czwartek, 30 stycznia 2014

Psychologia relacji międzyludzkich – sprawdzian z bloga

Wiedza z zakresu relacji międzyludzkich jest potrzebna, ale ważniejsze jest oczywiście jej odpowiednie zastosowanie. Rozwiązania można mi wysłać, sprawdzę. Zadania sprawdzam „Z otwartą głową”.

Zadanie 1 – informacje ogólne 10p.

Uzupełnij zdania:
W naturalnym cyklu rozwojowym wiedzę w zakresie relacji międzyludzkich zdobywamy…..
Koleżeństwo, przyjaźń, romans to słowa, które określają …..relacji.
Proces tworzenia się powyższego nazywamy (nie „tworzeniem”)…. relacji
Psychologiczną podstawą wszelkich relacji międzyludzkich jest…..
Współczesne zaniedbanie w zakresie relacji między ludzkich wynika z:
-
-
-
Efekty społeczne spowodowane brakiem zdolności w zakresie relacji międzyludzkich to:
-
-
-

Zadanie 2 20p.

Wymień 10 potrzeb związanych z komfortem, 5 potrzeb związanych z atrakcyjnością i 5 potrzeb związanych z eskalacją.

Zadanie 3. 10p.

Emocje to wszystko, czymkolwiek żyjemy.
Jak odbywa się zaspokajanie potrzeby? Opisz teorię przechodzenia bodźca przez wszystkie etapy do reakcji organizmu, która jest spełnianie potrzeby. Wszystko na wybranym przykładzie. Osobno podaj 2 efekty spełnienia każdej potrzeby.

Zadanie 4 5p.

Podaj 5 elementów inteligencji emocjonalnej.

Zadanie 5 15p.


Chcesz poderwać dziewczynę/chłopaka. Opisz, posługując się blogową terminologia jak to zrobisz i dlaczego zadziała.  

niedziela, 26 stycznia 2014

Trzeci tydzień zwykły 20-26.01.2014

Psychologia i siatkówka. Dwa, na pozór odległe i mało powiązane ze sobą aspekty życia niekiedy się uzupełniają. Na przykład, porównując życie do sportu stwierdziłem, że życie to wykorzystywanie okazji, które nam daje. Taką okazją może być praca, ciekawa znajomość czy przygoda. Rzeczy, które do nas przychodzą i wymagają odwagi i umiejętności, by je odpowiednio spożytkować. Ale wszyscy, którzy coś trenują wiedzą, że za tymi magicznymi momentami kryje się o wiele więcej schematów i długotrwałej pracy. Podobnie w życiu – sytuacje do wykorzystania to nie tylko te wyjątkowe, na które czekamy, ale zwłaszcza każda wolna chwila, którą zamiast rozmawiania w grupkach, siedzenia na facebooku czy zwyczajnego „nic nie robienia” można wykorzystać na spełnianie marzeń. Oczywiście, czasem trzeba odpocząć czy wręcz uciec, dlatego warto mieć kilka celów i motywować się samemu, w taki sposób wytwarzać emocje w sobie, by móc wszystko mniej więcej dobrze wykonać zadanie(a). Rzecz trudna, acz bardzo przydatna.

Psychologia osobowości: Wstęp do preludium do introdukcji zagadnienia (metateorie)

            Miałem mnóstwo pomysłów na rozpoczęcie cyklu tekstów o psychologii osobowości. Postanowiłem zacząć od tematu trudnego, ale niezmiernie ważnego, jeśli chodzi o zrozumienie całego, dużego działu, w którym odpowiemy sobie na pytania: kim jest człowiek? Jak poznać jaki on jest? Jak dowiedzieć się, jak dany człowiek zachowa się w konkretnej sytuacji? Jaki on jest, jakie ma cechy? Jaki ja jestem, jakie mam cechy? Jak się zachowuje i jak się zachowam? I wiele, wiele innych….Zapraszam więc do fascynującej podróży do ludzkich umysłów (szkoła humanistyczna), obserwacji zachowań fizycznych (behawioralna). Na początek jedna potężna piguła teorii, bez której ni widu, ni słychu ni kukuryku nie zrobimy. Potężna baza metateoretyczna.
            Metateorie są to teorie naukowe, które warunkują całość zachowań człowieka. Za pomocą każdej z nich możemy wyjaśnić wszystko, co robimy i dlaczego robimy. Jednak wymienne używanie wszystkich pomoże nam w o wiele łatwiejszym przyswajaniu całej psychologii.

Psy(chologia)

            Nie bez powodu psychologię czasem zwie się nauką o psach, gdyż te zwierzęta przyczyniły się znacząco do jej rozwoju. Iwan Pawłow, jak na prawdziwego Rosjanina przystało, w iście radzieckich warunkach, trzymał psy. Z ich obserwacji, zakładając, że jako zwierzęta nie myślą, wywnioskował pewne prawdy dotyczące także ludzkich zachowań. Z ang. zachowanie to behavior, więc tę metateorię nazywamy behawioralną. Zakłada ona, że człowiek nie myśli, a to, co robi zależy od dostarczanych mu bodźców. 
            Jak sprawić, żeby klient kupował nasz towar a nie konkurencji? Jak spowodować, że dziewczyna będzie uprawiać seks ze mną, a nie z innym? Psychologia behawioralna już dawno znalazła na te pytania odpowiedź. Należy dostarczyć naszemu celowi takich bodźców, by wykonywał on to, co chcemy. Tę rzecz behawioryści nazwali warunkowaniem sprawczym, czyli przyczyniającym się do sprawstwa.  Jakiż to bodziec? Taki, który został już dookreślony przez warunkowanie klasyczne. Ile i jak często go dostarczać? Eksperymenty dokonywane na kotach Thorndike’a i szczurach Skinnera (biedne zwierzaczki) wyznaczyły różne strategie warunkujące zarówno regularność wzmocnień i osłabień celem uzyskania konkretnego zachowania. Nie będziemy się tu temu dokładnie przyglądać.Całkiem niedawno śledziliśmy drogę bodźca. Behawioryści znaleźli własne nazwy na pewne rzeczy. To, w jaki sposób interpretujemy bodziec, czyli całość naszego podejścia względem sygnału, nazwali warunkowaniem klasycznym. Po naszemu – skojarzenia. Na przykładzie z psów Pawłowa. Piesek, gdy dostaje jedzenie, to zaczyna się ślinić. Normalna, biologiczna reakcja. Spryciarze ze wschodu, przed podaniem jedzenia, dzwonili dzwoneczkiem. Na dźwięk dzwoneczka pieski się nie śliniły, no bo metalem się nie żywią. Aczkolwiek, gdy dzwoneczek skutecznie poprzedzał porcje jedzenia, pieski dostawały ślinotoku, gdy go słyszały. W ten sposób bodziec neutralny stał się warunkującym reakcję. Stąd warunkowanie. Warunkowanie klasyczne.

Mein Name ist Freud. Sigmund Freud.

            Austro-Węgry, belle epoque, piękne góry, powozy konne, mężczyźni w brodach, kobiety w duszących gorsetach, ogólnie ekstaza. W tym czasie jeden z brodaczy, Sigmund (po polsku Zygmunt) Freud myślał. Czasu i pieniędzy miał dużo, więc mógł myśleć. I wymyślił…..jajo! Ok, ad rem. Freud uznał, że mamy świadomość i nieświadomość – dwa poziomy, których nie będę wyjaśniał, bo chyba wiadomo o co chodzi. Na poziomie nieświadomości (kalka z angielskiego – podświadomość, subconsciousness, stosowane synonimicznie) istnieją konflikty między id (popędy, potrzeby), a superego (wszelkie ograniczenia nie pozwalające owym potrzebom się zrealizować). Owe konflikty można rozwiązać przenosząc je na poziom świadomości. Ich wyjaśnianiem i rozwiązywaniem zajmuje się „starożytna” szkoła terapii zwana psychoanalizą. Wyjaśnione konflikty znajdują się w warstwie ego, a przed dopuszczeniem ich tam chronią nas mechanizmy obronne, szczegółowiej opisane przez Annę Freud. O tym aspekcie więcej za chwilę. 
Metaforą  teorii Freudaoprócz "jaja" jest także góra lodowa.

Człowiek – to brzmi dumnie

            Z takiego założenia wyszli najpopularniejsi psychologowie drugiej połowy XX-wieku na czele z Carlem Rogersem. Po raz pierwszy człowiek został określony jako myślący! Tak, czasem się nam zdarzy mieć własne emocje (nowe słowo, nigdy wcześniej nie było o tym mowy!), przemyślenia, uczucia, rozum. Psychologia humanistyczna podejmuje te właśnie tematy, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb (piramida potrzeb Masłowa – to też tu). Wcześniej już dużo pisałem o roli emocji i potrzeb, niejednokrotnie będę jeszcze do tego wracał, więc tu damy sobie spokój. 
Masłow założył także, że owe bloczki moga się przesuwać, dlatego artyści wyżej cenią piękno dzieła niż porządek w pokoju i swoje relacje międzyludzkie.

Data, so much data…

            Psychologia poznawcza to dla mnie z jednej strony czarna magia i olbrzymi hejt na te wszystkie metody uczenia się, a z drugiej źródło wielu niezwykle przydatnych informacji, jeśli chodzi o poznawanie ludzi. Skoncentruję się na tym drugim, starając się udowodnić, że mózg (nie) jest taki prosty, na jaki wygląda.
            Pamiętacie mechanizmy obronne? Po co nam one? Czy nie lepiej byłoby wszystko wiedzieć od razu i żyć ze świadomością absolutną? Ano, nie. Dlaczego? Po pierwsze, żeby życie było ciekawe. Gdyśmy wszystko wiedzieli, jakakolwiek by ta prawda nie była, nie mielibyśmy żadnej motywacji emocjonalnej do dalszego poznawania i czynienia świata lepszym. Gdy mózg wie wszystko, emocje zanikają. Chodzi zarówno o wiedze teoretyczną jak i praktyczną. Nic by wtedy nas nie zaskakiwało, emocje kaputt.
            Jest jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa. Mechanizmy obronne działają, abyśmy nie ulegli tzw. przegrzaniu poznawczemu. Dociera do nas mnóstwo bodźców ze świata. Znaczącą większość z nich uznajemy za nieistotne bądź nieważne dla aktualnie wyznaczonych celów, ignorujemy je, filtrujemy. Im ktoś ma większą świadomość, tym więcej do niego dociera. No i jest jeszcze kwestia siły oddziaływania (o tym przy temperamentach). 
            Więc po co ta cała edukacja? Po co opowiadać ludziom o psychologii, skoro jak się dowiedzą, to albo uznają za nieważne, albo wykorzystają w życiu i stracą jego sens? Po pierwsze, do poznania absolutnego nigdy nie dojdziemy. Po drugie, mamy w sobie potrzebę poznawania i uczenia się. Po trzecie, dzięki zdobywanej wiedzy jesteśmy w stanie rozwiązać mnóstwo freudowskich konfliktów,  pozbyć się szkodliwych emocji, złych warunkowań klasycznych, błędów poznawczych i skutecznie sprawiać, że ludzie będą robili to, co chcemy. Po czwarte, choć mam w sobie chęć pomagania ludziom, bardzo mocną, to nie zamierzam nikomu niezainteresowanemu opowiadać o psychologii, pomagać w jego problemach. Dlaczego? Z dwóch powodów: nie odniesie to skutku, bo zostanę zignorowany oraz gdybym nawet dotarł do osoby dobrze wychowanej na bazie psychologii ludowej, grzebiąc w jej głowie mógłbym popsuć jej światopogląd, co skutkowałoby pogorszeniem umiejętności i samopoczucia, a tego nie chcę. Primum non nocere, także jeśli chodzi o psychoterapię.
            To tak w skrócie, jeśli chodzi o metateorie. Można poszukać więcej informacji, jeśli ktoś jest zainteresowany, przyda się, także do kolejnego sprawdzianu, ale przede wszystkim do zrozumienia kolejnych artykułów.

Pytania:

Scharakteryzuj metateorie: behawioralną, psychodynamiczną, humanistyczną oraz poznawczą. Wyjaśnij ich założenia na przykładach z życia codziennego.
Która z metateorii najbardziej pasuje Twojemu punktowi widzenia i dlaczego? 
Na koniec trochę humoru:

niedziela, 19 stycznia 2014

13-19.01.2014

            Przyszedł czas na podsumowanie pierwszego działu blogowania, mianowicie relacji międzyludzkich. Jakoś tak wyszło, że zacząłem o tym pisać i pisałem i pisałem i pisałem, przerywając mniejszymi, urwanymi refleksjami. Tak oto się rozwinęło i zakończyło.W dzisiejszym odcinku trochę poezji psychologicznej, następnie ostatnia powtórka przed testem, a na koniec trochę hejtów na współczesne społeczeństwo i psychologię. Tak moim, subiektywnym, niecierpiącym schematów i kliszy okiem. 

Wraz z końcem rozpatrywania relacji międzyludzkich, zakończyłem dział mojej poezji „Powołanie”. Dwa ostatnie zeń teksty poniżej. Nowy działa nazywa się „Smakując życie”. Za dużo już tych sukcesów, porażek, wytrwałości itd., choć te motywy bez wątpienia towarzyszyć mi będą przez całe życie, bo i życie właśnie składa się z takich rzeczy. Teraz skupiam się na doświadczaniu.

Porażka

Smutne jest życie, gdy nie czujesz przyszłości.
Nie wiesz czy starczy Ci sił do wymarzonej wielkości.
Gdy kolejne porażki, brakiem sukcesu rozczarowanie
Właśnie wtedy  przychodzi największe (de)motywowanie.

Człowiek stateczny wierszy nie pisuje.
Człowiek z pasją cieszy się, gdy realizuje
Człowiek ambitny rozpacza, gdy się nie udaje.
Największy sukces? Motywacji znajdowanie. 

I znów o tym pisać, nad błędami pracować.
Kolejny problem, walka – efekty jak miarować?
Wrażliwość i ambicja zostały urażone.
I nie wiem czy zadanie będzie zrobione

Czy się podniosę czy poddam pokonany?
Czy wyda ona owoc i wypracuję zmiany?
Porażka – smutne emocje i decyzja nieświadoma:
Czy ja ją zwyciężę czy pokona mnie ona?
6.01.2014

Komfort

Jest taka
Przestrzeń
Czas
Gdzie nie ma nic
Oprócz oczekiwania
Że coś
Ktoś
Ją zapełni
Życiem

Lekcja matematyki, 9.01.2014

Podsumowanie rozważań o relacjach międzyludzkich

            Czyli w skrócie to, co chcę, abyście zapamiętali z tego pierwszego, dużego działu mego bloga. Znaczy, zawsze dobrze, byście pamiętali więcej, ale niech te myśli przyświecają Wam podczas budowania relacji….
  • Relacje międzyludzkie są po to, aby wzajemnie spełniać swoje potrzeby
  • W zależności od rodzaju i intensywności spełnianych potrzeb relacja jest definiowana. Nazywamy ją wówczas, używając bardzo nieprecyzyjnych terminów koleżeństwa, przyjaźni, romansu itp.
  • Gdy jesteśmy potencjalnym bądź realnym źródłem spełniania potrzeb drugiej osoby, stara się ona. Jak? To zależy zarówno od ilości, jakości jak i rodzaju spełnianych potrzeb. No i tego jak jest nauczona pewnych zachowań.
  • Największym problemem współczesnych relacji międzyludzkich jest to, że nie zawieramy tych głębszych, indywidualnych (czyli z jedną osobą). Za dużo rozmawiamy w grupach, nie zaspokajając tych potrzeb.
  • Też narzekacie, że dziś ludzie są kiepscy i nie ma z kim rozmawiać? Otóż dziś ludzie są lepsi niż kiedykolwiek wcześniej! Tylko jedna sprawa: trzeba umieć tak z nimi rozmawiać, żeby zachowywali się, ujawniali te cechy, które chcecie z nich wydobyć. Po prostu nie umiemy rozmawiać, bo coraz więcej czasu spędzamy sami, zamiast z ludźmi. A jak już z ludźmi, to w jakimś konkretnym celu, a nie dla poznawania się. Brakuje wspólnot, mnożą się zbiorowości.

Emocjonalność działań

            Kojarzycie sytuację, gdy skończycie bardzo ciekawą książkę/serial/grę komputerową i Wasze życie traci sens, nie wiecie, co dalej? Nazwałem to zjawisko depresja posukcesową. Wydaje się to nam absurdalne, bo dlaczego mamy się smucić, skoro osiągnęliśmy cel, sukces? Jest w tym jednak pewien sens, o którym opowiem.
            Żeby cokolwiek zrobić, musimy się do tej czynności pobudzić emocjonalnie. Im więcej emocji, tym bardziej rychłe wykonanie czynności. Gdy zakładamy sobie jakiś cel, najpierw angażujemy w jego wykonanie odpowiednie emocje, a potem działamy.  W chwili realizacji emocje nagle opadają, a z racji, że każdy człowiek ma potrzebę czucia emocji, musi się w coś na nowo zaangażować, żeby ją zapełnić. Depresja posukcesowa jest więc związana właśnie z tą utratą jednego, spełnionego celu, emocji z nim związanych. Im więcej emocji daliśmy danemu celowi, tym większa owa depresja (ale też radość z sukcesu). Prostym sposobem na zabiegnięcie temu stanowi, jest wyznaczenie sobie od razu kolejnych celów.
            Pamiętajmy, że cele są tylko świadomymi projekcjami czynności. W zależności od nacechowania emocjonalnego działania, doświadczamy po jego wykonaniu i w trakcie wykonywania rozmaitych emocji. Czyli: co wkładasz, to otrzymujesz, odpowiednio przetworzone. Czyli jeśli uważamy, że nauka jest nudna, to nie będzie nam się chciało uczyć. Jeśli zaś uznamy ja za równie atrakcyjną, co spotkanie z Ukochaną, to nie wyjdziemy z pokoju/biblioteki. Wszystko zależy od naszego stosunku emocjonalnego względem danej czynności. On zaś zależy od szeregu czynników, zarówno naszego podejścia, jak i kultury, presji społecznej, moralności, własnych doświadczeń...
            Idąc dalej, ilość celów bezpośrednio wiąże się z ilością emocji przekazywanych każdemu. Mamy bowiem zasób emocji, które możemy przeznaczać na jakiekolwiek cele. Gdy ich przekazujemy za mało, nudzimy się, nie czujemy życia. Jest nam bezpiecznie, ale brakuje. Gdy zaś za dużo, zwie się to nerwicą. Wówczas każde działanie ma wysoki poziom stresu, a wykonalność tych bardziej zaawansowanych pikuje. 
            Nie wiem jak Was, ale mnie często współczesna psychologia bawi. Uwielbiam np. kursy radzenia sobie ze stresem. Jakby tylko jego obniżanie było w życiu potrzebne, jakby każdy był znerwicowany i nie potrafił sobie z tego powodu zrobić herbaty, o obiedzie już nie wspominając. Piękny, cudowny przykład, wiecie, zabawa Internetem, jako uśrednieniem społeczeństwa – rzecz cudowna. https://www.google.pl/search?q=stres&oq=stres&aqs=chrome..69i57j0l5.1162j0j7&sourceid=chrome&espv=210&es_sm=93&ie=UTF-8
Stres to emocja, która pcha nas do działania. W niektórych przypadkach należy ją ograniczać, a w niektórych wytwarzać, żebyśmy działali, żyli!  Ci, co wytwarzają, zwą się mówcami motywacyjnymi i to też jeden, wielki schemat, ale o nim już kiedyś podczas omawiania psychologii osobowości.

środa, 15 stycznia 2014

Post specjalny: Rok 2013 w piosenkach

…przyniósł mnóstwo cudownych utworów, z których jeden dostał się do „To Lubię!”, 10 zyskało status utworu pierwszej kategorii, a 5 uzupełniło listę podsumowującą artystycznie ten rok. Łącznie mamy 16 utworów o średniej ok. 4,75. Co prawda bez paska, ale  i tak jest to wynik najlepszy spośród wszystkich list lat i 3. ogólnie (po „To Lubię” i „J.K. – subiektywny wybór”). Z racji, że coś takiego po raz pierwszy publikuję to: zachęcam do posłuchania kilkukrotnego, zapoznania się z tekstami w oryginale i podjęcia refleksji nad każdym utworem. Wtedy dopiero poznanie listy jest pełne. Więc wyjątkowo jest to teraz nie tyle tekst do przeczytania i refleksji, ale zachęta do wykonania jednej, konkretnej czynności.

Regression

1. kategoria, wstęp do albumu „Metropolis Pt.2” autorstwa Dream Theater. Jeden z najdoskonalszych wstępów muzycznych do listy kiedykolwiek zrobionych. Zapoznanie się z tekstem wystarczy, by zrozumie dość łatwe przesłanie. Jednak 5 gwiazdek – za pomysł i wykonanie.

Octavarium

            Drugi i ostatni utwór z repertuaru metalu progresywnego. Także 1.kategoria, doskonała muzyka, 24 minuty o powtarzalności pewnych zjawisk życiowych, wszystko ujęte muzyczną metaforą, spięte klamrą, stopniowanie dźwięków. Arcydzieło muzyki światowej, choć wymagające wprawnego ucha, aby je docenić. No i czasu oraz cierpliwości. 

Gaza

            Bardzo emocjonalny utwór z najnowszej płyty Marillionu pt. „Sounds that can’t be made”. Opowiada o sytuacji ludności w Strefie Gazy, w sytuacji wojennej, choć równie dobrze może to być lament, cudownie skomponowany pod względem tekstowym i muzycznym, każdej grupy społecznej znajdującej się pod uciskiem ze strony władzy, wojska. Całość jest monologiem pewnego człowiek, który w sposób piękny, niezwykle emocjonalny, w pewien także zdefiniowany forma muzyczną sposób opowiada swoją historię, uczucia, myśli.

The invisible man

            Marillion ponownie wciela się w reprezentanta grupy społecznej, tym razem człowieka zagubionego w świecie TMI (ang. Too much information). Wskutek nadmiaru informacji wariuje, dostrzega własną niemoc, brak wpływu na wydarzenia na świecie, wpisuje się w motyw szklanego człowieka. Trochę naciągana 1. kategoria, ale tekst fajny, dobry motyw, świetne wykonanie, więc jednak się zdecydowałem.

Power

            Ta piosenka otrzymała w 2013 kategorię zerową. Opisuje w sposób uniwersalny emocje, które choć na pozór śmieszne, niekiedy żałosne, to jednak bardzo rzadko spotykane stanowi źródło olbrzymiej mocy. Można użyć tego utworów do zobrazowania miłości, marzeń, pasji, zaangażowania. Uniwersalność lirycznego opisu, doskonałe wykonanie muzyczne, umieszczenie całości w najlepszej możliwej formie oraz odniesienie do barwnego życia wielu ambitnych ludzi z wizją (m. in. mojego) spowodowało decyzję o dołączeniu do „To Lubię!”.

Summertime sadness

            Hicior Lany del Rey (hiszp.. Wełna Króla), który w zamierzchłych, antycznych czasach obijał się o uszy masom. Ciekawe spojrzenie na brak w życiu – brak drugiej osoby. No i głos, aranżacja, fajnie to wyszło.

This is what makes us girls

            Lana del Rey, nie wiem w sumie dlaczego, zajęła się analizą psychologiczno-społeczną współczesnego społeczeństwa amerykańskiego, z którego wzorce dzięki globalizacji trafiły do Polski. Utwór opisuje odwieczną, ludzką potrzebę rozrywki, bardzo niebezpieczną, nieuznawaną społecznie i ogólnie wyklęta, która, koniec końców, okazuje się zgubną. Efektem jest oprócz tradycyjnego braku szczęścia, kryzys relacji międzyludzkich. Całkiem zabawnym jest, że w dużej mierze temu tez zagadnieniu poświęcam moją blogową twórczość. Nie zawsze to, co  atrakcyjne jest dobre. W tym utworze naprawdę można znaleźć coś głębokiego. 1. Kategoria.

The future

            Leonard Cohen jako doskonały obserwator rzeczywistości, psychologii, profeta, jednocześnie nie potrafiący sobie poradzić sam ze sobą jak większość artystów. W 1992 opisał widzę niedalekiej przyszłości jako pełną egoistycznych żądz , braku szacunku dla drugiego człowieka i dla życia, pozbawiona moralności. Smutny obraz społeczeństwa, w którym każdy uważa, że mu się należy i jest najważniejszy, acz bardzo prawdopodobny i jakże już obecny! 1. kategoria za tę piosenkę.

Świecie nasz

            Marek Grechuta w najlepszym wydaniu. Poszukiwanie odnalezienie siebie w świecie, w trudnym świecie. Potrzeba zdefiniowania kim się jest, co się chce robić, poczucia się pewnie w tej rzeczywistości, znalezienie szczęścia. Odwieczny problem.

Ojczyzna

            Marek Grechuta po raz drugi. Tym razem w mało znanym utworze wychwalającym Polskę, opisującym jej dziedzictwo i nawołującym do ochrony, odpowiedzialności. Utwór pochodzi z płyty „Dziesięć ważnych słów” nagranej w roku 1988 i nawołującym do obalania komunizmu, wrażliwości na los kraju. Mimo swego doraźnego celu piosenka nie traci i nie straci na aktualności, póki Polska będzie istnieć. 1. Kategoria.

Pisarz miłości

            Pastisz disco polo, ożywienie listy i ogólnie fajna koncepcja. Ogólnie Bracia Figo Fagot zajmują się opisem imprezowego prostactwa, z humorem, sarkazmem, dystansem. Polecam zapoznanie się.

Epitafium dla Jacka Kaczmarskiego

            Dobry utwór, ładne poetyckie ujęcie w całość twórczości mego mistrza. Nie mogłem znaleźć utworu na youtube’ie, co już jest jakimś wyróżnikiem. Taka tradycja moich list – nie znajduję niektórych piosenek w Internecie.

Jestem sam

1. kategoria, cudowność i wspaniałość Maleńczuka. Utwór ten odkryłem grając snookera, znalazłem i mam. Opisuje samotność człowieka z ambicjami, świadomego swoich możliwości, a jednocześnie bez sukcesów. Pamiętajmy, że sukces jest miara prawdy. Jeśli nie osiągamy sukcesów, to znaczy, że prawda, która się posługujemy jest nieaktualna. No i plus za doskonałe aktorskie wykonanie.

Synu

            „mam z Tobą do pogadania”. Maleńczuk razy 2. Tekst cudowny, ponadczasowy, dotyczący marzeń ojca o przyszłości swojego syna. Ojca, który własne życie przegrał, świadom tego i własnego braku wartości, stara się przekazać swoją historię. 1. Kategoria. Plusy znów za świetne, aktorskie wykonanie, aluzję do kryzysu wieku średniego oraz teledysk.

„Wavin’ flag”

            Po „Power” najlepszy utwór, najpotężniejszy poznany w 2013. Daje nadzieję na rozwój, osiąganie celów, motywację, wbrew przeciwnościom losu. Potęga prostoty K’naana, który chyba sam nie jest świadom mocy piosenki, którą stworzył. Popularyzacja dokonała się oczywiście poprzez Mundial w piłce nożnej w RPA, ale piosenka….Minus za nieco przydługie zakończenie i za dużo „oooooo…..” Mimo to, daje kopa!

Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego


            Opus magnum Jacka Kaczmarskiego. Dzieło opowiada o życiu w Rosji za czasów idola Jacka Kaczmarskiego – Włodzimierza Wysockiego. Wielki hołd złożony własnemu mistrzowi przez mojego mistrza. Plusy za wykonanie, muzykę i świetny przekrój społeczeństwa. Także 1. Kategoria. 

niedziela, 12 stycznia 2014

6.01-12.01.2014

            Ej, wiecie…..Człowiek taki jak ja, piszący, czytany przez pewne grono odbiorców wydaje się być niekiedy odległy. Dobra, ja nie jestem aż taki sławny, ale weźmy pod uwagę najlepszych muzyków, aktorów, sportowców. Kochamy ich, podziwiamy, wzorujemy się na nich, marzymy o spotkaniu, ale oni o tym nie wiedzą. A to też są ludzie, którym bardzo często brakuje motywacji, chęci życia, kogoś kto im powie „Jesteś fajny, lubię Cię oglądać.” „podoba mi się to, co robisz i jak to robisz” czy zwykłe „lubię Cię., „Kocham Cię.”. Szczęście nie zależy od sławy, pieniędzy, zdolności, determinacji. Jego źródłem, oprócz tego wysyntetyzowanego są właśnie takie motywatory, afirmacja, pozytywne bodźce. Rzeczy niby małe, a jednak, bardzo niekiedy pomocne. Dlatego też tak bardzo potrzebuję nie tylko zerkania, czytania, kiwania głowami, ale aktywnej rozmowy, wyrazów afirmacji, motywacji, konstruktywnej krytyki. Żeby ktoś mnie wreszcie zauważył! Podobnie jak mnie, przyda się to chyba każdemu człowiekowi buntującemu się przeciw schematom, wychodzącemu poza wygodny obszar komfortu.
            W dzisiejszym odcinku bloga porozmawiamy o dziewczynach/kobietach. Najpierw uciekniemy z firendzone, potem wyjdziemy wraz z kumplami na piwo (Z tą samą dziewczyną), a na koniec macanko i seks. Czyli w nowy (stary) sposób o potrzebach eskalacji część 2.
            Sam się nie spodziewałem, że rozpatrywanie tych trzech grup potrzeb: komfortu, atrakcyjności i eskalacji zajmie tyle czasu i miejsca oraz będzie wymagało sporego poszerzenia metateorii humanistycznej i wykładu o emocjach. Nie zmienia to faktu, że jeśli ktoś się przebił przez te teksty, ma potężną podstawę teoretyczna, do której trzeba teraz tylko dopasować doświadczenie praktyczne i ludzie stają się „łatwi w obsłudze”.  Więc, do roboty, (współ)żyjmy ze sobą, aby przynosiło to naprawdę wspaniałe relacje.              
            Zamykam niniejszym aspekt relacji międzyludzkich. Następnym dużym działem będzie psychologia osobowości, czyli to jacy i kim jesteśmy. Oczywiście tradycyjnie wplatać się będą inne wątki. Więc 100 refleksji już napisanych. Podział został mocno zachwiany, więc od teraz będę tylko i wyłącznie normalnie tytułować teksty.
Tak, zajmowałem się tym przez trzy miesiące. 

Uciekamy z friendzone

            Relacje muszą być rozwijane, musi się w nich coś zmieniać. Nie tylko chodzi o to by lepiej i skuteczniej zaspokajać swoje potrzeby, ale także by zapobiec monotonii. Mamy w naszych potrzebach społecznych te związane z komfortem, z atrakcyjnością oraz ze zmienialnością życia. Tych ostatnich także jest sporo: wymienione wcześniej, ale także potrzeby zmienialności relacji. Wyrażają się one w marzeniach, żeby ktoś w naszym otoczeniu był milszy dla nas, stał się naszym przyjacielem, kochankiem, nauczycielem, ogólnie zmienił sposób bycia z nami. Na gruncie potrzeb: po prostu, żeby zaspokajał u nas kolejne, inne potrzeby Widzimy w nich potencjalnych spełniaczy naszych potrzeb. To właśnie na gruncie relacji międzyludzkich istnieje najwięcej potrzeb eskalacji.
Potem od rodzaju zaspokajanych potrzeb nazywamy relacje. Owe marzenia to tylko uświadomienie – jest też mnóstwo, wielokrotnie więcej nieuświadomionych pragnień dotyczących zmiany relacji. Kilka przykładów ładnie ilustrujących potrzebę eskalacji:
·         Piosenka „Bóg” T.Love
·         Nazwa relacji „friendzone” i ogólnie  związek wyrazowy „Friendzone lvl 99”, „escape the friendzone” itp.
·         Ilość romansów między nauczycielami a uczniami. To też zmiana kontekstu relacji, potrzeba tej zmiany.
Zmiana kontekstu relacji, o tym już wspominałem, odbywa się poprzez wyjście poza sferę komfortu, stałości, nudy i zaspokajanie nowych potrzeb. Friendzone, piękny przykład, przełamać dość trudno. Należy wówczas po prostu seksualizować relacje poprzez zwiększanie atrakcyjności seksualnej, o której trochę i ciut ciut już pisałem. Oczywiście, im relacja dłuższa, tym trudniej ją zmienić, przedefiniować kontekst relacji, jak to ładnie określiłem mym (pseudo)naukowym żargonem.
           

Kochanie, idę na piwo. Idziesz ze mną?

To, co ludzie razem robią jest uzależnione od kontekstu relacji np. na ogół nie uprawiamy seksu z kolegą. Odrzucam przypadki skrajne. Jednak czasem warto zastanowić się nad rozszerzeniem zakresu rzeczy, które robimy razem, zwłaszcza jeśli z jakiegoś powodu jesteśmy „Skazani” na przebywanie ze sobą np. małżonkowie, rodzice i dzieci. Zamiast uciekać od siebie z nudy, można porobić rzeczy dziwne. Wszelkie doznania kulinarne, artystyczne czy sportowe jak najbardziej wskazane! Oczywiście, znów, takie zmiany wiążą się z wyrwaniem się ze strefy cieplutkiego komfortu, ale wychodzą pozytywnie. Chirurg musi najpierw Cię rozciąć, by wyleczyć.

Macanko

            Dotyk to nie takie tabu jak seks, ale, o dziwo, o wiele rzadziej się o nim mówi! Choć z drugiej strony może właśnie dlatego…..Trudniej go sprzedać, wiąże się z mniejszą emocjonalnością, choć został ujęty bardzo mocno w karby konwenansów społecznych np. podawanie ręki. Jest potężnym, acz bardzo cicho, wręcz niewidocznie działającym elementem kształtującym relacje, prowadzi do przywiązania do drugiej osoby, zwiększenia intymności relacji, a także seksualizacji. Jest też potrzebą dotykania, bycia dotykanym, na różnych poziomach, w różnych kontekstach, miejscach ciała itd.
            Mancer, którego triadą się kierowałem pisząc w ogóle o komforcie, atrakcyjności i eskalacji ograniczył eskalacje tylko do dotyku. On jednak pisał o uwodzeniu, ja szerzej, bardziej naukowo o psychologii, więc wybaczam. Krótkie streszczenie tego, co mówi: Dotykanie coraz bardziej wrażliwych, zarówno biologicznie jak i kulturowo miejsc na ciele drugiej osoby, prowadzi do wzrostu intymności, energii seksualnej i w prosty sposób prowadzi do seksu, stanowiącego szczyt eskalacji, ale tylko w pewnym jej aspekcie. Bowiem jeśli chodzi o oddawania się drugiej osobie, możemy wyróżnić płaszczyzny rozmaite: seksualną, ale także finansową, uczuciową, intymną (rozmawianie o coraz bardziej wstydliwych i osobistych sprawach). Na tych płaszczyznach (i na nieskończenie wielu innych) i na te płaszczyzny także może się dokonać eskalacja relacji i jest wysoce zalecane, bo wtedy po prostu lepiej się z taka osobą przebywa.
A tak zaniedbany, nieużywany.
 Potem mamy depresje, psychozy i inne.
 Ale tego  nawet w najlepszej aptece nie kupisz!

Pytania:

Czy z każdym masz taką relację jaką byś chciał (a) Jeśli nie, to dlaczego?
Co robisz, aby zmienić kontekst relacji?
Jakie rzeczy łączą Cię z różnymi rodzajami ludzi, jakie czynności razem robicie? Czy chcesz to rozwinąć i co robisz w tej sprawie?
Czy dotyk jest obecny w Twoim życiu?
I na koniec, o nieświadomości potrzeb eskalacji: Dotyk –









niedziela, 5 stycznia 2014

30.12.2013-5.01.2014

Zakładając bloga miałem kilka celów:
  1. Chciałem, aby samemu dla siebie w jakiś sposób spisać swoje przemyślenia, skatalogizować je, wszystko konkretnie określić, żeby z owych przemyśleń była jakaś korzyść dla mnie, psychologiczna, żeby moje życie było lepsze. Udaje się.
  2. Chciałem zyskać w tym regularność i nie być leniwym, co tydzień coś wrzucać, co tydzień jakiś mały kroczek w celu poszerzania wiedzy robić, Udało się.
  3. Chciałem wyrobić sobie warsztat dziennikarski. Powoli do przodu.
  4. Żeby nie było, że taki ze mnie egoista, chyba przede wszystkim, chciałem się podzielić ze światem moimi przemyśleniami. Żeby świat nie tyle zobaczył mnie, co dzięki wiedzy psychologicznej stawał się lepszy. Udało się w kilku przypadkach, choć wiadomo, całego świata się nie naprawi. Natomiast radość z takich sytuacji wynikająca jest magiczna, nieokreślona. Dlatego też wzywam do rozsyłania linków do osób, które w zakresie szeroko pojmowanej prostej psychologii, dotyczącej ludzi zdrowych, nie radzą sobie.
  5. Cel, który wyszedł niedawno, chcę zarobić. Gdybym miał w blogowaniu źródło utrzymania, zwiększyłaby się na pewno jakość tekstów., Ona jest, przyznaję, wprost proporcjonalna do liczby czytających. Jak ludzie czytają, to mi zaczyna się chcieć pisać lepiej.
Pozostajemy w tematyce potrzeb społecznych, mianowicie tych dwóch, które leżą i kwiczą we współczesnym świecie: motywacji i relacji interpersonalnych. Słówko o relacjach. Byłem ostatnio na imprezie, na której była duża ilość harcerzy oraz nie harcerzy. Wiadomo, harcerze przebywają ze sobą dużo czasu, bawią się, rozmawiają. W ten sposób kształcą swoje zdolności interpersonalne. Potem raczej nie będą mieli problemów w rodzenie, z brakiem przyjaciół czy możliwości dogadania się. To jest potężna, pozytywna moc relacji międzyludzkich. Są lepsi ode mnie i to sporo.  Lata praktyki, ale się uczę i będę lepszy. Kiedyś. Dlatego, że z jednej strony mam wiedzę teoretyczną, a z drugiej ogromną motywację do działania. Natomiast tu mówię o swego rodzaju naturalnym nabywaniu pewnych umiejętności nieszkolnych. Natomiast nie harcerze zazwyczaj chodza na imprezy mocno alkoholowe, żeby albo się komuś wyżalić ze swoich problemów (zarówno atmosfera, godzina jak i alkohol temu sprzyjają) albo zapomnieć, „obudzić się rano, z kacem, bólem głowy i tymi samymi problemami.” A może nawet większymi.
Natomiast o motywacji, a dokładniej o rozwoju dziś tekst. Kilka linków, zachęcam do zapoznania się, uzupełniają lekturę. http://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4
            Jeszcze jedna informacja: psychologia to nie tylko wiedza, która przekazuję, a jeszcze dwie rzeczy. Jedną z nich jest umiejętność obserwowania ludzi i znajdywania przykładów dla teorii, więc zachęcam do takiego działania. Całkiem ciekawa zabawa. Druga, to odnoszenie wiedzy do siebie. Od teraz ułatwiam to zadając pytania. Refleksyjnej lektury!

Refleksja 100 – potrzeby eskalacji

            Eskalacja, czyli rozwój, poszerzanie, zwiększanie. Potrzeby eskalacji to potrzeby związane ze zmienianiem, z rozwojem życia. Są to potrzeby, których zaspokojenia się boimy, gdyż bardzo lubimy pozostawać w sferze komfortu, bezpieczeństwa. Nie chcemy, żeby życie się zmieniało, a jednocześnie, paradoks, tego potrzebujemy. Owa zmiana dotyczy nie tylko własnego życia, ale też życia innych, relacji z innymi i ogólnie poznawania, nowych wrażeń. Spokojnie, wszystko dokładnie opiszemy.
            Zanim, kilka uwag natury językowej. Zmiana to rzeczownik oznaczający, że coś staje się czymś innym, nabiera innych cech. Natomiast rozwój to taka zmiana, która sprawia, że coś jest lepsze, szybciej zaspokaja potrzeby, osiąga większą wydajność, wymaga mniejszych nakładów. Regres to przeciwieństwo rozwoju, ale to także zmiana. Jedną sprawą jest potrzeba zmieniania, a zupełnie inną to, na co zmieniamy. Czyli jeśli zmieniamy się na gorsze, to także zaspokajamy potrzebę zmieniania. Często nie jesteśmy świadomi tych procesów, postępujemy zwyczajnie z prądem.

Zmień swoje życie!

            „Piękny dzień, piękna pogoda – idealny dzień, żeby zacząć zmiany w swoim życiu.” Motywacja do działania, o której pisałem poprzednio to jedno, a potrzeba zmieniania, rozwijania się to drugie. Powiązane, ściśle łączące się ze sobą, dwie bardzo pozytywne rzeczy. Ludzie ich potrzebują i to bardzo, o czym świadczy olbrzymia popularność filmików motywacyjnych, książek czy osób zajmujących się taką działalnością np. Ewa Chodakowska, Nick Vujicić.
            Ok, załóżmy, że jesteśmy zmotywowani. Jak zmienić siebie, żeby był to postęp?
  1. Tak, aby w możliwie krótszym czasie zaspokajać więcej swoich potrzeb.
  2. Tak, aby zaspokajać więcej potrzeb niż mniej
  3. Tak, aby stać się osobą atrakcyjniejszą dla innych
  4. Tak, aby zarabiać więcej pieniędzy czy osiągać inne lepsze rezultaty np. w sporcie, pracy.
  5. Tak, aby się lepiej czuć się ze sobą.
W ten sposób właśnie nie tylko występują elementy wymienione w punktach 1-5, ale także przy każdy zaspokajamy zespół potrzeb eskalacji.
Człowiek w naturalny sposób jest zaprogramowany, aby się rozwijać, zdobywać kolejne cele, zaspokajać coraz więcej i lepiej swoje potrzeby z różnych dziedzin jednocześnie dając coś światu. W dzisiejszych czasach ludzie często wpadają w depresje, bo nie potrafią sobie wyznaczyć celów, zmotywować się i je zrealizować. Jest to olbrzymie pole do zagospodarowania dla psychologów.

„chcę stabilizacji”

            „Największą miałem jak mi dysk wypadł, bo byłem ustabilizowany przez miesiąc i nigdy więcej nie chciałbym być ustabilizowany.” – pół żartem pół serio mówi Jacek Walkiewicz. Stabilizacja daje poczucie bezpieczeństwa, ale jest śmiertelnie nudna. Mówienie „chcę stabilizacji”, to jak mówienie „chcę się nudzić przez całe moje życie. Chcę, aby każdy mój dzień wyglądał tak samo.”.
            Życie składa się z jednostek czasu, z których każda jest inna. Przeżywając kilkadziesiąt lat na tej planecie, doświadczamy nieskończonej liczby bodźców, bezpośrednio bądź pośrednio tworzymy historię, dostajemy nieskończenie wiele szans i takąż samą liczbę wyborów. Dlatego też dzień świstaka współcześnie na szczęście nie występuje. Każdy dzień jest bowiem szansą na lepsze jutro.
            Owszem, warto sobie ustalać pewne zadania na dane dni, godziny w tygodniu, organizować czas, bo wtedy łatwiej się zmotywować i skuteczniej się wykonuje działania. Warto czuć się bezpiecznie, założyć rodzinę, zapewnić sobie byt ekonomiczny, otoczyć się szeregiem znajomych zaspokajających mnóstwo naszych potrzeb, jak kto lubi, wyposażyć się w przedmioty niezbędne do przetrwania. To jest ważne, daje nam pewność siebie, poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Natomiast nigdy nie wolno dążyć do nudy, tylko dlatego, że jest bezpieczna. Dlatego tak ważną, współcześnie zupełnie inaczej postrzeganą cechą jest odwaga. Odwaga właśnie do wyjścia poza sferę komfortu, poza bezpieczeństwo, żeby doświadczać życie i spełniać marzenia. Rzecz niezwykle trudna i właśnie dlatego absolutnie piękna.

Marzenia

Najprościej mówiąc, marzenia to zaistniała w naszej wyobraźni projekcja pewnych zdarzeń. Marzymy o rozmaitych sprawach. Jednak czy pracujemy nad tym by rzeczywistość myśli przenieść na tę wspólną z ogółem ludzi?
            Niektóre marzenia są dobre. Dzięki nim chcemy osiągać pewne cele, pomagać innym, spełniać się. Inne zaś są złe, bo chcemy czegoś kosztem drugiej osoby. Cel nie uświęca środków, toteż te złe marzenia będę nazywać pokusami. W nomenklaturze teologicznej słowo „pokusa” ogranicza się tylko i wyłącznie do chęci czynienia zła.
            „Wizjonerstwo to sztuka dostrzegania rzeczy niewidzialnych.”. Dzięki osobom, które „Widzą więcej” niczym romantyczni wariaci świat się rozwija. Osobom pozytywnie zakręconym, umiejętnym, mądrym, ambitnym, chętnym  do pracy, mającym swoje idee, które chcą realizować, pomysły na życie. Są to marzenia, których inni ludzie nie są w stanie pojąć, wszak „Nikt mi nie powie, że maszyna może latać.”, tudzież „chce mi pan powiedzieć, że napędzi pan statek rozpalając ognisko pod pokładem.” Niektórzy widzą więcej, ściślej. Pozwólmy im działać!
            Jednak nie tylko wizjonerzy są ważni. „Optymiści wynaleźli samolot, a pesymiści spadochron.” To, że dana osoba myśli bardziej przyziemnie nie oznacza, że jest nieprzydatna. Dalej to, że ktoś nie jest geniuszem, też tego nie oznacza. Każdy człowiek musi umiejętnie znaleźć swoje miejsce w świecie i realizować swoje marzenia. Nie tylko dlatego, żeby świat szedł do przodu, ale tez dlatego, że jest to nasza potrzeba. Lepiej się potem czujemy. Co kto może i jak? Na to pytanie niech każdy sam sobie odpowie.

Pytania:

Czy wyznaczam sobie cele czy też wyznaczają mi je inni?
Co robię, aby realizować marzenia?

Czemu służą moje działania? Spełnianiu swoich czy cudzych marzeń, dobrych czy złych?

piątek, 3 stycznia 2014

Post specjalny: podsumowanie roku 2013

Tak jak rok temu i ten rok upłynął pod znakiem piosenek, zwłaszcza z jednej z anglojęzycznej piosenki Marillionu, kategoria zerowa pt. „Power” Rok niewątpliwie poszukiwań owej mocy w działaniu w różnych aspektach życia, począwszy od edukacyjnego przez sportowy, dziennikarski, psychologiczny, naukowy, towarzyski, a skończywszy na duchowym. Wszystkie się przeplatały, wymagały czasu, chęci, organizacji, nakładu pracy i na koniec roku mogę sobie wystawić solidne 4+ za to jak żyłem. A jak żyłem, opowiem (parafrazując Mickiewicza).

„You carry me around…”

            Ludziom bardzo brakuje motywacji, chęci do działania. Motywacja, ogólnie emocjonalność sprawia, że życie ma smak i chcemy żyć. Bez emocji, to kaplica. Stale szukamy, ba, żeby komuś się chciało jeszcze szukać. Można powiedzieć, że moc, nasz główny motyw nosi, prowadzi życie, choć go nie czujemy. Tak było przez ten rok, jest i będzie, zgodnie z koncepcją Eriksona o poszukiwaniu tożsamości.  

„it’s ready to blow”

            Już od lutego, tak głoszą archiwa watykańskie, wskrzesiłem zwyczaj tak zwanego Alkowego Newslettera, w którym mieszałem rozmaite wiersze, refleksje, linki I rozsyłałem chętnym. Stanowiło to coś w rodzaju pamiętnika. Aż tu nagle, wybuchło. Gdzieś pod koniec kwietnia założyłem bloga. To był pierwszy wielki wybuch mocy. Drugi był w wakacje, gdy zostałem, póki co na zasadzie wolontariatu, komentatorem siatkówki. Dwa olbrzymie marzenia się spełniły dzięki pasji i odwadze. Pisząc ten tekst teraz mam świadomość, że stały się one dla mnie pracą, czasem wykonywaną, jak każda praca, wbrew sobie i ze znużeniem, ale jest to spełnienie marzeń. I jak o tym piszę, chce mi się płakać, bo się udało, choć efekty, póki co, praktycznie żadne.
            „Nie wszystko, co warto się opłaca”. Poświęcam całkiem sporo czasu, zdobywam dzięki temu doświadczenie w zakresie siatkówki, psychologii, dziennikarstwa, ale pieniędzy za to, póki co, nie ma. Jest jednak coś znacznie cenniejszego niż pieniądze – „niewymagająca werbalizacji satysfakcja” z siebie.

“Ale nie depczmy przeszłości ołtarzy”

            Przypominał, już w dziewiętnastym stuleciu Adam Asnyk. Rytualnie słuchając list z poprzednich lat przypominałem sobie motywy, myśli, które kiedyś wyznawałem. Ich ewolucja to rzecz całkowicie normalna. Natomiast często o pewnych sprawach zapominałem. I o tych właśnie motywach, myślach, toposach, teoriach, filozofiach itd. słowo, albowiem nie wszystko było tak jak bym chciał.

„it’s just ain’t right”  

            Pamiętacie „Refleksje Lednickie”? Wspominałem tam o tym, że „bogatemu trudno dostać się do królestwa niebieskiego” Nie w pieniądze, a w możliwości. Jeśli mamy dużo możliwości, zazwyczaj wybieramy te niezbyt właściwe moralnie, kierując się prostą pierwotna atrakcyjnością, pierwszym wrażeniem, a potem przywiązaniem (Refleksja 95 – potrzeby atrakcyjności) Dlatego człowiek potrzebuje autocenzury, ograniczania własnej wolności. Inaczej sam siebie uwięzi bez własnej wiedzy uzależniając się od rozmaitych bożków. „Jesteśmy bardziej bałwochwalcami niż ateistami”. Dlatego, jako katolik stale i na nowo podejmuję walkę z grzechem i stawanie się niewolnikiem Boga. Świadome stawanie się nim, bo wbrew pozorom, jak pisał Jan Rybowicz „wolność jest ograniczeniem| jest więzieniem”

„But now you can’t function awake or asleep”

Miarą pasji jest w dużej mierze to czy myśląc o danej czynności czy osobie jesteśmy w stanie zasnąć po niezbyt zajmującym fizycznie dniu. Ja, myśląc o psychologii, przyznam się, jest mi trudno. Bywa to całkiem dręczące, ale przypomina, że jestem człowiekiem z pasją – wielkim brakiem współczesności. Ba, nawet z motywacją do działania, planami, marzeniami, z których kilka spełniłem. Tak się pochwalę.
Życie nie jest monotonne, a ci, którzy chcą stabilizacji, to idioci. Życie będzie się zawsze zmieniać, nawet powinno, mamy potrzebę zmiany. Czy to pracy, miejsca zamieszkania, ludzi wokół, komputera, telefonu, nawet zainteresowań czy współmałżonka. Każdy dzień to nowy dzień, inny dzień, a nie dzień świstaka. Właśnie dlatego zycie jest ciekawe i właśnie dlatego jesteśmy czymś więcej niż maszyny.

„Synu…”

            Plan na życie, forma skrócona: wyjazd do warszawy, własne mieszkanie, nowe środowisko, studia MISH bądź psychologia, znalezienie utrzymania w blogopisarstwie, artykułopisarstwie, dziennikarstwie sportowym, względnie gdziekolwiek indziej byle z ludźmi. I studiowanie tej, dla mnie przynajmniej, najbardziej fascynującej nauki świata, bo nauki o nas samych, naszych zachowaniach, emocjach, decyzjach. Nauki, która pozwoli zmienić całość świta, jeśli będę umiał i chciał tę wiedzę wykorzystać. Wielkie plany, wielkie marzenia, więc do roboty!!! Najpierw matura, skądinąd także sprawdzająca wiedzę z całkiem ciekawych zagadnień.

„Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić”

            No tak, tekst bez słowa o uwodzeniu tekstem straconym. Chyba całkiem dobrze, w końcu, podszedłem do sprawy, posiadłszy rozległą, jak na średnią krajową, wiedzę psychologiczną, wiedze tajemną, wyperianą przez tak wielu ludzi. Mianowicie, bez przesadyzmu, po prostu uwielbiam rozmawiać z ludźmi.  I z jednej strony spotkania, (już bez czatów, które zabierały relatywnie dużo czasu i były zbyt mało skuteczne te kontakty, bo relacjami ich nie można nazwać) a z drugiej inne, także ważne i uszczęśliwiające introwertyczne aspekty życia jak rozmyślania, słuchanie dobrej muzyki i granie w dobre gry. Cohenowskie „Going home”. Tak, jestem raczej introwertykiem.
            Tak całkiem poważnie: we współczesnym świecie relacje międzyludzkie leża i kwiczą, podobnie jak motywacja.  Uwarunkowane jest to w dużej mierze uzależnianiem ich powodzenia od zakupów, umagicznienia ich oraz braku wiary w solidną, psychologiczną wiedzę. Chyba takim największym osiągnięciem mojego sposobu myślenia było określenie zdolności interpersonalnych jako wytrenowalnych, podobnie jak tych matematycznych czy aktorskich. Oczywiście nadal problemem nierozstrzygalnym pozostaje to, jak mierzyć wyniki i ile czasu poświęcać na ten aspekt życia. Natomiast wiem, że mogę, dzięki odpowiedniemu nakładowi sił, ustawić sobie tren właśnie aspekt życia na satysfakcjonującym mnie poziomie.

„Ty potrzebujesz mych dłoni”

            Martin Seligman twierdzi, że aby człowiek był szczęśliwy potrzebuje nadać swoim działaniom cel. Wyższy cel niż on sam niż realizacji własnych potrzeb i ambicji? A jaki może być wyższy cel czynienia świata lepszym dla innych?  Świadomość, że moje życie to część wielkiej całości, że mogę stać się elementem historii to jedno. Dla mnie o wiele ważniejsze jest, oprócz tych wszystkich psychologicznych, szczegółowych aspektów realizowania pasji i samodoskonalenia po prostu pomaganie ludziom. Amen.

„the way I love you is something you don’t understand”

            Wszechmiłość, do każdego człowieka bez wyjątku, piękna chrześcijańska idea postawy wobec drugiego człowieka. Idea bardzo trudna, choć są ludzie, którzy ją doskonale realizują np. papież Franciszek. Być może jestem za słaby by tak żyć, za młody, za głupi, ale….Nie powiem, że liczą się intencje, bo Hitler tez miał dobre, a coś nie wyszło. Po prostu staram się, otwarty na krytykę doskonalę sposoby działania i przypominam sobie te piękne idee z literatury mniej lub bardziej współczesnej, której choć nie mam zdolności dobrze tworzyć, to staram się ją przynajmniej wykorzystać dla siebie i innych. Jak pisałem w „Refleksji 70.” Życie to coś więcej przyjemność, działanie, samodoskonalenie, choć dobrze by było, żeby każdy człowiek chociaż o tych elementach pamiętał. Jest mi z jednej strony smutno, że mamy, mimo wszystko, tak nieświadome społeczeństwo. Z drugiej strony widzę dla siebie wielką, olbrzymią szansę zarobienia sobie na mój wymarzony pałac z fortepianem i stołem do snookera właśnie na edukowaniu, pomaganiu, uszczęśliwianiu. W zakresie psychologii jest olbrzymia nisza rynkowa – problem: trzeba umieć te niszę zagospodarować, a nie tylko posiadać akademicką wiedzę.

„When I get older, I will be stronger”

            Kończąc to podsumowanie, patrzę optymistycznie w przyszłość, choć nie bez strachu. Strachu nie tyle, że nie zrealizuję swoich marzeń – pół biedy- ale że gdzieś zagubię wartości. Życie bez ukochanej, pracy, rozrywki i ludzi da się znieść, ale bez odpowiedniego doń podejścia – nigdy. Wiadomo, nie zawsze idzie jak bym chciał, nie zawsze się udaje. Gdyby wszystko się udawałoby realizowanie marzeń nie przynosiłoby satysfakcji. Więc z całkowitą świadomości swoich możliwości i ułomności, do których należy m. in. brak owej świadomości idę w niepewną przyszłość. Ze strachem, że wiele rzeczy się nie uda, ale przede wszystkim z nadzieją, jakże naiwną i kłamliwą, jakże ludową i nienaukową, że „wszystko będzie dobrze”.