Przez
większość tego roku patrzyłem na relacje i ogólnie na życie z perspektywy
egoistycznej – co jest mi potrzebne. Zapomniałem przy tym o jednej, bardzo
ważnej potrzebie ludzkiej, która gdzieś tam się dobijała. Erikson nazwał ją
potrzebą kreatywności, co nie było zbyt szczęśliwym słowem. Jest to potrzeba
wyższego rzędu w piramidzie Maslowa – chodzi o potrzebę wyrażania miłości,
wspomagania drugiej osoby w rozwoju, bycia w tej postawie. Zazwyczaj czynności,
które z tej postawy wynikają prowadzą do rozczarowania, bo ludzie nie chcą
przyjmować miłości od drugiej osoby, bo to, na poziomie podświadomym,
nieracjonalnym, zobowiązuje ich do czegoś, a zobowiązania są niefajne,
zwłaszcza jak się nie wie, kim druga osoba jest dokładnie, czy warto jej coś
obiecywać, się o nią starać. Często są to też czynności bolesne, bo wymagają
upominania, karania, komunikowania o swoich negatywnych emocjach. Uczenie się
odpowiedniego wyrażania miłości stanowi zadanie na całe życie i to nie tylko
dla trenerów, coachów itp.
Złapała poezyjna łezka Ks Twardowski "Tak mało"
Jest miłość
za nic
nie chce listów
spotkań
cielęciny bez kości
piernika
ani form wyklepanych
jelenie przy spotkaniu kłaniają się rogami
ani głosu w telefonie
- zapnij palto żeby nie zatkało
tak mało potrzeba tak mało
jest wielka miłość
uczyła święta babcia
pozostaję jej wierny
miłość za Bóg zapłać
To czym w końcu jest ta miłość?
Ta
refleksja spowodowana wysłuchaniem ks. Dziewieckiego (link w zakładce „moja
misja”), nieomalże bezpośrednio popchnęła mnie do wznowienia bloga. Nie tylko
dla budowania marki, co mi się przyda w karierze psychologa, jakakolwiek by ona
nie była. Ludzi trzeba uczyć miłości. Większość relacji się rozpada, ma
problemu właśnie dlatego, że jedna bądź dwie osoby nie przyjmują tej postawy, a
nawet jeśli, to nie używają właściwych metod, zachowań. Nie kochają Boga,
siebie, drugiej osoby. To najważniejsza myśl chrześcijaństwa, największe
przykazanie i to z niego będziemy rozliczani. Stanowi także pomysł na życie. I
wiecie, współczesne, europejskie męczeństwo nie polega na oddawania życia czy
cierpieniu więzienia czy nawet wyobcowania z powodu wiary. Polega właśnie na okazywaniu
miłości i nie otrzymywania nic w zamian. Ksiądz Twardowski nazwał to miłością
za Bóg zapłać. Emocjonalnie to boli mocno, odrzucenie. Natomiast życie polega
na tym, by ryzykować, by szukać swoich szans stworzenia relacji czy pomocy
komuś. Nawet jeżeli większość prób się nie powiedzie.
Optymistycznie - o tym, że czasem warto jednak zagadać. ;)
(Ayreon nie był mistrzem w kręceniu teledysków...)
Żadnego seksu przed ślubem czy ślubu przed seksem?
Zebrałem
także sporo refleksji na temat seksualności, cały czas poruszając się blisko
tematyki relacji międzyludzkich, co ze względu na mój wiek jest zrozumiałe. Oddzielenie zobowiązania miłości i
podniecenia seksualnego prowadzi do dramatów. Już nawet nie chodzi o
skrajności typu gwałty, aborcje czy molestowania. Jeżeli dwoje ludzi uprawia
seks z własnej, nieprzymuszonej woli, z podniecenia seksualnego (które nie tak
trudno wytworzyć), ale bez zobowiązania, to ten seks nie wychodzi. Człowiek bez
postawy, przywiązania myśli penisem/łechtaczką, czyli egoistycznie, więc ani
trochę nie dba o drugą osobę. Dobra, można się umówić i dokładnie, egoistycznie
zaspokajać swoje potrzeby i będzie ok. Ano – nie będzie. Dlaczego? Bo seks
wytwarza mnóstwo oksytocyny, hormonu przywiązania. Przywiązujemy się do osoby,
z którą nic nie planujemy, która często w ogóle do nas nie pasuje. Powoduje to
sytuację fatalnego zauroczenia w osobie, z którą nie stworzymy relacji. To
prawdziwa tragedia.
To kiedy ten seks?
Moralność
chrześcijańska głęboko rozumie ludzką psychikę, choć niekiedy popełnia błędy,
ale to nie temat na teraz. Ślub rozumiany jest jako ostateczne i oficjalne
zobowiązanie do wspomnianej wcześniej miłości. Chodzi właśnie o wyzbycie się
seksualności nie opartej na niej właśnie, bo wiemy do jak trudnych sytuacji ona
prowadzi. Wraz z ilością różnych rzeczy, które się razem robi w relacji,
wzrastają rzeczy, do których się zobowiązujemy. W przypadku relacji
koleżeńskich, przyjacielskich rozumiemy to całkiem zgrabnie z powodu edukacji
kulturowej i podświadomości. Chętnie podejmujemy zobowiązania w stylu: umówię
się raz w miesiącu na piwo, nie będę obgadywał, opowiem o swoim życiu. Im dalej
w las, tym większe kłopoty.
„Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie…”
Tak, jestem katolikiem.
Wierzącym, praktykującym, błądzącym, grzeszącym. Raz bliżej Boga, raz dalej.
Szukam swojego miejsca w Kościele, swojej duchowości. Staram się godzić
psychologię z wiarą, co nieraz pomaga w życiu, ale stanowi niezła gimnastykę
intelektualną. Także ten blog, siłą rzeczy, będzie katolicki. Natomiast w
psychologii nie ma religii, moralności, etyki. Uważam, że człowieka najpierw
trzeba zaprowadzić do dobrego życia, a potem do Boga. Jak jest odwrotnie, to
powstają różne fanatyzmy, które z religią mają tyle wspólnego, ile Artur
Schopenhauer z optymizmem.
![]() |
| Powoli staję się katotradsem... |
Ad rem
Dobrze, ale
miało być podsumowanie roku. Oczywiście zdobyte refleksje mocno ten rok
podsumowują, pokazując moje życie z perspektywy tego, o czym myślałem, co było
dla mnie ważne. Dominuje myśl o nieudanych relacjach właśnie z powodu braku
owej postawy, ale też wielu innych czynników. Poza tym zgłębianie ludzkiej
seksualności, własnych fetyszów (jakże dramatycznie mieć nieakceptowane
społecznie fetysze!).A teraz pokrótce o wspomnieniach. Był finał LM w Berlinie,
siatkówka, radio. Piszę ten artykuł w przededniu zmagań Polaków o IO, także w
Berlinie. Nie można nie wspomnieć o wybitnej produkcji jaką jest Wiedźmin 3,
która napełniła wiele godzin mojego życia radością. Rok zakończyłem jednak
bardzo dobrze, owocnymi refleksjami. Wiem, co było źle. Teraz czas na
odpoczynek od relacji, pracę nad sobą, blogowanie, uczenie się, a
potem…zobaczymy.
Jest nadzieja! Przyjaźń to potężna siła, a tak zapomniana....






