czwartek, 28 sierpnia 2014

(Niezbyt) Siatkarskie Mistrzostwa Świata 2014 - wprowadzenie

Najpierw była ogólna ekstaza i wielka radość, że Polska dostała organizację siatkówkowych Mistrzostw Świata i to dwa lata po piłkarskim Euro. Wszystko pięknie – wiemy, że polska siatkówka męska stoi na wysokim poziomie zarówno klubowym jak i reprezentacyjnym. Wiemy, że polscy kibice są świetni, a i hale spore i wysokiej jakości. Niestety, jak pisał Kaczmarski o Polakach
„gdy świat owinie myśli błyskiem
I wielką prawdę w lot uchwyci
To straci na niej zamiast zyskać
I jeszcze będzie się tym szczycił”
Co prawda, nie odkryto żadnej technologii czy wynalazku, ale zdobyto piękną możliwość promocji siatkówki w Polsce i Polski na świecie. I co się stało? Ano – źle się stało.

Gorzko, bardzo gorzko

Prawdziwa miłość zakłada konstruktywna krytykę i chęć tworzenia obiektu westchnień lepszym. W tym momencie krytyka spływa na telewizję Polsat, która zakodowała owe Mistrzostwa Świata tak, że będzie mógł je oglądać ten, co dodatkowo zapłaci lub jest abonentem Plusa czy Cyfrowego Polsatu. Jest to, delikatnie rzecz ujmując, kiepski sposób na promocje dyscypliny. Wyimaginujcie sytuację, gdyby MŚ były pokazywane ogólnodostępnie:
Przychodzi Kowalski do domu i pyta żonę:
-Co dziś ciekawego w telewizji?
Żona odpowiada:
- Polacy grają w siatkę na Mistrzostwach Świata
Kowalski stwierdza, że to całkiem ciekawe no i oglądają, a ich syn się zakochuje w dyscyplinie, zaczyna trenować i staje się zawodowym siatkarzem.
A we wrześniu będzie tak:
Przychodzi Kowalski do domu i pyta żonę:
-Co dziś ciekawego w telewizji?
Żona odpowiada:
-Nic nie ma.
Kowalski siada i czyta gazetę, a syn wychodzi na piwo z kolegami. I takich sytuacje mogą być setki tysięcy.
Życie. Trzeba pamiętać, że wszelkie sporty masowe mają swoich kibiców sezonowo, a nie na stałe. Większość fanów rozmaitych dyscyplin interesują tylko najważniejsze mecze, a nie całość sezonu ligowego, reprezentacyjnego itd. I teraz, gdy jest okazja przyciągnąć przed telewizory miliony, zarobić na reklamach, przyswoić bardziej stałych i wiernych fanów dyscypliny, to ich odpychamy. Idiotyzm.
Tłumaczenie Polsatu jest epickie. Nie ma pieniędzy, liczyli na sponsorów na wsparcie rządowe. To jeszcze bardziej pokazuje czystość głupoty owej stacji, zarówno teraz, jak i przy samym organizowaniu imprezy. Primo, będąc reklamodawcą wykupienie 30 sekund przy milionowej widowni to jest coś, co warto zrobić. Ceny za taki czas antenowy byłyby bardzo opłacalne. Secundo, no hej, jeśli robimy imprezę sportową, to możemy odnieść na niej dwojaką korzyść: prestiżową i ekonomiczną. Najlepiej obie, ale trzeba było to wcześniej odpowiednio zaplanować. A w tym momencie cudowni operatorzy przegrają, moim zdaniem, na obu polach. Nie sądzę bowiem, żeby dużo osób wykupiło Polsat Volleyball. Podejrzewam nawet, że dużo osób specjalnie, na złość, zbojkotuje imprezę, albo przejdzie wobec niej obojętnie. Że o ogólnym pogorszeniu wizerunku stacji i mniejszej ilości widzów na przyszłych widowiskach siatkarskich już nie wspomnę. Także gorzko, bardzo gorzko. Ale jest plusik – radiogol.pl będzie miało więcej słuchaczy.
Promocja jest, ale czy okaże się skuteczna?

Zasady gry

Odchodzimy od transmisji i organizacji, a zajmujemy się rywalizacją sportową, ale nieco inaczej, zresztą jak zawsze. Zacznę od opisania i oceny formuły turnieju. W Mistrzostwach startują 24 zespoły ze wszystkich kontynentów, podzielone na 4 grupy po 6 drużyn każda. Turniej składa się z 3 faz. Do drugiej przechodzą 4 najlepsze zespoły. Tworzą się dwie grupy po 8 zespołów każda. I kolejno drużyna gra z 4 przeciwnikami, z którymi uprzednio bojów nie toczyła. Wychodzą 3 najlepsze, tworzą małe grupy. Najsłabsze z nich drużyny rywalizują w meczu o 5. Miejsce, a pozostałe systemem pucharowym rozgrywają półfinały, finał i mecz o 3. Miejsce. O ile dobrze liczę jeden zespół może rozegrać 13 spotkań na przestrzeni 3 tygodni. To dużo, bardzo dużo, za dużo. Drużyny na pewno będą rotować składami i wystawiać teoretycznie słabszych graczy na teoretycznie łatwiejsze mecze. Kadra na turniej składa się z 14 zawodników, z czego w meczu, w myśl najnowszych przepisów, może wystąpić 12. Ten przepis FIVB zmieniało, co nie było zbyt sympatyczne. Ale stara zasada mówi, że wszystkie innowacje najpierw muszą zostać wprowadzone w małych turniejach, a dopiero potem w dużych.
Dużo meczów, 3 tygodnie - to na pewno pozwoli bardzo sprawiedliwie wyłonić zwycięzców. Z drugiej strony niezwykle ważne staja się nie tylko zdolności sportowe, ale także wytrzymałość fizyczna, psychiczna, motywacja, równość czternastek, zespołowość czy koniec końców sprawność sztabów medycznych i przygotowania fizycznego. Z drugiej strony w tej formule, wbrew pozorom, żadnego meczu nie można odpuścić, bo punkty z rywalizacji grupowej przechodzą dalej.

Gwiazdorzenie

Mistrzostwa Świata i Igrzyska Olimpijskie to takie turnieje, na których chcą zagrać wszyscy wielcy tego świata. Zawodnicy i trenerzy. Kompletowanie kadry narodowej jest wydarzeniem, z którego można by niezły serial nakręcić. Próby sił między średnio chętnymi do gry zawodnikami, a mającymi swoją niezmienną wizję trenerami są problemem od kiedy sport stał się zawodowy i komercyjny. Problemy zawodników to niechęć do treningów i domaganie się bezwzględnego miejsca w pierwszej szóstce, specjalnego traktowania. O ile można zrozumieć taka postawę o graczy 35+, to u młodszych niezbyt. Trenerzy stają wtedy przed bardzo trudnym wyborem. Wyrzucenie gwiazdki z kadry skutkować może osłabieniem (choć nie zawsze) poziomu sportowego, nagonką medialną, braku ikony, lidera zespołu. Z kolei pozostawienie raczej negatywnie wpłynie na zespołowość gry (a jak mawiał Zdzisław Ambroziak „siatkówka to najbardziej zespołowy ze wszystkich sportów”), podważaniem autorytetu szkoleniowca, a przy tzw. graniu za zasługi osłabieniem poziomu sportowego. Przy obecnej sytuacji, kiedy w siatkówkę gra coraz więcej ludzi, trenerzy coraz częściej decydują się pozbyć kłopotliwych zawodników, którzy uważają, że „im się należy”. Nic się nikomu nie należy, na wszystko trzeba sobie zapracować i to solidnym treningiem, a nie uprzednimi osiągnięciami. Nazwiska takich zawodników to Matej Kazijski, Ricardo, Gyorgi Grozer, Lloy Ball czy ostatnio Bartosz Kurek. Powody są czasem niby zdrowotne, finansowe, ale najczęściej ich kompilacja i zwyczajne niechciejstwo psychologiczne. W każdy razie dla trenerów jest to, coraz mniejszy już, na szczęście, kłopot. A dla młodych i ambitnych szansa by się wykazać, także nic straconego.

Powstanie niziołków?

Ogólnie wiedza przeciętnego człowieka dotycząca siatkówki ogranicza się do Polski, Rosji i Brazylii. Co lepsi znają mniej więcej siły zespołów europejskich oraz USA, Argentyny, Kanady czy Iranu (w tej kolejności), a prawdziwy ekspert dorzuci jeszcze wschodzącą Australię. Natomiast nie mówi się o tych siatkarskich, jak to nazwałem, niziołkach. Jeszcze niedawno tak samo nie mówiło się o Iranie czy Australii jako o poważnych kandydatach do siatkarskiej elity. I nie zdziwiłbym się, jakby, z całym szacunkiem, taki Kamerun, Wenezuela czy Portoryko wyeliminowały kogoś z udziału w 2. fazie turnieju. Współczesna siatkówka jest bardzo wyrównana i naprawdę każdy uczestnik ma szanse namieszać. A „niziołków” nikt nie śledzi, nic się od nich nie oczekuje i właśnie to staje się ich największą zaletą. Nieobliczalność.

„Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną…”

            Polska ma kadrę na Mistrzostwo Świata. Ci zawodnicy i trenerzy są w stanie zdobyć złote medale. Są tylko dwa problemy. Po pierwsze, kadrę na Mistrzostwo Świata, ma mniej więcej połowa uczestników, a po drugie, kadra to nie wszystko. Oczywiście, jak to bywa na wielkich turniejach, mają one swoich bohaterów, często są to odkrycia, zawodnicy mniej znani szerszej publiczności, ich się zapamiętuje. I z tym się zgadzam, ale…wygra zespół. Tak, niewątpliwie zespół. Przed piłkarskim Mundialem mówiło się, że Brazylijczycy mają Neymara, Argentyńczycy Messiego, a Niemcy mają zespół. Przy tak wyrównanej stawce,  jaką niewątpliwie są faworyci do medalów (Polska, Brazylia, USA, Rosja, Iran, Włochy, Serbia) zawodnicy indywidualnie są na bardzo wysokim poziomie. Więc na przestrzeni meczów i turniejów nie będą się już liczyć typowe elementy siatkarskiego rzemiosła czy nawet taktyka. Liczyć się będzie przede wszystkim nastawienie psychiczne, umiejętność podnoszenia się, grania końcówek, grania pod presją.  Także miejcie nadzieję, bo szanse są, trzeba tylko umieć je wykorzystywać.

„It’s the final countdown”


Pierwszy gwizdek już słynnej, choć z powodów niezbyt sportowych imprezy zabrzmi 30 sierpnia na meczu Polska – Serbia na Stadionie Narodowym. Wszystkie reprezentacje przygotowywały się do niej właśnie i wystawią to, co mają najlepsze. I za wyniki tu właśnie wszyscy będą rozliczeni i to zasadniczo powinna być największa reklama tej imprezy. Do usłyszenia na meczach! 


             

1 komentarz:

  1. Dobrze piszesz, z prawie wszystkim się zgadzam, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń