Psychologia sukcesu
Zwiastun:
Ambitnie.
„Jeśli źródło chcesz odnaleźć,
to trzeba iść pod prąd – do góry!”
to trzeba iść pod prąd – do góry!”
Droga do sukcesu
Nieznana
Przemierzana bezrefleksyjne
Z myślą tylko o niej
Z wiarą
Z wartościami
Nigdy za wszelką cenę
Bez zniechęcenia
Z mnóstwem wspomagaczy ale bez zbaczania
Wiele odnóg
Pułapek
Potknięć
Upadków
Gdy dotrę
Wyznaczam kolejny cel
By się nie zgubić
Wszechświat rozszerza się z prędkością światła
A ja piechur
Im więcej celów do których doszedłem
Tym więcej opcji
Innych celów
Łatwo się zgubić
W gęstym lesie możliwości
Prowadzi mnie kompas wartości
Wiara we własne możliwości
I miłość do świata
27.04.2014, kanonizacja św. Jana Pawła II
„Ci, co zgubią marzenia, sami są zgubieni.”
„Nic nie jest trudne jeśli podzieli się to na mniejsze zadania.”
Życzę Wam jak najwięcej porażek.
„Ride the lightening!”
Nie ma nic za darmo…
Precz ze Skinnerem!
Stresogenność zewnętrzna
Mówcy motywacyjni
Przykład
Ścieżka dojścia
Pokazanie absurdu obecnego nieróbstwa
Iesteś sfycienscom!
„It’s funny but I had no sense of living without aim. The day before You came…”
Teoria celów
Więc uroczyście, oficjalnie zaczynamy psychologię szczęścia i sukcesu. Zaczynamy od psychologii sukcesu, gdyż w ten sposób będzie łatwiej wszystko wytłumaczyć. Jak osiągnąć sukces? Analizując zarówno żywoty wielkich ludzi jak i tych mniejszych psychologowie doszli do uniwersalnych teorii wyjaśniających dlaczego komuś się udało a dlaczego nie. Oczywiście jak będę przy pewnych punktach wyjaśniał istnieje dużo zewnętrznych zmiennych, na które nie mamy wpływu,. ale na pewne mamy i to warto poprawiać.
19 lat ma, smarkacz. Nic nie wie o życiu. A myśli, że zjadł wszystkie rozumy…
![]() |
| Dość słuchania niepełnych opowieści innych. Tu i tylko tu poznacie prawdę o tym jak osiągnąć sukces! A czy ją zastosujecie, to już Wasza sprawa.... |
Podjęcie się tak ambitnego, trudnego i jakże przydatnego światu tematu jak psychologia szczęścia i sukcesu to wyzwanie. Nie wiem czy i w jakim stopniu mu podołam, ale czuje wewnątrz, że jest to tak ważny aspekt życia współczesnego człowieka, że warto i trzeba o nim mówić, mówić dużo i szczegółowo, choćby i posiadłszy niewielką wiedzę. Dlaczego? Odsetek depresji wciąż rośnie, kryzys gospodarczy, brak ambicji zmiany, brak chęci do pracy, mnóstwo piosenek o beznadziei, dekadencji, cynicznych, sarkastycznych. Przykłady można mnożyć. Dlatego tak ważne jest poznanie, przyswojenie tej wiedzy, ale przede wszystkim stosowanie jej. Bo, żeby zmienić żarówkę potrzeba tylko jednego psychologa, ale żarówka musi chcieć zmiany. Mogę sugerować, podpowiadać, ale bez konkretnej aktywności nic się nie zmieni.
„Ci, co zgubią marzenia, sami są zgubieni.”
Zaczniemy śmiertelnie nudno i wyjątkowo przydatnie. Od uniwersalnej teorii osiągania sukcesu. Zaczniemy od niej, choć równie dobrze moglibyśmy nią zakończyć rozważania. Na początku coś, czego całkiem rzadko używam, czyli rysunek:
Kółeczka to cele, a kwadrat to aktualne miejsce. Jak widać, cele są w różne odległości, różnie oddalone (ilość czasu potrzebna by je osiągnąć) , różne duże (stąd do kółeczek wiodą różne drogi dojścia (osiągania celów). Pokazałem jedną za pomocą krzywej. Niekiedy działania wiodą prosto do celu, niekiedy wręcz odwrotnie, najczęściej droga jest kluczeniem. W jej trakcie osiągamy kolejne pomniejsze cele. Warto zauważyć, że niektóre cele się nakładają. Np. idąc do restauracji mogę jednocześnie zaspokoić potrzeby (zrealizować cele) zaspokojenia głosu, spotkania towarzyskiego, wrażeń kulinarnych. Cele możemy podzielić na duże (wielkość kółka) np. zostać bogatym, człowiekiem i małe, precyzyjne (kupić samochód, zarobić 10 tysięcy). Niektóre cele stają się w pewnym momencie niemożliwe do zrealizowania (wygrać wybory prezydenckie w 2010 roku), inne oddalają się i przybliżają w zależności od okoliczności.
„Nic nie jest trudne jeśli podzieli się to na mniejsze zadania.”
Powiedział kiedyś Henry Ford. Prostą i całkiem skuteczną techniką jest wyznaczanie sobie mniejszych celów na drodze do większego. O tym się mówi na wielu szkoleniach z zakresu coachingu i mają rację. Technika skuteczna z dwóch powodów: po pierwsze, łatwiej się skoncentrować, a przez to wykonać zadanie, gdy zajmuje ono 5 minut niż gdy zajmuje 10 lat. Po drugie….
No i właśnie, tutaj trochę dłużej. Z każdym celem wiąże się pewna emocjonalność, która powoduje, że chcemy to robić i to robimy. Zwie się motywacją. O tym bardzo mocno szerzej będzie później. Na teraz powiem, że motywacja się nie zużywa na wykonanie każdego zadania, tylko zużywa się wraz z upływem czasu niezależnie od tego, co w tym czasie robiliśmy. Natomiast jednym ze źródeł, o których także będę pisał jest zwyczajnie wykonanie zadania. Zakładając, że daną serię zadań wykonujemy szybko po sobie na chwilę możemy stać się prawdziwym perpetuum mobile, co też psychologowie już nazwali mianem „flow”.
Posługując się terminologią z gier komputerowych, ilość punktów motywacji, które dostajemy za achievementa zależy od tego, jakie to zadanie miało dla nas znaczenie. A na to wpływa mnóstwo czynników od samego rodzaju zadania, przez jego trudność, własne nastawienie, rodzaje motywacji, aż do okoliczności wykonania. O tym też później.
Życzę Wam jak najwięcej porażek.
Porażka w rozumieniu teorii celów to zwyczajnie jego nieosiągnięcie. Porażki są więc trwałe i ciągłe, gdyż dążąc do jakiegoś celu nadal go nie osiągamy. W tym znaczeniu całe życie jest porażką, jednak taka sytuacja może działać motywująco (o tym za tydzień). Porażką jest więc bycie w drodze, czyli osiąganie, ale może być też stanem niezmiennym, gdy nieosiągniętym cele jest coś, czego nie da się fizycznie zrealizować (zazwyczaj są to cele związane z poszczególnymi datami, które przeminęły, niewykorzystane okazje). Wtedy jednak zwyczajnie możemy przemianować cel z „wygrać wybory prezydenckie w Polsce w 2010 roku na „wygrać wybory prezydenckie w Polsce w 2015 roku” i pracować na rzecz tego drugiego, zapominając o pierwszym. Rozpamiętywanie się i użalanie nad tym, co się nie udało raczej wymiernych efektów nie przyniesie, przeciwnie do rzeczowej analizy porażki punktowej i wyciągnięcia wniosków.
O dużej ilości spraw później. Pierwszym postem zarysowuję Wam, czytelnicy, jak rzecz wygląda z osiąganiem celów i drogą do nich. Jest to prosta i bardzo skuteczna teoria, którą z czasem będziemy uzupełniać i doprecyzowywać. W każdym razie na jej bazie powstanie większość, jeśli nie całość działu o psychologii szczęścia i sukcesu.
Na koniec oto, co Was czeka, jak się nie zastosujecie:
Na koniec oto, co Was czeka, jak się nie zastosujecie:
Zewnętrzne źródła motywacji
„Ride the lightening!”
Ale życie jest jednym, wielkim osiąganiem celów. Znajdujemy, dążymy, zdobywamy. I tak właśnie ulepszamy swoje żywoty, stale pragnąc więcej. Na razie uczymy się na blogu jak cele osiągać a potem zastanowimy się jak czerpać satysfakcję i szczęście z tego, co się osiągnęło. Ale wszystko dokładnie, powoli. W dzisiejszym odcinku o zewnętrznych źródłach motywacji. Piosenka(1. Kategoria, „do dziś nie rozumiem jak można coś tak cudownego napisać”): https://www.youtube.com/watch?v=Qgf62sk_c1g
Dobra, moi drodzy. Wyczyśćcie swoje umysły z wszelkiego naukowego bełkotu i ludowych receptur i posłuchajcie jak rzecz wygląda. Tematem dzisiejszych rozważań jest motywacja. Motywację możemy definiować na dwa sposoby, pokrywające się jednak ze sobą. Motywacja to element inteligencji emocjonalnej (tu macie wyjaśnione dokładnie co to inteligencja emocjonalna http://alekpoeta.blogspot.com/p/psychologia-osbowosci.html ), pewna umiejętność wytwarzania, niszczenia, kontrolowania i zarządzania emocjami, żeby osiągnąć cel. Druga definicja to stan emocjonalny człowieka, który mniej lub bardziej do osiągnięcia tego celu nas predestynuje. Dziś zajmiemy się tą drugą definicją, a za tydzień pierwszą. Czyli w dzisiejszym poście dowiecie się jakie zewnętrzne, niezależne od nas czynniki sprawiają, że nam się chce.
Nie ma nic za darmo…
Jedną z podstawowych zasad współczesnego motywowania pracowników jest nagradzanie ich premiami i karanie rozmaitymi sankcjami kolejno za dobrą i zła pracę. Zadaniem nagrody (kary) jest wykształcenie pewnych zachowań poprzez wpływanie na emocje danej osoby. Wtedy coś zaczyna (praca, jaką chce pracodawca) nam się kojarzyć z nagrodą (premia), więc automatycznie, często podświadomie zaczynamy efektywniej pracować. Nagród i kar istnieje całe spektrum, a jedynym wyznacznikiem tego czy są złe czy dobre jest ich skuteczność oraz to, że możliwie nie wpływają na inne, pozapracownicze aspekty życia.
Precz ze Skinnerem!
W psychologii ludowej (i przez bardzo długi czas w tej naukowej) istniało krzywdzące uproszczenie stanu motywacyjnego porównujące ludzkie zachowanie do zwierzęcego (szerszy opis w psychologii osobowości, gdy pisałem o podejściu behawioralnym). Uznawało się, że jeśli człowieka zachęcimy nagrodą, bądź przestraszymy karą, to wykona to, co chcemy. I to w dużej mierze się sprawdzało, ale owa teoria ma kilka dziur. Nawet mocno zmotywowany człowiek może nie wykonać zadania, do którego go się zachęca. Z różnych względów. Motywacje to jedynie emocje, które, choć bardzo potężne, nie zawsze przekładają się na bezpośrednie działanie. Nie mniej, zachęcanie nagrodami i straszenie karami, przy odpowiedniej ilości i rozstrzale czasowym wzmocnień zachowań, przynosi efekt. Ale to zdecydowanie nie wszystko!
Pierwszy film (wykład) dziś. Właśnie o tym, że behawioryzm nie zawsze daje radę z ekonomicznego, coachingowego punktu widzenia.
Stresogenność zewnętrzna
Jakkolwiek możemy sterować i zarządzać naszymi emocjami (o tym za tydzień), to jednak dużo zależy od środowiska. Duża groźba kara lub zbyt duża możliwa nagroda powoduje stres (tu będę używać słowa stres synonimicznie z pobudzeniem emocjonalnym co nie do końca jest prawdą, ale o tym za tydzień), który ma nas zmobilizować, żeby daną czynność wykonać. Zgodnie z prawem Yerkersa-Dodsona, żeby zrobić coś łatwego, potrzebujemy dużego pobudzenia, a żeby coś trudnego trzeba nam się skoncentrować, więc stres utrudnia. Gdy go za mało, nie robimy, gdy za dużo, powoduje słynne drżenie rąk i nie możemy sobie z zadaniem poradzić. Trzy fazy ilości stresu względem zadania (dodałbym jeszcze zerową):
- Nie chce Ci się.
- Mobilizuje.
- Rozprasza
- Niszczy. `
Swoimi wszechobecnymi uwarunkowaniami behawioralnymi świat zewnętrzny wywołuje w nas emocje w tym stres. I teraz, w zależności od tego, w jakim jesteśmy środowisku może ono nas częściej mobilizować lub częściej demobilizować. Najlepiej rzecz widać na przykładzie szkół. Uczniowie, którzy mają słabe wyniki w nauce zazwyczaj są straszeni karami, wzywaniem rodziców, złymi ocenami, gdyż opanowanie podstawowego materiału jest łatwe. Natomiast uczniowie uczący się na olimpiady i konkursy przedmiotowe (zadania trudniejsze) nie są w ogóle motywowani. Im stres będzie szkodził. Poza tym, w dużej mierze, perspektywa wygrania motywuje wystarczająco. Podobnie sportowcom przed najważniejszymi meczami daje się wolne, a przed zwykłymi ligowymi trzeba na nich nawrzeszczeć.
Mówcy motywacyjni
Emocje były, są i będą i nic się na to nie poradzi. W poprzednich akapitach pisałem jak zazwyczaj kary i nagrody poprzez emocje wpływają na działanie. Teraz przejdziemy od Skinnera do Rogersa, do psychologii humanistycznej. Jedna sprawa to ile jednostek afektywnych mamy w sobie a zupełnie inna jak to wykorzystamy. Z racji, że bierzemy się dziś za zewnętrzne źródła motywacji, to powiem jak inne osoby mogą w nas ukierunkowywać emocje na osiąganie celu. Zwą się oni mówcami motywacyjnymi, ich praca staje się coraz popularniejsza, bo ludzie chcą chcieć pracować. Ze swoimi tekstami przebili się do kultury popularnej i osobiście sam także bardzo lubię ich słuchać. Teraz przedstawię kilka pomysłów sposobów na ukierunkowanie emocji na działanie.
Filmik pokazuję krótką przemowę motywacyjną. Poza wrażeniami emocjonalno-artystycznymi warto zwrócić uwagę na to jak mówca ukierunkowuje emocje słuchaczy, by zmobilizować ich do konkretnego działania, a nie zwyczajnie zestresować.
Filmik pokazuję krótką przemowę motywacyjną. Poza wrażeniami emocjonalno-artystycznymi warto zwrócić uwagę na to jak mówca ukierunkowuje emocje słuchaczy, by zmobilizować ich do konkretnego działania, a nie zwyczajnie zestresować.
Przykład
„Jak są te szkolenia, to zazwyczaj wychodzi na środek gościu naładowany energią, pozytywnie, „Słuchajcie, jesteście z nami, przybijcie sobie piątkę…” Stawiam faworka komuś, kto znajdzie i wstawi w komentarzu źródło tego cytatu. Ale bardzo dobrze on obrazuje to, o czym chcę pisać: przykład. Mahadma Ghandi mawiał „bądź zmianą, która chcesz zobaczyć w świecie.” Ludzie idą za przykładem. Widząc, że ktoś jest szczęśliwy, zmotywowany, zadowolony ze swojej pracy, zastanawiają się jak on to robi i myślą „cholera, ja tez mogę!”. Przykład ukierunkowuje emocje na działanie, wyznacza cel „być na podobieństwo drugiego człowieka”. „Działać w tym konkretnym aspekcie życia tak jak on”. Skoro on umie, to dlaczego ja mam nie potrafić?! Oczywiście motywuje nie tylko przykład mówcy, jednej osoby, ale często wielu osób, grup nam najbliższych czy z jakichś innych przyczyn dla nas ważnych.
Ścieżka dojścia
Przeczytane przeze mnie książki o podrywaniu dały mi wiedzę o relacjach. No i fajnie, nauczyłem się jak krok po kroku coś zrobić. I dzięki temu właśnie, że wiem, łatwiej mi to wykonać. Wyznaczenie komuś dokładnej, precyzyjnej ścieżki dojścia do większego celu jest motywujące zgodnie z teorią celów. Łatwiej dojechać do odległej miejscowości, mając charakterystyczne miejsca po drodze niż ich nie mając. Każde minięcie, zaliczenie takiego miejsca mówi nam, na jakim etapie drogi jesteśmy oraz daje nam kilka punktów do chęci dalszej podróży.
Pokazanie absurdu obecnego nieróbstwa
Tu słynny już Walkiewicz ze swoim „No to polej.” Jeśli trafisz w czyjś czuły punkt wytykając błędność rozumowania, to rozumowanie się zmieni. Zakładając, że rozmawiamy z człowiekiem inteligentnym, który chce zmienić swoje nieskuteczne (nieprawdziwe) myślenie. Dlatego mówcy i pisarze posługując się różnymi środkami artystycznymi pokazują błędy nieróbstwa. Gdy człowiek uświadomi sobie własny błąd, szuka możliwości by go naprawić, pojawia się ukierunkowane pobudzenie emocjonalne (niekiedy flow) dalej lista celów i życia nabiera kolorów.
Iesteś sfycienscom!
Motywacja jest pożądanym towarem zarówno przez pracodawców, gdyż dzięki niej pracownicy osiągają lepsze wyniki, jak i przez pracowników, bo im się przyjemniej pracuje. Jeśli mówimy o psychologii sukcesu, generalnie rzecz kojarzy się z szeroko pojmowaną ekonomią – jak być efektywniejszym sprzedawcą (słynny marketing sieciowy), jak działać ponad normę, jak wymyślić ponadczasowy wynalazek itp. Jest to obecnie główne, ale śmiem twierdzić, że już nie długo tylko jedno z zastosowań tej wiedzy. Drugie dotyczy sportu, zarówno zawodowego jak i rekreacyjnego modelowania sylwetki. Osoby, które pomagają w znajdywaniu motywacji, efektywniejszym osiąganiu celów zwie się coachami tudzież trenerami osobistymi, przez widoczną analogię do trenerów sportowych, którzy pokazują zawodnikom drogę do sukcesu i motywują do jego osiągania. I oni są w dużej mierze zastrzykiem, potężnym zastrzykiem zewnętrznej motywacji.
Trzeci, ostatni i najlepszy wykład (przemowa motywacyjna?). Zwróćcie uwagę na trzy elementy przemowy motywacyjnej wymienione w poprzednich akapitach oraz nawiązywanie relacji poprzez monolog, o czym pisałem w ostatnim akapicie:
Trzeci, ostatni i najlepszy wykład (przemowa motywacyjna?). Zwróćcie uwagę na trzy elementy przemowy motywacyjnej wymienione w poprzednich akapitach oraz nawiązywanie relacji poprzez monolog, o czym pisałem w ostatnim akapicie:
„It’s funny but I had no sense of living without aim. The day before You came…”
Coach też człowiek. Wychodząc z tego założenia dochodzimy do wniosku, że źródłem motywacji są….inni ludzie. Celowo cytuję ABBA’e, bo jest porządna, ale w kulturze popularnej mamy mnóstwo przykładów jak pojawienie się miłośni spowodowało, że dana osoba zaczęła działać efektywniej. Zewnętrznym źródłem motywacji są więc ludzie, ale nie bezpośrednio. Działa to tak: człowiek zaspokaja nasze rozmaite potrzeby -> mając więcej zaspokojonych potrzeb czujemy się szczęśliwsi -> ludzie szczęśliwsi są bardziej efektywni -> dbając o druga osobę osiągamy więcej celów, które ona wymaga.
Wszystko, o czym pisałem składa się na środowisko zewnętrzne, która ułatwia bądź utrudnia zdobywanie kolejnych celów poprzez zarządzanie naszymi emocjami, czyli procesy motywacyjne. Są to kolejno:
- wszystkie nasze skojarzenia, podejście grupy do osiągania celów
- kary i nagrody
- stresogenność środowiska
- ukierunkowanie naszej emocjonalności na działanie (lub na niedziałanie)
- przykłady ludzi sukcesu (lub przykłady ludzi nie-sukcesu np. rodzina)
- pokazanie dokładnej drogi dojścia do dużych celów
- wytykanie lub pielęgnowanie błędów poznawczych związanych z nieróbstwem
- relacje interpersonalne
Nawet biorąc pod uwagę ilość i różnorodność wymienionych czynników, nie jesteśmy od nich w pełni zależni i sami potrafimy się do działania zmobilizować. Jak? O tym za tydzień.
Wewnętrzne źródła motywacji
Przygotowania świata zewnętrznego
Kochanie, wychłoszcz mnie, przypaliłam ziemniaki.
Kary i nagrody, ileż można?!
„Jak będziesz za dużo myślał, to myśliwym zostaniesz.”
„Weź się za siebie”
Za tydzień kontynuacja tematu.
Zarządzanie emocjami
Prolog
Wstęp
Pierwotne rozumienie pojęcia
Mój pomysł!
Pan na włościach swej emocjonalności
Techniki zarządzania emocjami
Metody „radzenia sobie ze stresem”, czyli niszczenia emocji
Metody motywowania się, czyli tworzenia emocji
Prosta technika nakierowywania emocjonalności
Banalna, ale ważna i przydatna ta psychologia jednak mimo wszystko…
Wewnętrzne źródła motywacji
Wewnętrzne źródła motywacji to temat o tyle trudny, co przydatny. Znajomość zagadnienia da nam możliwość samomotywowania się, co przy osiągnięciu wysokiego poziomu tej zdolności jest prostą drogą do sukcesu, gdyż bardzo chcemy go osiągnąć. Emocje są tu kluczem, bez nich bowiem ani rusz. W tym tekście napiszę nie tylko o tym jak wzbudzić w sobie emocje, ale także jak korzystać w tym procesie ze środowiska zewnętrznego.
Dobra, dużo wątków z poprzedniego wpisu będzie się powtarzać, ale różnica będzie taka, że tym razem ich istnienie będzie pochodzić z NASZEGO, WŁASNEGO, NIEZALEŻNEGO myślenia, a nie ze źródeł zewnętrznych. A jeśli od nas, to mamy sporą władzę, żeby to zmodyfikować. A to już miodzio.
Przygotowania świata zewnętrznego
Ok, to jest niezwiązane z tematem, ale uważam, że należy wspomnieć o tym, że choć bodźce ze świata zewnętrznego na nas wpływają i warunkują nasze zachowania, to możemy to środowisko zewnętrzne zmienić. Siła, z jaką robią to nasi znajomi, rodzina, szef czy polityka kraju jest całkiem spora, o czym zresztą pisałem tydzień temu. Jednak środowisko niekiedy trudno zmienić, a my szukamy rozwiązań łatwych i skutecznych, więc…obejrzyjmy trochę filmików motywacyjnych, posłuchajmy ludzi sukcesy, skorzystajmy z tego, co oferuje nam cały świat zewnętrzny.
| Nie zawsze można zmienić środowisko. ;) |
Kochanie, wychłoszcz mnie, przypaliłam ziemniaki.
Nie tylko zmiana środowiska, ale przystosowanie go pod siebie. Zmiana podejścia tak, aby bodźce zewnętrzne wywoływały odpowiednie emocje to rzecz trudna i często niepotrzebnie forsowana przez terapeutów behawioralnych, ale jeśli coś widać, widać też możliwość łatwej zmiany, to dlaczego nie skorzystać? Jak? Standardowo, karamy się i nagradzamy lub (ekstremum - warto spróbować) prosimy kogoś, żeby to zrobił za nas i wtedy zmieniamy podejście. Oczywiście trzeba uważać ze stresem i nie forsować tej metody, bo efekt może być żaden bądź odwrotny.
Trochę sucho, więc kilka powszechnych przykładów zmiany postawy za pomocą zachowań:
- chcąc się zmusić do regularnych ćwiczeń fizycznych za każdą wykonana serię nagradzamy się relaksem przy telewizorze/komputerze.
- za każde ulegnięcie nałogowi (alkoholowemu, narkotykowemu, papierosowemu, serialowemu itp.) karamy się czy to fizycznie (ból, ćwiczenia) czy odbierając sobie na jakiś czas przyjemności.
- Mój ulubiony przykład. Nagradzanie osoby, z którą jesteśmy w relacji koleżeńskiej i wyżej za wykonywanie tego, o co ja prosimy (np. głaskaniem, przytuleniem, uśmiechem, komplementem) i kranie za to, że czegoś nie zrobiła (smutkiem, odmówieniem spełnienia jej prośby, fochem, karami cielesnymi)
Najważniejsze, aby za KAŻDĄ czynność nagradzać się i karać, aby nagrody i kary odpowiednio wywoływały pozytywne i negatywne emocje (muszą być emocje związane z karą i nagroda, nie może to być pusty rytuał!), były adekwatne do osiągnięć. Fajnym sposobem jest nadanie danej czynności czy przedmiotowi wagi kary czy nagrody. Po ludzku to niemożliwe, a w psychologii owszem. Przykłady par exellance rzeczy, które mogą być zarówno karami jak i nagrodami: seks, śmierć, ból własny i zadawany drugiej osobie, Multipla, 3 z pracy klasowej (szkoła), miłość drugiej osoby do Ciebie. Wtedy behawioralnie zaczniemy lubić wykonywać daną czynność i stanie się ona dla nas nie tylko pożyteczna, ale i przyjemna. Oczywiście nie zawsze działa, czasem działa, więc o tym piszę. Ale są lepsze metody!
Kary i nagrody, ileż można?!
Dalej siedzimy ze Skinnerem. Kary i nagrody mogą wpłynąć nie tylko na zmianę postawy wobec danego bodźca tak, że by wywoływał o nas pożądane emocje, ale także (o, oczywistości!) motywują do bezpośredniego działania. Słynne warunkowanie sprawcze. Wtedy od razu stają się dla nas źródłem emocjonalnym, czyli motywują. Wewnętrznie, bo wyznaczamy je i wykonujemy z własnej woli (niekoniecznie samemu, można to zlecić drugiej osobie).
„Jak będziesz za dużo myślał, to myśliwym zostaniesz.”
Dobra, przechodzimy z behawioralnej do humanistycznej, a to już o wiele bardziej moje klimaty. Każdy człowiek ma jakieś myśli, pomysły, koncepcje i to one w dużej mierze kształtują jego zachowanie. Jak pomyślimy, żeby kogoś zabić, to to robimy. Jak pomyślimy, że jesteśmy beznadziejni, to z czasem utwierdzamy się w tym przekonaniu. Dlatego jeśli chcemy, żeby się nam coś udało, trzeba myśleć, że nam się uda – w ten sposób zwiększamy szanse. Jeśli chcemy być pewnymi siebie, to myślimy o sobie, że jesteśmy fajni. To działa! Oczywiście jeśli wykonamy odpowiednią liczbę powtórzeń. Rzecz jasna, myślenie to nie wszystko, trzeba jeszcze działać.
Jak to się ma do motywacji? Zmienienie myśli, utrzymywanie odpowiednich i zatrzymywanie nieodpowiednich w takli sposób, by wytworzyć podejście nakierowane na działanie. Wiem, brzmi enigmatycznie. Już wyjaśniam. Zmiana myślenia -> zmiana podejścia (czytaj. Zmiana emocji wytwarzanych przez bodźce) -> nowe emocje motywujące do działania.
„Kiedyś wiele rzeczy uznawano za niewykonalne do czasu aż ktoś ich nie dokonał."
Dyscyplina myśli pomoże nam jeszcze w inny sposób. Mianowicie, stawiając sobie cel przed oczy, automatycznie pojawiają się emocje powodujące, że chcemy go osiągnąć. Jeśli myślimy o tym, żeby poderwać ładną dziewczyną, to zaczynamy się pocić, stresować, co ma nas doprowadzić do zrealizowania zamierzenia. Jednak projekcja sukcesu, żeby była bardziej efektywna musi mieć kilka elementów:
- Wyliczenie zalet osiągniętego celu.
- Wytyczenie dokładnej drogi tudzież znalezienie pomysłu na wykonanie zadania.
- Świadomość, że dany cel jest w zasięgu ręki, że możemy go osiągnąć. Inaczej pozostanie tylko niespełnionym marzeniem, jakich wiele.
![]() |
| "Nikt mi nie powie, że maszyna może latać!" |
„Weź się za siebie”
…a dalej pójdzie z górki. Tudzież „zacząć to połowa sukcesu.” Coś w tym jest. Gdy w końcu się zmusimy to rozpoczęcia pisania artykułu na bloga, to jakoś go kończymy. Dlaczego? Tu po raz kolejny pojawia się teoria celów, zgodnie z którą każda kolejna literka, wyraz, zdanie daje nam odrobinkę emocji, które motywują. Dlatego właśnie najtrudniej zacząć, bo trzeba znaleźć motywację niewynikającą z osiągania celów tylko z innego źródła. Oczywiście, zawsze coś innego może nam się wydać bardziej atrakcyjne, wtedy przerwiemy pracę i nigdy do niej nie wrócimy. Dlatego warto zaczynać rozmaite inicjatywy – w trakcie okaże się czy są, mniej więcej, godne naszego wysiłku.
Zarządzanie emocjami
Prolog
Ostatnio pisałem dużo o motywacji, czyli o wytwarzaniu emocji niezbędnych do osiągania celu. Przypomnijcie sobie teraz jak bardzo czasem się Wam czegoś nie chce i jak bardzo owej motywacji wam potrzeba. A teraz Wam powiem, że Wy ją już macie i nie potrzebujecie więcej. Zaskoczeni? Czytajcie dalej.
Wstęp
Ok, jest sobie coś takiego jak stany afektywne, z których najpopularniejszym są emocje i będę używał tych pojęć na potrzeby tego tekstu zamiennie. Emocje to takie nienazwane i niezdefiniowane cośka, które odczuwamy. Wg ekspertów jest 6 emocji podstawowych, są tzw. praemocje i mnóstwo wtórnych. Każda emocja jest przez coś wywołana (bodziec) i w założeniu ma nam pomagać w wykonaniu konkretnego działania. Czyli w teorii:
Widzę ładną dziewczynę (bodziec)-> pojawia się miłość (emocje, uczucia) -> podrywam (działanie)
Niestety, rzecz nam się mocno skomplikowała poprzez różne błędy poznawcze i pomieszanie emocji, bo, co tu dużo nie mówić, jest ich w nas bardzo dużo. I tu wkracza nasz dzisiejszy superbohater – zarządzeni emocjami. Przywitajmy go brawami.
Pierwotne rozumienie pojęcia
Gdy się wspomina o zarządzeniu emocjami, a nie wspomina się wcale tak często mówiąc o psychologii, to kojarzy nam się z tym, żeby nie dać emocjom nas opanować. Żeby nie dać stresowi nas zjeść, miłości nas zwariować a złości pochłonąć. Zapraszam na fragment wykładu od 11 minuty:
Akurat w tym wypadku rzecz jest banalna i nie wymaga dłuższego rozwodzenia się, choć oczywiście naukowcy i terapeuci będą to wałkować i wałkować, właśnie dlatego, że jest łatwe i powszechnie dostępne. Że trzeba się kontrolować. Trzeba mieć jak najwyższy parametr samoregulacji, robić to, co chcemy robić. Mylę się? Właśnie, że tak. Widzicie, bo są dwie rzeczy: jedna to samoregulacja (o niej później na blogu) a zupełnie inna to kontrola nad wytwarzaniem i nakierowywaniem emocji na działanie. To drugie za chwilę, teraz jeszcze dodam, że większość psychologów w swoich terapiach (a przynajmniej w powszechnej literaturze), jeśli w ogóle zajmuje się zarządzaniem emocjami to tylko, podkreślam TYLKO po to, żeby czemuś się nie dać, żeby czegoś NIE zrobić, czego nie chcemy. A ja, jak zawsze, wezmę rzecz od dupy strony.
![]() |
| Już starożytni o tym wiedzieli. A podobno psychologia zaczęła się w XIX wieku.... |
Mój pomysł!
Zobaczcie jak wiele emocji przez Was przechodzi każdego dnia. Weźmy ten ukochany stres, jak często się pojawia, jak często Was paraliżuje i sprawia, że coś nie idzie jak powinno. Z drugiej strony zobaczcie ile razy Wam się czegoś danego dnia nie chce robić, a czujecie, że warto. A teraz puśćcie wodzę fantazji i jak by to było, gdyby przerzucić stres (Zarządzić tą emocją) tak, aby dopingował Was przy rzeczach, których wam się nie chce, a nie objawiał się przy rzeczach ważnych. Słowem, żeby był przydatny, żeby emocja powodowała działanie.
No i bardzo podobnie z pozostałymi emocjami, uczuciami. Tak krótko po przykładach:
- Miłość niech powoduje rozwój relacji z druga osobą, wzrost jej szczęścia
- Zainteresowanie, ciekawość niech powoduje poznawanie osoby czy przedmiotu, uczenie się
- Złość, smutek niech nam uświadomią, że coś jest źle i zmotywują do konkretnej poprawy przyczyny problemu
- Pożądanie seksualne niech nas zmotywuje do seksu a nie do porno czy masturbacji.
- Nuda niech spowoduje, że zrobimy coś ciekawe (czytaj konstruktywnego)
![]() |
| Jak napisałem jednej z mistrzów podrywu: "Problem polega na tym, że zazwyczaj odwagi starcza wyłącznie na odważne spojrzenie." A ja Wam mówię, zarządźcie odpowiednio swoimi emocjami, bo łapanie za tyłki jest spoko. |
Pan na włościach swej emocjonalności
Dobra, jeśli wizja bycia władcą własnych emocji wygląda dla Was apetycznie czytajcie dalej podręcznik początkującego lorda. Kilka pomysłów jak dojść do tego dość enigmatycznego i całkiem trudnego do wyjaśnienia, acz bardzo potężnego stanu. Władca własnych emocji. Człowiek, który dokładnie zna:
- Emocje jakie posiada. Emocje jakie są w życiu, jakie odczuwamy. Zdradzę tylko, że jest ich nieskończenie wiele.
- To, co powoduje emocje w nas. Czyli nie tylko nazywamy emocje, ale nazywamy też bodźce, od których się rodzą.
- Ilość i moc stanów afektywnych w sobie.
- Efekty jakie każda z emocji może powodować.
- Przyporządkowanie każdej kolejnej emocji zadań, jakie będzie pełnić, do celów z jakich grup będzie motywować.
![]() |
| Mniej więcej tak się poczujecie. |
Techniki zarządzania emocjami
Ostatnio było mocno teoretycznie o zarządzaniu emocjami, więc pomyślałem, że trochę praktyki się przyda. W tym tygodniu przedstawię kilka konkretnych technik na zmniejszanie, zwiększanie i nakierunkowywanie własnej emocjonalności tak, żeby osiągać to, co chcemy. Będzie to syntetyczne ujęcie tego, co mówi się powszechnie określając jako „sposoby radzenia sobie ze stresem” oraz kilku innych pomysłów.
Ważna uwaga: techniki są skuteczne w zależności od osobowości, ale zwłaszcza w zależności od jakości ich zastosowania. Będę starał się w miarę dokładnie opisać co jak, kiedy i dla kogo działa. Jeśli coś nie działa w przypadku tych tutaj podanych to nie znaczy, że mój blog jest kiepski, ale znaczy, że nie umiecie tej wiedzy wykorzystać, jak zresztą znakomita większość społeczeństwa.
Metody „radzenia sobie ze stresem”, czyli niszczenia emocji
Popularne sposoby radzenia sobie ze stresem to zazwyczaj sposoby na zmniejszanie jego odczuwania w taki sposób, żeby nie paraliżował on naszych działań. Jest to całkiem logiczne. Pozbywamy się czegoś, co nam szkodzi. Zakładając, że nie umiemy zagospodarować i użyć emocji lub jest to w jakiś sposób niemożliwe, nieefektywne np. musimy się szybko uspokoić, to jest kilka technik:
- Regulowanie oddechu, rozluźnianie mięśni. Zmniejszamy w ten sposób stresujące bodźce fizjologiczne, stres opada, przy okazji nabieramy pewności siebie.
- Racjonalizacja – ten egzamin wcale nie jest taki straszny tudzież taki ważny.
- Racjonalizacja 2 – stresowanie się i tak tego nie zmieni, a może być jeszcze gorzej.
- Głównym źródłem emocji jest myślenie o czymś, co je wywołuje. Więc emocji możemy się pozbyć zmieniając obiekt rozważań najlepiej na przyjemny, odprężający.
- Jeśli mamy w sobie za dużo emocji, a nic aktualnie nie robimy, stresując się tym, co zaraz nastąpi, warto się czymś zająć. Wtedy automatycznie skupimy się na nowej czynności. Angażując się w nią, po drodze gubią się emocje związane z poprzednią, czyli te, których nie chcemy
![]() |
| Wysiłek fizyczny jest jednym z najpopularniejszych sposobów radzenia sobie z nadmiarem emocji. |
Metody motywowania się, czyli tworzenia emocji
Czasem nic nie czujemy, nic nam się nie chce, a trzeba coś zrobić. No i wtedy się motywujemy. Jeśli nie mamy obecnie żadnych emocji w zanadrzu, to kilka technik jak jest stworzyć. Zauważcie, że motywacja =/= kreowanie emocji. Motywacja to emocje już nakierowane na jakieś konkretne działanie. W dużej ilości przypadków to się pokrywa, ale nie zawsze. Np. chcąc się zmotywować do zrobienia obiadu oglądamy przerażający horror. Jest w nas dużo emocji strachu, ale nie służy ona wykonaniu zadania. Możemy jednak ją nakierować na wykonanie zadania, choć w tym konkretnym przypadku jest to całkiem trudne. W każdym razie oto techniki demiurgicznego kreowania emocji:
- Racjonalizacja 3 – dostrzeżenie istotności zadania. Ten egzamin jest bardzo ważny, dużo od niego zależy, trzeba się pouczyć.
- Przypomnienie o karze lub nagrodzie.
- Przypomnienie o ważności swojego zadania nie tylko dla siebie, ale także dla ludzi, świata, nadanie mu większej wartości i znaczenia niż ma w rzeczywistości tzw. złudzenia, które pozwalają żyć.
- Słuchanie piosenek, oglądanie filmów o wysoce emocjonalnym charakterze. Przykład: mocna muzyka, wojenna tematyka powodują u słuchacza wzrost emocji, które może dość łatwo ukierunkować na na działanie. Polecam na budzik.
Prosta technika nakierowywania emocjonalności
O zarządzaniu już pisałem bardzo dużo i mam nadzieję, że wiecie o co chodzi. Wcześniejsze artykuły dotyczyły już nakierunkowywania emocjonalności, czyli procesu motywacji i podałem dużo przykładów i techniki, które jednocześnie wytwarzają i nakierowują. Teraz kilka zabiegów jak emocje nienakierowane nakierować. Są to zabiegi trudne, ale całkiem pożyteczne.
Pamiętacie teorię emocji? Że są wtórne, różnie się je odczuwa, mamy wiele w różnym w jednym czasie. Odczuwanie emocji pełni także funkcję poznawczą, mówi nam o tym, co jest złe i dobre, do czego powinniśmy dążyć, a czego unikać (np. szczęście, radość, miłość, namiętność, smutek, złość, rozpacz, niesmak, wstyd). Same w sobie nie są one bodźcem do działania, my tylko czujemy. Ale możemy to przekuć na działanie dzięki pewnemu procesowi, który wielokrotnie w nas nieświadomie zachodzi.
Czujemy pozytywną emocję -> poznajemy jej przyczynę -> działamy tak, aby w przyszłości tę emocję jak najczęściej odczuwać za pomocą poznanej przyczyny.
Co ważne, podczas tego procesu wytwarzają się emocje niezbędne do przebiegu procesów motywacyjnych.
Wiem, wiem, skomplikowany zapis trywialnego procesu. Ale warto się nad nim pochylić i częściej w ten sposób analizować to, co przeżywamy. Pozwoli nam to nie tylko z każdej praktycznie mocnej emocji wytworzyć działanie, czyli już coś się dzieje! Da nam także wiedzę z zakresu inteligencji emocjonalnej i wzmocni w nas zdolności psychologiczne, a te są naprawdę we współczesnym świecie przydatne.
Banalna, ale ważna i przydatna ta psychologia jednak mimo wszystko…
Na koniec postraszę. O ile z psychologii osobowości wiemy, że mamy różne temperamenty, emocji przeżywamy i wyrzucamy z siebie różne ilości i to jest generalnie OK, o tyle ludzie mają mnóstwo problemów w tym zakresie. Brak stymulacji prowadzi do nudy i nieróbstwa a nadmiar do nerwic, depresji i problemów natury medycznej. Za dużo miłości uniemożliwia poznanie obiektu westchnień, a za mało prowadzi do mnóstwa rozwodów. Za dużo złości prowadzi do nienawiści wobec wszystkiego, a za mało do podejścia, że „jest super”. Przykłady niedobrej ilości emocji oraz ich złego ukierunkowania są powszechne i można je mnożyć. W cięższych przypadkach raczej chodzi o zbyt duża ilość rozmaitych emocji, z którymi ludzie sobie nie radzą. Psychologia kliniczna zna mnóstwo przypadków tego typu. No i tu nawet najlepszy blog nie pomoże. Tu pole do popisu zostawiam terapeutom, którzy korzystają z bardzo podobnych technik do tych, które wymieniłem z tym, że są w tym lepsi. Ja jedynie daję wiedzę, której możecie (powinniście) użyć w swoim życiu, by uczynić je lepszym.
Pozaemocjonalne elementy psychologii sukcesu
Koncentracja
Zarządzanie sobą w czasie (zarządzanie czasem)
Lista zadań
Praca a odpoczynek
Aleeeeee jak?
Nie dla psa kiełbasa.
Podsumowanie
Powiedzenie „wszyscy grają w piłkę, ale i tak wygrywają Niemcy tym razem się sprawdziło”. Dziś, w poniedziałek, walczyłem o życie, zmagając się z materia roli komentarza sportowego w przeżywaniu siatkarskich emocji w Polsce celem dostania się na MISHa na UW. Wyniki w czwartek. Człowiek zaczyna żyć trochę jakby aktywniej. Mam dziś pewien bulwers, który chcę wyładować, więc zalecam ominięcie następnego akapitu.
![]() |
| Aż taki :dobry" nie jestem. :( Ale było sympatycznie. |
Chodzi o sprawę profesora Chazana. Rzecz jest multiwątkowa i trudna. Problem moralności aborcji dzieci-niedzieci zostawiam etykom i się tym nie zajmę. Natomiast fakt, że nie wyświadczono usługi żądanej przez pacjentkę jest wynikiem idiotycznego systemu. Systemu państwowej opieki zdrowotnej, który nakazuje lekarzom wykonywać ich pracę w sposób ustawowy, a nie taki, jak uważają za słuszny. Każe im pracować, gdy są zmęczeni, gdy nie czują się na siłach wykonywać zabieg, gdy nie mają fizycznych możliwości, gdy nie umieją, wreszcie, gdy uważają, że jest to moralnie niewłaściwe. W libertariańskim społeczeństwa, zakładając legalność mordowania nienarodzonych, kobieta poszłaby do szpitala, zapłaciła, a szpital wykonał usługę. Jeśli nie, to jest to oszustwo, kodeks karny, te sprawy. A tu – problem. Jak to mówią: socjalizm to ustrój, w którym bohatersko zwalcza się problemy, które w kapitalizmie nie występują.
Pozaemocjonalne elementy psychologii sukcesu
Wiecie, kocham emocje. Podejście humanistyczne do całości zjawisk psychologicznych dla mnie jest najlepsze i najpełniejsze. Właśnie dlatego aż 4 posty poświęciłem problemowi emocji, zarządzania nimi, procesom motywacyjnym. Jednak psychologia sukcesu to nie tylko stany afektywne powodujące, że nam się chce i robimy. Uznałem, że owe stany afektywne są prawdziwie ważne i dlatego aż tyle miejsca i czasu dla nich. Mam ku temu swoje powody, widząc zachowania ludzi i w ogóle. W każdym razie, w dzisiejszym poście będzie o innych, pozaemocjonalnych, ważnych czynnikach sukcesu.
Koncentracja
Koncentracja to zdolność ukierunkowania, skupienia swoich myśli i działań na jednej czynności. Nie jest ona potrzebna do większości życiowych czynności, które wykonujemy, natomiast przydaje się przy czynnościach trudnych, złożonych, wieloetapowych, w sytuacjach istotnych dla dalszych naszych losów, stresujących. Koncentracja jest umiejętnością, więc niektórzy mają ja wykształcona na wysokim poziomie od urodzenia, a niektórzy nigdy nie nabędą. Z racji jednak, że to umiejętność, można ją wyćwiczyć, a to dobra wiadomość.
Najlepszym sposobem na polepszenie własnej zdolności koncentrowania się jest uprawianie sportu, zwłaszcza sportów umysłowych jak snooker, szachy, brydż. Kluczem jest dyscyplina myśli, panowanie nad tym, co robimy. Koncentracja jest silnie związana z flow, czyli o wiele łatwiej nam się skoncentrować, gdy wykonujemy czynność, która lubimy. Podobnie, gdy trzeba zrobić coś czego nie lubimy, nasze myśli uciekają daleko, do czynności przyjemnych. Rzecz wynika z naturalnej dla człowieka chęci czerpania coraz większej przyjemności. W każdym razie, żeby się skoncentrować na czymś czego nie lubimy, dobrze jest najpierw to polubić, a potem bawić się w bardziej zaawansowaną dyscyplinę myśli. Emocje i uwarunkowania behawioralne są tu kluczem.
Zacząłem trenować snookera i wiem jak to trudne, jak bardzo wymaga skupienia się. I taki czysty zachwyt nad ową umiejętnością psychologiczną.
Zarządzanie sobą w czasie (zarządzanie czasem)
Rzecz jest straszna. Nie dlatego, że trudna czy nieosiągalna, ale dlatego, że powstało mnóstw technik, teorii, pomysłów nie tylko psychologicznych żeby sprawę udoskonalić. Jest to bodajże najczęściej poruszany aspekt psychologii sukcesu, ale ani on najważniejszy, ani najłatwiejszy do zastosowania. Dlaczego wszyscy się tak bardzo zarządzaniem czasem interesują? Bo jest to przedmiot interdyscyplinarny (logistyka, psychologia, filozofia, ekonomia), więc przedstawiciele wszystkich dyscyplin o tym mówią. Ze względu na różne podejścia, powstało także wiele różnych teorii. Ja nie będę się w nie zagłębiał, podrzucę Wam tylko kilka technik/pomysłów związanych z tym, jak i kiedy co robić.
Lista zadań
Ustalenie listy czynności, które mamy wykonać znacząco pomaga w ich wykonaniu. Niezależnie od miejsca jej sporządzenia (kartka, kalendarz, telefon, komputer). Najważniejsza jest pamięć o tym, co chcemy zrobić, umieszczenie dokładnych, precyzyjnych zadań i wyznaczenie czasu na nie poświęconego. Tworzenie takiej listy wymaga sporej wiedzy. Kilka wskazówek:
- Wyznaczać jak najwięcej celów. Powiedzenie sobie „odrabianie lekcji” czy „pisanie pracy magisterskiej niewiele da”. Czynności muszą być skonkretyzowane
- Wszystko ujęte mniej więcej w czasie.
- Każdy ma pewne godziny za dnia, w których działa efektywniej niż w innych. Te powinien wykorzystać na działania wymagające większego wysiłku, a w czasie niewielkiej aktywności odpoczywać (spać).
Praca a odpoczynek
Wkurza mnie jak ludzie odróżniają pracę i odpoczynek. Gdy ktoś tak robi, narzekając jednocześnie na pracę, to znaczy, że przegrał życie. Koniec, kropka. Praca to czynność, która ma określony efekt. To czy przynosi nam przyjemność nie zależy od tego, co robimy, ale jakie mamy podejście. Historia zna wiele przykładów, gdzie coś, co ludzie uznają za uciążliwe, może komuś sprawić radość i być aktywną formą wypoczynku, spędzania wolnego czasu np. testowanie gier komputerowych, komentowanie meczów, pisanie artykułów, podrywanie czy malowanie płotu. Wszystko zależy od pierwotnego podejścia, naszych zainteresowania, aktualnej emocjonalności (jak się jest szczęśliwym, to wszystko jakby robimy szybciej, efektywniej, łatwiej i przyjemniej) oraz powtarzalności. Jeśli coś wiele razy robimy, to nas z czasem zaczyna nudzić. Dlatego osobiście podziwiam ludzi, którzy całe swoje życie zawodowe poświęcają np. piłce nożnej, siatkówce, polityce, muzyce itp. To jest pasja. A każda pasja jest niesamowita, niezwykła, cudowna, piękna i w ogóle.
Aleeeeee jak?
Czyli co, całe życie pracujemy? 24h na dobę. Technicznie – tak, każde działanie ma jakiś efekt nawet sen, czy scrollowanie kwejka. Więc nie dzielcie swojej listy zadań na pracę, odpoczynek i sen, bo to jest podział dla idiotów. Znajdujcie efekty każdej wykonywanej czynności. W niektórych systemach edukacji nawet każe się uczniom takie aspekty wynajdywać, żeby zobaczyli co i jak stymuluje ich rozwój. Nie mnie wnikać w systemy edukacji, natomiast psychologicznie bardzo się przydaje. Robisz coś i wiesz dlaczego to robisz. Piękna sprawa.
Idąc dalej tą drogą, trzeba tak planować swoje dnie, tygodnie, miesiące, lata, aby optymalnie zaspokajać swoje potrzeby i najszybciej się rozwijać. Pokrótce wymienię teraz grupy potrzeb (szerzej o potrzebach i całej ich skomplikowanej teorii będzie w następnym, dużym dziale blogowania. Zobaczycie, Maslow się schowa):
· Potrzeby fizjologiczne – można trochę nagiąć, ale nie za bardzo. Z nimi większość ludzi nie ma problemu
· Społeczne – związane z rozmawianiem z ludźmi, tworzeniem relacji. Dużo osób ma tu problemy, zwłaszcza jeśli chodzi o mocne relacje indywidualne.
· Potrzeby samorealizacji – człowiek potrzebuje pracować, żeby czuć się ważnym. Człowiek chce wyrażać siebie i czynić ten świat lepszym, choć niekiedy tej potrzeby nie czuje.
· Potrzeby relaksu – mózg i ciało nie mogą być w ciągłym wysiłku, muszą się regenerować. Ciało podczas bezruchu fizycznego, a umysł podczas braku lub niewielkiego wysiłku myślowego i emocjonalnego. Oba mogą się regenerować podczas snu, ale musza być zapewnione odpowiednie warunki – fizyczna wygoda (nie może być zimno czy mokro) i „bycie w zgodzie z poduszką”.
| Uwaga, to jest gówno. Ale w każdej kloace, można znaleźć coś ciekawego. Warto znaleźć mniej więcej własne, ambitne proporcje i wszystko ustawić w czasie każdego dnia. Największym problemem zarządzania czasem jest bowiem złe ustawienie "dnia codziennego". |
Nie dla psa kiełbasa.
Kolejnym aspektem, który dziś poruszę jest mierzenie sił na zamiary. Wyznaczanie sobie celów i realizowanie ich jest super, ale jest także pewną umiejętnością. Cele nie mogą być za duże, zbyt odległe, zbyt ogólne. Wielkie marzenia, smutna prawda, z reguły się nie spełniają i o nich zapominamy. Dlatego warto wyznaczać takie, które możemy osiągać. Niech będą ambitne, ale nie wystrzelone w kosmos. Kilka cech, jakie powinien mieć dobry cel:
- Odpowiednio łatwy. I nie chodzi tu o obiektywną trudności, ale o rozumianą w znaczeniu moich możliwości: mojej inteligencji, zasobów finansowych, ludzkich itp. Jeśli nie ma tych zasobów, nie ma fizycznej możliwości, to automatycznie opada emocjonalność i nam się nie chce. Wtedy nie warto tej emocjonalności zwiększać.
- Szczegółowy. Umieszczamy cel w ramach geograficznych, czasowych, dobieramy środki i podcele, po których będziemy dążyć do tego głównego.
- Wysoce emocjonalny. Nie może być tak, że wizja spełnienia marzeń nas nie podnieca! Że marzenia nam wyznaczają inni. Dobry cel musi sprawiać, że gdy zbliżamy się do niego, nie możemy spać po nocach, tak bardzo nam zależy.
- Użyteczny. Jeżeli coś robimy to po to, aby spełniać swoje potrzeby. Rozmaite. Jeżeli chcemy coś zrobić i nie wiemy co nam to da, to lepiej się zastanowić. Jak wspominałem wcześniej warto wiedzieć, jakie potrzeby spełniają nasze działania, co dają światu, wtedy planowanie będzie wydajniejsze, a działanie szybsze, dzięki wytworzonym, ukierunkowanym emocjom.
Podsumowanie
Jeśli chcesz osiągać w życiu sukces wcale nie musisz być pięknym, młodym, mądrym i bogatym, choć to niewątpliwie pomoże. Przede wszystkim musisz sobie wyznaczyć cele, które zamierzasz realizować. Umieść je w czasie i przestrzeni, wyznaczać jak najwięcej małych celów, które składają się na większe i konsekwentnie wszystko realizuj, umieszczając w planie dnia. Nie zapominaj o motywowaniu się, przypominaniu o swoim zadaniu. W zależności od sytuacji zmniejszaj lub zwiększaj emocje, starając się je możliwie jak najbardziej nakierunkować na działanie. Słuchaj inspirujących historii, niech one będą dla Ciebie motywacją, by osiągać jeszcze więcej. „Dąż do szczęścia” O tym za tydzień już….
| Optymistycznie. :) |








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz