sobota, 26 lipca 2014

Podsumowanie Ligi Światowej 2014

            Liga Światowa 2014 dobiegła końca. Tę edycję wygrali Amerykanie przed kolejno Brazylią, gospodarzem turnieju finałowego – Włochami i Iranem. Do Final Six awansowały jeszcze zespoły Rosji i Australii. MVP turnieju został świeżo wprowadzony do reprezentacji USA Taylor Sander. I chyba tyle takiej krótkiej notki prasowej, teraz czas na szczegóły.

„Oh, say, can you see”

            Stany Zjednoczone od kilku lat stanowiły pewną wartość w siatkarskim świecie. W 2008 stara kadra, z Priddym, Ballem, Stanleyem wygrała Igrzyska Olimpijskie. Amerykanie mają zdolność mobilizowania się na duże imprezy, to trzeba im przyznać. Młoda, zdolna kadra zebrana z akademickiej ligi. Zawodnicy chcący się pokazać, by zdobyć kontrakty za granicą w ligach zawodowych. Recepta na sukces? Owszem. Pytanie czy jednorazowy?
Historia pamięta niespodziewany sukces tej kadry z 2008 roku.

Persowie i Kangury

            Liga Światowa ma to do siebie, że grają drużyny z całego świata. My, kibice, mamy tendencję do zauważania jedynie siatkówki europejskiej i to nasz duży błąd. O ile Stany i Brazylia to dość cenione matki na Starym Kontynencie, o tyle Iran czy Australia już nie, a są to zespoły z pierwszej 20. światowego rankingu. Iran gra siatkówkę niska, szybką, a Australia wysoką, szybką, atletyczną. Styl gry różni się od europejskiego, natomiast skuteczność obu reprezentacji godna podziwu, a osiągnięcia nie wzięły się z nikąd. Idąc dalej tym tokiem myślenia, nie zdziwiłbym się, gdyby takie Portoryko, Korea Południowa czy Kamerun namieszały na Mistrzostwach Świata. Piłkarski Mundial pokazuje, że jest to całkiem prawdopodobne.

„praising our leaders, we’re getting in tune”  

            Turniej wyłonił kilku bardzo ciekawych i perspektywicznych zawodników. Przede wszystkim Amerykański przyjmujący Taylor Sander, siatkarz młody, wyjątkowo skoczny, atakujący na dużej szybkości, skuteczności oraz bardzo dobrze radzący sobie w przyjęciu. Świetnie kombinacyjnie grający Marouf (dobrze, że Irańczycy umieścili na koszulkach pseudonimy, nie wyobrażam sobie mówić „proszę państwa, na zagrywce Seyed Mohammad Mousavi Eraghi. A nie, to jednak  Alireza Mobasheri Demneh." I już po akcji.), irański oraz najlepszy w turnieju rozgrywający. Bardzo skuteczny w ataku oraz w zagrywce Australijski atakujący Thomas Edgar. Warto też wspomnieć o wielce perspektywicznym polskim przyjmującym Mateuszu Mice, który posiada bardzo dobre warunki fizyczne, świetne wyszkolenie techniczne, nieomalże perfekcyjne przyjęcie. Z tymi atutami ma szansę nawet na pierwszą szóstkę naszej kadry i na stanie się jednymi z najlepszych tzw. defensywnych przyjmujących na świecie. To są wschodzące gwiazdy światowej siatkówki, indywidualne odkrycia tej edycji Ligi Światowej.
Świetny w przyjęciu, szybki i skuteczny w ataku. Taylor Ander - MVP tegorocznej Ligi Światowej

(nie)wielcy przegrani

            Tę kategorie należy zacząć niewątpliwie od reprezentacji Polski, która różnicą setów przegrała awans do Final Six z Brazylią. Polacy, owszem, grali nierówno, ale momentami prezentowali siatkówkę niezwykle skuteczną, kombinacyjną, szybką, nowoczesną. Biorąc pod uwagę kontuzję Michała Kubiaka i niedyspozycję starszych siatkarzy, Polacy i tak zaliczyli niezły występ. I tak, cały czas uważam, że jest to kadra na Mistrzostwo Świata. I walka o ten tytuł będzie wiążąca, będzie tym, z czego Orły Antigi zostaną, niewątpliwie, rozliczone.
            Jeden z piękniejszych meczów tejże edycji rozgrali Francuzi, którzy polegli 3:2 z Australią w meczu finałowym Final Four II dywizji. Starcie niskiej, francuskiej siatkówki z atletyczną australijską wygrali gospodarze. Francuzi jednak pokazali dobrą dyspozycję i, moim zdaniem, będą stanowić istotną siłę we wrześniu.
            Dobrze dysponowana kadra Serbii przegrała ostatni grupowy mecz, który był jednocześnie mecze o awans do Final Six z reprezentacją USA. Można mówić o różnych fazach, o falującej dyspozycji obu ekip itp. natomiast Serbowie w trudnej grupie walczyli dzielnie i byli o krok od sporego sukcesu.
Mateusz Mika - grał sobie we Francji, teraz wrócił do Polski, do Gdańska, gdzie zagra w następnym sezonie PLusligi. MVP Polskiej reprezentacji w Lidze światowej, taki tytuł mu nadam.

  Nowa formuła z ulepszonym….i większą niż standardowa dawką emocji.

            W tej edycji Ligi Światowej widać było mnóstwo (a może to j się starzeją i zauważam coraz więcej) spraw natury organizacyjnej, które można byłoby poprawić. Na pierwszy plan wybiła się nowa formuła trzech dużych grup, która, moim zdaniem, jest wynalazkiem genialnym. Dwie grupy elity po 4 zespoły, z których wychodzą do Final Six po dw zespoły. Trzy grupy zaplecza elity, z których zwycięzcy i gospodarz turnieju walcza o miejsce w Final Six i awans do wyższej dywizji, w której zastąpi zespół, który osiągnął najmniejszą liczbę punktów w dwóch grupach. No i jest trzecia grupa pretendentów do elity (te nazwy). Ona już wcześniej zakończyła swoją walkę o awans do wyższej dywizji, która wygrali Kubańczycy, pokonując Turków i podobnie zastąpią najsłabszy zespół II dywizji (Japonię), o ile spełnią wymagania formalne.
            Formuła jest świetna, choć nieco skomplikowana, z kilku względów. Po pierwsze, zostaje zachowana ciągłość rywalizacji. Każda kolejna edycja Ligi Światowej będzie ze sobą powiązana, tworząc ściślej związany ze sobą cykl. Jasne zasady przydziału do grup , rywalizacja z przeciwnikami na podobnym poziomie – ładnie to wyglądało w tym sezonie.

Aspekty pozasportowe

            Rolą dziennikarza sportowe jest je dostrzegać i oceniam, gdyż w duży sposób wpływają na  widowisko. Casus stronniczych sędziów bocznych już znamy – trzeba po prostu, jak w piłce nożnej, zatrudnić profesjonalnych sędziów linowych. Wideoweryfikacja była, myliła się niekiedy, ale system się udoskonala i ja w niego wierzę. Powinno się go jeszcze rozszerzyć na drugą dywizję. W zaciętych pojedynkach ten jeden punkt z błędu arbitra może być wiążącym, a przecież dążymy do zaciętych pojedynków, prawda?
            Uwagę z socjologicznego punktu widzenia zwracają Irańczycy. Z dwóch względów. Po pierwsze, kibicują niezwykle…zagorzale. Głośno. Po drugie, w Iranie nie ma kobiet na trybunach (na meczach wyjazdowych są). No i kobiety nie są zadowolone z tego stanu rzeczy i starają się jakoś przeciwdziałać. Ale będzie trudno zmienić kulturowo-religijne zasady  tegoż kraju. Jeszcze jedna rzecz – siatkówka podbija nowe rejony – i nie chodzi o Iran, Australię czy Koreę Południową. Chodzi o….korty tenisowe. Na jednym z nich Polacy zagrali w tej edycji z Włochami. Po czym wybrałem się z dziewczyną i piłką do siatkówki halowej na otwarte boisko do siatkówki i powiem Wam, że jak wieje, to nie da się grać. Ale na Foro Italico nie wiało, a przynajmniej nie znacząco. Pomysł ogólnie jest świetny, żeby „zatrudnić” większe obiekty, ale warunkiem jest antywiatrowość i antydeszczowość.
Tak, tu grali siatkarze.

Wakacje!


            Wakacje mam od Wielkanocy, ale te ściśle odsiatkarskie dopiero teraz. Usłyszymy się na pewno na Memoriale Huberta Jerzego Wagnera a potem na Mistrzostwach Świata. Już teraz zapraszam na te imprezy w imieniu własnym i kolegów z radiogol.pl. 

niedziela, 20 lipca 2014

Refleksje wakacyjne

            Tak, postanowiłem post w sezonie mocno ściśle ogórkowym przeznaczyć na luźne życiowe refleksje, jakie większość blogerów trzaska, nie mające większego sensu życiowego, będące nieomalże całkowicie niemerytoryczne, głupie, bez podstaw bibliograficznych, nierzetelne, nieznośne, irytujące do czytania etc. Może zbiorę pierdyliard wyświetleń.
"Tak staram się, ale cóż...
dotykam tylko zamiast czuć
Lecz mówię prawdę, nie chcę Was oszukać!:"

Psychologia w praktyce

            A tak serio to dobrze spisywać swoje przemyślenia, bo jeszcze komuś mogą pomóc w życiu i ogólnie jestem za rozmową, dialogu, konfrontacją, choćby idiotycznych złotych myśli psychologii ludowej. Nie cierpię jednak, gdy ktoś posługując się terminami psychologicznymi, nawet DEFINIUJĄC je, robi to BŁĘDNIE, bo literatura, którą się posługuje jest poradnikowa, nawet nie popularnonaukowa. Poradnik ma być skuteczny, a nie wiarygodny. Przekładanie wiedzy poradnikowej na doradztwo pisane jest głupotą. Z kilku względów:
  • Terminy w poradnikach są definiowane na potrzeby tychże poradników, a nie zgodnie ze słownikiem języka polskiego czy nawet Wikipedią. Jest to pewien skrót myślowy autora, który pomaga.
  • Autor poradnika przekazuje swoją wiedzę empiryczną. Abstrahując od tego czy robi to dobrze i skutecznie (większość nie – rzecz ma się sprzedać, a nie realnie pomóc), opisywanie dalej i dalej to jak odgrzewanie starego kotleta czy głuchy telefon. Dochodzi do wielu przekręceń i efekt jest często odwrotny do zamierzonego.
Może zalatuje psychologicznym nazizmem, ale ważne jest, żeby wiedzieć o czym się mówi i popularyzować dokładną, naukową, a jednocześnie bardzo ciekawą wiedzę psychologiczną, co niniejszym czynię. Nie przysparza mi to, niestety, wielu czytelników, z różnych przyczyn. Będę się jednak starał pisać lepiej.

Jestę studentę.

            Właśnie zostałem studentem I roku Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskiem. Czuję się elitarnie. Nie będę przybliżał istoty i zasad tych studiów, natomiast powiem tylko, że było to moje kolejne wielkie, zrealizowane marzenie. Oczywiście jako jedyny z klasy wybrałem taką opcję i się dostałem. Znowu jestem hipsterem, znowu robię swoje.
Tak....
            Wielka radość i satysfakcja to jedno, natomiast odnalezienie się przeprowadzka, znalezienie wynajmującego moje wspaniałe (in spe) przyszłe mieszkanie itp. to już inna sprawa. Ponadto utrzymania się, najlepiej jakaś praca. To wszystko są kolejne wyzwania, którym z radością (oby) stawię czoła. Także mission acomplished i new mission objectives are online!

Wakacje? Jakie wakacje?!

            Nie ma wakacji! Trzeba pracować! Wypoczynek zasadniczo trwa od kwietnia, ale zawsze coś po drodze się robiło, robi i będzie robić. Takiego błogiego lenistwa już nigdy w życiu mieć nie będę z jednego powodu – wiem, że każda czynność przynosi określony efekt i może być równie dobrze rozrywką jak i pracą.
            Wraz z niedzielną nocą zakończyła się Liga Światowa i na następne mecze siatkarskie przyjdzie mi czekać miesiąc. Niedługo pojawi się podsumowanie tego doniosłego wydarzenia a następnie przerwa…Wrócimy z przytupem na Mistrzostwa Świata.

„Pamiętajcie o mnie co sił!”

            Człowiek nie żyje tylko dla siebie. To, co tu piszę jest owszem, dla mnie, dla spełnienia moich własnych, egoistycznych potrzeb, autoedukacji, spisania refleksji. Ale jest też dla ludzi, żeby czerpali z rzetelnej, naukowej wiedzy, z uzasadnionego opiniowania eksperta, za jakiego się uważam. Także pamiętajcie o mnie, czytajcie, czerpcie wiedzę, często tu zaglądajcie, rozważajcie i stosujcie w swoim życiu. A ja sobie wyjeżdżam. Psychologię szczęścia zacznę najwcześniej za dwa tygodnie.
Piosenka, z której cytat. Może to nie aż tak duże pożegnanie, ale jednak przerwa na psychologię na blogu. 

piątek, 18 lipca 2014

Sabaton - subiektywny wybór

            Sabaton – tzw. gimbometal ze względu na dużą ilość „fanów” znających 2 utwory opowiadające o polskiej historii. Co by nie mówić  „40:1” to cudeńko, 1. kategoria i w ogóle. Także z marketingowego punktu widzenia wielki sukces, bo od tego się zaczęło, dzięki tej piosence ludzie zaczęli kojarzyć nazwę „Sabaton”. 
            Tak serio, to szwedzka grupa z Falun, grająca metal, taką chyba jego najklasyczniejszą odmianę, nie znam się na szczegółach. Głównym tematem (i chyba jedynym) jest wojna, zwłaszcza II wojna światowa. Przynajmniej nie wypowiadają się w sprawach, na których się nie znają jak większość współczesnych blogerów. No i muzykę dobrą robią przynajmniej na tyle, że 2 piosenki dostało 1. kategorię a kilka innych kandyduje na 2. I udało mi się stworzyć listę. 10 utworów, średnia 4,2. Link do posłuchania całości listy: https://www.youtube.com/watch?v=ByzlO4dEYEA&list=PLIA8-ALnwbfzcy7-bBBNz4MDGJwAHZ3p8
            Standardowo link do listy zrobionej na youtube’ie. No i standardowo polecam analizę tekstów oraz….oglądanie teledysków. Są całkiem dobre no i profesjonalnie zrobione.
Po sukcesie "40:1" Sabaton kontynuował "polską" tematykę. Mimo najlepszych starań coś nie wyszło. Choć teledysk zrobiony ładnie. Polscy gimbofani nie zwrócili na to uwagi uznając "upraising" za drugą znaną im, i rzecz jasna, cudowną piosenkę Natomiast kolejna piosenka udowadnia, że można ładnie przedstawić problem Powstania Warszawskiego.


Primo victoria

            Początek nie mógł być inny. Wprowadzenie do listy, wprowadzenie aliantów do Europy podczas II wojny światowej, inwazja na Normandię. Prolog ważnego wydarzenia, zachęca do walki, która wiemy jak przeprowadzić, umiemy, boimy się, ale wiemy, że trzeba się wysilić, żeby osiągnąć zamierzony cel. Oj tak, wojna jest metafora życia, nie da się ukryć. Motywator przedmaturalny dla mnie.

The ballad of a bull

            Z albumy „Hereoes”, który opowiada mało znane historie wyjątkowych ludzi z czasów, jakby inaczej, II wojny światowej. Ta konkretna piosenka to historia Lesly’ego Allena, Australijczyka, który uratował życie 12 kolegom podczas starć na dalekim wschodzie. Pięknie opowiedziana historia udowadnia, że metal to nie tylko moc. Bohaterowie nie muszą być wylansowani, spektakularni, ale istnieją i to daje nadzieję na przyszłość. I jeszcze jedna refleksja nad życiem, nad pewnymi wydarzeniami, na które nie mamy wpływu. Świetny, cudowny, wspaniały, 1. kategoria.

In the name of God

            Każda lista dzieli się na małe podlisty, zazwyczaj na rozpędzającą i właściwą. W tym przypadku mamy jeszcze jedną mała podlistę – utworów nie od II wojnie światowej. Początkuje ją In the name of God, krytykujące poczynania terrorystów, fanatyków religijnych, którzy w istocie działają niemoralnie i wbrew własnej religii. Celnie uchwycone absurdalne motywy, irracjonalność i szkodliwość postępowania.

We burn

            Piosenka o masakrze w Srebrenicy podczas rozpadu Jugosławii. Ludobójstwo dokonane przez Serbów w 1995 na muzułmanach zamieszkujących miasto  ilustruje zaślepienie przez własną (czyjąś) wizję przyszłego świata, która jest być może szczytna, ale niemożliwa do zrealizowania, a środki do jej osiągnięcia wysoce niemoralne. Bo serio, wiecie, łatwo popaść we własną wizję świata i ją realizować niż stale modyfikować tak, aby była pożyteczna, a nie szkodliwa. Mordowanie niewinnych to ekstremum, ale jest wiele lżejszych głupot.

A lifetime of War

            Najsmutniejsza piosenka Sabatonu, idealna na miejsce 5, uspokajającą, ale jednocześnie bardzo przygnębiająca. Rzecz kieruje nas w lata 1618-1648, kiedy to na terenach Europy, ale poza Rzeczpospolitą szalała wojna trzydziestoletnia, będąca starciem polityczno-religijnym, między najbardziej znaczącymi krajami Europy. Starciem, które zniszczyło wiele miast, zakończyło mnóstwo ludzkich żywotów i ogólnie tragedia, a wszystko poprzez ambicje rządzących.
"Price of a mile" nie dostało się na listę poprzez kontrast.Nie opowiadając o II wojnie światowej utwór ten pozytywnie się wyróżnił, zyskując moją uwagę. Jednak, gdy go zestawiłem z piosenką Iron Maiden o tejże samej tematyce, w skutek porównania, wypadł z rozważań nt. angażu w 3. kategorię. Poniżej konkurencja ze świetnie zrobionym teledyskiem:


White death

            Wracamy do II wojny światowej. Wiem, że tęskniliście. Konkretnie do wojny zimowej, która miała miejsce mniej więcej w podobnym czasie. Opowieść o fińskim snajperze, którzy dziesiątkował szeregi Sowietów w tejże wojnie. Zimny profesjonalizm. Bardzo dosłownie. W sumie fajny temat, ale utwór nie błyszczy czymś wyjątkowym na tle pozostałych, stąd niezbyt chlubne 6. miejsce.

Resist and bite

            Rozpędzamy się dalej.. Świetny utwór o jednym z niewielu oddziałów, który stawił Niemcom opór w 1940 podczas inwazji na Francję. Walka z silniejszym przeciwnikiem, skazana na niepowodzenie, ale żołnierze Chasseurs Ardennais walczyli, gdyż uznali to za swoją misję. Często to puszczam w radiu, gdy dany zespół przegrywa mecz, ale się nie poddaje, będzie stawiał opór i gryzł przeciwnika, aż wygryzie…albo polegnie.

Screaming eagles

            Budzik! Utwór opowiada o żołnierzach alianckich, którzy bronili bunkra zimą 1944 roku podczas ofensywy Osi w Ardenach. Tak, tak, do znudzenia powtarzany motyw beznadziejnej sytuacji i bohaterskiej obrony. Ale ładnie zaśpiewany, rozpędzający i doskonale współgrający z następną.
Motyw (beznadziejnej?) walki za ideały. Piękny motyw, tak często poruszany i...ważny. 

40:1

            Pamiętam jak w moim cudownym, Urszulańskim gimnazjum ta piosenka pojawiła się na apelu we wrześniu. Wrażanie jakie na mnie zrobiła było cudowne, niepowtarzalne, pozostało we mnie do dziś. Duma, potęga, odwaga, honor – zapomniane pojęcia. Sabaton uwiecznił bohaterską postawę żołnierzy polskich w czasie bitwy pod Wizną w trakcie kampanii wrześniowej 1939 roku. Uwieczniając w epicki, 5-gwiazdkowy ( a jakby inaczej!) sposób, zyskał sobie miłość polskich fanów, w dużej mierze gimnazjalnych, którym się w sumie nie dziwię, bo rzecz piękna. Ale trzeba pamiętać – miłość do kogoś nie może być bezkrytyczna i musi się wiązać z dalszym poznawaniem, niezależnie od tego czy jest to człowiek, zespół, nauka czy inne twory kultury.
            Jeśli chodzi o posłuchanie to na listę wrzucam teledysk fanowski, który podówczas zrobił na mnie ogromne wrażenie, ale polecam także, nie wiem czy nie lepszy w sumie, teledysk oficjalny Sabatonu. Dalej, co do piosenki, używam jej w czasie meczów polskiej reprezentacji w siatkówce, gdzie zawołanie „No army will enter that land that is protected by polish hand!” ma przełożenie, w przeciwieństwie do piłkarzy chociażby.

Light in the black

            Ta lista ma pewną wadę – kończy się. Ma swoje słabsze i lepsze momenty, ale ogólnie oceniam bardzo pozytywnie i lubię słuchać. Sabaton nie ma w zwyczaju przedłużania, ani skracania przekazu, więc pod tym względem naprawdę pozytywnie. Ostatnia piosenka opowiada o żołnierzach wracających z misji, z ważnego zadaniach, o ich myślach. O tym, co się będzie mówić o ich działaniach, o tym, co przyniosą one dla historii świata. Pojawiają się wspomnienia…Stosuję tę piosenkę, gdy wychodzę z egzaminu i nie wiem jak zostałem oceniony, gdy coś ważnego zrobiłem, ale efektu nie widać, choć jest zawsze nadzieja, że będzie on pozytywny. Takie właśnie światełko w ciemności. Na przykład takie z 1989 roku.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Koniec Mundialu - pozaemocjonalne elementy psychologii sukcesu, koniec psychologii sukcesu

            Powiedzenie „wszyscy grają w piłkę, ale i tak wygrywają Niemcy tym razem się sprawdziło”. Dziś, w poniedziałek, walczyłem o życie, zmagając się z materia roli komentarza sportowego w przeżywaniu siatkarskich emocji w Polsce celem dostania się na MISHa na UW. Wyniki w czwartek. Człowiek zaczyna żyć trochę jakby aktywniej. Mam dziś pewien bulwers, który chcę wyładować, więc zalecam ominięcie następnego akapitu.
Aż taki :dobry" nie jestem. :( Ale było sympatycznie.

            Chodzi o sprawę profesora Chazana. Rzecz jest multiwątkowa i trudna. Problem moralności aborcji dzieci-niedzieci zostawiam etykom i się tym nie zajmę. Natomiast fakt, że nie wyświadczono usługi żądanej przez pacjentkę jest wynikiem idiotycznego systemu. Systemu państwowej opieki zdrowotnej, który nakazuje lekarzom wykonywać ich pracę w sposób ustawowy, a nie taki, jak uważają za słuszny. Każe im pracować, gdy są zmęczeni, gdy nie czują się na siłach wykonywać zabieg, gdy nie mają fizycznych możliwości, gdy nie umieją, wreszcie, gdy uważają, że jest to moralnie niewłaściwe. W libertariańskim społeczeństwa, zakładając legalność mordowania nienarodzonych, kobieta poszłaby do szpitala, zapłaciła, a szpital wykonał usługę. Jeśli nie, to jest to oszustwo, kodeks karny, te sprawy. A tu – problem. Jak to mówią: socjalizm to ustrój, w którym bohatersko zwalcza się problemy, które w kapitalizmie nie występują. 

Pozaemocjonalne elementy psychologii sukcesu

            Wiecie, kocham emocje. Podejście humanistyczne do całości zjawisk psychologicznych dla mnie jest najlepsze i najpełniejsze. Właśnie dlatego aż 4 posty poświęciłem problemowi emocji, zarządzania nimi, procesom motywacyjnym. Jednak psychologia sukcesu to nie tylko stany afektywne powodujące, że nam się chce i robimy. Uznałem, że owe stany afektywne są prawdziwie ważne i dlatego aż tyle miejsca i czasu dla nich. Mam ku temu swoje powody, widząc zachowania ludzi i w ogóle. W każdym razie, w dzisiejszym poście będzie o innych, pozaemocjonalnych, ważnych czynnikach sukcesu.

Koncentracja

            Koncentracja to zdolność ukierunkowania, skupienia swoich myśli i działań na jednej czynności. Nie jest ona potrzebna do większości życiowych czynności, które wykonujemy, natomiast przydaje się przy czynnościach trudnych, złożonych, wieloetapowych, w sytuacjach istotnych dla dalszych naszych losów, stresujących. Koncentracja jest umiejętnością, więc niektórzy mają ja wykształcona na wysokim poziomie od urodzenia, a niektórzy nigdy nie nabędą. Z racji jednak, że to umiejętność, można ją wyćwiczyć, a to dobra wiadomość.
            Najlepszym sposobem na polepszenie własnej zdolności koncentrowania się jest uprawianie sportu, zwłaszcza sportów umysłowych jak snooker, szachy, brydż. Kluczem jest dyscyplina myśli, panowanie nad tym, co robimy. Koncentracja jest silnie związana z flow, czyli o wiele łatwiej nam się skoncentrować, gdy wykonujemy czynność, która lubimy. Podobnie, gdy trzeba zrobić coś czego nie lubimy, nasze myśli uciekają daleko, do czynności przyjemnych. Rzecz wynika z naturalnej dla człowieka chęci czerpania coraz większej przyjemności. W każdym razie, żeby się skoncentrować na czymś czego nie lubimy, dobrze jest najpierw to polubić, a potem bawić się w bardziej zaawansowaną dyscyplinę myśli. Emocje i uwarunkowania behawioralne są tu kluczem.
Zacząłem trenować snookera i wiem jak to trudne, jak bardzo wymaga skupienia się. I taki czysty zachwyt nad ową umiejętnością psychologiczną.

Zarządzanie sobą w czasie (zarządzanie czasem)

            Rzecz jest straszna. Nie dlatego, że trudna czy nieosiągalna, ale dlatego, że powstało mnóstw technik, teorii, pomysłów nie tylko psychologicznych żeby sprawę udoskonalić. Jest to bodajże najczęściej poruszany aspekt psychologii sukcesu, ale ani on najważniejszy, ani najłatwiejszy do zastosowania. Dlaczego wszyscy się tak bardzo zarządzaniem czasem interesują? Bo jest to przedmiot interdyscyplinarny (logistyka, psychologia, filozofia, ekonomia), więc przedstawiciele wszystkich dyscyplin o tym mówią. Ze względu na różne podejścia, powstało także wiele różnych teorii. Ja nie będę się w nie zagłębiał, podrzucę Wam tylko kilka technik/pomysłów związanych z tym, jak i kiedy co robić.

Lista zadań

            Ustalenie listy czynności, które mamy wykonać znacząco pomaga w ich wykonaniu. Niezależnie od miejsca jej sporządzenia (kartka, kalendarz, telefon, komputer). Najważniejsza jest pamięć o tym, co chcemy zrobić, umieszczenie dokładnych, precyzyjnych zadań i wyznaczenie czasu na nie poświęconego. Tworzenie takiej listy wymaga sporej wiedzy. Kilka wskazówek:
  • Wyznaczać jak najwięcej celów. Powiedzenie sobie „odrabianie lekcji” czy „pisanie pracy magisterskiej niewiele da”. Czynności muszą być skonkretyzowane
  • Wszystko ujęte mniej więcej w czasie.
  • Każdy ma pewne godziny za dnia, w których działa efektywniej niż w innych. Te powinien wykorzystać na działania wymagające większego wysiłku, a w czasie niewielkiej aktywności odpoczywać (spać).

Praca a odpoczynek

            Wkurza mnie jak ludzie odróżniają pracę i odpoczynek. Gdy ktoś tak robi, narzekając jednocześnie na pracę, to znaczy, że przegrał życie. Koniec, kropka. Praca to czynność, która ma określony efekt. To czy przynosi nam przyjemność nie zależy od tego, co robimy, ale jakie mamy podejście. Historia zna wiele przykładów, gdzie coś, co ludzie uznają za uciążliwe, może komuś sprawić radość i być aktywną formą wypoczynku, spędzania wolnego czasu np. testowanie gier komputerowych, komentowanie meczów, pisanie artykułów, podrywanie czy malowanie płotu. Wszystko zależy od pierwotnego podejścia, naszych zainteresowania, aktualnej emocjonalności (jak się jest szczęśliwym, to wszystko jakby robimy szybciej, efektywniej, łatwiej i przyjemniej) oraz powtarzalności. Jeśli coś wiele razy robimy, to nas z czasem zaczyna nudzić. Dlatego osobiście podziwiam ludzi, którzy całe swoje życie zawodowe poświęcają np. piłce nożnej, siatkówce, polityce, muzyce itp. To jest pasja. A każda pasja jest niesamowita, niezwykła, cudowna, piękna i w ogóle.

Aleeeeee jak?

            Czyli co, całe życie pracujemy? 24h na dobę. Technicznie – tak, każde działanie ma jakiś efekt nawet sen, czy scrollowanie kwejka. Więc nie dzielcie swojej listy zadań na pracę, odpoczynek i sen, bo to jest podział dla idiotów. Znajdujcie efekty każdej wykonywanej czynności. W niektórych systemach edukacji nawet każe się uczniom takie aspekty wynajdywać, żeby zobaczyli co i jak stymuluje ich rozwój. Nie mnie wnikać w systemy edukacji, natomiast psychologicznie bardzo się przydaje. Robisz coś i wiesz dlaczego to robisz. Piękna sprawa.
            Idąc dalej tą drogą, trzeba tak planować swoje dnie, tygodnie, miesiące, lata, aby optymalnie zaspokajać swoje potrzeby i najszybciej się rozwijać. Pokrótce wymienię teraz grupy potrzeb (szerzej o potrzebach i całej ich skomplikowanej teorii będzie w następnym, dużym dziale blogowania. Zobaczycie, Maslow się schowa):
·         Potrzeby fizjologiczne – można trochę nagiąć, ale nie za bardzo. Z nimi większość ludzi nie ma problemu
·         Społeczne – związane z rozmawianiem z ludźmi, tworzeniem relacji. Dużo osób ma tu problemy, zwłaszcza jeśli chodzi o mocne relacje indywidualne.
·         Potrzeby samorealizacji – człowiek potrzebuje pracować, żeby czuć się ważnym. Człowiek chce wyrażać siebie i czynić ten świat lepszym, choć niekiedy tej potrzeby nie czuje.
·         Potrzeby relaksu – mózg i ciało nie mogą być w ciągłym wysiłku, muszą się regenerować. Ciało podczas bezruchu fizycznego, a umysł podczas braku lub niewielkiego wysiłku myślowego i emocjonalnego. Oba mogą się regenerować podczas snu, ale musza być zapewnione odpowiednie warunki – fizyczna wygoda (nie może być zimno czy mokro) i „bycie w zgodzie z poduszką”.
Uwaga, to jest gówno. Ale w każdej kloace, można znaleźć coś ciekawego. Warto znaleźć mniej więcej własne, ambitne proporcje i wszystko ustawić w czasie każdego dnia. Największym problemem zarządzania czasem jest bowiem złe ustawienie "dnia codziennego".

Nie dla psa kiełbasa.

            Kolejnym aspektem, który dziś poruszę jest mierzenie sił na zamiary. Wyznaczanie sobie celów i realizowanie ich jest super, ale jest także pewną umiejętnością. Cele nie mogą być za duże, zbyt odległe, zbyt ogólne. Wielkie marzenia, smutna prawda, z reguły się nie spełniają i o nich zapominamy. Dlatego warto wyznaczać takie, które możemy osiągać. Niech będą ambitne, ale nie wystrzelone w kosmos. Kilka cech, jakie powinien mieć dobry cel:
  • Odpowiednio łatwy. I nie chodzi tu o obiektywną trudności, ale o rozumianą w znaczeniu moich możliwości: mojej inteligencji, zasobów finansowych, ludzkich itp. Jeśli nie ma tych zasobów, nie ma fizycznej możliwości, to automatycznie opada emocjonalność i nam się nie chce. Wtedy nie warto tej emocjonalności zwiększać.
  • Szczegółowy. Umieszczamy cel w ramach geograficznych, czasowych, dobieramy środki i podcele, po których będziemy dążyć do tego głównego.
  • Wysoce emocjonalny. Nie może być tak, że wizja spełnienia marzeń nas nie podnieca! Że marzenia nam wyznaczają inni. Dobry cel musi sprawiać, że gdy zbliżamy się do niego, nie możemy spać po nocach, tak bardzo nam zależy.
  • Użyteczny. Jeżeli coś robimy to po to, aby spełniać swoje potrzeby. Rozmaite. Jeżeli chcemy coś zrobić i nie wiemy co nam to da, to lepiej się zastanowić. Jak wspominałem wcześniej warto wiedzieć, jakie potrzeby spełniają nasze działania, co dają światu, wtedy planowanie będzie wydajniejsze, a działanie szybsze, dzięki wytworzonym, ukierunkowanym emocjom.

Podsumowanie

            Jeśli chcesz osiągać w życiu sukces wcale nie musisz być pięknym, młodym, mądrym i bogatym, choć to niewątpliwie pomoże. Przede wszystkim musisz sobie wyznaczyć cele, które zamierzasz realizować. Umieść je w czasie i przestrzeni, wyznaczać jak najwięcej małych celów, które składają się na większe i konsekwentnie wszystko realizuj, umieszczając w planie dnia. Nie zapominaj o motywowaniu się, przypominaniu o swoim zadaniu. W zależności od sytuacji zmniejszaj lub zwiększaj emocje, starając się je możliwie jak najbardziej nakierunkować na działanie. Słuchaj inspirujących historii, niech one będą dla Ciebie motywacją, by osiągać jeszcze więcej. „Dąż do szczęścia” O tym za tydzień już….
Optymistycznie. :) 

poniedziałek, 7 lipca 2014

Mundial, techniki zarządzanie emocjami

Blogowy sezon ogórkowy Kochani! Wakacje są, nic mi się nie chce, ale dużo robić trzeba. Popławiłem się trochę we własnym szczęściu, miłości do Emmy, prawdziwie dziecięcym, utopijnym życiu na garnuszku rodziców.Zanim się wyjedzie, zostawi ojca i matkę, zacznie podbijać wielki świat. To później. Teraz radość, wielka radość, jeszcze czekam na wyniki rekrutacji, przygotowuję tematy na rozmowę klasyfikacyjną, zobaczymy czy gdzieś mnie przyjmą. W międzyczasie przygotowałem krótki i bardzo treściwy tekst. Ale zanim on, to trochę ducha wakacji.
Wiecie, pisząc to w środku nocy czuje się bardzo szczęśliwy. Naprawdę miłość jest potężna. Psychologia jest potężna! Psychologia szczęścia już niedługo. Jeśli komuś brakuje miłości, to niech przyjedzie i się poprzytula, a jeśli chodzi o kwestię tworzenia relacji międzyludzkich, to zapraszam do zakładki na górze. Nieco chaotycznie pisane, ale z sercem, mnóstwo cennych wskazówek. A teraz piosenka:

Techniki zarządzania emocjami

            Ostatnio było mocno teoretycznie o zarządzaniu emocjami, więc pomyślałem, że trochę praktyki się przyda. W tym tygodniu przedstawię kilka konkretnych technik na zmniejszanie, zwiększanie i nakierunkowywanie własnej emocjonalności tak, żeby osiągać to, co chcemy. Będzie to syntetyczne ujęcie tego, co mówi się powszechnie określając jako „sposoby radzenia sobie ze stresem” oraz kilku innych pomysłów.
            Ważna uwaga: techniki są skuteczne w zależności od osobowości, ale zwłaszcza w zależności od jakości ich zastosowania. Będę starał się w miarę dokładnie opisać co jak, kiedy i dla kogo działa. Jeśli coś nie działa w przypadku tych tutaj podanych to nie znaczy, że mój blog jest kiepski, ale znaczy, że nie umiecie tej wiedzy wykorzystać, jak zresztą znakomita większość społeczeństwa.

Metody „radzenia sobie ze stresem”, czyli niszczenia emocji

            Popularne sposoby radzenia sobie ze stresem to zazwyczaj sposoby na zmniejszanie jego odczuwania w taki sposób, żeby nie paraliżował on naszych działań. Jest to całkiem logiczne. Pozbywamy się czegoś, co nam szkodzi. Zakładając, że nie umiemy zagospodarować i użyć emocji lub jest to w jakiś sposób niemożliwe, nieefektywne np. musimy się szybko uspokoić, to jest kilka technik:
  • Regulowanie oddechu, rozluźnianie mięśni. Zmniejszamy w ten sposób stresujące bodźce fizjologiczne, stres opada, przy okazji nabieramy pewności siebie.
  • Racjonalizacja – ten egzamin wcale nie jest taki straszny tudzież taki ważny.
  • Racjonalizacja 2 – stresowanie się i tak tego nie zmieni, a może być jeszcze gorzej.
  • Głównym źródłem emocji jest myślenie o czymś, co je wywołuje. Więc emocji możemy się pozbyć zmieniając obiekt rozważań najlepiej na przyjemny, odprężający.
  • Jeśli mamy w sobie za dużo emocji, a nic aktualnie nie robimy, stresując się tym, co zaraz nastąpi, warto się czymś zająć. Wtedy automatycznie skupimy się na nowej czynności. Angażując się w nią, po drodze gubią się emocje związane z poprzednią, czyli te, których nie chcemy
Wysiłek fizyczny jest jednym z najpopularniejszych sposobów radzenia sobie z nadmiarem emocji.

Metody motywowania się, czyli tworzenia emocji

            Czasem nic nie czujemy, nic nam się nie chce, a trzeba coś zrobić. No i wtedy się motywujemy. Jeśli nie mamy obecnie żadnych emocji w zanadrzu, to kilka technik jak jest stworzyć. Zauważcie, że motywacja =/= kreowanie emocji. Motywacja to emocje już nakierowane na jakieś konkretne działanie. W dużej ilości przypadków to się pokrywa, ale nie zawsze. Np. chcąc się zmotywować do zrobienia obiadu oglądamy przerażający horror. Jest w nas dużo emocji strachu, ale nie słuzy ona wykonaniu zadania. Możemy jednak ją nakierować na wykonanie zadania, choć w tym konkretnym przypadku jest to całkiem trudne. W każdym razie oto techniki demiurgicznego kreowania emocji:
  • Racjonalizacja 3 – dostrzeżenie istotności zadania. Ten egzamin jest bardzo ważny, dużo od niego zależy, trzeba się pouczyć.
  • Przypomnienie o karze lub nagrodzie.
  • Przypomnienie o ważności swojego zadania nie tylko dla siebie, ale także dla ludzi, świata, nadanie mu większej wartości i znaczenia niż ma w rzeczywistości tzw. złudzenia, które pozwalają żyć.
  • Słuchanie piosenek, oglądanie filmów o wysoce emocjonalnym charakterze. Przykład: mocna muzyka, wojenna tematyka powodują u słuchacza wzrost emocji, które może dość łatwo ukierunkować na na działanie. Polecam na budzik. 

Prosta technika nakierowywania emocjonalności

            O zarządzaniu już pisałem bardzo dużo i mam nadzieję, że wiecie o co chodzi. Wcześniejsze artykuły dotyczyły już nakierunkowywania emocjonalności, czyli procesu motywacji i podałem dużo przykładów i techniki, które jednocześnie wytwarzają i nakierowują. Teraz kilka zabiegów jak emocje nienakierowane nakierować. Są to zabiegi trudne, ale całkiem pożyteczne.
Pamiętacie teorię emocji? Że są wtórne, różnie się je odczuwa, mamy wiele w różnym w jednym czasie. Odczuwanie emocji pełni także funkcję poznawczą, mówi nam o tym, co jest złe i dobre, do czego powinniśmy dążyć, a czego unikać (np. szczęście, radość, miłość, namiętność, smutek, złość, rozpacz, niesmak, wstyd). Same w sobie nie są one bodźcem do działania, my tylko czujemy. Ale możemy to przekuć na działanie dzięki pewnemu procesowi, który wielokrotnie w nas nieświadomie zachodzi.
Czujemy pozytywną emocję -> poznajemy jej przyczynę -> działamy tak, aby w przyszłości tę emocję jak najczęściej odczuwać za pomocą poznanej przyczyny.
Co ważne, podczas tego procesu wytwarzają się emocje niezbędne do przebiegu procesów motywacyjnych.
            Wiem, wiem, skomplikowany zapis trywialnego procesu. Ale warto się nad nim pochylić i częściej w ten sposób analizować to, co przeżywamy. Pozwoli nam to nie tylko z każdej praktycznie mocnej emocji wytworzyć działanie, czyli już coś się dzieje! Da nam także wiedzę z zakresu inteligencji emocjonalnej i wzmocni w nas zdolności psychologiczne, a te są naprawdę we współczesnym świecie przydatne. 

Banalna, ale ważna i przydatna ta psychologia jednak mimo wszystko…

            Na koniec postraszę. O ile z psychologii osobowości wiemy, że mamy różne temperamenty, emocji przeżywamy i wyrzucamy z siebie różne ilości i to jest generalnie OK, o tyle ludzie mają mnóstwo problemów w tym zakresie. Brak stymulacji prowadzi do nudy i nieróbstwa a nadmiar do nerwic, depresji i problemów natury medycznej. Za dużo  miłości uniemożliwia poznanie obiektu westchnień, a za mało prowadzi do mnóstwa rozwodów. Za dużo złości prowadzi do nienawiści wobec wszystkiego, a za mało do podejścia, że „jest super”. Przykłady niedobrej ilości emocji oraz ich złego ukierunkowania są powszechne i można je mnożyć. W cięższych przypadkach raczej chodzi o zbyt duża ilość rozmaitych emocji, z którymi ludzie sobie nie radzą. Psychologia kliniczna zna mnóstwo przypadków tego typu. No i tu nawet najlepszy blog nie pomoże. Tu pole do popisu zostawiam terapeutom, którzy korzystają z bardzo podobnych technik do tych, które wymieniłem z tym, że są w tym lepsi. Ja jedynie daję wiedzę, której możecie (powinniście) użyć w swoim życiu, by uczynić je lepszym.