czwartek, 28 sierpnia 2014

(Niezbyt) Siatkarskie Mistrzostwa Świata 2014 - wprowadzenie

Najpierw była ogólna ekstaza i wielka radość, że Polska dostała organizację siatkówkowych Mistrzostw Świata i to dwa lata po piłkarskim Euro. Wszystko pięknie – wiemy, że polska siatkówka męska stoi na wysokim poziomie zarówno klubowym jak i reprezentacyjnym. Wiemy, że polscy kibice są świetni, a i hale spore i wysokiej jakości. Niestety, jak pisał Kaczmarski o Polakach
„gdy świat owinie myśli błyskiem
I wielką prawdę w lot uchwyci
To straci na niej zamiast zyskać
I jeszcze będzie się tym szczycił”
Co prawda, nie odkryto żadnej technologii czy wynalazku, ale zdobyto piękną możliwość promocji siatkówki w Polsce i Polski na świecie. I co się stało? Ano – źle się stało.

Gorzko, bardzo gorzko

Prawdziwa miłość zakłada konstruktywna krytykę i chęć tworzenia obiektu westchnień lepszym. W tym momencie krytyka spływa na telewizję Polsat, która zakodowała owe Mistrzostwa Świata tak, że będzie mógł je oglądać ten, co dodatkowo zapłaci lub jest abonentem Plusa czy Cyfrowego Polsatu. Jest to, delikatnie rzecz ujmując, kiepski sposób na promocje dyscypliny. Wyimaginujcie sytuację, gdyby MŚ były pokazywane ogólnodostępnie:
Przychodzi Kowalski do domu i pyta żonę:
-Co dziś ciekawego w telewizji?
Żona odpowiada:
- Polacy grają w siatkę na Mistrzostwach Świata
Kowalski stwierdza, że to całkiem ciekawe no i oglądają, a ich syn się zakochuje w dyscyplinie, zaczyna trenować i staje się zawodowym siatkarzem.
A we wrześniu będzie tak:
Przychodzi Kowalski do domu i pyta żonę:
-Co dziś ciekawego w telewizji?
Żona odpowiada:
-Nic nie ma.
Kowalski siada i czyta gazetę, a syn wychodzi na piwo z kolegami. I takich sytuacje mogą być setki tysięcy.
Życie. Trzeba pamiętać, że wszelkie sporty masowe mają swoich kibiców sezonowo, a nie na stałe. Większość fanów rozmaitych dyscyplin interesują tylko najważniejsze mecze, a nie całość sezonu ligowego, reprezentacyjnego itd. I teraz, gdy jest okazja przyciągnąć przed telewizory miliony, zarobić na reklamach, przyswoić bardziej stałych i wiernych fanów dyscypliny, to ich odpychamy. Idiotyzm.
Tłumaczenie Polsatu jest epickie. Nie ma pieniędzy, liczyli na sponsorów na wsparcie rządowe. To jeszcze bardziej pokazuje czystość głupoty owej stacji, zarówno teraz, jak i przy samym organizowaniu imprezy. Primo, będąc reklamodawcą wykupienie 30 sekund przy milionowej widowni to jest coś, co warto zrobić. Ceny za taki czas antenowy byłyby bardzo opłacalne. Secundo, no hej, jeśli robimy imprezę sportową, to możemy odnieść na niej dwojaką korzyść: prestiżową i ekonomiczną. Najlepiej obie, ale trzeba było to wcześniej odpowiednio zaplanować. A w tym momencie cudowni operatorzy przegrają, moim zdaniem, na obu polach. Nie sądzę bowiem, żeby dużo osób wykupiło Polsat Volleyball. Podejrzewam nawet, że dużo osób specjalnie, na złość, zbojkotuje imprezę, albo przejdzie wobec niej obojętnie. Że o ogólnym pogorszeniu wizerunku stacji i mniejszej ilości widzów na przyszłych widowiskach siatkarskich już nie wspomnę. Także gorzko, bardzo gorzko. Ale jest plusik – radiogol.pl będzie miało więcej słuchaczy.
Promocja jest, ale czy okaże się skuteczna?

Zasady gry

Odchodzimy od transmisji i organizacji, a zajmujemy się rywalizacją sportową, ale nieco inaczej, zresztą jak zawsze. Zacznę od opisania i oceny formuły turnieju. W Mistrzostwach startują 24 zespoły ze wszystkich kontynentów, podzielone na 4 grupy po 6 drużyn każda. Turniej składa się z 3 faz. Do drugiej przechodzą 4 najlepsze zespoły. Tworzą się dwie grupy po 8 zespołów każda. I kolejno drużyna gra z 4 przeciwnikami, z którymi uprzednio bojów nie toczyła. Wychodzą 3 najlepsze, tworzą małe grupy. Najsłabsze z nich drużyny rywalizują w meczu o 5. Miejsce, a pozostałe systemem pucharowym rozgrywają półfinały, finał i mecz o 3. Miejsce. O ile dobrze liczę jeden zespół może rozegrać 13 spotkań na przestrzeni 3 tygodni. To dużo, bardzo dużo, za dużo. Drużyny na pewno będą rotować składami i wystawiać teoretycznie słabszych graczy na teoretycznie łatwiejsze mecze. Kadra na turniej składa się z 14 zawodników, z czego w meczu, w myśl najnowszych przepisów, może wystąpić 12. Ten przepis FIVB zmieniało, co nie było zbyt sympatyczne. Ale stara zasada mówi, że wszystkie innowacje najpierw muszą zostać wprowadzone w małych turniejach, a dopiero potem w dużych.
Dużo meczów, 3 tygodnie - to na pewno pozwoli bardzo sprawiedliwie wyłonić zwycięzców. Z drugiej strony niezwykle ważne staja się nie tylko zdolności sportowe, ale także wytrzymałość fizyczna, psychiczna, motywacja, równość czternastek, zespołowość czy koniec końców sprawność sztabów medycznych i przygotowania fizycznego. Z drugiej strony w tej formule, wbrew pozorom, żadnego meczu nie można odpuścić, bo punkty z rywalizacji grupowej przechodzą dalej.

Gwiazdorzenie

Mistrzostwa Świata i Igrzyska Olimpijskie to takie turnieje, na których chcą zagrać wszyscy wielcy tego świata. Zawodnicy i trenerzy. Kompletowanie kadry narodowej jest wydarzeniem, z którego można by niezły serial nakręcić. Próby sił między średnio chętnymi do gry zawodnikami, a mającymi swoją niezmienną wizję trenerami są problemem od kiedy sport stał się zawodowy i komercyjny. Problemy zawodników to niechęć do treningów i domaganie się bezwzględnego miejsca w pierwszej szóstce, specjalnego traktowania. O ile można zrozumieć taka postawę o graczy 35+, to u młodszych niezbyt. Trenerzy stają wtedy przed bardzo trudnym wyborem. Wyrzucenie gwiazdki z kadry skutkować może osłabieniem (choć nie zawsze) poziomu sportowego, nagonką medialną, braku ikony, lidera zespołu. Z kolei pozostawienie raczej negatywnie wpłynie na zespołowość gry (a jak mawiał Zdzisław Ambroziak „siatkówka to najbardziej zespołowy ze wszystkich sportów”), podważaniem autorytetu szkoleniowca, a przy tzw. graniu za zasługi osłabieniem poziomu sportowego. Przy obecnej sytuacji, kiedy w siatkówkę gra coraz więcej ludzi, trenerzy coraz częściej decydują się pozbyć kłopotliwych zawodników, którzy uważają, że „im się należy”. Nic się nikomu nie należy, na wszystko trzeba sobie zapracować i to solidnym treningiem, a nie uprzednimi osiągnięciami. Nazwiska takich zawodników to Matej Kazijski, Ricardo, Gyorgi Grozer, Lloy Ball czy ostatnio Bartosz Kurek. Powody są czasem niby zdrowotne, finansowe, ale najczęściej ich kompilacja i zwyczajne niechciejstwo psychologiczne. W każdy razie dla trenerów jest to, coraz mniejszy już, na szczęście, kłopot. A dla młodych i ambitnych szansa by się wykazać, także nic straconego.

Powstanie niziołków?

Ogólnie wiedza przeciętnego człowieka dotycząca siatkówki ogranicza się do Polski, Rosji i Brazylii. Co lepsi znają mniej więcej siły zespołów europejskich oraz USA, Argentyny, Kanady czy Iranu (w tej kolejności), a prawdziwy ekspert dorzuci jeszcze wschodzącą Australię. Natomiast nie mówi się o tych siatkarskich, jak to nazwałem, niziołkach. Jeszcze niedawno tak samo nie mówiło się o Iranie czy Australii jako o poważnych kandydatach do siatkarskiej elity. I nie zdziwiłbym się, jakby, z całym szacunkiem, taki Kamerun, Wenezuela czy Portoryko wyeliminowały kogoś z udziału w 2. fazie turnieju. Współczesna siatkówka jest bardzo wyrównana i naprawdę każdy uczestnik ma szanse namieszać. A „niziołków” nikt nie śledzi, nic się od nich nie oczekuje i właśnie to staje się ich największą zaletą. Nieobliczalność.

„Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną…”

            Polska ma kadrę na Mistrzostwo Świata. Ci zawodnicy i trenerzy są w stanie zdobyć złote medale. Są tylko dwa problemy. Po pierwsze, kadrę na Mistrzostwo Świata, ma mniej więcej połowa uczestników, a po drugie, kadra to nie wszystko. Oczywiście, jak to bywa na wielkich turniejach, mają one swoich bohaterów, często są to odkrycia, zawodnicy mniej znani szerszej publiczności, ich się zapamiętuje. I z tym się zgadzam, ale…wygra zespół. Tak, niewątpliwie zespół. Przed piłkarskim Mundialem mówiło się, że Brazylijczycy mają Neymara, Argentyńczycy Messiego, a Niemcy mają zespół. Przy tak wyrównanej stawce,  jaką niewątpliwie są faworyci do medalów (Polska, Brazylia, USA, Rosja, Iran, Włochy, Serbia) zawodnicy indywidualnie są na bardzo wysokim poziomie. Więc na przestrzeni meczów i turniejów nie będą się już liczyć typowe elementy siatkarskiego rzemiosła czy nawet taktyka. Liczyć się będzie przede wszystkim nastawienie psychiczne, umiejętność podnoszenia się, grania końcówek, grania pod presją.  Także miejcie nadzieję, bo szanse są, trzeba tylko umieć je wykorzystywać.

„It’s the final countdown”


Pierwszy gwizdek już słynnej, choć z powodów niezbyt sportowych imprezy zabrzmi 30 sierpnia na meczu Polska – Serbia na Stadionie Narodowym. Wszystkie reprezentacje przygotowywały się do niej właśnie i wystawią to, co mają najlepsze. I za wyniki tu właśnie wszyscy będą rozliczeni i to zasadniczo powinna być największa reklama tej imprezy. Do usłyszenia na meczach! 


             

niedziela, 17 sierpnia 2014

Refleksje wakacyjne cz. 3

            Zawsze mnie interesowało to, co ludzie robią. Jak wygląda ich plan dnia, organizacja, jak dojeżdżają do szkoły/pracy, jak wygląda podział obowiązków w rodzinach i te sprawy. Także mnie interesowało o czym myślą, co czują, jak wygląda ich zdanie na temat polityki, religii, sportu. Pierwotnie ta fascynacja brała się z tego jakże werterowskiego zapytania: Co mój obiekt westchnień teraz robi? Czy o mnie myśli? Czy mnie kocha? Tak, proszę państwa, tak w człowieku, w tzw. naturalnym cyklu rozwojowym rodzi się fascynacja psychologią. Niekiedy się zatrzymuje, a niekiedy rozwija i powstaję z tego blogi nie blogi….
            Niemniej pytam ludzi co robią i nadal mnie to ciekawi. Takie zwykłe „co tam?”  mnie naprawdę interesuje z ludzko-naukowego punktu widzenia. Wiem, że zawsze coś robimy i zawsze nam ta czynność coś daje. Człowiek powinien dążyć do optymalizacji, żeby zaspokajać swoje potrzeby i tworzyć sobie świat zewnętrzny możliwie najszybciej i najskuteczniej. To się nazywa organizacja czasu, zarządzanie czasem, zarządzanie sobą w czasie i w ogóle ma różne nazwy. W sumie pisałem o tym już w ramach psychologii sukcesu, jednak tym razem opiszę moje wakacyjne refleksję nad praktycznym aspektem samo(dez)organizacji. Czyli jak zawsze z refleksjami – powtórka i dorzucenie czegoś nowego z bardziej osobistego punktu widzenia.

Praca

            Człowiek uwielbia pracować. Naprawdę. Ludzie kochają coś robić, ale tylko wtedy, gdy im się chce. Człowiek pod wpływem emocji robi aż miło i jeszcze jest z tego zadowolony, dlatego tak dużo mówi się o motywacji. W każdym razie, z różnych powodów, z różnych emocji coś robimy. W zależności od osobowości dana osoba potrzebuje mniej lub więcej powodów, by robić, zgodnie z prawem Yerkersa-Dodsona, które doskonale znacie.  Osobiście mam problem, bo mi się nie chce, mam za małą stymulację zewnętrzną i tęsknię do roku szkolnego (już akademickiego), w którym jest ona większa (z różnych przyczyn). Jedną z nich jest, że jak się coś zacznie, to automatycznie człowiek dostaje trochę motywacji do kontynuacji i antymotywację do zerwania (głupio by było to zostawić nieskończone). Takie dość zaawansowane ustawienia psychologii emocji, nad którymi muszę jeszcze trochę popracować, żeby je Wam opisać.

Marzenia

            Ok, zabrać się, ale za co? Marzenia bardzo pomagają człowiekowi, bo wyznaczają cele. Te emocjonalne cele, które tak bardzo chce się robić. O tym chyba najpełniej mówił Walkiewicz, pokazując wszelkie oblicza realizowania marzeń. W większości chodzi o przechodzenie pewnych typowych dla większości ludzi barier, etapów życia. Ich zaliczenie jest w momencie przechodzenia wysoce emocjonalne, potem często wspominane a na ogół przyczynia się do poprawy ogólnego dobrostanu, zazwyczaj natury ekonomiczno-prawnej. Takie rzeczy jak: dorosłość prawna, matura, prawo jazdy, własne mieszkanie, małżeństwo, pierwsza, własna praca i inne działanie związane z powołaniem, dzieci, emerytura. Posługując się gamerską terminologią achievementy.
No właśnie, za co się zabrać? Dziś Jacek będzie nam jeszcze towarzyszyć. 

„There are some things in life that you cannot change and you’ve got to live with.”

Niekiedy mimochodem. Cytując Kaczmarskiego „Mimochodem znaczy, że zdajemy sobie sprawę, że w życiu coś zaszło, co tym życiu decyduje, natomiast nie możemy już nic na to poradzić.” Napisałeś maturę i już nic z tym nie zrobisz. Dziewczyna wyjechała i nic z tym nie zrobisz. Starzejesz się i nic z tym nie zrobisz. Nie masz rąk ani nóg i nic z tym nie zrobisz. Taki determinizm. Ale możesz zmienić podejście, zrobić, coś na co masz wpływ. I to jest piękne!  

Plany

            Plany, czyli marzenia obdarte z godności, poetyckości, przetłumaczone na język codzienności, niekiedy bardzo brutalnie. Każdy dzień jednak jest wyzwaniem, nowym czasem danym by go odpowiednio zagospodarować. Dlatego tak ważny jest plan dnia, lista zadań. Zarówno porządkuje jak i motywuje, trudno się jej sprzeciwić. Jednak czasem nie ma listy czym wypełnić – zostają same nudne zadania, których się robić zwyczajnie nie chce. Zauważyłem ciekawa prawidłowość: gdy danego dnia występuje jedno zadanie, które chce się wykonać, automatycznie inne robimy chętniej, jesteśmy do nich bardziej zmotywowani.  „A tak w ogóle to mi się nie chce.”
Obiecałem Jacka, jest i Jacek! Z płyty "Mimochodem".

Męskość hartowana w tęsknocie

            Tęsknota to takie dziwne uczucie, pomieszanie smutku i nadziei. Dotyczy osób (ta najczęstsza forma), ale także czynności, wydarzeń czy innych emocji. Z jednej strony uświadamiamy sobie brak czegoś/ kogoś, a z drugiej mamy nadzieje, że niebawem przyjdzie. Oczywiście w kulturze najbardziej utrwalił się model tęsknoty za ukochaną/ukochanym i to jest zrozumiałe. Jednak psychologia wskazuje jasno, że tęsknota ujawnia się tylko w momentach, gdy nasz mózg się zajmuje czymś mało emocjonalnym, najczęściej podczas odpoczynku. Zwłaszcza w wakacje, które są dla mnie (i innych zapewne też), niestety, jednym wielkim odpoczynkiem. Człowiek tęskniący chce zapomnieć o smutku (no bo to jednak smutek – nie lubimy go) i na różne sposoby przeciwdziała. Przedstawię jeden, bardzo trudny i piękny.
            Najłatwiej jest zapomnieć, rzucić się w wir czasozapychaczy, by stłumić wszelkie myśli i emocje, przeżyć flow. I to jest bardzo dobre, o ile ów czasozapychacz okaże się istotnie przydatny pod względem zaspokojenia potrzeb. Problem w tym, żeby nie dać się „próżnej atrakcyjności” i przeznaczyć czas tak, żeby nic nie stracić, a zyskać. Bo większość bywa szkodliwa np. alkoholizm, seksoholizm, narkomania, uzależnienie od gier komputerowych czy pieniężnych, pracoholizm. Mnóstwo. Prawdziwa moc człowieka (niestety, nie posiadam jej jak się ostatnio zorientowałem) polega na tym, żeby najpierw wybrać możliwe najprzydatniejsze działanie, a następnie zacząć je wykonywać. Na tym także polega męskość – postawić się, wewnętrznie, zbuntować przeciwko wszelkim formom uzależnień („próżnej atrakcyjności” – lubię ten cytat z mojego wiersza) i  nauczyć samemu rządzić swoim czasem. Jest to bardzo trudne i hartuje właśnie wtedy, kiedy nikt nas do niczego nie zmusza, kiedy nie ma zajmującej pracy.  
No, to już wiem o czym śpiewa Lana i z autopsji i z psychologicznego punktu widzenia.     

Religia

            Chyba zaczynam coraz szerzej myśleć o religii chrześcijańskiej i o Kościele katolickim. Jednocześnie inaczej niż większość oraz bardziej się do owego Kościoła przywiązując. Kiedyś Wam pisałem o związku moralności (prawa wiecznego) z życiem duchowym oraz o bardzo ważnej psychologicznej roli religii. Teraz zastanowiłem się nad źródłami owej filozofii, etyki (chrześcijańskiej tudzież katolickiej). Mówi się, że zasadniczym jej źródłem jest Biblia. Jakkolwiek tłumaczona i przeinaczana, to pozostaje całkiem legitymacyjne. W Kościele katolickim jest to także Tradycja, pisma doktorów Kościoła, encykliki, mniej więcej w takiej kolejności. Za te elementy odłączyli się wszelcy Protestanci, Świadkowie Jehowy itp. przynajmniej na płaszczyźnie źródeł wiary.
            Natomiast źródłem wiary nie jest kazanie księdza czy propaganda Radia Maryja, a już na pewno twierdzenia ks. Natanka. Chcę wszystkim tu wszem i wobec uświadomić, że:
  • To, co mówi ksiądz nie zawsze jest prawdą objawioną. Czasem na zasadzie głuchego telefonu księża mawiają bzdury i to jest ludzkie
  • To, co ludzie uznają za poglądy katolików jako sporej grupy społecznej nie zawsze się pokrywa z zarysem poglądów Kościoła katolickiego
  • Poglądy to jeszcze pół biedy, ale działania już w ogóle stoją w sprzeczności z nauką zdecydowanie za często. 
  • Kościół jest jedynie drogowskazem na drodze do zrozumienia prawa wiecznego (jedynej, najlepszej moralności). Kościół nigdy nie wymusza, ale sugeruje, zaleca. To społeczeństwo wymusza. Rozróżnijcie to!
Zachęcam to własnych poszukiwań w zakresie moralności. Po dojściu do powyższych wniosków nic z moich poglądów moralnych się nie zmieniło, a zachwyciłem się słusznością nauki katolickiej, co mnie jeszcze  bardziej zespoliło z wyznawaną filozofią. 





niedziela, 10 sierpnia 2014

Refleksje wakacyjne cz.2- międzynarodowo

            No, to wracamy po przerwie do blogowania. Na razie poszedłem po niewielkiej linii oporu i spisałem część swoich wakacyjnych przemyśleń, jak to większość blogerów zwykła czynić. Poczułem się taki…normalny, a jednocześnie szczęśliwy, że wracam do pisania. Od dziś, co tydzień, w poniedziałek, najpóźniej we wtorek będzie coś nowego pod adresem: http://alekpoeta.blogspot.com/
To ja na wakacjach. Nowa focia. SWAG, YOLO i wgl.
            Część druga refleksji wakacyjnych, które roboczo nazwałem turystycznymi, gdyż powstały w dużej mierze na wycieczce po południowej Francji i Barcelonie. Obserwacje, myślenie o innych i własne uczucia – to źródła moich refleksji.

Francja

            Francja jest krajem z pięknym językiem, kulturą, ciekawą historią. Jednak to, co zwróciło moją największą uwagę to sposób żywienia. Francuzi jedzą małe śniadanie, średnie lunche w południe i duże obiady (diner) wieczorami. Te diner stanowią element kulinarny – aperitif, przystawka, danie główne, deser. Są jednak przede wszystkim elementem kulturowym – rodziny, przyjaciele, znajomi siadają i jedzą i rozmawiają. Budują więzi, dyskutują na rozmaite tematy. Jest to naprawdę piękne i godne pielęgnowania – rozmawianie z ludźmi jest super!
            Ogólnie ludzie z krajów śródziemnomorskich są bardzo społeczni i przez to szczęśliwsi, co będziemy wkrótce analizować. Taki kulturowy „przymus” rozmów prowadzi do ogólnego wzrostu kompetencji psychologicznych. Stąd też wieść o jakości włoskich, francuskich czy hiszpańskich kochanków i kochanek. Skoro tak dużo gadają ze oba to się uczą tego gadania, praw rządzących relacjami i potem to wykorzystują. My w Polsce mamy nieco inną kulturę, inne priorytety i z tego powodu ich poziom umiejętności wydaje nam się olśniewający.

Monako

            Monako to takie urocze księstewko w południowo-wschodniej Francji, formalnie niezależne. Ze względu na niskie podatki wprowadziło się ta mnóstwo bardzo bogatych ludzi. Monako wcale nie jest droższe od Francji, pełne wieżowców, jachtów, drogich samochodów, czyste i piękne. Najwyższy wskaźnik w ilości przejeżdżających dolarów na minutę. Pytanie czy gdyby w każdym kraju obowiązywały niższe podatki i bardziej kapitalistyczne zasady współistnienia byłoby lepiej?

Piosenka o drodze to (nie)bogactwa i o Cebulastwie stosowanym
"Kapitalizm - przecież to chore!"

Cebulastwo

            Ciekawy termin określający pewne, niezbyt estetyczne, zachowania Polaków, zarówno w kraju jak i za granicą. Jest to myślenie i zachowanie głupie, nielogiczne, brzydkie itp. Ale nie chodzi mi o to, by je potępić, o nie. Chodzi o to, by zrozumieć. Łatwo jest powiedzieć, że ktoś jest głupi, ja jestem lepszy, mądrzejszy i mnie te problemy nie dotyczą. O dziwo, tak myśli większość społeczeństwa. I tu pojawia się zasadnicza kwestia: jak to jest z tym cebulastwem? Jak bardzo ono dotyczy każdego z nas?
            Najpierw jednak cechy charakterystyczne:
  • Sandały i skarpety
  • Wynoszenie z all inclusive jedzenia
  • Bycie dusigroszem na wakacjach
  • Nieodparta chęć pokazania własnego pozornego bogactwa innym
  • Uznawanie własnego zdania za święte, niepodzielne, jedyne właściwe (zwłaszcza w kwestiach politycznych i moralnych) a wszystkich, którzy twierdzą inaczej za debili.
  • Wątpliwe moralnie wykorzystywanie osób starszych (rodziców, dziadków) finansowo
  • Brak rozwijania własnych zainteresowań
  • Uznawanie siebie za najlepszego i najważniejszego a wszystkich innych za służbę.
Myślę, że całkiem łatwo zauważyć i rozeznać. I teraz znów się wyrwę z mainstreamu i zamiast narzekać i marudzić jacy to jesteśmy źli, żałośni i jakie to smutne, powiem, że cebulastość dotyczy w dużej mierze tych, którzy na nią narzekają. Warto się zastanowić, popatrzeć na własne zachowanie z boku, najlepiej popytać innych, co im się w nas nie podoba. Pomyśleć o (nie)wypełnianiu powyższych punktów. Zmiana perspektywy zmienia myślenie. Naprawdę.
Jeśli chodzi o przyczyny takich zachowań, to na pewno zawyżone poczucie własnej wartości. Mit o wspaniałej, dawnej Polsce, kultura sarmacka, te sprawy. Z tego wynika żądanie bycia traktowanym lepiej, poczucie, że należy się więcej. Brak odpowiedniej edukacji natury kulturowej i moralnej powoduje, że to poczucie wyraża się niezbyt estetycznie. 

Wydarzenia ze świata bliższego i dalszego


            Tkwiąc w refleksjach międzynarodowych i kulturowych czuję się w obowiązku wyrazić zaniepokojenie konfliktami zbrojnymi na świecie, które ostatnio mają miejsce. Zaznaczam, że wspomnę jedynie o tych stosunkowo nowych i bliskich
            Dość dziwna wojna domowa na Ukrainie. Grupa ludzi, Rosjan, odłączyła się zbrojnie od Ukrainy i chce przyłączyć się do Rosji. Nie wiadomo czy Rosja ich chce, czy ich wspiera. Wiadomo natomiast, że zostały na nią nałożone sankcje (emabargo gospodarcze) co niekorzystnie wpłynie na handel międzynarodowy, a to jest zła informacja. Konflikt zbrojny trwa, odbywają się lokalne potyczki.
            Wykorzystując koncentrację świata na Ukrainie Izrael zaatakował Palestynę. Tam konflikt narodowy i religijny trwa od powstania Izraela, jednego z najbardziej hardych państw współczesnego świata. Spór, niestety, bezpośrednio krzywdzi także cywilów.

            W państwach bliskiego wschodu, jak zawsze, coś się dzieje. Kilka lat temu była arabska wiosna, teraz fanatycy islamscy chcą utworzyć wyznaniowe państwo islamskie. Posługują się w tym celu znaczącymi ilościami broni i nie stronią od przemocy. Nigdy nie byłem przeciwnikiem jakiejkolwiek religii i nadal nie jestem. Przypominam wszystkim, że fanatyzm polega na wybiórczym stosowaniu jakiegoś przepisu i wycieraniu sobie nim gęby, gdy się łamie inne, daleko ważniejsze. Przykre.
            Także my tu sobie gadu gadu o psychologii, o socjologii, o kulturze a na świecie giną ludzie i to z bardzo głupich powodów. Psychologia, owszem, jest potężna, ale czasem trzeba użyć siły zbrojnej, aby zneutralizować zagrożenia dla ogólnoświatowego pokoju, a te są bardzo poważne. Oczywiście, sami nie jesteśmy w stanie nic w tej sprawie zrobić, ale warto mieć świadomość.  Kto wie kiedy przytrafi się okazja do działania…