potem do Boga. Jak jest odwrotnie, to powstają różne fanatyzmy, które z religią mają tyle wspólnego, ile Artur Schopenhauer z optymizmem.
Powoli staję się katotradsem...

Ad rem


            Dobrze, ale miało być podsumowanie roku. Oczywiście zdobyte refleksje mocno ten rok podsumowują, pokazując moje życie z perspektywy tego, o czym myślałem, co było dla mnie ważne. Dominuje myśl o nieudanych relacjach właśnie z powodu braku owej postawy, ale też wielu innych czynników. Poza tym zgłębianie ludzkiej seksualności, własnych fetyszów (jakże dramatycznie mieć nieakceptowane społecznie fetysze!).A teraz pokrótce o wspomnieniach. Był finał LM w Berlinie, siatkówka, radio. Piszę ten artykuł w przededniu zmagań Polaków o IO, także w Berlinie. Nie można nie wspomnieć o wybitnej produkcji jaką jest Wiedźmin 3, która napełniła wiele godzin mojego życia radością. Rok zakończyłem jednak bardzo dobrze, owocnymi refleksjami. Wiem, co było źle. Teraz czas na odpoczynek od relacji, pracę nad sobą, blogowanie, uczenie się, a potem…zobaczymy.  
Jest nadzieja! Przyjaźń to potężna siła, a tak zapomniana....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz