Miałem nic nie pisać, ale zmieniłem
zdanie. Dopadła mnie przedsesyjna melancholia – stan psychiczny o złożonej
strukturze, który mam zamiar opisać. Dziś tekst krótki, acz treściwy i, myślę,
przydatny.
Trzeba się uczyć…
Z takiego założenia wychodzi
większość studentów, gdy zbliża jakakolwiek forma sprawdzenia ich wiedzy. Z
racji, że przez większość czasu form takowych nie ma bądź jest niewiele, sesja
stanowi stan wyjątkowy. Uczenie się na studiach to też coś innego. Zanim się
człowiek zabierze do właściwej czynności, musi znaleźć materiały, co bywa
niełatwe, zabiera czas i energię. Jednak z uczeniem bywa tak, że jest ono tym,
co się powinno robić, i wtedy właśnie wszystko inne staje się niesamowicie
atrakcyjne. Stąd zauważalny wśród znajomych w ostatnim czasie wzrost aktywności
na Facebooku.
Tyle dobrych obrazków było, że nie wiedziałem na co się zdecydować...
Ech, te ludzie…
Dobrze wiemy, przynajmniej ci, co
regularnie czytają tego bloga, że aby robić coś skutecznie, trzeba mieć zaspokojone
inne potrzeby. Zwłaszcza społeczne, które w trakcie przygotowań do egzaminów
leżą i kwiczą, bo trzeba się uczyć. Nie robimy tego skutecznie, bo potrzeby
społeczne kaput. I koło się zamyka. Ludzie jednak, na ogół, nie ogarniają tej,
jakże prostej zależności i nie chcą się spotykać.
Melancholia przedsesyjna
Jest to zjawisko związane właśnie z
świadomością zbliżającej się weryfikacji wiedzy. Wzrasta wtedy nagle ilość
zadań, a człowiek uświadamia sobie swoją małość oraz, wspomniane powyżej, braki
osobowościowe. Duża ilość pracy bywa skutecznym panaceum na dolegliwości
psychiczne kiedy ściśle wiąże się z działaniem, z flow. Gdy tak nie jest, tylko
przygnębia, uświadamia braki w potrzebach i…jest smutno.
Metodologia rozwiązywania testów
Ok,
wiedza jest ważna, studiowanie super, ale egzamin trzeba zdać, nie ma wyjścia. Miejsce,
w którym zdawanie staje się ważniejsze od studiowania jest patologią, ale
druga, choć rzadszą jest posiadanie wiedzy niezbędnej do egzaminu i niezdanie
go. Dlaczego? Bo dobrało się złą metodę rozwiązywania. Zwłaszcza nazistowskie
to jest na naszych maturach. Na studiach nieocenioną pomocą w tym wszystkim są
studenci starszych roczników, którzy wiedzą, że za nieudzielenie odpowiedzi na
pytanie z czterema możliwościami i jedna prawidłową dostaje się trzy punkty. Na
przykład.
„Młodość w bibliotekach”
Elektronizacja materiałów pozwala
się uczyć w domu, co stanowi znaczące ułatwienie. Niemniej czytanie i
poznawanie wiedzy to dla mnie wielka i niekończąca się przygoda, podróż. „Miejsce
swoje odnalazłem i na miejscu siedzę mocno” mogę po semestrze studiowania z
pełną świadomością i dumą powiedzieć. Świadomość własnej małości i niewiedzy
oraz chęć chłonięcia są piękne i potężne. Życzę tego każdemu człowiekowi. Tylko, żeby się skończyło lepiej niż tu:
Na koniec (szybko, co nie?)
przedstawię kilka rad, z mojej ułomnej i kiepskiej wiedzy na temat psychologii
poznawczej, jak się skutecznie uczyć:
Systematyczność, ale chyba o tym, że codziennie po trochu, nie
muszę wspominać, bo wszyscy wiedzą
Kiedy się chce uczyć, albo kiedy się mało nie chce. Podejście
bezpośrednio wpływa na ilość zapamiętywanych informacji. Najlepiej w ogóle
się fascynować lekturą i przeżywać flow, ale bądźmy realistami…
Zadbać odpowiednią liczbę bodźców „rozpraszających”. Niektórzy uczą
się dobrze, z włączoną, muzyką i telewizorem, inni potrzebują całkowitej
ciszy. Należy więc ułożyć sobie środowisko zewnętrzne. W psychologii
nazywamy to sensoristazą.
Uczyć się seriami, nie wszystko na raz, robić przerwy, zajmować się
innymi rzeczami. Nie brać za dużo materiału z jednego przedmiotu na raz,
nawet na kilka serii, bo nam zbrzydnie. Nie można dać swojemu mózgowi zmęczyć
się, bo będzie mniej chłonny. Z kolei zbyt krótkie serie spowodują, że
mózg się nie rozgrzeje i też będzie mało skuteczny
Zadbać o inne potrzeby – najeść się, napić, wyspać, odpowiednia temperatura,
wspomniane potrzeby społeczne.
Myśleć i powtarzać, wyobrażać sobie, widzieć w ludziach, kojarzyć.
Właściwy proces uczenia „na zawsze” zachodzi nie poprzez kilkakrotne
sięganie do książek, ale poprzez myślenie o tym, czego się dowiedziało.
Niewątpliwie był to najlepszy rok w moim życiu. Fascynacją sobą, drugim
człowiekiem, psychologią, poszukiwanie własnego miejsca, przekonanie, że skoro
jestem szczęśliwy, to jestem najlepszy. Potem początek studiów i wszystko prysło jak mydlana bańka. Okazało się, że będąc jedną z
bardziej lubianych i szanowanych osób w liceum teraz stałem się normalny, nikt mnie nie zna, nie jestem
atrakcyjny, za młody, sam pośród zazwyczaj zimnych ludzi. Coraz bardziej się przekonuję jak ważni w życiu są inni ludzie, jak mocno na nas wpływają. Widzę też ile tak naprawdę nie wiem, nie umiem i mnie
to przeraża. Niby jesteś na tym MISHu, niby masz dziewczynę, niby robisz
dokładnie to, o czym marzyłeś, co jeszcze rok temu wydawało się niedościgłym
ideałem...I dobrze, że tak się stało, jednak podróż, nauka,
kształtowanie życia trwa nadal i właśnie dlatego, że trudne i zmienne jest tak
bardzo fascynujące.
In
the flesh
Patrząc na rok z góry, to
tyle się wydarzyło. Ojej….Na początku, 11 stycznia, to w ogóle znalazłem sobie
dziewczynę. I było tak:
Potem się z nią było, uczyło, grało w snookera, chodziło do szkoły.
Następnie zakończyło się edukację, napisało najpierw cudowną i jeszcze
cudowniej olaną krytykę 2lo, a następnie maturę. Matura poszła dobrze,
dostałem się na MISHa, zainkasowawszy maksymalną liczbę punktów za egzamin
ustny. Wakacje, nieudany kurs na prawo jazdy, przerwany z powodu wyjazdu do
Poronina, kupowanie mieszkania, znajdywanie współlokatora. Z tym przedostatnim
wyszło dobrze, z ostatnim mniej. Wrześniowe Mistrzostwa Świata,
zwycięstwo Polski, w które cały czas nie jestem w stanie uwierzyć. Po prostu
pięknie. Po nich przenosiny do taksiegra.com i ciekawa działalność o
trudnoocenialnych skutkach, ale wreszcie z poczuciem, że coś się robi, że ktoś
się tym interesuje. Póki co to ambitnemu człowiekowi z pasją starcza, z czasem
będzie wymagał coraz więcej…Początek studiów, zachłyśnięcie się
samodzielnością, dalsze rozwijanie relacji z Emmą i całkiem sporo jesiennych
refleksji. Warszawska samotność, zwłaszcza na początku, mocno mi doskwierała, i
z tego powodu, niestety, to zawieranie relacji niezbyt wypaliło. Na koniec
Święta z rodziną obecną i przyszłą.Okazuje się, że się nie zanudziliśmy z Emmą i przeżyliśmy ciekawą
zapowiedź przyszłego życia rodzinnego. Takie wakacje, stąd brak aktywności
siatkówkowych, blogowych i innych.
"Niczym
nie nastraszy ten uniwersytet cały"
Studia są bardzo przyjemne,
pożyteczne i…łatwe. Choć to ostatnie częściowo zweryfikuje pierwsza sesja. Na
pewno dam znać o ocenach. Dużo się w każdym razie dowiedziałem dzięki
empirycznym naukom o człowieku. A studenci…dużo ich, mało im zależy na
studiowaniu, raczej tylko na dyplomach. Poziom zdolności intelektualnych i
społecznych różny, choć u MISHowców znacząco wyższy niż wśród studentów innych
kierunków. Oczywiście, mogę być zmylony przez złe dobranie próby, tendencyjność
osobistą czy wiele innych problemów metodologicznych, więc niech to będzie
opinia jakich wiele. Także Jacek jak zawsze celnie rzecz przewidział:
"Here
we are now, entartain us."
Jest nudno. Tyle
zrobiłem już w tym roku, że teraz zostało bardzo mało do pracy, ale zawsze coś.
Trudno się natomiast do tego zebrać, mając bardzo wysokie zapotrzebowanie na
stymulację. Nie wiem jeszcze dokąd mnie to zaprowadzi, jest to cecha, która
może uczynić ze mnie tak wielkiego człowieka, jak i uzależnionego od rozmaitych
substancji czy czynności. Jest też trzecia droga - praca nad sobą, zarządzanie
emocjami, potęga wewnętrznych zdolności psychicznych. Bardzo trudna droga,
wymagająca naprawdę dużo pomysłu, kreatywności i wysiłku. Ale, czego się w
życiu nie robiło?!
"Thank
you for the music!"
Więcej refleksji dotyczących
warszawskiego, studenckiego życia czy psychologii ściśle zawrę w osobnych
tekstach, żeby nie pominąć ważnych szczegółów. Wielokrotnie pisałem już o tym
jak bardzo relacje wpływają na człowieka i w sumie nie chce mi się powtarzać.
Teraz napiszę o muzyce. Od zawsze stanowiła ona swego rodzaju ucieczkę,
dawczynię nadziei czy współczucia, czyli źródło potężnych emocji, a także
myśli, motywów. Obawiałem się, że wzrastając w psychologiczne moce, przestanie.
Na szczęście, myliłem się. Stało się wręcz odwrotnie - jestem teraz bardziej
wrażliwy na artyzm, zdolny wczuć się w sytuację podmiotu, ocenić i wyjaśnić
wszystko psychologicznie. Umiem też lepiej wyszukiwać wszelką maestrię, wyzbywając
się różnego typu szmelcu. I to maestrię różnogatunkową. Podobnie się stało z
grami komputerowymi. Teraz moje ambicję kieruję w stronę przechodzenia
inspirujących, trudnych, klasycznych, pięknych historii, a nie rozrywki,
odpoczynku, choć są one, oczywiście, bardzo ważne w życiu. Kwestia
proporcji. O grach, swoją drogą, też mam zamiar coś napisać.
Marzenia
się spełnia
Jeśli ktoś chce zostać
Mistrzem Olimpijskim, zostaje Mistrzem Olimpijskim. Jeśli ktoś chce wygrać MŚ w
siatkówce, to je wygrywa. Jeśli ktoś chce zostać psychologiem, to zostaje
psychologiem. Całe życie polega na spełnianiu marzeń, a jego trudność i
ciekawość polega na drodze do tych celów, niekiedy zbyt ambitnych, często
jednak za mało. Trudność jest atrakcyjna, stanowi wyzwanie. Zarówno jeśli
chodzi o trudność w postaci zadań do wykonania, jak i trudność polegającą na
konieczności powtarzania nudnych czynności. To drugie w sumie bardziej dotyczy
konieczności pracy nad sobą. Ta to całożyciowe wyzwanie - ideał, którego nigdy
się nie osiągnie, ale trzeba doń dążyć.
"A
może by tak spocząć…"
Kolejną bardzo ważną
refleksją zebraną pod koniec tego roku jest teza, że szczęście, choć bardzo
istotne samo w sobie nie jest celem całego życia. Z czasem się ono przekształca
w lenistwo i spoczywanie na laurach, co automatycznie powoduje dyskomfort.
Celem życia człowieka jest osiąganie coraz więcej, doskonalenie się. Gdy
człowiek zaspokoi wszystkie swoi potrzeby, czuje się naprawdę dobrze - dumny,
usatysfakcjonowany, spełniony. Siada, korzysta z efektów swojej pracy i
myśli…co by tu poprawić. Taki piękny stan spotkał mnie w te Święta. Nie było
wielkich uniesień ognistej radości opisywanej w piosenkach o miłości - była taka
pełnia, poczucie, że niczego mi nie brakuje, że wszystko jest świetnie, że
sobie to wypracowałem. Można odpocząć, a potem wrócić do pracy.
Ale nie ja! (mam nadzieję)
Wysprzątać swój czas
Świat kusi. Różne, bardzo
atrakcyjne, w gruncie rzeczy wizje próżności zatruwają nasze umysły. Trudno
odróżnić to, do czego warto dążyć od tego, co sprawi, że się nie najemy, a
poczujemy jeszcze bardziej głodni, zmarnowawszy czas i siły na polowaniu.
Niestety, w tę ostatnią kategorią ludzie, w tym i ja, wpadają bardzo często.
Teologowie nazywają to grzechem, filozofowie czynem niemoralnym, nieetycznym. Stosują
jednak o wiele bardziej złożone kryteria. Ale to pierwsze, podstawowe –
kryterium opłacalności i drugie polegające na tym, że będziemy ze zrobienia
tego w przyszłości dumni, nie będziemy się wstydzić są łatwe do zrozumienia i
warto się do nich stosować.Jestem w rozdarciu. Mam
przed sobą dwie niezwykle mnie podniecające, kuszące wizje pracy zawodowej.
Pierwsza, psychologiczna dotyczy długiej, trudnej, choć niezwykłej drogi
stawania się lekarzem ludzkich umysłów a druga, szybsza, krótsza stania się
komentatorem sportowym. Staram się podążać oboma na raz, nie jest to łatwe,
zajmuje sporo czasu, ale gdy uda mi się wysprzątać swój czas, wyzbyć się
próżnej atrakcyjności, to kto wie…Naprawdę kocham ludzi i chcę im pomagać.
Naprawdę kocham siatkówkę i chce o niej opowiadać, relacjonować, zachwycać się
nią, krytykować, może kiedyś, ulepszać i reformować.
Tak
się komentuje!
Miałem w tym roku chwilowe
wypalenie siatkówką. Nie czułem tej atmosfery w redakcji, czułem się odrzucony,
robiąc cały rok mecze dla nikogo, a potem okazując się za słabym na Mistrzostwa
Świata. Po przenosinach do taksiegra złapałem wiatr w żagle (I will reignite),
na nowo mi się zachciało, a przy okazji miałem więcej możliwości do ogarnięcia
całości działu, a nie bycie nim jako ja i nikogo więcej. Poznałem (póki co,
niestety, jedynie internetowo) wspaniałych ludzi, z którymi dzielę pasję i za
to im serdecznie dziękuję. Był to też czas pierwszej akredytacji, pierwszego
meczu z hali, bycia pod piłkobombardowaniem. Urokliwe. Tyle emocji, tyle
piękna. Poza komentowaniem i sprawozdawstwem meczów radiowo na żywo, mamy też
magazyn, w którym wymieniamy poglądy, dzięki temu uzupełniając się i lepiej
orientując co się dzieje w świecie piłek latających nad siatką. Jesteśmy
jeszcze młodzi, ale zdolni i ambitni. Chcemy zrobić (i zrobimy, a co!) coś
wielkiego, przynajmniej dla nas. Będziemy sławni i bogaci, ale tylko wtedy
jeśli będziemy się na czymś znali, pracowali i umieli to sprzedać.
I to by było na tyle.
Przydałoby się jakieś
podsumowanie, bo dużo tego napisałem. Na pewno był to wyjątkowy, najlepszy rok
mojego życia, pełen wrażeń. Następny mam zamiar uczynić jeszcze lepszym, choć
nie będzie to łatwe, bo zrealizowane cele mają to do siebie, że są
zrealizowane, więc nieatrakcyjne. Trzeba się skoncentrować nad robieniem tego,
co się kocha, wyzbywając próżnej atrakcyjności. Robić to piękniej, skuteczniej,
mniejszym nakładem sił i tak, żeby inni o tym wiedzieli i podziwiali. I
najlepiej zarobić już swoje własne pieniądze. A na zakończenie piosenka tytułowa, świetnie streszczająca moje myślenie w tym roku (piosenkowe podsumowanie roku już wkrótce, po raz pierwszy ):