poniedziałek, 31 marca 2014

Podsumowanie pucharów europejskich 2013/2014

            Zakończyła się pewna faza sezonu: sezon klubowy, rozgrywki międzynarodowe. Poznaliśmy już triumfatorów Ligi Mistrzów, Pucharu CEV i Pucharu Challenge. Przed nami jeszcze Klubowe Mistrzostwa Świata, ale do nich daleko i w ogóle, więc pokusiłem się o podsumowanie już teraz. W tym sezonie mieliśmy całkiem ciekawe zmagania. Na kilka spraw zwrócę tu uwagę, gdyż mogą one, w ferworze walki i wysokich emocji towarzyszących rywalizacjom, umknąć uwadze kibiców.

„Na wschód!”

            Od czasów paleolitu rosyjscy siatkarze zdobywali najwyższe laury i zasadniczo nikogo to nie dziwiło. Czasem przegrywali, ale mniej więcej zawsze w tej czwórce najlepszych byli. Zaskakuje jednak fakt, że o ile wcześniej w Rosji były dwa ośrodki klubowe: Kazań i Moskwa, o tyle teraz…Rok temu jakiś Nowosybirsk wyskoczył nie wiadomo skąd i wygrał turniej Final Four, pokonując między innymi Zenit Kazań, po czym w następnej edycji Ligi Mistrzów, odpadł w rywalizacji grupowej z tymże samym zespołem. Nieco dłuższą serię zanotował Biełgorie Biełgorod, który to w 2013 zdobył Mistrzostwo Rosji, a w 2014 bezapelacyjnie, miażdżąc wszystkich i wszystko na swojej drodze, Ligę Mistrzów. Rosyjska siatkówka przybrała nowe oblicze – każdy zespól jest groźny i może rywalizować na bardzo wysokim poziomie. Czy to Moskwa, Kazań, Biełgorie czy Gubernia Niżnyj Nowogród, która po cudownym półfinale ze Skrą, choć w pierwszym meczu finału gładko pokonała Paris Volley, to w drugim uległa. Parafrazując klasyka:
Rosjanie trzymają się mocno. 

Na parkietach starzy mistrzowie

            O ile w sportach takich jak żużel czy snooker, gdzie zasadniczo niewiele zależy od szeroko pojmowanej kondycji fizycznej triumfują zawodnicy w różnym wieku, o tyle w siatkówce nieco mnie to zdziwiło. Okazuje się, że jeśli masz 20-40 lat, to nie ma znaczenia w jakim miejscu tego przedziału się znajdujesz – możesz zostać MVP Final Four Ligi Mistrzów. Z tego założenia przynajmniej wyszedł Siergiej Tietiuchin. Łatwiej by to było cyrylicą napisać. Mniejsza. 5 zagrywek w serii w 4. Secie finału przy stanie 18:22 pozostawię bez komentarza.
Oto i on - Сергей Тетюхин. MVP Final Four LM 2014
            Ale nie tylko o Tietiuchina chodzi. Trener Szypulin zebrał sobie skład różnowiekowy: Kolejni weterani Bogomołow, Khtey, średni, ale niezwykle utytułowani zawodnicy: Grozer, Travica, Musersky no i wchodzący na wielką scenę Pantaleymonienko, Żygałow czy Ilnykh. Nie wszyscy znani, nie wszyscy wybitni. Ale razem stworzyli Dream Team na miarę reprezentacji Brazylii sprzed 8-10 lat. Aleeeee jak???

Przepis na sukces?

Nikt wcześniej ich nie znał, a tu nagle taka przewaga! No cóż, dwie sprawy: po pierwsze to są bardzo dobrzy siatkarze indywidualnie. Taka baza – na niej budujemy. Tę bazę trzeba kupić jeszcze, ale to nie problem dla oligarchów. Rosyjska siatkówka wychowuje sobie dobrych, bardzo dobrych i wybitnych zawodników od lat – oni są, grają w Rosji i często nie prezentują się całemu światu. Ale jak potem wyjdą, to historia Nikołaja Pawłowa pokazuje, co są w stanie zdziałać.
Składnik drugi – trener. Nie ważne, żeby znany. Ważne, żeby skuteczny. Nawet nie ma swojej strony na Wikipedii. Dostał naprawdę niezły materiał i zrobił z niego sukcesy. Znów, ale jak? Uzbrojone oko komentatora wychwyciło kilka szczegółów:
- zagrywka: atakująca i skróty na najwyższym poziomie, mało flotów. Ale w każdym meczu mocno utrudniająca przeciwnikowi rozegranie.
- blok – bardzo wysoki, bardzo  szczelny, bardzo równo skaczący. To także domena rosyjskiej siatkówki. Ten blok można porównywać wysokością i szczelnością jedynie z blokiem reprezentacji Kuby sprzed kilku lat. Po prostu siatka zawieszona na trzech metrach. W razie czego są też ustawienie w obronie, choć tu Biełogorie nie błyszczało, bo tez nie musiało.
- rozegranie – wszystkie opcje funkcjonujące na bardzo dużej skuteczności. Dragan Travica nie należy do wirtuozów rozegrania, ale wykonywał swoje zadania bardzo skutecznie. Piłki były dokładne, szybkie, na odpowiedniej szybkości. Ilość błędów bliska zeru.
W tenże sposób, dzięki perfekcyjnie opanowanemu rzemiosłu Biełgorie wzniosło się na poziom nieosiągalny dla konkurencji.   
            Składnik trzeci, o którym za często się zapomina, analizując sukcesy i porażki zwłaszcza klubowe – chęć wygrywania. Nie było jej w Zenicie Kazań. Błękitni chyba już wypalili zapasy gazu. Nie było jej w Resovii, która przegrała ze, co by dużo nie mówić, słabszym kadrowo Jastrzębskim. Zabrakło jej Maceracie, która uznała, że mamy tak wspaniały skład i zaliczkę 3:0 po pierwszym meczu, więc wyjdziemy, postoimy i przejdziemy dalej. Przegrana z Piacenzą. Była w Biełgorie, niosła szare stroje wysoko w ataku i bloku. Szybkość i lekkość, tych w końcu niezbyt młodych zawodników pokazuje jak ważne we współczesnym sporcie jest nastawienie. No i jeszcze jedna, ważna sprawa: jedna, stała, stabilna szóstka.
Oto i oni - niewątpliwie najlepsza drużyna klubowa na świecie w sezonie 2013/2014

O, Italia, Italia…

            Ach ci włosi….Od czasów zwycięstw Trentino przynajmniej klubowo zapomnieli jak to jest walczyć o najwyższe trofea. Macerata i Piacenza zagrały solidnie. Copra wygrała zmagania w 1/12, żeby potem gładko przegrać w 1/6 z Kazaniem. Osobowo bardzo dobre składy coś zwyczajnie akurat w najważniejszych momentach, no nie poszło. Życie. Chyba Włosi po prostu nie tworzą takiego monolitu drużynowego jak chociażby Rosjanie. Z doświadczenia wiemy, że zespół gwiazd to jeszcze nie drużyna, a całość to nie suma części. Przypominam wszystkim, że siatkówka jest grą zespołową. Jakby ktoś nie wiedział. Andreoli Latina, choć w pierwszy meczu w dramatycznych okolicznościach pokonało Fenerbache Stambuł, to w drugim otrzymało solidną lekcję siatkówki od Fontelesa i reszty i pożegnało się z marzeniami o pucharze.

Cokolwiek robisz, zawsze znajdzie się jakiś Azjata, który zrobi to lepiej.

            Albowiem Turcja to też Azja. Co prawda, jeszcze nie doszliśmy do tego momentu, ale może wkrótce. Problem w tym, że tureckie zespoły składają się w dużej mierze z nietureckich zawodników. Szybko zgasł płomień Arkasu Izmir (a szkoda, bo podobała mi się jego gra). Powstały jednak inne kluby – Fenerbache Stambuł z Felipe Fontelesem i Ivanem Milijkoviciem oraz oczywiście Halkbank Ankara. Fenerbache zdobyło Challenge, a Halkbank przegrał finał Ligi Mistrzów. Jednak sama obecność na tym stopniu rozgrywek tureckich zespołów świadczy, że grających w siatkówkę zawodników jest dużo i nie ma monopolu dla wygrywanie dla nikogo. A to wspaniała wiadomość dla kibiców.
Inna jeszcze grająca ikona siatkówki - Ivan Milijković. W tym roku wraz z Fenerbache Stambuł zdobył puchar Challenge.

„A to Polska właśnie”

            Polskie zespoły spisały się dobrze w rozgrywkach klubowych międzynarodowych. Nawet bardzo dobrze. Skra minimalnie uległa Gubernji w półfinale pucharu CEV, a Jastrzębski zdobył brązowy medal Ligi Mistrzów. W Resovii coś nie wyszło i coś nie wychodzi cały czas, a ZAKSA odrodziła się, gdy rozgrywki LM dla niej dobiegły końca. Polska siatkówka: niska, szybka, inna niż pozostałe ma olbrzymi potencjał, cały czas rosnący. Równość wielkiej czwórki nie była tak duża chyba nigdy, więc zapowiada się nam fascynująca rywalizacja, ale o tym gdzie indziej.

Niespodzianki i rozczarowania

O tym już w punktach:
  • Tak bardzo masakrująca dyspozycja Biełgorie – zespołu będącego poza zasięgiem kogokolwiek – to jest niespodzianka.
  • Zwycięstwo Paris Volley w Pucharze CEV – duży plus dla francuskiej siatkówki
  • Dobra dyspozycja Niemców, mimo porażek - Berlin i Friedrichshafen.
  • Świetna forma Czarnogórców z Budvy
  • Bardzo dobra dyspozycja Jastrzębskiego
  • Duże rozczarowanie Lokomotivem Nowosybirsk
  • Jeszcze większe nieomalże Dream Teamem z Maceraty.
  • Zaskakująca porażka Cuneo w bardzo wczesnej fazie pucharu CEV.

Kończąc, Liga Mistrzów staje się coraz bardziej międzynarodowa i coraz bardziej wyrównana z wyjątkiem może Biełgorie, które grało w nieco innej lidze. Jak zawsze w sporcie, są drużyny lepsze, gorsze, lepiej dysponowane, gorzej dysponowane w dniu meczu. Zespoły gwiazd i zespoły zgrane. Różnic jest dużo, materiału do analiz także, poziom sportowy nieoglądanych przez dużą ilość widzów meczów – wysoki. Szkoda w sumie, że tak mało osób interesuje się rozgrywkami klubowymi na najwyższym poziomie, bo prawdziwie jest na co popatrzeć. 

niedziela, 30 marca 2014

4. niedziela Wielkiego Postu

Jestem zły na siebie. I jestem dumny, że jestem zły na siebie, a nie na innych. Kocham siebie i widzę mnóstwo swoich niedoskonałości, braków. Widzę moje ja idealne, mam pomysły jak do niego dążyć i nieco za mało chęci. I wtedy właśnie pomaga Niedzielny Tetris, ta jakże mistyczna moja tradycja, towarzysząca od kilku lat. Pomaga, taki powrót do korzeni, przypomnienie własnych wartości i w ogóle.
            Przerwa w cyklach edukacyjnych….za pomocą wiedzy z zakresu potrzeb, relacji międzyludzkich i psychologii osobowości teraz popatrzymy na ludzi bardziej społecznie, jako na ogół. Nowy cykl nosi tytuł: Alkowe bulwersy psychologiczno-społeczno-polityczne i będzie dotyczył kilku zagadnień po kolei. Na początek….

Miłość

Dobra, więc tak: czasem może się wydawać, że ten tu sobie ładnie pisze, fajnie się go czyta i w sumie to ma rację. Że ta psychologia to może i ciekawa, przyjemna, ale niekonkretna, takie „pierdolenie o Szopenie” itp. Fakt, zgoda – blog pozostaje w  dyskursie naukowym i łagodnie, powoli, staram się, aby ciekawie, wyjaśniać pewne kwestie. Funkcja ściśle edukacyjna – spoko. Jednak zarówno spadająca liczba odwiedzających jak i feryjna nuda pchnęły mnie do napisania czegoś innego. Mianowicie, postanowiłem rozwalić system. I nie, nie ten polityczny, bo to ludzie robią od wieków z różnym skutkiem. Ten społeczny. „By wszystkim żyło się lepiej.” W związku z tym piosenka, tak mi się kojarzy: http://www.youtube.com/watch?v=v1np3mJPsH0#t=56 (posłuchać, zanim przeczytacie dalej!)

Kocham Cię!

            Na warsztat, na pierwszy ogień, bierzemy miłość. Nie mogłoby być przecież inaczej, znając moją osobę i teksty. Miłość i relacje międzyludzkie odmienialiśmy już przez wszystkie przypadki, wydoiliśmy już wszystko, co się dało, a ludzie cały czas są nieszczęśliwi, szukają drugich połówek na portalach randkowych, zadowalają się seksualnymi substytutami no i niezmiennie płaczą po nocach. Coś jest więc nie halo. Ogólnie społeczeństwo, które nie potrafi poradzić sobie ze swoimi emocjami i w ramach zakochania w drugiej osobie robi różne dziwne rzeczy zamiast zwyczajnie ją poznać i zobaczyć czy faktycznie jest taką, za jaką się ją uważa. Oczywiście nie, bo nie wypada, bo romantyczna kultura, która robi z ludzi idiotów, wmawiając im, że miłość przychodzi i odchodzi i jest jak bakterie jelitowe, zupełnie niezależna od naszej woli, decyzji. Przepraszam, jest zależna od wszystkiego, co można kupić, tj. ubrań, zapachów, makijażu, siłowni….Nie, nie od zdolności interpersonalnych – one nie istnieją.  Wielokrotnie powtarzam, że psychologia, zwłaszcza psychologia uwodzenia to wiedza tajemna. Niby jest, i to powszechnie dostępna(!) ale nikt nie daje jej wiary, że działa.

„Co zechcą kupić – odsprzedamy”

            Tak to mniej więcej wygląda – żyjemy w świecie wyprodukowanych celem zarobku mitów, czego też oczywiście nie wiemy. Co gorsza, przyjmujemy te głupoty jako własne poglądy i jeszcze innych do nich przekonujemy! W ten sposób mit się roznosi, mnoży. Efekty są proste: wzrost zainteresowanie pornografią, rozpusta (no bo seks się dobrze sprzedaje,  a poza tym trzeba jakoś zaspokajać swoje potrzeby), rosnąca liczba rozmaitych zboczeń zarówno seksualnych jak i związkowych (homoseksualizm, związki otwarte, zdrady małżeńskie), które przechodzą do codzienności. Czy są naturalne czy nie? Nie wiem, aczkolwiek nawet jeśli, to na ogół nie przyczyniają się do wzrostu szczęśliwości ludzi.

Gimbaza się kłania….

            Też kiedyś byłem głupi i pewnie nadal jestem. Wierzyłem niegdyś, że jak znajdę sobie dziewczynę, to wszystko stanie się lepsze, piękniejsze, podatki mniej uciążliwe, a trawa bardziej zielona. Nic się nie zmieniło oprócz zmniejszenia ilości mojego wolnego czasu. Wtedy zrozumiałem pewną niezwykle ważną rzecz:  Można być parą, uprawiać seks, ogłaszać związku na facebooku, zwierać śluby, wychowywać dzieci i smażyć naleśniki - wszystko fajnie. Ale najważniejsze jest to jak się dwie osoby dogadują, jak relacji między nimi panuje. Znaczenie fasadowej, behawioralnej części związku pikuje, im dłużej on trwa. Tu olbrzymią rolę gra psychologia humanistyczna – potrzeby, emocje, uczucia. To, czego zwykli ludzie - obserwatorzy nie widzą. Dlatego seksualność była tematem tabu, podobnie jak wszelkie inne brudy i radości małżeńskie. W sumie dobrze, że ją odkryto – pozwala to wielu osobom pomóc w kwestiach psychologicznych, seksuologicznych czy nawet medycznych. Ale chwalenie się seksem, szpanowanie związkiem…”grow up” .
Coś w tym stylu, można poszukać więcej.

Kochanie, chodźmy na terapię.

            Dbanie o relację…Taki sui generis paradoks psychologiczny, bo z jednej strony warto dbać o relacje ogólnie, gdyż to przyczynia się do wzrostu jej jakości, lepszego zaspokajania potrzeb, emocjonalności, a z drugiej strony nie ma sensu, albowiem i tak się do siebie trzeba odpowiednio dopasować. Nie ma sensu rozwijać relacji z kimś, kto do mnie nie pasuje. (Sympatie i inne E-darlingi pomagają nam znaleźć tych, którzy pasują, a ciuszki i Durexy zbudować relację. Tak na marginesie.) Jak często bywa w tej naszej psychologii, trzeba znaleźć złoty środek. Ale tu jest jeszcze śmieszniej, bo nie tyle chodzi o złoty środek, ile o to jak to robić. O sposoby polepszania czy czasem wręcz naprawiania relacji. Jak już wspominałem, wszystkie nieomalże można kupić…

„Kobieto, puchu marny, Ty wietrzna istoto!”

Nie zrozumcie mnie źle - ja bardzo lubię wolny rynek, kapitalizm itp. Zdecydowanie za to nie lubię szkodliwego wpływu na sposób myślenia i to z nim staram się walczyć.  Jednak to tylko jedno źródło mitów psychologicznych. Inne to literatura, sztuka, która sama w sobie jest piękna, tworzy jednak obrazy przyczyniające się do ludzkiego nieszczęścia. Mit miłości romantycznej jest chyba największym problemem. Podobnie, jak wszystkie nasz rzeczy, które można kupić (zaiste, makijaże ubrania, gadżety erotyczne itp. pomagają w rozwijaniu relacji, ale społeczeństwo popada w skrajność w tym aspekcie) i mit miłości romantycznej ma w sobie trochę dobra. Bo ogólnie fajny, pokazuje wysoką emocjonalność, którą każdy by chciał widzieć w osobie, do której czuje to samo. Dalej, robią dla siebie miłe rzeczy. I na tym kończy się lista zalet. Wady są poważne: niemożność dogadania się, stworzenia relacji. Prawo Yerkersa-Dodsona jest brutalne – zbyt duże wzburzenie emocjonalne nie pozwala na zrealizowanie celu, jakim jest stworzenie razem czegoś fajnego. Nawet, gdy emocjonalność jest wzajemna. Emocje, służące, jak już wiemy, jako narzędzie poznawcze, gdy są za duże, powodują zaburzenie postrzegania świata. Gdy bardzo kogoś kochamy, idealizujemy go, nie widzimy wad, przeszkód w budowaniu przyszłości. Efekt – nic nie budujemy, a jedynie marzymy. Dlatego bardzo trudno tworzy się relację na wysokiej emocjonalności i nie można od drugiej osoby wymagać ciągłego wzburzenia. Za to stawanie się bodźcem poprawy nastroju i tworzenie silnego, trwałego i niezbywalnego uczucia (odróżnić od emocji) miłości jak najbardziej wskazane.

„I żyli długo i szczęśliwie…”

            Mit sielankowości miłości i ogólnie życia kreowany przez literaturę. Wykreowany po to, byśmy optymistyczniej patrzyli na świat i…przez to byli skłonni do ryzykownych decyzji osobistych i zwłaszcza finansowych. Mnóstwo małżeństw na podstawie dużej emocjonalności, problemy rozwiązywane klasycznym „jakoś to będzie”, „po ślubie się zmieni”. Tak i trawa będzie bardziej zielona, a podatki mniej uciążliwe.
            Mit głosi w skróconej formie, że wystarczy się zakochać, a reszta się ułoży. I znów mamy ziarenko prawdy, albowiem zakochanie wywołuje w nas stres potrzebny do działania, którym ma być budowanie relacji. I ekstaza. Jednak oprócz zasobów energetycznych potrzebujemy także wiedzy jak relacje budować oraz sprzyjających okoliczności zewnętrznych, zwłaszcza dogadywania się z tym drugim człowiekiem. A jakimś ograniczonym procencie przypadków – owszem, jest to całkiem prawdopodobne. Poznajemy się, zakochujemy i „żyjemy długo i szczęśliwie”. Jednak, aby tak było trzeba wykonywać pierdyliardy czynności, z czego większość w sposób odpowiedni tak, aby ta relacja trwała i się rozwijała. Czasem intuicyjnie wiemy co i jak, ale w dzisiejszych czasach coraz rzadziej.
W większości bajek opowiada się o fazie zakochania i romantycznych początków a resztę kwituje sakramentalnym "I żyli długo i szczęśliwie". Problem w tym, że nikt nie definiuje jak oni tak żyli, stąd ludzie nie umieją tworzyć związków.

Definiowanie relacji

            Niekiedy psychologia jest prosta, ale ludzie sobie ją komplikują i/lub nie chcą jej uwierzyć. Każdy wie, że jeśli chce się być dobrym w matematyce, trzeba rozwiązywać zadania z matematyki, a nie grać w siatkówkę. Prawda? Prawda. Więc dlaczego, jeśli chcemy rozwinąć z drugą osobą relację miłości erotycznej, to z nią jedynie rozmawiamy? Bo tak wypada, tak się ustaliło w naszym społeczeństwie. Opowiadałem o tym na moim blogu bardzo szczegółowo, w ramach psychologii relacji międzyludzkich. W skrócie chodzi o to, że w zależności od tego jakie potrzeby i jak intensywnie się zaspokaja u drugiej osoby, tak ona o swoje źródło zaspokajania potrzeb dba.
            Wiele osób uważa, że aby się w kimś zakochać potrzeba czasu. I tak się spotykają, zakochują, aż nagle przychodzi ktoś – strzał pioruna – i obiekt westchnień  się zmienia w przeciągu jednego dnia. Długie, randki, rozmowy całodzienne – to się potem wspomina. Ale rzeczywistość pokazuje, że emocje bywają silniejsze niż bardziej stałe uczucia, względem jednej, „tej jedynej osoby”. Wyrażenia typu „gdzie ja miałam wtedy głowę” dobrze obrazują sytuację podlegania „próżnej atrakcyjności”. Takiego bowiem terminu użyłem w jednym moich wierszy. Jednak to podleganie emocjom na początku relacji, niekiedy może być o wiele lepszym fundamentem pod długie i fascynujące rozmowy już nie tyle budujące uczucia, co jedynie je wzmacniające i stanowiącą piękną konsumpcję relacji.

„Do kabiny chodź i zamknij drzwi…”


            Uprzedmiotowienie relacji międzyludzkich. Złe? Złe. Jednak czymże są owe relacje jeśli nie wzajemnym zaspokajaniem swoich potrzeb? Uprzedmiotowienie relacji jest złe w kilku kontekstach. Najpierw jednak kiedy się przydaje. Bo się przydaje. Wtedy, kiedy nie za bardzo wiadomo, co robić i po co ze sobą być powinniśmy znajdywać różne elementy, aby poszerzać relację, robić razem rozmaite dziwadła. No i uprzedmiotowienie daje nam, tak bardzo pożądane niekiedy, logiczne podejście do relacji. Teraz wady.
 Pierwszy problem pojawia się, gdy zamiast rozwijać relacje stajemy z nią w miejscu i zostawiamy potrzeby same sobie. Relacja to nie źródło wody, z którego ta będzie płynąć zawsze jednakowo. „Kto nie idzie do przodu, ten się cofa”.
            Drugi problem – koncentracja na spełnianiu złych potrzeb – ich zbyt małej ilości, albo nie spełnianiu potrzeba wyższych rzędów. Podczas, gdy wiele osób marzy o miłości wielkiej, całkowicie szczęśliwej, bajkowej, niekiedy okazuje się ona prostą wymianą seks-pieniądze. Istnieje wiele więcej zaawansowanych potrzeb, których nam brakuje, począwszy od prostej akceptacji, a skończywszy na bardziej zaawansowanych jak potrzeby podążania za atrakcyjną osobą czy odpowiedniej  wymiany emocji.
            Trzeci problem – emocje. Relacje uprzedmiotowione powodują spadek przypływu emocji z nimi związanych. Jeśli zaś relacja pozbawiona jest ich pozbawiona – umiera. Bez nich bowiem nic by nie było, żadnych marzeń, myśli, a zwłaszcza działań. Olbrzymia, często źle zaspokajana potrzeba emocjonalności, której szukają często ludzie znudzeni uprzedmiotowionym małżeństwem, polegającym na wychowywaniu dzieci, gotowani i sprzątaniu, szukają gdzieś poza. Stąd popularność portali randkowych i zdradowych.

„Kochajmy się!’

            Mi tam wiedza o psychologii nie przeszkadza czerpać spontanicznej radości z życia. Patrzenie na nie teoriami, definiowanie i wyjaśnianie zjawisk jest tym samym, co robimy używając psychologii ludowej, z jedna różnicą – jest bliższe prawdy, łatwiejsze i skuteczniejsze. Zaś co do relacji, trzeba odważnie na nie patrzeć używając tej wiedzy, którą przekazuję. Nie jest ona moja, mam swoje źródła. Efekty podlegania psychologii ludowej są zazwyczaj tragiczne. Mam nadzieję, że skutecznie wyjaśniłem skąd się przynajmniej niektóre mity wzięły, po co są i co najważniejsze – na co zmienić sposób myślenia. Idzie wiosna, czas prawdziwego rozkwitu relacji. Niech te Wasze będą szczęśliwe! Coś w tym stylu: 

niedziela, 23 marca 2014

Liga Mistrzów siatkarzy (17-23.03.2014)

No, to gratulacje dla Biełogorie, drugi Halkbanka Ankara, a w meczu o trzecie miejsce Jastrzębski pokonał Zenit Kazań, co jest wydarzeniem bez precedensu. Ale szerzej o siatkówce wkrótce, w podsumowaniu całości międzynarodowych zmagań klubowych. Teraz psychologia. W dzisiejszym odcinku zakończymy psychologię osobowości. Zakończymy z przytupem, bo poznamy podstawowe suwaki (Zależne od sytuacji) wyluzowanie – zestresowanie i nuda-zainteresowanie. Rozkminimy także zmęczenie psychiczne. Miałem nie pisać więcej o sobie, skoncentrować się jedynie na zasadniczym, głównym temacie mego bloga, więc ad rem.
            Postanowione: następnym dużym działem omawianym przeze mnie będzie psychologia szczęścia i sukcesu. Brzmi kusząco. Jest to ważne, gdyż ten tekst będzie dotyczył zasadniczo właśnie zagadnień związanych z sukcesem i szczęściem. Dzisiaj jednak, kończąc rozważania o psychologii osobowości, poobserwujemy ludzi. Opiszemy ich poprzez to, co robią, czyli jak zawsze, nic nowego. Skupimy się jednak nie na tym, jacy są, ale na tym, co czują jak robią. Bo o tym chyba jeszcze, w kontekście opisywania osoby, nie było.

„Close your eyes and begin to relax..."

            Ok, ludzi możemy podzielić na zestresowanych i wyluzowanych. Ci pierwsi w tym danym momencie się jakąś sprawą przejmują, a ci drudzy nie. Idąc dalej, możemy ludzi podzielić na często stresujących się i często wyluzowanych. A więc skłonność do stresowania jest cechą, różną od neurotyzm, żeby było śmieszniej. Jest to bowiem skłonność do odczuwania i nieomalże pielęgnowania w sobie tejże emocji. Sprawa o tyle istotna, że owa emocja pojawia się za często i powoduje niemożność wykonania danej czynności. Co ciekawe, pojawia się tym częściej, im gorzej ukształtowana jest dana osobowość, im więcej ma problemów, im gorsze podejście do życia. Takie cechy jak roszczeniowość, fanatyzm, brak dystansu , uciekanie od rzeczywistości – zdecydowanie zwiększają poziom zestresowania.
Prawo Yerkersa-Dodsona na uproszczonym schemacie. Reprezentuje ile stresu potrzeba, aby optymalnie wykonać zadanie łatwe i trudne. Szerzej o nim wkrótce. 

Miej wyjebane, a będzie Ci dane”?

            Ale wyluzowanie też nie jest zawsze dobre, gdyż często prowadzi do zwyczajnego nieróbstwa. Człowiek potrzebuje więc optymalnego, dla każdego innego poziomu stresu. Żeby było ciekawej, musi on być odpowiednią, ale nie stała wartością. W niektórych momentach potrzeba go bowiem więcej, a w innych mniej. Istnieje nawet coś takiego jak zarządzanie stresem – niektórym by się przydało. No oczywiście w dzisiejszym świecie o wiele większym kłopotem jest nadmiar stresu, ze wspomnianych względów, nie mniej motywacja nim też by się wielu osobom przydała. Motywacja rodem z Gothica: „Rusz dupę do roboty, albo dostaniesz kopa.”
Taki przykład szczęśliwego wyluzowania się. 
            Nuda to śmieszna sprawa. Znacie ludzi, którzy się nudzą i są zestresowani? Pozorna antyzteza okazuje się wcale prawidłowa. Nuda to obecny stan emocjonalny – nieciekawość, brak zainteresowania. A zestresowanie to także obecny stan emocjonalny, ale dotyczy wzburzenia emocjonalnego, niekoniecznie zainteresowania. Można więc stresować się o swoje życie, ale nie być zainteresowanym jego utrzymaniem! Taki paradoks, podobne sprawy zdarzają się całkiem często. Ba, ludzie, którzy się często nudzą, zazwyczaj mają problemy ze stresem.

„-Tato, jestem zmęczony
-Ale nic dziś nie zrobiłeś
-No właśnie i już jestem zmęczony”

            Odwrotnością znudzenia jest zainteresowanie. Jesteśmy zainteresowani czymś, gdy jesteśmy do tego zmotywowani (o motywacji już pisałem – inteligencja emocjonalna się kłania). Wtedy wykonujemy działania, działania, działania, aż w końcu męczymy się. To fizyczne zmęczenie znamy i rozumiemy. Natomiast istnieje taka rzecz jak zmęczenie psychiczne. Tak jak fizyczne powstaje przez działanie mięśni, tak psychiczne poprzez emocjonalność. Różną mamy kondycje w zależności od osobowości – wielka piątka, temperamenty, te sprawy. Wszystkie emocje powodują zmęczenie psychiczne. Ale jest pewien knyf – kogoś z Was męczy miłość, szczęście? No właśnie, generalnie to tak jakby mniej odczuwamy. Bo sukces, tak samo jak w przypadku zmęczenia fizycznego motywuje nas do dalszego działania. Odczuwanie szczęścia jest zazwyczaj związane z osiągnięciem jakiegoś sukcesu. I dalej, takie drogi sukcesów, małych celów, prowadzą do tego, że człowiek może praktycznie nie męczyć się psychicznie – jeśli mu na czymś bardzo zależy, jeśli kocha to, co robi. Takich ludzi zwie się pasjonatami. I to jest cudowne, o ile (zawsze jakieś ALE, co nie?) prowadzi do dobra. Bo Adolf Hitler też się psychicznie zanadto nie męczył. Pasjonaci są psychologicznymi kulturystami – nie do zdarcia, często pokonują nawet bariery natury fizjologicznej. Absolutnie niezwykła sprawa. Ja tak mam z psychologią i siatkówką, ale znam ludzi dalece lepszych w tym względzie w innych dziedzinach. Bo jak ktoś ma potężne zainteresowanie, to osiąganie kolejnych celów jest banalne i daje nawet więcej energii niż się zużywa na ich osiąganie!
Profesor Władysław Bartoszewski. Ma 90 lat i się nie meczy. Psychologiczny kulturysta w najwyższym stopniu. Podziwiam takich ludzi.  

Pytania:


  1. Zestresowany czy wyluzowany tak ogólnie?
  2. Kiedy brakuje Ci jednego a kiedy drugiego? Co robisz by to zmienić?
  3. Znudzony życiem czy ciekawy świata, a chociażby jednego z jego aspektów?
  4. Szybko się męczysz psychicznie? Co robisz, aby uzyskać lepszą kondycję?

Koniec :(


Wychodząc w przyszłość bloga, zasadniczo kończymy aspekty związane z czystym opisywaniem cech człowieka wg ściśle naukowych teorii. Teraz wiecie kim jesteście i kim inni są! Ludzie są naprawdę różni, fascynujący i piękni w swej inności, która nie zawsze (choć czasami) oznacza bycie gorszym. Moja kochana Pani Bogusia mówi, że „będziecie spotykać różnych ludzi” i właśnie te kilka artykułów o psychologii osobowości ma Wam, drodzy czytelnicy uświadomić, że „to też są ludzie”.  

niedziela, 16 marca 2014

Puchar Polski w siatkówce (10-16.03.2014)

          1,5 punktu do drugiego etapu. Boli, a z drugiej strony….nigdy nie miałem ciągot naukowych, zdecydowanie bardziej mam orientację na tu i teraz, na efekt. No i nie wygram Turnieju Wiedzy Psychologicznej. Życie, bywa, szkoda, chlip, chlip…Bloga coraz mniej osób czyta, chlip, chlip…Do matury coraz mniej czasu…Życie biegnie, szybko. „Nic mi się nie chce”, ale nie jestem sam. Póki co, rzecz jasna. Walczę, pracuję na wielu frontach, gdy odpadnie ten szkolny, rozpoczną się najdłuższe wakacje mojego życia, to dokonam rewizji frontów, koncentrując się i uskuteczniając gdzieniegdzie działania. Póki co, proszę wszystkich lubiących, czytających bloga o pomoc. Dobrym słowem, konstruktywną krytyką, przekazanie linku czy to do bloga samego w sobie czy to do mojego facebookowego profilu.  Bo naprawdę, myślę, że fajnie opisuje bardzo ważne sprawy, warto się nad nimi pochylić, pomóc swojemu życiu.
            ZAKSA Kędzierzyn-Koźle…Kto by się spodziewał. Ładny turniej, za tydzień Liga Mistrzów, też jakiś artykulik napiszę, zapewne znowu prawie nikt nie przeczyta, życie. Najwyżej zostanę kasjerem w Lidlu czy innym Tesco, zgorzkniałym mężczyzną z niezrealizowanymi marzeniami o byciu najlepszym dziennikarzem na świecie. Takie myśli depresyjne. Póki co, staram się, tak najogólniej rzecz biorąc, polepszyć sprawy na dwóch frontach. Ten pierwszy dotyczy sukcesów mierzalnych jak matura, poczytność bloga, dziennikarstwo sportowe. Ten drugi, chyba ważniejszy, to doskonalenie osobiste, walka z własnymi wadami, organizacja czasu. Rzymianie mawiali Imperare sibi est maximum imperium. Coraz bardziej przekonuję się jak jest to trudne, widząc gros rzeczy, które mógłbym robić lepiej. Takie tam wielkopostne refleksje.
            Dziś rozważymy w ramach rekolekcji dwie sprawy: najpierw jak daleko jesteśmy od własnej osoby i czy naprawdę warto siebie traktować aż tak bardzo serio oraz druga sprawa: jak patrzymy na czas?

Dystans do życia

            Psychologowie zgodnie twierdzą, że o innych wiemy więcej niż o sobie. Wydaje się to nam niemożliwe, gdyż do siebie mamy dostęp cały czas, sobą kierujemy, znamy od dziecka jesteśmy przywiązani….A jednak! Właśnie z tych powodów wielokrotnie siebie okłamujemy, oszukujemy, stawiamy w lepszym świetle. Dlaczego? Żeby przeżyć, lepiej się czuć. Dlatego tak ważną umiejętnością jest stanięcie i popatrzenie na siebie z boku, oczyma innych ludzi, wyzbycie się mechanizmów obronnych i błędów atrybucji. Umiejętność spojrzenia z boku, niezbyt serio. To nazywamy właśnie dystansem - do siebie, świata, pracy, religii czy czegokolwiek innego.
Spojrzenia na własne cele, zadania, marzenia jak na zwykłe. Plan A, plan B, plan C, nie ograniczanie się do jednego pomysłu. Umiejętność zarządzania emocjami, brak niepotrzebnego stresu. A  z drugiej strony skuteczność, samoregulacja, motywacja, uzyskiwanie kolejnych celów. To pierwsze składa się na nasz dystans do życia, a to drugie to jego efekty przy odpowiednim stosowaniu tejże cudownej cechy.
            Ponadto uczymy się, że „nic na siłę”. „Musi to na Rusi”, jak mawia się w psychologii ludowej. Ograniczamy liczbę spraw, bez których nie możemy się obejść, poszerzając horyzonty myślowe i okazuje się nagle, że da się żyć bez makijażu, biżuterii, jedzenia z Piotra i Pawła czy samochodu za 100 tysięcy. To daje niezwykłe poczucie wolności, które w dalszej perspektywie, o ile nie zapomnimy o wytrwałej pracy, skutkuje tym, że nieco mniej chcąc, łatwiej osiągamy nasze cele. Piękna sprawa.
            Wspominam o tym, choć nie jest to typowa cecha związana z psychologią osobowości. Dlaczego? Bo bardzo pomaga w życiu. Dokładniej sprawą będziemy się zajmować przy omawianiu psychologii sukcesu. Dystans do życia daje nam mniejszą niepotrzebną stresowość, a innym ludziom świadczy o naszej wysokiej wartości. Naprawdę, dość jest problemów na świecie, humor staje się naprawdę ważny, by rozładować wszelkie napięcia i pokazać, że tak naprawdę, to nie ma się czym przejmować.

Perspektywy czasowe

            Wszystko płynie, czas także. Odpowiadając sobie nadal na pytanie: Jak patrzymy na świat?, zatrzymujemy się nad zagadnieniem postrzegania czasu. Niegdyś czas był okrągły, ludzie żyli rytmem natury: pór roku, cyklu dnia i nocy. Obecnie, poprzez urbanizację i postęp technologiczny czas stał się linearny – każdy dzień wygląda tak samo, znacznie mniej zwracamy uwagę na porę dnia czy roku.
            Wybitny psycholog, Philip Zimbardo, wyróżnił sześć perspektyw czasowych w zależności od naszego nastawienia wobec przyszłości, przeszłości i teraźniejszości. Można je podczas tworzenia portretów psychologicznych, podobnie jak w przypadku Wielkiej Piatki, wyobrazić sobie za pomocą suwaków.
  • Orientacja przeszłościowo-negatywna. Życie było do dupy, wszyscy mnie skrzywdzili i ogólnie żal.pl. Myślę, że kojarzymy
  • Orientacja przeszłościowo-pozytywna. Kiedyś trawa była bardziej zielona, kobiety piękniejsze, a pogoda bardziej przyjazna.
  • Teraźniejszościowo-fatalistyczna. Jestem do niczego, jutro umrę.
  • Teraźniejszościowo-hedonistyczna. Cieszę się życiem. Całkiem sympatyczne, ale z umiarem.
  • Przyszłościowa – plany, marzenia, cele, plany, marzenia, cele…
  • Przyszłościowo-transcendentna – żyję, aby jak umrę Allah wziął mnie do raju w wiecznie młodymi dziewicami…Tu marzenia są do tego, żeby były, a nie do tego, żeby je spełniać, przynajmniej w tym życiu.
Tyle. Zasadniczo najlepsza orientacją czasową jest koncentracja na czerpaniu przyjemności z teraźniejszości. Powinniśmy także wyciągać wnioski z przeszłości i planować przyszłości, ale nie pogrążać się w tych perspektywach, gdyż przeszłość ma uczyć, a przyszłość wyznaczać cele do zrealizowania. Musimy pamiętać, że nasze życie jest tu i teraz.
„Przeszłość przeminęła, jutro niepewne, tylko dziś jest Twoje”

Pytania:

  1. Jak duży masz dystans do: siebie, pracy, własnych poglądów? Co z tego wynika? Fantazym czy zaniedbanie?
  2. Jaka perspektywa czasowa jest Ci najbliższa i co z tego wynika?

środa, 12 marca 2014

Coś się kończy, coś się zaczyna….

W ten oto sposób zakończyła się faza zasadnicza Plusligi 2013/2014 i rozpoczęły, póki co, formalne rywalizacje ćwierćfinałowe. Wielka czwórka ani myśli oddać swego miejsca w półfinałach komukolwiek z rywali. Rzutem na taśmę, niespodziewanie, dołączył do ich grona z ósmego miejsca waleczny zespół z Kielc, pokonując w ostatniej kolejce Skrę Bełchatów. Jednak to była faza zasadnicza. Była i minęła. Teraz zapominamy o tym, co było i walczymy w play-offach.
            Pierwsza próba sił, przedsmak ostatecznych rozgrywek o Mistrzostwo Polski 2013/2014, odbędzie się w ten weekend. Finały Pucharu Polski, gdzie również zmierzą się najprawdopodobniej zespoły z Wielkiej Czwórki. Wygrana da zwycięzcy nie tylko puchar, ale także przewagę psychologiczną przed najważniejszymi rozstrzygnięciami ligowymi. Stawka jest więc całkiem całkiem. Że o prestiżu i zapisaniu się w annałach już nie wspomnę.
            Boleję nad tym faktem, ale analizując szanse na zwycięstwo w Pucharze Polski realnie można rozpatrywać 4 zespoły, choć tak naprawdę zostało ich 8. Ze względu na zdecydowane przegrane nie będących w Wielkiej Czwórce drużyn w ćwierćfinałach Plusligi, trudno liczyć na jakąś niespodziankę. Choć może Olsztynianie akurat w meczu z ZAKSĄ…
            ZAKSA….Ten zespół to całkiem ciekawy przypadek. Z jednej strony 4. miejsce w fazie zasadniczej, odpadnięcie bez stylu z Ligi Mistrzów, stale ciągnące się problemy z Grzegorzem Boćkiem, a z drugiej…potężny potencjał, niekiedy uwalniany, jak np. w meczu o Superpuchar. Kędzierzynianie w tym sezonie grali raczej słabo, niekiedy jedynie wznosząc się na fajny poziom, ale co ciekawe, w ostatnim czasie wygrali wszystko, pokonując między innymi Resovię, a w ćwierćfinałach Plusligi Indykopl dwukrotnie bez straty seta. ZAKSA jest teraz na fali. Czy coś z tego wyniknie?
Dick Kooy - od postawy holenderskiego przyjmującego w dużej mierze zależy dyspozycja całej ZAKSY.
            Jastrzębski Węgiel to nasz reprezentant w Lidze  Mistrzów. I chyba tyle wystarczy jako opis. Jeden z czterech najlepszych zespołów Europy walczyć będzie także w czwórce tych polskich. Z jakim skutkiem? No cóż, tego dowiemy się wkrótce.
            Skra Bełchatów ma problem. Brak skutecznego ataku zadecydował o minimalnej porażce w półfinale Pucharu CEV, a na zakończenie Bełchatowian dopadła jeszcze klęska z Effectorem Kielce. Można więc mówić co najmniej o zachwianej dyspozycji, co oczywiście nie sprzyja przyszłym zwycięstwom, co oczywiście nie oznacza, że one nie nastąpią…
Mariusz Wlazły jeździł na żużlowym torze. Uczył go Krystian Pieszczek [WIDEO]
Mariusz Wlazły - niezmiennie w Skrze, niezmiennie lider, niezmiennie główny punktujący z nieomalże niezmienna od lat skutecznością. 
            No i Resovia….mówi się, że Rzeszowianie mają najlepszą dwunastkę na świecie, a ich porażka z Jastrzębskim w ćwierćfinale Ligi Mistrzów była spowodowana absencją Krzysztofa Ignaczaka. Mają potencjał, naprawdę świetnych zawodników pojedynczo, zgranych ze sobą. Brakuje im…Wiem czego. Obserwując grę Aseco można odnieść wrażenie, że wychodząc na boisko wyglądają (zapewne nie myślą, ale analizuję zachowanie) jakby za samo pojawienie się mieli zgarnąć trzy punkty. Brakuje im chęci wygrywania – czegoś, co pojawia się o wielokrotnych mistrzów sportowych. Tworząc razem Dream Team zapomniano, że jedną z najważniejszych cech każdego sportowca, oprócz umiejętności i warunków fizycznych jest pragnienie wygrywania. Tutaj jest ono słabsze, gorzej ukierunkowanie niż gdzie indziej. Taka moja refleksja natury psychologicznej.
            Jeszcze miesiąc temu odsuwałem od czołówki ZAKSĘ, uznając ją za najsłabszy aktualnie zespół. Kędzierzynianie, jak na złość, od tego czasu nie przegrali żadnego meczu Dziś zrobiłbym to samo ze Skrą, na podstawie już nie elementów czysto sportowych, ale ostatnich wyników. Na poziomie, który obecnie mamy, ważniejsze od potencjalnych umiejętności zawodników są te prezentowane – one nam mówią o potencjalnej, przypuszczalnej dyspozycji danego zespoły w trakcie najbliższych zawodów. Oczywiście, to tylko spekulacja, gdyż w sporcie jaki w życiu: można się do pewnych rzeczy przygotować, przewidywać, ale rezultaty mogą nas zaskoczyć.

Relacje radiowe na żywo z Pucharu Polski na antenie http://www.radiogol.pl/ :
czwartek, 17: ćwierćfinał: ZAKSA – Indykpol
sobota, dwa półfinały o 14.45 i 17.45
niedziela, finał 14.45

niedziela, 9 marca 2014

Zapraszamy na pustynię! (5-9.03.2014)

Wiecie, tak patrzę sobie na ludzi i ich problemy. W końcu, ile to już razy, dochodzę do wniosku, że niezależnie od moralności, religii, rasy i innych cech genetyczno-kulturowych wiedza psychologiczna i umiejętność jej zastosowania przyczyniłaby się do radykalnego zmniejszenia zarówno ich ilości jak i wielkości. Przypominam o tych trzech elementach.
  1. Znajomość teorii, o której pisze na blogu, którą też można poznać, czytając rozmaite popularnonaukowe publikacje.
  2. Umiejętność potwierdzenia teorii. Żebyśmy najpierw uwierzyli, że istnieje oraz lepiej ją zrozumieli. Gdy bowiem przyswoimy dużo teorii, nie znajdując jej zastosowania, zapominamy ją, albo stosujemy niewłaściwie, w myśl założenia: „Gdy dostajesz nowy młotek, wszystko wygląda jak gwóźdź do wbicia.” Osobiście najlepiej się czuję właśnie w tym elemencie – za pomocą rozmaitych teorii jestem w stanie wyjaśnić znaczącą większość zachowań ludzkich – są one o wiele bardziej schematyczne niż Wam się wydaje.
  3. Zastosowanie wiedzy i zmiana własnego życia. Najtrudniejsze i najbardziej przydatne.
Moja funkcja doradcy, opiniotwórcy, autorytetu, lokalnego eksperta oraz nawet swego rodzaju profety w zakresie związków czy zwyczajnie stanów emocjonalnych rozwija się. Pewnie dużo jest w tym chęci zobaczenia własnych możliwości i takiej nadziei, że oto ja – Aleksander, naprawdę znam się na psychologii. Jest to oczywista bzdura, którą zapewne dobitnie uświadomi mi turniej wiedzy psychologicznej. Już w poniedziałek, naprawdę, fajnie byłoby przejść pierwszy etap, ale nic za wszelką cenę…Mi tam wystarczy moje szczęście obecnie – taka aktywna stabilizacja z marzeniami.
W Kościele katolickim rozpoczął się Wielki Post – czas pokuty i nawrócenia. Kościelna metaforyka wzywa do „wyjścia na pustynię”. W psychologicznym języku rzecz polega na tym, żeby przystanąć, zastanowić się nad życiem. Nad tym, co, jak i po co robimy. Warto to robić często, regularnie. Dla osób wierzących: nasza duchowość także wymaga takiego przystawania. Aspekt życia jak każdy inny, wymaga aktywności, działania. Jego zaś moc oddziaływania jest niezmierzona, dalece większa od psychologii, ale także dalece trudniej ją pobudzić.

„300% normy”   

            Turniej wiedzy psychologicznej „zryje banię”. Ach, ci Bracia Figo Fagot. Oj tak, ilość wiedzy, która nabyłem w ciągu weekendu nie tylko o tym, co fajne i piszę o tym na blogu, co niefajne (biologia), ale także o rozmaitych zaburzeniach jest zacna. Ponad 100 stron tekstu. Taki flow. Ale ad rem. Dziś opowiemy sobie pokrótce o zaburzeniach psychicznych, a dokładniej o tym, co takowym zaburzeniem jest, a co niezbyt. Piosenka w ramach wprowadzenia: https://www.youtube.com/watch?v=v9vcYyhVdEQ
            „Nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani”. Co tu dużo mówić – prawda.  Żaden człowiek nie zachowuje się w pełni tak, jak zostało to przyjęte. I dobrze, bo dzięki temu świat się rozwija. Ale tak właściwie jakie zachowania są normalne, jak je definiujemy?
            „Najpierw coś łatwego, czyli matura”. Podręczniki socjologii wyróżniają normy: prawne, społeczne, moralne i religijne. Czasem się pokrywają „nie zabijamy”, a czasem nie „Nie jemy mięsa w piątek”. Myślę, że to ogarniacie. Wspominam, bo są to całkiem ważne wyróżniki.
            Psychologowie jednak bardzo lubią wszystko uszczegóławiać. Oj, uwielbiają wtykać szpilki i sprawdzać czy boli. I dobrze, bo stworzyli dokładniejszy model, pomagający nam ocenić jak wielkim wariatem ktoś jest.
  • Kryterium normatywności – czyli przestrzeganie wyżej wymienionych norm, głównie społecznych
  • Kryterium subiektywne – jeśli oceniam, że ktoś zachowuje się normalnie, to znaczy, że w istocie zachowuje się on normalnie, nawet jeśli normy mówią inaczej, albo nie mówią nic.
  • Czy zachowanie, które wykonuje przydaje się do czegoś, jest potrzebne, uzasadnialne? Jeśli tak, to kryterium przystosowania zostało  spełnione
  • Ostatnie jest także ważne: jeśli potrafię logicznie wytłumaczyć dlaczego coś zrobiłem, to oznacza, że jestem tego świadomy. A świadomość działanie jest tym, co wyróżnia dziwnych od chorych psychicznie.

Unormowana nienormalność

            Dzięki koncentracji na tym, żeby uczynić „miserable people less miserable” (Martin Selingamn) udało się psychologom wyciągnąć i dokładnie opisać wszelkie schorzenia, mniej lub bardziej, psychiczne. Nauka na pograniczu zaburzeń ciała i zaburzeń umysłu to psychiatria. Z kolei zaburzeniami ściśle psychologicznymi zajmują się psychologowie, z wyspecjalizowanym oddziałem – psychologami klinicznymi. Różnica między psychologami klinicznymi, a psychiatrami jest umowna. Zwykło się mówić, że ci pierwsi wolą porozmawiać z pacjentem, a ci drudzy od razu by mu kazali łykać tabletki, razili go prądem i wrzucali do lodowatej wody. W praktyce psychiatrzy wolą cięższe zaburzenia, w tym ściśle związane z patologiami układu nerwowego, a psychologowie przypadki lżejsze, na których jeszcze można dobrze zarobić najlepiej. Albo przynajmniej zaspokoić swoją potrzebę pomagania ludziom, zbawiania świata. Ach, ta moja złośliwość.
I znów, każde zaburzenie jest w jakiś sposób spowodowane problemem natury biologicznej. Pytanie czym je leczyć pozostaje nieomalże zawsze dyskusyjne. Lekarze jednak, nawet ci somatyczni są zgodni, że nie tylko leki, ale także odpowiednie nastawienie psychiczne pacjenta pomaga w zmaganiu się z wszelkimi chorobami.
            Jak psychologowie rozróżniają nienormalność i chorobę? Nijak. I nigdy tego nie dokładnie nie zrobią. Dlaczego? Bo to nie ma znaczenia. Niezależnie od poważności problemu, warto go pokonać. Jak jednak je w sobie zdiagnozować?
Pierwsza sprawa: jeśli problem staje się zbyt częsty i przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, to należy się zgłosić do psychologa. On, módlmy się, że dobrze, wybierze terapię. Czy to będzie terapia psychologiczna czy połączona z lekami – to już jego sprawa. Więc pierwszym wyróżnikiem poważności zaburzenia jest jego zwyczajna upierdliwość i gotowość do wydania pieniędzy, aby pokonać.
            Drugim jest sprawianie potencjalnego zagrożenia. Zwłaszcza psychopaci i osoby z niektórymi oznakami manii są niebezpieczni dla społeczeństwa. Osoby z depresją klasyczną oraz z zaburzeniami odżywiania są z kolei niebezpieczne dla siebie. 

Jesteś wariatem!

            Pamiętajmy, że także wszelkie zaburzenia, których nie lubimy można zwalczać własnymi, małymi terapiami. Są nawet rozmaite poradniki odnośnie walki z uzależnieniami, zarządzaniem emocjami, odżywianiem. Sporym problemem jest bark zdolności spojrzenia na siebie innymi oczyma, z dystansu. Żebyśmy zobaczyli, że faktycznie gdzieś coś źle robimy, nieświadomie dziwnie się zachowujemy bez żadnego celu. Każdy człowiek ma jakieś mniejsze lub większe problemy i zamiast osądzać innych, powinniśmy wziąć się za siebie. Ale to jest, oczywista sprawa, trudniejsze.

Pytania:


  1. Czy i w jakich aspektach Twoje zachowania są normatywne?
  2. Jak, jako zwykli ludzie, możemy pomagać osobom z zaburzeniami psychicznymi?
  3. Jakie zaburzenia, problemy rozpoznajesz w sobie?
Na koniec trochę humoru, żeby nie tak poważnie. Wiem, że jestem mocno spóźniony, ale może ktoś nie widział: https://www.youtube.com/watch?v=xsRByjmvBoU