Najpierw była ogólna ekstaza i
wielka radość, że Polska dostała organizację siatkówkowych Mistrzostw Świata i
to dwa lata po piłkarskim Euro. Wszystko pięknie – wiemy, że polska siatkówka
męska stoi na wysokim poziomie zarówno klubowym jak i reprezentacyjnym. Wiemy,
że polscy kibice są świetni, a i hale spore i wysokiej jakości. Niestety, jak
pisał Kaczmarski o Polakach
„gdy świat owinie myśli błyskiem
I wielką prawdę w lot uchwyci
To straci na niej zamiast zyskać
I jeszcze będzie się tym szczycił”
Co prawda, nie odkryto żadnej technologii czy wynalazku, ale
zdobyto piękną możliwość promocji siatkówki w Polsce i Polski na świecie. I co
się stało? Ano – źle się stało.
![]() |
Gorzko, bardzo gorzko
Prawdziwa miłość zakłada
konstruktywna krytykę i chęć tworzenia obiektu westchnień lepszym. W tym momencie
krytyka spływa na telewizję Polsat, która zakodowała owe Mistrzostwa Świata
tak, że będzie mógł je oglądać ten, co dodatkowo zapłaci lub jest abonentem
Plusa czy Cyfrowego Polsatu. Jest to, delikatnie rzecz ujmując, kiepski sposób
na promocje dyscypliny. Wyimaginujcie sytuację, gdyby MŚ były pokazywane
ogólnodostępnie:
Przychodzi Kowalski do domu i pyta żonę:
-Co dziś ciekawego w telewizji?
Żona odpowiada:
- Polacy grają w siatkę na Mistrzostwach Świata
Kowalski stwierdza, że to całkiem ciekawe no i oglądają, a
ich syn się zakochuje w dyscyplinie, zaczyna trenować i staje się zawodowym
siatkarzem.
A we wrześniu będzie tak:
Przychodzi Kowalski do domu i pyta żonę:
-Co dziś ciekawego w telewizji?
Żona odpowiada:
-Nic nie ma.
Kowalski siada i czyta gazetę, a syn wychodzi na piwo z
kolegami. I takich sytuacje mogą być setki tysięcy.
Życie. Trzeba pamiętać, że
wszelkie sporty masowe mają swoich kibiców sezonowo, a nie na stałe. Większość
fanów rozmaitych dyscyplin interesują tylko najważniejsze mecze, a nie całość
sezonu ligowego, reprezentacyjnego itd. I teraz, gdy jest okazja przyciągnąć
przed telewizory miliony, zarobić na reklamach, przyswoić bardziej stałych i
wiernych fanów dyscypliny, to ich odpychamy. Idiotyzm.
Tłumaczenie Polsatu jest epickie.
Nie ma pieniędzy, liczyli na sponsorów na wsparcie rządowe. To jeszcze bardziej
pokazuje czystość głupoty owej stacji, zarówno teraz, jak i przy samym organizowaniu
imprezy. Primo, będąc reklamodawcą wykupienie 30 sekund przy milionowej widowni
to jest coś, co warto zrobić. Ceny za taki czas antenowy byłyby bardzo
opłacalne. Secundo, no hej, jeśli robimy imprezę sportową, to możemy odnieść na
niej dwojaką korzyść: prestiżową i ekonomiczną. Najlepiej obie, ale trzeba było
to wcześniej odpowiednio zaplanować. A w tym momencie cudowni operatorzy
przegrają, moim zdaniem, na obu polach. Nie sądzę bowiem, żeby dużo osób
wykupiło Polsat Volleyball. Podejrzewam nawet, że dużo osób specjalnie, na
złość, zbojkotuje imprezę, albo przejdzie wobec niej obojętnie. Że o ogólnym
pogorszeniu wizerunku stacji i mniejszej ilości widzów na przyszłych
widowiskach siatkarskich już nie wspomnę. Także gorzko, bardzo gorzko. Ale jest
plusik – radiogol.pl będzie miało więcej słuchaczy.
Promocja jest, ale czy okaże się skuteczna?
Zasady gry
Odchodzimy od transmisji i organizacji, a zajmujemy się
rywalizacją sportową, ale nieco inaczej, zresztą jak zawsze. Zacznę od opisania i oceny formuły turnieju. W Mistrzostwach startują 24 zespoły ze
wszystkich kontynentów, podzielone na 4 grupy po 6 drużyn każda. Turniej składa
się z 3 faz. Do drugiej przechodzą 4 najlepsze zespoły. Tworzą się dwie grupy
po 8 zespołów każda. I kolejno drużyna gra z 4 przeciwnikami, z którymi
uprzednio bojów nie toczyła. Wychodzą 3 najlepsze, tworzą małe grupy. Najsłabsze
z nich drużyny rywalizują w meczu o 5. Miejsce, a pozostałe systemem pucharowym
rozgrywają półfinały, finał i mecz o 3. Miejsce. O ile dobrze liczę jeden
zespół może rozegrać 13 spotkań na przestrzeni 3 tygodni. To dużo, bardzo dużo,
za dużo. Drużyny na pewno będą rotować składami i wystawiać teoretycznie
słabszych graczy na teoretycznie łatwiejsze mecze. Kadra na turniej składa się
z 14 zawodników, z czego w meczu, w myśl najnowszych przepisów, może wystąpić
12. Ten przepis FIVB zmieniało, co nie było zbyt sympatyczne. Ale stara zasada
mówi, że wszystkie innowacje najpierw muszą zostać wprowadzone w małych
turniejach, a dopiero potem w dużych.
Dużo meczów, 3 tygodnie - to na pewno pozwoli bardzo sprawiedliwie wyłonić zwycięzców. Z drugiej strony niezwykle ważne staja się nie tylko zdolności sportowe, ale także wytrzymałość fizyczna, psychiczna, motywacja, równość czternastek, zespołowość czy koniec końców sprawność sztabów medycznych i przygotowania fizycznego. Z drugiej strony w tej formule, wbrew pozorom, żadnego meczu nie można odpuścić, bo punkty z rywalizacji grupowej przechodzą dalej.
Dużo meczów, 3 tygodnie - to na pewno pozwoli bardzo sprawiedliwie wyłonić zwycięzców. Z drugiej strony niezwykle ważne staja się nie tylko zdolności sportowe, ale także wytrzymałość fizyczna, psychiczna, motywacja, równość czternastek, zespołowość czy koniec końców sprawność sztabów medycznych i przygotowania fizycznego. Z drugiej strony w tej formule, wbrew pozorom, żadnego meczu nie można odpuścić, bo punkty z rywalizacji grupowej przechodzą dalej.
Gwiazdorzenie
Mistrzostwa
Świata i Igrzyska Olimpijskie to takie turnieje, na których chcą zagrać wszyscy
wielcy tego świata. Zawodnicy i trenerzy. Kompletowanie kadry narodowej jest
wydarzeniem, z którego można by niezły serial nakręcić. Próby sił między
średnio chętnymi do gry zawodnikami, a mającymi swoją niezmienną wizję
trenerami są problemem od kiedy sport stał się zawodowy i komercyjny. Problemy
zawodników to niechęć do treningów i domaganie się bezwzględnego miejsca w
pierwszej szóstce, specjalnego traktowania. O ile można zrozumieć taka postawę
o graczy 35+, to u młodszych niezbyt. Trenerzy stają wtedy przed bardzo trudnym
wyborem. Wyrzucenie gwiazdki z kadry skutkować może osłabieniem (choć nie
zawsze) poziomu sportowego, nagonką medialną, braku ikony, lidera zespołu. Z
kolei pozostawienie raczej negatywnie wpłynie na zespołowość gry (a jak mawiał
Zdzisław Ambroziak „siatkówka to najbardziej zespołowy ze wszystkich sportów”),
podważaniem autorytetu szkoleniowca, a przy tzw. graniu za zasługi osłabieniem
poziomu sportowego. Przy obecnej sytuacji, kiedy w siatkówkę gra coraz więcej
ludzi, trenerzy coraz częściej decydują się pozbyć kłopotliwych zawodników,
którzy uważają, że „im się należy”. Nic się nikomu nie należy, na wszystko
trzeba sobie zapracować i to solidnym treningiem, a nie uprzednimi
osiągnięciami. Nazwiska takich zawodników to Matej Kazijski, Ricardo, Gyorgi
Grozer, Lloy Ball czy ostatnio Bartosz Kurek. Powody są czasem niby zdrowotne,
finansowe, ale najczęściej ich kompilacja i zwyczajne niechciejstwo
psychologiczne. W każdy razie dla trenerów jest to, coraz mniejszy już, na
szczęście, kłopot. A dla młodych i ambitnych szansa by się wykazać, także nic
straconego.
Powstanie niziołków?
Ogólnie
wiedza przeciętnego człowieka dotycząca siatkówki ogranicza się do Polski,
Rosji i Brazylii. Co lepsi znają mniej więcej siły zespołów europejskich oraz
USA, Argentyny, Kanady czy Iranu (w tej kolejności), a prawdziwy ekspert dorzuci
jeszcze wschodzącą Australię. Natomiast nie mówi się o tych siatkarskich, jak
to nazwałem, niziołkach. Jeszcze niedawno tak samo nie mówiło się o Iranie czy
Australii jako o poważnych kandydatach do siatkarskiej elity. I nie zdziwiłbym
się, jakby, z całym szacunkiem, taki Kamerun, Wenezuela czy Portoryko
wyeliminowały kogoś z udziału w 2. fazie turnieju. Współczesna siatkówka jest
bardzo wyrównana i naprawdę każdy uczestnik ma szanse namieszać. A „niziołków”
nikt nie śledzi, nic się od nich nie oczekuje i właśnie to staje się ich
największą zaletą. Nieobliczalność.
„Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną…”
Polska ma
kadrę na Mistrzostwo Świata. Ci zawodnicy i trenerzy są w stanie zdobyć złote
medale. Są tylko dwa problemy. Po pierwsze, kadrę na Mistrzostwo Świata, ma
mniej więcej połowa uczestników, a po drugie, kadra to nie wszystko. Oczywiście,
jak to bywa na wielkich turniejach, mają one swoich bohaterów, często są to
odkrycia, zawodnicy mniej znani szerszej publiczności, ich się zapamiętuje. I z
tym się zgadzam, ale…wygra zespół. Tak, niewątpliwie zespół. Przed piłkarskim
Mundialem mówiło się, że Brazylijczycy mają Neymara, Argentyńczycy Messiego, a
Niemcy mają zespół. Przy tak wyrównanej stawce,
jaką niewątpliwie są faworyci do medalów (Polska, Brazylia, USA, Rosja,
Iran, Włochy, Serbia) zawodnicy indywidualnie są na bardzo wysokim poziomie.
Więc na przestrzeni meczów i turniejów nie będą się już liczyć typowe elementy
siatkarskiego rzemiosła czy nawet taktyka. Liczyć się będzie przede wszystkim
nastawienie psychiczne, umiejętność podnoszenia się, grania końcówek, grania
pod presją. Także miejcie nadzieję, bo
szanse są, trzeba tylko umieć je wykorzystywać.
„It’s the final countdown”
Pierwszy gwizdek już słynnej, choć
z powodów niezbyt sportowych imprezy zabrzmi 30 sierpnia na meczu Polska –
Serbia na Stadionie Narodowym. Wszystkie reprezentacje przygotowywały się do
niej właśnie i wystawią to, co mają najlepsze. I za wyniki tu właśnie wszyscy
będą rozliczeni i to zasadniczo powinna być największa reklama tej imprezy. Do
usłyszenia na meczach!



