Jestem zły na siebie.
I jestem dumny, że jestem zły na siebie, a nie na innych. Kocham siebie i widzę
mnóstwo swoich niedoskonałości, braków. Widzę moje ja idealne, mam pomysły jak
do niego dążyć i nieco za mało chęci. I wtedy właśnie pomaga Niedzielny Tetris,
ta jakże mistyczna moja tradycja, towarzysząca od kilku lat. Pomaga, taki
powrót do korzeni, przypomnienie własnych wartości i w ogóle.
Przerwa w cyklach edukacyjnych….za pomocą
wiedzy z zakresu potrzeb, relacji międzyludzkich i psychologii osobowości teraz
popatrzymy na ludzi bardziej społecznie, jako na ogół. Nowy cykl nosi tytuł:
Alkowe bulwersy psychologiczno-społeczno-polityczne i będzie dotyczył kilku
zagadnień po kolei. Na początek….
Miłość
Dobra, więc tak: czasem może się wydawać, że ten tu sobie ładnie pisze,
fajnie się go czyta i w sumie to ma rację. Że ta psychologia to może i ciekawa,
przyjemna, ale niekonkretna, takie „pierdolenie o Szopenie” itp. Fakt, zgoda –
blog pozostaje w dyskursie naukowym i
łagodnie, powoli, staram się, aby ciekawie, wyjaśniać pewne kwestie. Funkcja
ściśle edukacyjna – spoko. Jednak zarówno spadająca liczba odwiedzających jak i
feryjna nuda pchnęły mnie do napisania czegoś innego. Mianowicie,
postanowiłem rozwalić system. I nie, nie ten polityczny, bo to ludzie robią od
wieków z różnym skutkiem. Ten społeczny. „By wszystkim żyło się lepiej.” W związku z tym piosenka, tak mi się kojarzy: http://www.youtube.com/watch?v=v1np3mJPsH0#t=56
(posłuchać, zanim przeczytacie dalej!)
Kocham Cię!
Na
warsztat, na pierwszy ogień, bierzemy miłość. Nie mogłoby być przecież inaczej,
znając moją osobę i teksty. Miłość i relacje międzyludzkie odmienialiśmy już
przez wszystkie przypadki, wydoiliśmy już wszystko, co się dało, a ludzie cały
czas są nieszczęśliwi, szukają drugich połówek na portalach randkowych,
zadowalają się seksualnymi substytutami no i niezmiennie płaczą po nocach. Coś
jest więc nie halo. Ogólnie społeczeństwo, które nie potrafi poradzić sobie ze
swoimi emocjami i w ramach zakochania w drugiej osobie robi różne dziwne rzeczy
zamiast zwyczajnie ją poznać i zobaczyć czy faktycznie jest taką, za jaką się
ją uważa. Oczywiście nie, bo nie wypada, bo romantyczna kultura, która robi z
ludzi idiotów, wmawiając im, że miłość przychodzi i odchodzi i jest jak
bakterie jelitowe, zupełnie niezależna od naszej woli, decyzji. Przepraszam,
jest zależna od wszystkiego, co można kupić, tj. ubrań, zapachów, makijażu,
siłowni….Nie, nie od zdolności interpersonalnych – one nie istnieją. Wielokrotnie powtarzam, że psychologia,
zwłaszcza psychologia uwodzenia to wiedza tajemna. Niby jest, i to powszechnie
dostępna(!) ale nikt nie daje jej wiary, że działa.
„Co zechcą kupić – odsprzedamy”
Tak to
mniej więcej wygląda – żyjemy w świecie wyprodukowanych celem zarobku mitów,
czego też oczywiście nie wiemy. Co gorsza, przyjmujemy te głupoty jako własne
poglądy i jeszcze innych do nich przekonujemy! W ten sposób mit się roznosi,
mnoży. Efekty są proste: wzrost zainteresowanie pornografią, rozpusta (no bo
seks się dobrze sprzedaje, a poza tym
trzeba jakoś zaspokajać swoje potrzeby), rosnąca liczba rozmaitych zboczeń
zarówno seksualnych jak i związkowych (homoseksualizm, związki otwarte, zdrady
małżeńskie), które przechodzą do codzienności. Czy są naturalne czy nie? Nie
wiem, aczkolwiek nawet jeśli, to na ogół nie przyczyniają się do wzrostu
szczęśliwości ludzi.
Gimbaza się kłania….
Też kiedyś
byłem głupi i pewnie nadal jestem. Wierzyłem niegdyś, że jak znajdę sobie
dziewczynę, to wszystko stanie się lepsze, piękniejsze, podatki mniej
uciążliwe, a trawa bardziej zielona. Nic się nie zmieniło oprócz zmniejszenia
ilości mojego wolnego czasu. Wtedy zrozumiałem pewną niezwykle ważną rzecz: Można być
parą, uprawiać seks, ogłaszać związku na facebooku, zwierać śluby, wychowywać
dzieci i smażyć naleśniki - wszystko fajnie. Ale najważniejsze jest to jak się
dwie osoby dogadują, jak relacji między nimi panuje. Znaczenie fasadowej,
behawioralnej części związku pikuje, im dłużej on trwa. Tu olbrzymią rolę gra
psychologia humanistyczna – potrzeby, emocje, uczucia. To, czego zwykli ludzie
- obserwatorzy nie widzą. Dlatego seksualność była tematem tabu, podobnie jak
wszelkie inne brudy i radości małżeńskie. W sumie dobrze, że ją odkryto –
pozwala to wielu osobom pomóc w kwestiach psychologicznych, seksuologicznych
czy nawet medycznych. Ale chwalenie się seksem, szpanowanie związkiem…”grow up”
.
![]() |
| Coś w tym stylu, można poszukać więcej. |
Kochanie, chodźmy na terapię.
Dbanie o
relację…Taki sui generis paradoks psychologiczny, bo z jednej strony warto dbać
o relacje ogólnie, gdyż to przyczynia się do wzrostu jej jakości, lepszego
zaspokajania potrzeb, emocjonalności, a z drugiej strony nie ma sensu, albowiem
i tak się do siebie trzeba odpowiednio dopasować. Nie ma sensu rozwijać relacji
z kimś, kto do mnie nie pasuje. (Sympatie i inne E-darlingi pomagają nam
znaleźć tych, którzy pasują, a ciuszki i Durexy zbudować relację. Tak na
marginesie.) Jak często bywa w tej naszej psychologii, trzeba znaleźć złoty
środek. Ale tu jest jeszcze śmieszniej, bo nie tyle chodzi o złoty środek, ile
o to jak to robić. O sposoby polepszania czy czasem wręcz naprawiania relacji.
Jak już wspominałem, wszystkie nieomalże można kupić…
„Kobieto, puchu marny, Ty wietrzna
istoto!”
Nie zrozumcie mnie źle - ja bardzo lubię
wolny rynek, kapitalizm itp. Zdecydowanie za to nie lubię szkodliwego wpływu na
sposób myślenia i to z nim staram się walczyć.
Jednak to tylko jedno źródło mitów psychologicznych. Inne to literatura,
sztuka, która sama w sobie jest piękna, tworzy jednak obrazy przyczyniające się
do ludzkiego nieszczęścia. Mit miłości romantycznej jest chyba największym
problemem. Podobnie, jak wszystkie nasz rzeczy, które można kupić (zaiste,
makijaże ubrania, gadżety erotyczne itp. pomagają w rozwijaniu relacji, ale
społeczeństwo popada w skrajność w tym aspekcie) i mit miłości romantycznej ma
w sobie trochę dobra. Bo ogólnie fajny, pokazuje wysoką emocjonalność, którą
każdy by chciał widzieć w osobie, do której czuje to samo. Dalej, robią dla
siebie miłe rzeczy. I na tym kończy się lista zalet. Wady są poważne:
niemożność dogadania się, stworzenia relacji. Prawo Yerkersa-Dodsona jest
brutalne – zbyt duże wzburzenie emocjonalne nie pozwala na zrealizowanie celu,
jakim jest stworzenie razem czegoś fajnego. Nawet, gdy emocjonalność jest wzajemna.
Emocje, służące, jak już wiemy, jako narzędzie poznawcze, gdy są za duże,
powodują zaburzenie postrzegania świata. Gdy bardzo kogoś kochamy, idealizujemy
go, nie widzimy wad, przeszkód w budowaniu przyszłości. Efekt – nic nie
budujemy, a jedynie marzymy. Dlatego bardzo trudno tworzy się relację na
wysokiej emocjonalności i nie można od drugiej osoby wymagać ciągłego
wzburzenia. Za to stawanie się bodźcem poprawy nastroju i tworzenie silnego,
trwałego i niezbywalnego uczucia (odróżnić od emocji) miłości jak najbardziej
wskazane.
„I żyli długo i szczęśliwie…”
Mit
sielankowości miłości i ogólnie życia kreowany przez literaturę. Wykreowany po
to, byśmy optymistyczniej patrzyli na świat i…przez to byli skłonni do ryzykownych
decyzji osobistych i zwłaszcza finansowych. Mnóstwo małżeństw na podstawie
dużej emocjonalności, problemy rozwiązywane klasycznym „jakoś to będzie”, „po
ślubie się zmieni”. Tak i trawa będzie bardziej zielona, a podatki mniej
uciążliwe.
Mit głosi w
skróconej formie, że wystarczy się zakochać, a reszta się ułoży. I znów mamy
ziarenko prawdy, albowiem zakochanie wywołuje w nas stres potrzebny do
działania, którym ma być budowanie relacji. I ekstaza. Jednak oprócz zasobów
energetycznych potrzebujemy także wiedzy jak relacje budować oraz sprzyjających
okoliczności zewnętrznych, zwłaszcza dogadywania się z tym drugim człowiekiem. A
jakimś ograniczonym procencie przypadków – owszem, jest to całkiem
prawdopodobne. Poznajemy się, zakochujemy i „żyjemy długo i szczęśliwie”.
Jednak, aby tak było trzeba wykonywać pierdyliardy czynności, z czego większość
w sposób odpowiedni tak, aby ta relacja trwała i się rozwijała. Czasem
intuicyjnie wiemy co i jak, ale w dzisiejszych czasach coraz rzadziej.
| W większości bajek opowiada się o fazie zakochania i romantycznych początków a resztę kwituje sakramentalnym "I żyli długo i szczęśliwie". Problem w tym, że nikt nie definiuje jak oni tak żyli, stąd ludzie nie umieją tworzyć związków. |
Definiowanie relacji
Niekiedy
psychologia jest prosta, ale ludzie sobie ją komplikują i/lub nie chcą jej
uwierzyć. Każdy wie, że jeśli chce się być dobrym w matematyce, trzeba
rozwiązywać zadania z matematyki, a nie grać w siatkówkę. Prawda? Prawda. Więc
dlaczego, jeśli chcemy rozwinąć z drugą osobą relację miłości erotycznej, to z
nią jedynie rozmawiamy? Bo tak wypada, tak się ustaliło w naszym
społeczeństwie. Opowiadałem o tym na moim blogu bardzo szczegółowo, w ramach psychologii
relacji międzyludzkich. W skrócie chodzi o to, że w zależności od tego jakie
potrzeby i jak intensywnie się zaspokaja u drugiej osoby, tak ona o swoje
źródło zaspokajania potrzeb dba.
Wiele osób
uważa, że aby się w kimś zakochać potrzeba czasu. I tak się spotykają,
zakochują, aż nagle przychodzi ktoś – strzał pioruna – i obiekt westchnień się zmienia w przeciągu jednego dnia. Długie,
randki, rozmowy całodzienne – to się potem wspomina. Ale rzeczywistość
pokazuje, że emocje bywają silniejsze niż bardziej stałe uczucia, względem
jednej, „tej jedynej osoby”. Wyrażenia typu „gdzie ja miałam wtedy głowę”
dobrze obrazują sytuację podlegania „próżnej atrakcyjności”. Takiego bowiem
terminu użyłem w jednym moich wierszy. Jednak to podleganie emocjom na początku
relacji, niekiedy może być o wiele lepszym fundamentem pod długie i fascynujące
rozmowy już nie tyle budujące uczucia, co jedynie je wzmacniające i stanowiącą
piękną konsumpcję relacji.
„Do kabiny chodź i zamknij drzwi…”
Uprzedmiotowienie
relacji międzyludzkich. Złe? Złe. Jednak czymże są owe relacje jeśli nie
wzajemnym zaspokajaniem swoich potrzeb? Uprzedmiotowienie relacji jest złe w
kilku kontekstach. Najpierw jednak kiedy się przydaje. Bo się przydaje. Wtedy,
kiedy nie za bardzo wiadomo, co robić i po co ze sobą być powinniśmy znajdywać
różne elementy, aby poszerzać relację, robić razem rozmaite dziwadła. No i
uprzedmiotowienie daje nam, tak bardzo pożądane niekiedy, logiczne podejście do
relacji. Teraz wady.
Pierwszy problem pojawia się, gdy zamiast
rozwijać relacje stajemy z nią w miejscu i zostawiamy potrzeby same sobie. Relacja
to nie źródło wody, z którego ta będzie płynąć zawsze jednakowo. „Kto nie idzie
do przodu, ten się cofa”.
Drugi
problem – koncentracja na spełnianiu złych potrzeb – ich zbyt małej ilości,
albo nie spełnianiu potrzeba wyższych rzędów. Podczas, gdy wiele osób marzy o
miłości wielkiej, całkowicie szczęśliwej, bajkowej, niekiedy okazuje się ona
prostą wymianą seks-pieniądze. Istnieje wiele więcej zaawansowanych potrzeb,
których nam brakuje, począwszy od prostej akceptacji, a skończywszy na bardziej
zaawansowanych jak potrzeby podążania za atrakcyjną osobą czy odpowiedniej wymiany emocji.
Trzeci
problem – emocje. Relacje uprzedmiotowione powodują spadek przypływu emocji z
nimi związanych. Jeśli zaś relacja pozbawiona jest ich pozbawiona – umiera. Bez
nich bowiem nic by nie było, żadnych marzeń, myśli, a zwłaszcza działań.
Olbrzymia, często źle zaspokajana potrzeba emocjonalności, której szukają
często ludzie znudzeni uprzedmiotowionym małżeństwem, polegającym na
wychowywaniu dzieci, gotowani i sprzątaniu, szukają gdzieś poza. Stąd
popularność portali randkowych i zdradowych.
„Kochajmy się!’
Mi tam
wiedza o psychologii nie przeszkadza czerpać spontanicznej radości z życia.
Patrzenie na nie teoriami, definiowanie i wyjaśnianie zjawisk jest tym samym, co
robimy używając psychologii ludowej, z jedna różnicą – jest bliższe prawdy,
łatwiejsze i skuteczniejsze. Zaś co do relacji, trzeba odważnie na nie patrzeć
używając tej wiedzy, którą przekazuję. Nie jest ona moja, mam swoje źródła. Efekty
podlegania psychologii ludowej są zazwyczaj tragiczne. Mam nadzieję, że
skutecznie wyjaśniłem skąd się przynajmniej niektóre mity wzięły, po co są i co
najważniejsze – na co zmienić sposób myślenia. Idzie wiosna, czas prawdziwego
rozkwitu relacji. Niech te Wasze będą szczęśliwe! Coś w tym stylu:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz