poniedziałek, 27 października 2014

Edukacja i życie kulturowe - Transformers października w piździernik. W Warszawie poniżej zera.

            Zaatakowało mnie blogolenistwo i nie będę się wykręcał, że dużo zajęć problemów itp. spraw. Miałem upojny weekend z ukochaną i nie starczyło czasu na bloga, tak, po prostu! „Wszystko ma swoje priorytety, niestety.”. A tak poza tym, mam dwa wielkie marzenia liceum spełnione – wymarzone studia i całkiem niezły związek, wiele mniejszych jak np. zarządzanie swoim czasem, brak kontroli z niczyjej strony, zasadniczo brak narzekań na, całkiem zresztą porządny, stan pokoju i możliwość samodzielnego odżywiania i gotowania. Jest pięknie, dumnie i satysfakcjonująco!
            Kolejnym aspektem, a właściwie aspektami życia, które dobrze zagospodarowane prowadzą do szczęścia będą postawione na równi życie kulturowe i edukacja. Człowiek, który się uczy, zdobywa wiedzę teoretyczną i praktyczną z różnych dziedzin jest człowiekiem wyposażonym w cały arsenał broni antydepresyjnych. Podobnie człowiek obeznany z różnymi tworami kultury. Oczywiście, zarówno jedno jak i drugie niesie ze sobą pewne prawdopodobieństwo odwrotnego efektu. Opowiem także o tych zagrożeniach no i jak się ich wystrzegać.

 Nie pozwól, żeby szkoła przeszkadzała Ci w edukacji.

            Całe szczęście, że ją skończyłem. Nie no, nie było aż tak źle. W każdym razie, zaczynamy od pojęcia edukacji. Jest to proces, w którym człowiek zdobywa wiedzę. Każdą wiedzę. Warto sobie przypomnieć teorię inteligencji wielorakiej Gardnera w tym momencie. Także nie tylko tę podręcznikową, ale także życiową, międzyludzką, umiejętności radzenia sobie z problemami. Dalej, edukacja się nie kończy, uczymy się całe życie. Ten okres szkolny, wydłużony już przez studia to tylko okres dorastania, w którym głównym zajęciem jest zdobywanie wiedzy, niezbędnej w przyjmowaniu określonych, możliwie najlepszych ról społecznych.
            Problem z edukacją polega na tym, że nas się do niej zmusza, zarówno ocenami, jak i potem presją społeczną związaną z osiągnięciem danego zawodu. I to jest mało przyjemne. Dlatego też te negatywne konotacje. Natomiast wszelkie aspekty życia, których nie naucza się w szkole są już o wiele bardziej atrakcyjne dla ludzi. To, co związane chociażby z psychologią, muzyką czy sportem. Idealnym stanem z punktu widzenia szczęścia byłoby uczenie się tego, co nas interesuje, co przyda nam się w życiu i co daje nam przyjemność. I, co ciekawe, ten stan idealny da się osiągnąć pracując nad sobą, nie potrzebujemy doń żadnych uwarunkowań zewnętrznych. 

„Etam te wasze fakultety”

            Oprócz tego, że nie postrzegamy wiedzy jako atrakcyjnej oraz patrzymy na nią wąsko, nie widzimy jej wieloaspektowości istnieje kolejny kłopot, mianowicie, nie zdobywamy wiedzy przydatnej „w życiu”. Choć naprawdę spora część wiedzy z zakresu materiału szkolnego z historii, WoSu, matematyki i fizyki daje się w życiu zastosować i pomaga, to tego nie robimy, ba, nawet tego nie wiemy. Dlaczego? Słynne ZZZ – zakuć, zdać, zapomnieć. Tak się dzieje. Nie zależy nam na wiedzy, a na tymczasowej korzyści – ocenie. I potem można sobie robić programy „matura to bzdura”.
Klasyk.
            Aczkolwiek wiedza, jak już wspominałem, to coś daleko więcej niż szkoła, studia czy praca. To przede wszystkim świadome życie. Wg filozofów greckich wszelkie zło tego świata wynika z głupoty, z niewiedzy. Gdybyśmy posiadali świadomość absolutną, to życie byłoby idealne. Ale nigdy to się nie uda, choćby przez ułomność procesów poznawczych.  Znajomość prawideł życia politycznego, ekonomicznego, społecznego, znajomość historii, psychologii znacząco przyczynia się do wzrostu ogólnej świadomości siebie jako człowieka i otaczającego świata jako efektu działania tych procesów, jako rzeczy zmiennej. Mając taką świadomość, możemy aktywnie działać, zmieniać środowisko, a przynajmniej nasze podejście do niego, na wzór, chociażby, różnych szkół filozoficznych.

Otaczają mnie idioci!

            …tak samo głupi jak Ty. To, że człowiek zachowuje się w danym momencie głupio, nie oznacza, że jest ogólnie głupi. Nie wiemy o czym myśli, pod  wpływem jakich czynników się znajduje. Krytyczne spojrzenie na siebie i swoją przeszłość dałoby nam refleksje typu „jaki ja byłem głupi”. Za dwa lata podobnie stwierdzę zapewne o sytuacji obecnej, ileż to rzeczy można byłoby zrobić lepiej, skuteczniej, szybciej. Ale ludzie…owszem, są idiotami, każdy jest, każdy się myli, częściej lub rzadziej. Nie można traktować czyjegoś zachowania czy niewiedzy w sposób oderwany od kontekstu i jednostkowy, gdyż daje to zupełnie nieprawdziwy obraz osoby. Ludzie naprawdę mają mnóstwo refleksji, zdolności, umiejętności i wiedzy w sobie, trzeba tylko odkryć ich potencjał i sprawić, by im się chciało tego używać! Carl Rogers byłby dumny z tego zdania.

Ignorancja jest błogosławieństwem

            „Guzik prawda”, cytując dr. hab. Trojana. Pozdrowienia dla mojego ulubionego wykładowcy, który zapewne i tak nigdy tego nie przeczyta, podobnie jak inni studenci psychologii. To, że ktoś czegoś nie wie, nie czyni go automatycznie szczęśliwym. I odwrotnie. Świadomość i wiedza o świecie nie powoduje automatycznie żałoby. Wszystko to kwestia koncentracji uwagi. Czy będziemy się przykładać wagę tylko do tego, co się wiąże ze smutkiem, śmiercią, zniszczeniem i złem czy będziemy szukać w zdobywanej wiedzy szans, perspektyw, dobrych i inspirujących ludzi? W każdej nauce można znaleźć fakty związane z jednym i z drugim. Dobrze jest wiedzieć, że istnieje zło na świecie i się przed nim bronić, ale nie ma potrzeby się tym zamartwiać. Dobrze jest zmieniać ustrój na lepszy, ale nie psioczyć nad to, że światem rządzą Żydzi, Masoni, cykliści i tramwajarze.

Potwór dżender!

            Fanatyzm rodzi się niekiedy także w kręgu ludzi wykształconych, co jest bardzo przykre. Wynika generalnie ze sporych deficytów no i genialnym jego przedstawieniem jest spór o granice płci, płeć społeczną i prawa płci. Ogólnie najlepiej jest, żeby obie płcie miały równe prawa, ale „walka” o nie przybiera groteskową formę, kiedy zapomina się o celu, a koncentruje na nienawiści wobec uciskających, a najlepiej całej płci przeciwnej. W ten sposób feminizm przeradza się w seksizm, islam w fundamentalizm, umiłowanie narodu w nienawiść wobec innych narodów itd.
            Dżender (pisownia specjalnie zmieniona) stanowi idealny przykład solidnych przegięć widocznych w debacie publicznej i to w obie strony. Z jednej strony mamy wspomnianą nienawiść wobec zastanego stanu rzeczy i jego obrońców, a z drugiej teksty zgodne z zasadą „nie znam się, więc się wypowiem”, zwłaszcza ze strony niektórych publicystów katolickich. Monthy Python okazuje się tutaj proroczy:  

„Tu leżą starego teoretyka kości

Co zbyt długo studiował traktat o miłości.”

            Ostatnia patologią wiedzy jest zwyczajnie nieumiejętność jej wykorzystania. To by wyjaśniało dlaczego psychologowie mają poważne problemy ze swoją psychiką. Dlaczego nie wszyscy profesorowie polonistyki nie tworzą wiekopomnej literatury. Istnieje spora różnica między wiedzą praktyczną i teoretyczną. Umiejętność zmieniania jednej w drugą, wykorzystywania obu i robienia z nich sukcesu, dumy, satysfakcji stanowi zdolność jakże odmienną od samej twardej, sprawdzalnej, weryfikowalnej wiedzy.

Propaganda sztuki

            Mnóstwo patologii dotyczących wiedzy, można bezpośrednio przenieść na grunt, nomen omen, edukacji kulturowej. Jednak jest pewna specyfika oraz nowe cechy, które dochodzą. To, w jakie treści kulturowe (sztuki plastyczne, filmy, literatura, piosenki) się zagłębiamy tworzy naszą osobowość. I to bardzo mocno. Jeśli ktoś słucha muzyki przygnębiającej, będzie chodzi przygnębiony, jeśli ktoś słucha mocnego rapu, będzie agresywny i pełen nienawiści itd. Literatura tworzy człowieka często lepiej niż psychologowie. A już na pewno masowo i nieświadomie, czyli moja ukochana perswazja. Najpierw takiej piosenki słuchają, a potem się dziwią, że nie ma seksu. I naprawdę myślą, że tak powinno być. Przykłady można mnożyć.


            Źródeł błędów psychologicznych, braku skuteczności w działanie, deficytu odpowiednich emocji i wielu innych problemów jest wiele. Do nich na pewno należy zwyczajny brak wiedzy (specjalistycznej, ogólnej, ale także praktycznej psychologicznej), ale także wpojone nam wartości. Wartości te, reguły dotyczą wszystkich aspektów życia, ale biorą się, oprócz bezpośredniego wpływu osób fizycznych (rodziców, rówieśników, autorytetów) z wszelkich dzieł kultury. I to one, śmiem twierdzić, produkują takie patologie jak miłość romantyczna, idealizacja kobiety, wizja księcia z bajki, niegdyś cudowności ojczyzny. Także to, czego się słucha, co się czyta, co się ogląda ma olbrzymie znaczenie dla wszelkich poglądów, dla podejścia.

Miejże trochę kultury,  Młody Człowieku

            Jest w człowieku potrzeba obcowania z kulturą. Po prostu istnieje, gdzieś tam wyżej w piramidzie, ale jest. Inaczej ludzie nie chodzili by na koncerty, do teatrów, muzeów, inaczej nie wykonywali by tych zawodów już od starożytności. Kontakt z kulturą, zanim ukształtuje osobowość, wytwarza emocje, pozwala nam się wczuć w postacie, w podmiot mówiący, w twórcę, zostawia miejsce na własne wyobrażenia, interpretację, która czasem zmienia się w poważną naukę, a czasem inspiruje do nowych dzieł czy do fanfiction. Ćwiczenie intelektualne dokonujące się w ten czy inny sposób, ma znaczenie.

„Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy.”

            Utożsamianie się z twórcą, postacią bądź podmiotem utworu ma bardzo duże znaczenie, pozwala dokładniej przeżyć własne emocje, własne życie, własne doświadczenia, nadać im nowe znaczenie. Są takie piosenki, które w zależności od kontekstu nabierają nowych treści. W latach 80. nieomalże każda piosenka miała zabarwienie obalania komunizmu, choćby i jej zasadniczy przekaz był inny. Par excellence "Mury" Kaczmarskiego. Ludzie interpretują, wczuwają się. Dlaczego? Daje im to poczucie, że nie są sami, nadaje odpowiednie znaczenie wydarzeniom, często daje wskazówki, co robić dalej. Pełni zarówno funkcje czysto emocjonalne jaki i quasi-poznawcze. 

Multikulti!


            Najlepsze dla rozwoju kulturowego jest poznawanie możliwie najbardziej zróżnicowanych dzieł kultury zarówno przeszłej jak i współczesnej, wciąż się tworzącej. Naprawdę, dzisiejsze piosenki, sztuki, książki, obrazy, rzeźby także mają swój urok i prawdziwie nie są znakiem końca cywilizacji. Kto tak myśli popada w patologię życia kulturowego, polegającą na widzeniu wszystkiego w ciemnych barwach. W każdym razie trzeba te funkcje kultury, który wymieniłem w poprzednim akapicie realizować. Wymaga to empatii, otwartości, wysiłku umysłowego. Jednak efektem oprócz nieco mało atrakcyjnie brzmiących korzyści emocjonalnych i poznawczych jest czysta radość. Zresztą, jak przy każdym zaspokajaniu potrzeb. Także, jak ktoś wam wysyła piosenki, słuchajcie, interpretujcie, działajcie! Poszerzajcie swoje horyzonty! Wtedy też znacząco zwiększy się świadomość, a i podejście nie będzie wcale dogamtyczne. Także nie bać się Jona Lejoie i Braci Figo Fagot. Przełamywanie konwencji, schematów bywa zabawne, a i skłania ku refleksji: 


poniedziałek, 13 października 2014

Sześcioaspektowa teoria szczęścia: rozrywka

Pierwszy pełny tydzień na Uniwersytecie Warszawskim za mną. Cytując nieoficjalnego patrona MISHowców "tutaj każą tylko czytać, no a czytać przecież umiem, więc mnie niczym nie nastraszy ten uniwersytet cały". Uczę się nowych rzeczy, poznaję świat psychologii, zauważam jak wiele sam odkryłem, a inni to bardziej naukowo nazwali. Dziś kolejny post z psychologii szczęścia.
Z dystansem:

Sześcioaspektowa teoria szczęścia

            No to jedziemy! Łatwoprzyswajalne i dość prowokacyjne, myślę, teksty czas zacząć. Oczywiście wszelka wiedza psychologiczna wcześniej przekazana wielce przydatna, ale jednak łatwiej i przyjemniej się czyta o czymś, co się wie niż o czymś co się nie wie (lub uważa, że wie). Mimo wszystko.
            Ok, następne sześć tekstów dotyczyć będzie rozmaitych aspektów ludzkiego życia, mających wpływ na ogólne poziom szczęścia. Nie jest to pod żadnym pozorem teoria naukowa, są te pewne luźne obserwacje, które jednak, mam nadzieję, mają naprawdę sporo prawdy w sobie. Nie chodzi już o sprawdzone teorie wyjaśniające emocje. Nie chodzi o psychologiczno-filozoficzne przepisy na szczęście. Wreszcie, nie chodzi o rozmaite złote myśli czy rady, co zrobić, aby odczuwać radość. To już było, o tym pisałem. Teraz skoncentruje się na tym, co tygryski (ja) lubią najbardziej, czyli etapowej, solidnej pracy nad sobą, nad konkretnymi aspektami życia tak, aby czuć się spełnionym i usatysfakcjonowanym. Dość trudno będzie jednak zrozumieć to, co teraz piszę bez lektury poprzednich tekstów, więc sugeruję najpierw nadrobić zaległości, a potem brać się za Sześcioaspektową Teorię Szczęścia.
A nie?

Rozrywka - definicja

            Trudno jest definiować rozrywkę. Pytanie czy wszystko, z czego się śmiejemy jest rozrywką? Czy oglądanie „Trudnych spraw” jest rozrywką czy marnowaniem czasu? A oglądanie słodkich kotów? Myślę, że rozrywka można nazwać cokolwiek, co zmienia nasz tok myślenia na niezwiązany z pracą zawodową, pozbawia stresu, sprawia przyjemność, stanowi odskocznię od rzeczywistości. W człowieku jest taka potrzeba odpoczynku, zarówno fizycznego jak i umysłowego. Nie można cały czas żyć na poważnie.

Za dużo?

            Wielokrotnie słyszy się, że w dzisiejszych czasach ludzie nadużywają rozrywek. Fakt faktem, możliwości jest więcej niż kiedykolwiek wcześniej, a koszty nie są duże, dlatego wiele osób w to wpada, nadrealizując swoją potrzebę rozrywki. Problem jednak nie polega na tym, że za dużo się bawimy, ale na tym, że za mało robimy innych rzeczy. Gdyby człowiek był w stanie zaspokoić wszystkie swoje potrzeby w godzinę tygodniowo, to resztę czasu mógłby ze spokojem poświęcić na to, co przyjemne. Jednak nikt nie potrafi w ogóle, w pełni zaspokoić swoich potrzeb, nawet jeśli jego potrzeb snu ogranicza się do czterech godzin dziennie.

Za mało?

            W większości przypadków będę ganił ludzi za to, że za mało, źle, bądź nieskutecznie angażują się w kolejne aspekty. Podobnie i tu, choć nie ukrywam, problem nie jest częsty i poważny. Zaczynamy sobie tak powoli i z czasem będą się robić schody. No ale ok, wiele osób, zwłaszcza dorosłych, nie wypoczywa, pracuje.. Problem z rozrywką opiera się także na jej niewielkim zróżnicowaniu: możemy szukać źródeł we własnych myślach, w bardzo szerokiej kulturze, w sporcie, używkach, spotkaniach towarzyskich, innych wydarzeniach. Problem w tym, że ograniczamy się do zbyt małej ilości źródeł. Trzeba pamiętać, że wg teorii potrzeb, należy szukać takich czynności, które zaspokajają ich jak najwięcej, jak najmocniej w jak najkrótszym czasie.

A czy to ważne?

            Tak, a na pewno przyjemne. Skutki braku rozrywki, to przede wszystkim mała ilość, tak ważnych, pozytywnych emocji. Rozrywkę można niemalże utożsamić z wypoczynkiem wszelkiego typu, któremu neuropsycholodzy przypisują olbrzymią rolę jako źródłu kreatywności, skuteczności, refleksu, ogólne rozdrażnienie. Demonizacja wypoczynku i utożsamianie go z lenistwem jest bardzo krzywdząca. Kiedy trzeba coś zrobić, należy stosować zasadę optymalizacji. Jeśli coś zajmuje Ci za dużo czasu i jest za trudne, zrezygnuj, najwyraźniej nie jesteś do tego przeznaczony. Warto pracować wtedy, gdy się ma do tego nastrój, chęci, inaczej to będzie kilkakrotnie mniej produktywne, że o przyjemności i satysfakcji już nie wspomnę. A to wytworzenia takiego nastroju niezbędny jest odpowiedni (nie za krótki, nie za długi) odpoczynek:

Cudowny lek na wszystkie dolegliwości!


            Problem, że krótko działa i uzależnia. Natomiast tak, wszelkie ludyczne twory ludzkiej kreatywności pomagają przeżyć trudne chwile i to jest fakt. Podobnie wypoczynek pozwala odetchnąć, fizycznie i umysłowo. Stąd popularność wszelkich serwisów z obrazkami, bo ludzie bardzo często miewają złe dni. Zbyt często. Podobnie nieźle się mają wszelkie miejsca aktywności fizycznej. Choć mamy do czynienia także z wieloma innymi powodami takiego a nie innego działania, to prawdziwe to działa. A jak działo, to warto korzystać, oczywiście nie zapominając, że zdecydowanej większości negatywnych emocji należy się pozbyć inaczej niż zapychając rozrywką.
            Innym chyba nawet ważniejszym problemem są uzależnienia. Naturalny mechanizm, gdy robimy coś przyjemnego polega na tym, żeby robić to jak najdłużej i jak najczęściej. Zabawa przez całe życie to kiepski na nie pomysł, ale jeszcze nie aż tak zły. Najgorszym jest zabawa w jeden konkretny typ. Ludzie bardzo często uzależniają od się od tego, co tę rozrywkę zaspokaja bardzo dobrze i nie wymaga wysiłku. Ale łatwo można jakiegokolwiek uzależnienia uniknąć – robiąc mnóstwo rzeczy w życiu, rozwijając się we wszystkich aspektach, co jest ważne zwłaszcza dla tak niebezpiecznego pod tym względem aspektu jak rozrywka. 

poniedziałek, 6 października 2014

Syntetyzowanie szczęścia w praktyce - początek roku akademickiego

I się zaczęło! Jutro trzeba wstać do szkoły….Wróć! Na uniwersytet. Warszawski. To już co innego. Jest osobliwie, ale fascynująco dowiadywać się tyle nowego, tyle pięknej wiedzy, żeby zmieniać świat…Rozmarzyłem się. Uczyniłem studiowanie, zgodnie z założeniami bloga, celem samym w sobie i jestem szczęśliwy z tego, że mogę tu, w moim wymarzonym i upatrzonym trybie. Także, jest cudnie!

             Ostatni, myślę, że całkiem krótki, rzeczowy i bardziej praktyczny tekst z zakresu tworzenia emocji. Pewne wątki się powtórzą, ale dlatego, że są bardzo ważne, dojdą nowe, o których zapomniałem wspomnieć, a przede wszystkim duże uszczegółowienie i upraktycznienie wcześniejszej teorii. Będzie to taka mocna pigułka, odpowiedź na pytanie: jak być szczęśliwym?

Zmiana środowiska

            Pierwszą, zewnętrzną warstwą psychologii szczęścia jest nic innego jak zmiana środowiska zewnętrznego, tak lansowana i średnio, szczerze powiedziawszy, efektywna. Dotyczy to zarówno szeroko pojmowanego konsumpcjonizmu, osiągania celów zawodowych, posiadania pieniędzy, bogactw, sławy,  samochodu, kiełbasy czy jogurtu. To konsumpcjonizm, osiąganie celów, najczęściej przedmiotów. Dalej, coś innego jeśli chodzi o środowisko: ignorowanie irytujących znajomych, zawieranie nowych, ciekawych, przyjemnych relacji, przeprowadzka, zmiana pracy na bardziej satysfakcjonująca, chwilowa zmiana środowiska poprzez wakacje. Są często całkowicie zewnętrzne możliwości bycia szczęśliwym, których nie dostrzegamy, myślimy, że są poza naszym zasięgiem. A jednak, warto z nich próbować korzystać.
Małżeństwo jest jednym ze sposobów na radykalną zmianę środowiska....niekoniecznie na lepsze. Polecam płytę.

Hedonizm

            Jeśli coś Ci sprawia przyjemność, rób to często. I najlepiej, żeby tych czynności było sporo. Jeśli jest mało, to możesz się od czegoś uzależnić, a to niezbyt miłe. Dlatego tym bardziej warto próbować, próbować i jeszcze próbować.  

Zmiana podejścia

            Problem w tym, że ludziom mało rzeczy się podoba i mało rzeczy lubią. I to zasadniczy problem braku szczęścia współczesnego świata. Mamy więcej niż kiedykolwiek wcześniej, ale nam się to nie podoba. Naturalne, jako ludzie zawsze nam się podoba to, czego nie mamy, żebyśmy do czegoś dążyli. Normalka, ewolucja, rozwój świata, te sprawy. Ale bycie szczęśliwym też jest naturalne. Cholera, coś tu nie pasuje. To tylko jeden fakt podam: ludzie szczęśliwi są bardziej skuteczni w osiąganiu celów niż nieszczęśliwi. W psychologii jak w matematyce - wszystko musi się zgadzać.
            A tak serio, plany, marzenia warto mieć, bo dzięki nim zyskujemy trochę radości na chwilę, a potem kolejne rzeczy, które lubimy, z których jesteśmy dumni. Teza, że będąc szczęśliwymi spoczniemy na laurach kłóci się z tezą, że każda emocja jest chwilowa i się kończy. W końcu przestaniemy być szczęśliwi i trzeba się będzie wziąć do roboty. Także jednocześnie, bądźmy szczęśliwi i pracujący! Takie perpetuum mobile.
            Polubienie świata nie jest zadaniem łatwym i na pewno nie zawsze możliwym. Jeśli jednak musimy coś robić na co dzień i nie jesteśmy w stanie tego zmienić, warto, bardzo warto. Jeśli jednak no nie, nie można, to chociaż pomyślcie „to jest przydatne „warto to robić”. Dzięki czemu czynność przybiera trochę zalet, na których warto budować inne. Dla mnie, na początku, psychologia była ciekawa, bo widziałem, ile wyjaśnia, ile zmienia, ile może zmienić w moim życiu. No i zmieniła….Dawne czasy. Łezka.

Myśli

            Podejście jest wartością raczej stałą, a jego modyfikacja zajmuje czas. W celu szybszego i skuteczniejszego aktywowania pozytywnych emocji należy wytworzyć w sobie myśli je aktywujące. Przypominanie sobie o pozytywnych zdarzeniach, w których się uczestniczyło, o osiągnięciach, o tym jak dobre są pączki, golonka, chipsy, kawa, jak bardzo się kogoś kocha. Podobnie można przestawać myśleć o sprawach depresyjnych, jacy to jesteśmy beznadziejni, brzydcy, grubi, nieskuteczni. Oczywiście, negatywne emocje i myśli tez po coś są, ale nie po to by nas unieszczęśliwiać. Także dyscyplina myśli, ignorowanie ich i tworzenie znacząco wpływa na emocje. Dzięki temu możemy sobie wręcz te emocje w nas tworzyć.       
Kiepska dyscyplina myśli prowadzi do depresji, depresja prowadzi do negatywnych myśli, Takie kółeczko, odwrotnie do pozytywnych myśli i wynikającego z nich zdobywania świata. Piękna piosenka. Taka....prawdziwa, współczesna. 

Emocje zastałe

            Ze względu na różne poznawcze ograniczenia nie zawsze wszystkie emocje od razu odczuwamy. Dlatego one zostają, w człowieku, słynny stres. Nawarstwiają się i czasem o sobie przypominają, najczęściej tworząc myśli, które je wywołują. Dlatego przypominanie sobie o pewnych wydarzeniach, niekiedy, jest mocniejsze niż samo ich przeżywanie. Gdy się przeżywa, docierają do nas różne bodźce, a gdy sobie przypominamy o czymś, będąc sami, w ciszy, możemy „wpuścić” do siebie więcej, gdyż nasz umysł nie jest zajęty przetwarzaniem, pracowaniem nad czymś innym.

            Silne emocje domagają się wyrażenia, wyrzucenia. Czy będzie się to objawiało, wypoceniem, drżeniem rąk, skakaniem, pisaniem wierszy czy mordowaniem, dla emocji nie ma znaczenia. One motywują do działania i na tym się „zużywają”. A jakie to działanie, to często zależy od nas. Więc czy, jak Cię rzuci dziewczyna, upijesz się czy weźmiesz książkę do podrywania, nie ma dla emocji znaczenia. One się zużyją.

Wyrażanie emocji, miłości zastanej właśnie, odżywionej, "gdy emocje już opadną" Oj, dużo piosenek o tych zastanych emocjach w piosenkach.
            Koniec. W następnych odcinkach będę pisać już nie o syntetyzowaniu szczęścia, zarządzaniu emocjami, a o aspektowym podejściu do tego tematu. Także będzie o wiele praktyczniej. Dziękuję za przetrwanie tej roznaukowionej części i bloga i….do napisania za tydzień.