„Na wschód!”
Od czasów
paleolitu rosyjscy siatkarze zdobywali najwyższe laury i zasadniczo nikogo to
nie dziwiło. Czasem przegrywali, ale mniej więcej zawsze w tej czwórce
najlepszych byli. Zaskakuje jednak fakt, że o ile wcześniej w Rosji były dwa
ośrodki klubowe: Kazań i Moskwa, o tyle teraz…Rok temu jakiś Nowosybirsk
wyskoczył nie wiadomo skąd i wygrał turniej Final Four, pokonując między innymi
Zenit Kazań, po czym w następnej edycji Ligi Mistrzów, odpadł w rywalizacji
grupowej z tymże samym zespołem. Nieco dłuższą serię zanotował Biełgorie
Biełgorod, który to w 2013 zdobył Mistrzostwo Rosji, a w 2014 bezapelacyjnie,
miażdżąc wszystkich i wszystko na swojej drodze, Ligę Mistrzów. Rosyjska
siatkówka przybrała nowe oblicze – każdy zespól jest groźny i może rywalizować
na bardzo wysokim poziomie. Czy to Moskwa, Kazań, Biełgorie czy Gubernia Niżnyj
Nowogród, która po cudownym półfinale ze Skrą, choć w pierwszym meczu finału
gładko pokonała Paris Volley, to w drugim uległa. Parafrazując klasyka:
Rosjanie trzymają się mocno.
Na parkietach starzy mistrzowie
O ile w
sportach takich jak żużel czy snooker, gdzie zasadniczo niewiele zależy od
szeroko pojmowanej kondycji fizycznej triumfują zawodnicy w różnym wieku, o
tyle w siatkówce nieco mnie to zdziwiło. Okazuje się, że jeśli masz 20-40 lat,
to nie ma znaczenia w jakim miejscu tego przedziału się znajdujesz – możesz
zostać MVP Final Four Ligi Mistrzów. Z tego założenia przynajmniej wyszedł
Siergiej Tietiuchin. Łatwiej by to było cyrylicą napisać. Mniejsza. 5 zagrywek
w serii w 4. Secie finału przy stanie 18:22 pozostawię bez komentarza.
| Oto i on - Сергей Тетюхин. MVP Final Four LM 2014 |
Ale nie
tylko o Tietiuchina chodzi. Trener Szypulin zebrał sobie skład różnowiekowy:
Kolejni weterani Bogomołow, Khtey, średni, ale niezwykle utytułowani zawodnicy:
Grozer, Travica, Musersky no i wchodzący na wielką scenę Pantaleymonienko,
Żygałow czy Ilnykh. Nie wszyscy znani, nie wszyscy wybitni. Ale razem stworzyli
Dream Team na miarę reprezentacji Brazylii sprzed 8-10 lat. Aleeeee jak???
Przepis na sukces?
Nikt wcześniej ich nie znał, a tu
nagle taka przewaga! No cóż, dwie sprawy: po pierwsze to są bardzo dobrzy
siatkarze indywidualnie. Taka baza – na niej budujemy. Tę bazę trzeba kupić
jeszcze, ale to nie problem dla oligarchów. Rosyjska siatkówka wychowuje sobie
dobrych, bardzo dobrych i wybitnych zawodników od lat – oni są, grają w Rosji i
często nie prezentują się całemu światu. Ale jak potem wyjdą, to historia
Nikołaja Pawłowa pokazuje, co są w stanie zdziałać.
Składnik drugi – trener. Nie
ważne, żeby znany. Ważne, żeby skuteczny. Nawet nie ma swojej strony na
Wikipedii. Dostał naprawdę niezły materiał i zrobił z niego sukcesy. Znów, ale
jak? Uzbrojone oko komentatora wychwyciło kilka szczegółów:
- zagrywka: atakująca i skróty na
najwyższym poziomie, mało flotów. Ale w każdym meczu mocno utrudniająca
przeciwnikowi rozegranie.
- blok – bardzo wysoki,
bardzo szczelny, bardzo równo skaczący.
To także domena rosyjskiej siatkówki. Ten blok można porównywać wysokością i
szczelnością jedynie z blokiem reprezentacji Kuby sprzed kilku lat. Po prostu
siatka zawieszona na trzech metrach. W razie czego są też ustawienie w obronie,
choć tu Biełogorie nie błyszczało, bo tez nie musiało.
- rozegranie – wszystkie opcje
funkcjonujące na bardzo dużej skuteczności. Dragan Travica nie należy do wirtuozów
rozegrania, ale wykonywał swoje zadania bardzo skutecznie. Piłki były dokładne,
szybkie, na odpowiedniej szybkości. Ilość błędów bliska zeru.
W tenże sposób, dzięki perfekcyjnie opanowanemu rzemiosłu
Biełgorie wzniosło się na poziom nieosiągalny dla konkurencji.
Składnik
trzeci, o którym za często się zapomina, analizując sukcesy i porażki zwłaszcza
klubowe – chęć wygrywania. Nie było jej w Zenicie Kazań. Błękitni chyba już
wypalili zapasy gazu. Nie było jej w Resovii, która przegrała ze, co by dużo nie
mówić, słabszym kadrowo Jastrzębskim. Zabrakło jej Maceracie, która uznała, że
mamy tak wspaniały skład i zaliczkę 3:0 po pierwszym meczu, więc wyjdziemy,
postoimy i przejdziemy dalej. Przegrana z Piacenzą. Była w Biełgorie, niosła
szare stroje wysoko w ataku i bloku. Szybkość i lekkość, tych w końcu niezbyt
młodych zawodników pokazuje jak ważne we współczesnym sporcie jest nastawienie.
No i jeszcze jedna, ważna sprawa: jedna, stała, stabilna szóstka.
![]() |
| Oto i oni - niewątpliwie najlepsza drużyna klubowa na świecie w sezonie 2013/2014 |
O, Italia, Italia…
Ach ci
włosi….Od czasów zwycięstw Trentino przynajmniej klubowo zapomnieli jak to jest
walczyć o najwyższe trofea. Macerata i Piacenza zagrały solidnie. Copra wygrała
zmagania w 1/12, żeby potem gładko przegrać w 1/6 z Kazaniem. Osobowo bardzo
dobre składy coś zwyczajnie akurat w najważniejszych momentach, no nie poszło.
Życie. Chyba Włosi po prostu nie tworzą takiego monolitu drużynowego jak
chociażby Rosjanie. Z doświadczenia wiemy, że zespół gwiazd to jeszcze nie
drużyna, a całość to nie suma części. Przypominam wszystkim, że siatkówka jest
grą zespołową. Jakby ktoś nie wiedział. Andreoli Latina, choć w pierwszy meczu
w dramatycznych okolicznościach pokonało Fenerbache Stambuł, to w drugim
otrzymało solidną lekcję siatkówki od Fontelesa i reszty i pożegnało się z
marzeniami o pucharze.
Cokolwiek robisz, zawsze znajdzie się jakiś Azjata, który zrobi to lepiej.
Albowiem
Turcja to też Azja. Co prawda, jeszcze nie doszliśmy do tego momentu, ale może
wkrótce. Problem w tym, że tureckie zespoły składają się w dużej mierze z
nietureckich zawodników. Szybko zgasł płomień Arkasu Izmir (a szkoda, bo
podobała mi się jego gra). Powstały jednak inne kluby – Fenerbache Stambuł z
Felipe Fontelesem i Ivanem Milijkoviciem oraz oczywiście Halkbank Ankara.
Fenerbache zdobyło Challenge, a Halkbank przegrał finał Ligi Mistrzów. Jednak
sama obecność na tym stopniu rozgrywek tureckich zespołów świadczy, że
grających w siatkówkę zawodników jest dużo i nie ma monopolu dla wygrywanie dla
nikogo. A to wspaniała wiadomość dla kibiców.
![]() |
| Inna jeszcze grająca ikona siatkówki - Ivan Milijković. W tym roku wraz z Fenerbache Stambuł zdobył puchar Challenge. |
„A to Polska właśnie”
Polskie
zespoły spisały się dobrze w rozgrywkach klubowych międzynarodowych. Nawet
bardzo dobrze. Skra minimalnie uległa Gubernji w półfinale pucharu CEV, a
Jastrzębski zdobył brązowy medal Ligi Mistrzów. W Resovii coś nie wyszło i coś
nie wychodzi cały czas, a ZAKSA odrodziła się, gdy rozgrywki LM dla niej
dobiegły końca. Polska siatkówka: niska, szybka, inna niż pozostałe ma olbrzymi
potencjał, cały czas rosnący. Równość wielkiej czwórki nie była tak duża chyba
nigdy, więc zapowiada się nam fascynująca rywalizacja, ale o tym gdzie indziej.
Niespodzianki i rozczarowania
O tym już w punktach:
- Tak bardzo masakrująca dyspozycja Biełgorie – zespołu będącego poza zasięgiem kogokolwiek – to jest niespodzianka.
- Zwycięstwo Paris Volley w Pucharze CEV – duży plus dla francuskiej siatkówki
- Dobra dyspozycja Niemców, mimo porażek - Berlin i Friedrichshafen.
- Świetna forma Czarnogórców z Budvy
- Bardzo dobra dyspozycja Jastrzębskiego
- Duże rozczarowanie Lokomotivem Nowosybirsk
- Jeszcze większe nieomalże Dream Teamem z Maceraty.
- Zaskakująca porażka Cuneo w bardzo wczesnej fazie pucharu CEV.
Kończąc, Liga Mistrzów staje się
coraz bardziej międzynarodowa i coraz bardziej wyrównana z wyjątkiem może
Biełgorie, które grało w nieco innej lidze. Jak zawsze w sporcie, są drużyny
lepsze, gorsze, lepiej dysponowane, gorzej dysponowane w dniu meczu. Zespoły
gwiazd i zespoły zgrane. Różnic jest dużo, materiału do analiz także, poziom
sportowy nieoglądanych przez dużą ilość widzów meczów – wysoki. Szkoda w sumie,
że tak mało osób interesuje się rozgrywkami klubowymi na najwyższym poziomie,
bo prawdziwie jest na co popatrzeć.







![Mariusz Wlazły jeździł na żużlowym torze. Uczył go Krystian Pieszczek [WIDEO]](http://d.polskatimes.pl/k/r/1/d6/01/51f513e37fd18_k2.jpg?1390959157)