poniedziałek, 15 grudnia 2014

Złote myśli psychologii szczęścia - gaudete, gaudete!

            Niedziela radości, 3. Niedziela adwentu. Faktycznie jest się z czego cieszyć, bo za tydzień spotkam się z Emmą, rodziną, potem Jezus się narodzi i ogólna ekstaza. Zanim to, no to jeszcze tydzień pracy, ale od razu się sympatyczniej pracuje, mając tę świadomość zbliżającej się wielkiej radości. O ile jest ona faktycznie radością, a nie przykrą koniecznością, jak to niekiedy bywa…
Różowy ornat zawsze napełniał...radością
            Ostatni post z mego wielkiego dzieła o szczęściu. W jego ciągu sam korygowałem podejście, rzecz rodziła się w bólach, niechęciach i ogólnym kryzysie. Chciałem pisać o tym, co mnie interesuje na luzie, z pasją. Okazało się jednak że zasoby energii do pracy, zapału, ale także wiedzy i niekiedy pomysłu się wyczerpały, a uparłem się by blog wychodził cotygodniowo. Zresztą, gdyby wychodził rzadziej, to nie wiem czy w ogóle by wyszedł i w jakim kształcie. Niestety, samo pisanie nie jest już wspaniałe i cudowne, postanowiłem skończyć ten dział a potem….nie wiem. Mam jeszcze kilka pomysłów na artykułu i na pewno do końca roku nie będzie z tym kłopotu, ale potem naprawdę nie wiem.
            Pomyślałem, że warto by było raz, że podsumować cały obszerny dział (pierwotnie miał być mniejszy) a dwa, że napisać kilka „złotych myśli” tegoż obszaru psychologii. Złote myśli mają to do siebie, że bywają fałszywe czy źle interpretowane, ale za to są niezwykle szybką i łatwą do odtworzenia reprezentacja pewnych szerszych idei. 

Ach, te dziewczęta

            Człowiek jest stworzony do życia w społeczeństwie i do rozmnażania się. Są to „biologiczne mechanizmy zachowania” i tu pozdrowienia w stronę studentów psychologii. Socjobiologia po całości uważa, że człowiek, cokolwiek by nie robił, robi po to, by przekazać swoje geny dalej, ale, uwaga, niekoniecznie poprzez bezpośrednie zapładnianie. Są różne strategie, te sprawy, nie tu miejsce by się nad tym rozwodzić. W każdym razie, drogie panie, za każdym razem jak pomyślicie, że „jemu zależy tylko na seksie” pamiętajcie o tym, że wszelkie ludzkie dzieła skruszy czas, a zestaw genowy pozostanie w przyszłych pokoleniach po wieczność…I takie śpiewanie jest jak najbardziej ewolucyjne! 

            W każdym razie, tworzenie dobrych intymnych relacji jest ogromnym źródłem szczęścia i, analogicznie, wszelkie błędy i patologie w tym zakresie tworzą negatywne emocje. Przypominam, że intymne relacje są najbardziej zaawansowaną formą relacji, zajmują się największa liczbą potrzeb w tym wieloma w sposób unikatowy (niedostępny innym źródłom). Bardzo trudno o nich mówić, pojawia się wiele zmiennych, ale z drugiej strony przez nie także człowiek się dookreśla. Także twórzcie jak najwięcej relacji, podrywajcie, doskonalcie się, bo dzięki temu zwiększacie swoje umiejętności społeczne, doskonalicie się sami w sobie, doskonalicie innych ludzi no i zaspokajacie swoje potrzeby.

„Co się mówi?”

            Magiczne słowo. To dość….absurdalny temat na rozprawę psychologiczną, ale okazuje się, że poprzez podziękowanie osobom, które coś dla nas w życiu znaczyły przyczyniamy się do zarówno chwilowego jak i relatywnie stałego wzrostu szczęścia. Wyrażanie wdzięczności jest cudownym gestem, każdy by to chciał (tak myślę) usłyszeć. Natomiast dla osoby wyrażającej: radość z czyjejś radości, poczucie dumy, spełnienia, bycia w określonym momencie życia, poczucie relacji z drugą osobą na wyższym poziomie. Także jak Wam smutno, jak Wam źle, to wyślijcie maile z podziękowaniami do wszystkich ludzi, którym coś zawdzięczacie. Albo, o ile to możliwe, odwiedźcie ich osobiście. 

Odwaga

            Ostatnio zrobiło mi się bardzo smutno. Ludzie mnie hejtują (tylko to słowo ma odpowiednią semantykę) za to, że podrywam i, jednocześnie, o zgrozo, mam dziewczynę. Podrywanie to jednak akt odwagi – nie mogę znieść myśli, że kiedyś będę myślał o przyszłości i stwierdzał, że ktoś mi się podobał i nie zagadałem. Że nie zrobiłem odpowiednio dużo i dobrze w odniesieniu do mojej obecnej wiedzy i umiejętności. W różnych aspektach życia – czy to w relacjach czy w pracy zawodowej, hobby, rozwoju duchowym. Brak aprobaty jest bardzo przykry, ale efekty pozwalają mi sądzić, że robię coś pięknego i efektywnego – tworzę stałe, satysfakcjonujące, wieloaspektowe, rozwijające relacje. Psy mogą warczeć, a karawana jedzie dalej. I jak kiedyś będę słyszeć o rozwodach, problemach z relacjami, brakiem seksu małżeńskiego, miłości itd. to będę się śmiać. Było słuchać, było naśladować, było myśleć, było działać.
Psy warczą, a karawana jedzie dalej i...zarabia.

Wysiłek fizyczny

            Zastanawialiście się kiedyś co łączy zakochanych, wojsko i sportowców? Dlaczego o nich tyle się mówi, ogląda się ich w telewizorach, wzbudzają tyle emocji? Dlaczego w tych relacjach występuje tyle przyjaźni, piękna? Odpowiedź brzmi: w każdej z nich występuje ruch, wysiłek fizyczny. Jeśli wiążemy go z osobą, jakimś przedmiotem, dyscypliną, zżywamy się z nią. Jest to związane z duża ilością emocji wydzielanych w czasie wysiłku. Trzeba pamiętać, że relacja występuje nie tylko między ludźmi – może być między człowiekiem a jakimś przedmiotem czy czynnością nieożywioną. Nie ma to znaczenia – ważne są emocje obecne podczas wysiłku. Powodują one flow oraz zazwyczaj mnóstwo innych emocji. Przy nawet całkiem średnim wyregulowaniu podejścia może to być potężne źródło szczęścia, o ile zechcemy z niego skorzystać…

Codzienność

            Życie człowieka w znakomitej większości składa się z powtarzających się czynności. Dlatego tak bardzo opłaca się o te właśnie, powtarzające się czynności troszczyć. Jeśli przez dużą część dnia pracujesz, spraw, żeby przynosiła Ci ta praca przyjemność, doświadczenie i satysfakcję. Jeśli się uczysz, rób to chętnie i skutecznie. Jeśli żyjesz w związku małżeńskim, niech on także będzie dla Ciebie źródłem wsparcia a nie problemów. Odpowiednie podejście pozwala nam mieć źródło żądanych emocji w tym, czego i tak doświadczamy ze środowiska. Innymi słowo, skoro coś jest, to dlaczego zeń nie skorzystać? 
W końcu, co da nam więcej szczęścia od bycia gwiazdą rocka. Oh, wait...

wtorek, 9 grudnia 2014

Po co to wszystko? O konsekwencjach (nie)bycia szczęśliwym

            Znowu we wtorek, ale jest i nowy post. No, w sumie nie wiem czy w zegarowym wtorku się zmieszczę. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów miałem doła (melancholię, chandrę). Trwał on o czwartku wieczora do…teraz chyba niestety. Jest związany z głupota ludzi uważających podrywanie za wysoce bardziej naganne od cichej, domowej masturbacji przy porno, potem zachorowałem fizycznie, a i na to nałożyły się inne kłopoty, które uwielbiają się do mnie przyczepiać jak tylko zanika choćby odrobina szczęścia, czyli ostatnio często. Nawet psychologom się zdarza, każdemu się zdarza. „Ale, jak to u nas mówią, przecież nie ma tego złego.” Trochę refleksji z tego wyniosłem, chyba jak zawsze, gdy mi smutno, gdy mi źle. Więc bierzcie i czytajcie z tego wszyscy! 
            Obserwowanie ludzi to jedno z moich ulubionych zajęć. Często uśmiecham się do niektórych w środkach komunikacji miejskiej. Bo wiecie, pozytywne emocje łatwo zauważyć, wywołać i są one, bardzo niedokładnym, ale jednak prostym probierzem jakości człowieka. Mówią o tym jak sobie radzi z życiem czy odnosi sukcesy. Oczywiście, dziś może być smutny, bo mu matka zmarła, ale ogólnie rzecz biorąc, średnio wydaje mi się dość dobrą miarą. A obserwowanie ludzi w autobusie zawsze lubiłem:

Ambitnie.

            Ogólny dobrostan jest zarówno efektem jak i przyczyną osiągania sukcesów w rozmaitych aspektach życia. Ludzie szczęśliwsi lepiej się uczą, tworzą lepsze relacje, wydajniej pracują, są bardziej kreatywni. Z jednej strony, skoro załatwimy już pewne sprawy związane z jednymi aspektami, możemy zająć się innymi i nam się bardziej chce, bo czujemy, że możemy, mamy poczucie sprawczości.
            Czy to, co napisałem jest zawsze prawdą? Ano, nie. Wróćmy do tego po co są kolejne emocje. Pozytywne mówią, że wszystko jest dobrze, kontynuuj w ten sposób. Czyli jeśli będziemy mieli same pozytywne emocje, to umrzemy z głodu, pragnienia itd., bo nie będzie nam się chciało nic zrobić, skoro wszystko jest dobrze. Potwierdza to eksperyment, w którym podłączono szczury to aparatury, którą mogły dowolnie aktywować. Ona zaś podrażniała ośrodki przyjemności w ich mózgach. Szczury tak długo ją aktywowały aż zdechły. Negatywne emocje mówią nam, że coś jest nie w porządku, tym samym pchając do pracy. Dlatego potrzebne nam są oba typy emocji, w odpowiednich proporcjach. I z tego wyprowadzam odważną tezę, że liczy się nie tyle ilość i jakość emocji w danym momencie, ale podejście do bodźców z środowiska, zarządzanie nimi. Czyli może zamiast być szczęśliwym warto wiedzieć, jak można się uszczęśliwić, gdy akurat tego potrzeba. I analogicznie, wiedzieć jak się wkurzyć, gdy trzeba się brać do roboty.
Ale nikt nie mówi w jakich emocjach. 

„Zdrowia życzę.”

            Pamiętacie jak pisałem, że bycie szczęśliwym to ewolucyjne uwarunkowanie pozwalające przetrwać? Tak jest – nie tylko ludzie, ale i zwierzęta z dużą ilością pozytywnych emocji, niewielką stresu (tak, zwierzęta mają emocje!) są zdrowsze, mają silniejszą odporność, rzadziej zapadają na nowotwory, choroby układu sercowego i naczyniowego. Szczęście jest zdrowe!
            Podobnie rzecz wygląda z chorobami psychicznymi. Lekarze od dawna uważają podejście pacjenta jako jedne z ważniejszych warunków skuteczności leczenia. Większość chorób ma podłoże psychiczne. Nawet całkiem trudno odróżnić warstwę psychiczną od tej ściśle biologiczne – obie na siebie oddziałują. Najczęstszym czynnikiem depresjogennym jest (uwaga, zaskoczenie!) częste bycie smutnym , a wszelkie nerwice biorą się z niewyregulowanego poziomu stresu czy ogólnie patologicznej emocjonalności. Oczywiście, nie mówię, że wszyscy chorzy psychicznie byli kiedyś smutnymi ludźmi i że TYLKO to wpływa na zdrowie psychiczne, ale ogólny dobrostan organizmu jest bardzo ważnym czynnikiem. Nie mówię też, że wszyscy chronicznie smutni zaraz umrą na coś paskudnego, ale jest na to spora szansa.

„Jestem już zmęczony. To nie był dobry dzień.”

            Budzicie się czasem z myślą „to będzie wspaniały dzień, idę zdobywać świat”. Nie? A mi się zdarzało. Ostatnio zrozumiałem jak bardzo czynniki zewnętrzne są w stanie, choćby chwilowo zmienić nasze podejście do życia. Jeśli zostaniemy zasypani negatywnymi bodźcami, automatycznie mnóstwo rzeczy sprawiających nam przyjemność zaczyna nas denerwować. Dlatego ważne jest budowanie szczęścia na stałych, stabilnych źródłach wewnętrznych i zewnętrznych. Człowiek ma w sobie olbrzymią, potencjalną chęć życia, motywację i pozytywna wizję przyszłości. Ujawnia się ona w dwóch momentach: kiedy życie jest poważnie zagrożone oraz kiedy dostajemy przypływu pozytywnych emocji. 
Wspominałem już o źródłach zewnętrznych, ale dla przypomnienia...

Socjologia szczęścia

            Ależ się będę czepiał tej ewolucji! Nie bez powodu. Ostatnim elementem są efekty badania średniego poziomu szczęścia państw i narodów. I gdzie ludzie są najszczęśliwsi? Paryż, Rzym, Nowy Jork, Szanghaj, Pekin? Nie. Najszczęśliwsi są w krajach skandynawskich, na Syberii. Dlaczego? Bo tam wysoki poziom szczęścia był niezbędny do przetrwania. Trudne warunku życiowe spowodowały, że ludzie  bez szczęścia, a więc słabsi, schorowani czy zwyczajnie niezadowoleni pomarli bądź wyjechali, a zostali szczęśliwsi, umiejący sobie radzić w takich warunkach, znajdujący źródła szczęścia w prostych, małych rzeczach. 

wtorek, 2 grudnia 2014

Duchowość i moralność - początek adwentu

Liczba wyświetleń bloga osiągnęła 8 tysięcy. Jeej! Niedługo setny post, więc brace yourselves.  tak mało, choć niektórzy znajomi motywują mnie do pisania. Tekstu nie zdążyłem skończyć w weekend, bo był upojny z Ukochaną, w poniedziałek, bo mi się nie chciało, ale jest dziś. Przekonują się coraz bardziej jak szczęście wpływa na pozornie niezwiązane z nim aspekty życia jak...odczuwanie temperatury na dworze. Rusza tura rejestracji na następny semestr, więc przede mną czas układania planu tak, żeby jak najwięcej się nauczyć i pozdawać. A do sesji czasu coraz mniej...Uczę się chętnie i w miarę pilnie. Dziś o duchowości i moralności. Bardzo trudny temat. Przede wszystkim dlatego, że moja wiedza na temat religii jest słaba, a i budzie wielkie emocje we współczesnym świecie....
Najwyżej w sześcioaspektowej teorii szczęścia stoi duchowość. Jest to aspekt jednocześnie najpotężniejszy i najtrudniejszy. Uświadamiamy sobie jej potrzebę, gdy niższe są już zaspokojone i już stąd wiemy dlaczego ludzie tak rzadko rozważają aspekty wiary czy religii.  Ponadto jest to aspekt najbardziej złożony (bardziej niż relacje) i niezbadany, bo poziom przeżyć duchowych jest niemierzalny. Jednak materiału dowodowego to wytaczania hipotez drogą quasi-empiryczną mamy mnóstwo. Oprócz mniej lub bardziej świętych tekstów mniej lub bardziej znanych wyznań, należy popatrzeć na ogólny poziom szczęścia i sukcesu wśród osób wierzących i niewierzących, pomijając fakt w co.   

Szczęście a rozwój duchowy 

Między tymi słowami można postawić znak podwójnego wynikania. Z jednej strony szczęście (zazwyczaj) pomaga w rozwoju duchowym, a z drugiej zaspokajanie potrzeb dziś wymienionych zwiększa w naturalny sposób poziom szczęścia. Tekst będzie miał charakter rozwojowy: najpierw poruszę kwestie dotyczące łatwiejszych, powszechniejszych aspektów życia, a potem, od nich, płynnie przejdę do trudniejszych, z zastrzeżeniem, że żeby poradzić sobie z trudniejszymi trzeba mieć mniej więcej ułożone łatwiejsze.  

Obyczajowość 

Umiejętność życia zgodnie z ogólnie przyjętymi normami. Nie może być szczęśliwym człowiek, który dla zasady buntuje się przeciw wszystkim ogólnie panującym normom. Bunt jest dobry, gdy prowadzi do zmiany, ma coś na celu, zazwyczaj rozwój czy wprowadzenie dobra. Obyczajowość to zdolność do ulegania temu, czego nas nauczono, ale tylko temu, co nie jest szkodliwe. Jej brak prowadzi do ostracyzmu społecznego, alienacji, poczucia odrzucenia przez grupę czy nawet jednostkę zaś nadmiar podobnie, bo nikt nie lubi małp podążających za każdym trendem. Ponadto nie wszystkie trendy są korzystne dla zaspokajania potrzeb czy rozwoju.  

Moralność 

Moralność jest pojęciem bardziej zaawansowanym niż obyczajowość. Rozróżniamy dwie moralności: pierwsza dotyczy przyjętych przez jednostkę definicji dobra i zła oraz zasad postępowania, a druga to jedno, wielkie, nieznane prawo wieczne stworzone przez Boga. W tym momencie zajmiemy się tą pierwszą. Niejednokrotnie spotyka się ludzi w rozterkach moralnych, którzy robią coś wbrew sobie. Cóż to właściwie znaczy? Moralność jednostki rzadko jest zgodna z jakąś określoną wykładnią etyczną (te z kolei bywają bardzo ogólne). Staje się ona "szwedzkim stołem". Dobiera się różne wartości z różnych kultur i zgodnie z nimi postępuje, a gdy tak nie jest pojawiają się nieprzyjemności. Gdy zaś w trudnej sytuacji postąpiliśmy zgodnie z wartościami - duma. W ten sposób można się u(nie)szczęśliwiać i jest to całkiem częste, powszechne i ważne. Pamiętajmy, że moralność ogólna, z której czerpią ludzie to wytwór ewolucyjny, kulturowy i sprawia on wiele korzyści, choć niekiedy bywa zgubny. Dlatego warto, mimo wszystko o tę moralność własną i ogólną dbać (żeby nie upadła) oraz ją udoskonalać.   
Dobieranie wartości na zasadzie "szwedzkiego stołu" nie zawsze jest szkodliwe. Często wykładnia danej filozofii bywa nie precyzyjna i trzeba ją uzupełnić inną, jak to chociażby święci Tomasz i Augustyn robili z Platonem i Arystotelesem. Różne filozofie świetnie uzupełniają główne założenia. Pewne rzeczy mogą się zgadzać i pasować do siebie. Pytanie, kiedy pojawia się sprzeczność pozostaje akademickie, ale czysto dla psychologii jednostki nie ma to znaczenia, jeśli nie powoduje dysonansu (co w praktyce zdarza się niezmiernie rzadko). 

Religia 

Religia składa się z dwóch ściśle powiązanych ze sobą aspektów: moralności i sfery sacrum. Stanowi efekt ewolucji człowieka, który zaczął jej potrzebować kilka tysięcy lat temu, aby uzasadniać rozmaite czynności. Rozmaite religie pojawiają się w pewnym momencie, trwają i rozwijają się na świecie do dziś (wyjątek stanowi Europa).  
Znalezione obrazy dla zapytania katedra notre dame
Taki tam przykład działania zorganizowanej religii.

Praktyki religijne 

Gdy w cywilizacji wyewoluowała religia, pojawiły się związane z nią praktyki. Po co one były? Żeby pomóc ludziom radzić sobie z trudnymi sytuacjami życiowymi (choroba, śmierć), uwypuklać doniosłe wydarzenia (małżeństwo), dawać poczucie bezpieczeństw i ponadnarodowej przynależności, wyjaśniać i uzasadniać niezrozumiałe zjawiska. To wszystko ma miejsce do dziś. Religia stała się także, a może przede wszystkim elementem kultury, wszelkie praktyki z nią związane obyczajowym obowiązek i wielu ludzi już wybiło się ponad to. I dobrze. Inna sprawa, że wtedy zapomina się o funkcjach religii i potrzebach przez nią zaspokajanych. Ale i z tym ludzkość sobie poradziła tworząc quasi-religie np. kult jednostki, konsumpcjonizm, kult ciała.  I do pewnego stopnia to spełnia zadanie…
Taki tam bóg...

Transcendencja 

            Do pewnego, bo namiastka religijności nigdy nie będzie nią w pełni. Przeżycia w pełni duchowe, religijne, boskie, niewytłumaczalnie naukowo, technologicznie, psychologicznie ludzie zwą cudami, profesjonalnie nazywa się transcendencją, czyli przenikaniem ziemskiego i pozaziemskiego wymiaru życia. Transcendencja wiąże się z doświadczeniami z wielu religii, oczywiście najpełniej znamy te chrześcijańskie. Pytanie, na które trudno sobie odpowiedzieć brzmi: czy tylko chrześcijaństwo i tylko katolicyzm? Na pewno trening duchowy wiąże się z wyrobieniem w sobie wartości moralnych, obyczajowych, silnej woli, umiejętności medytacji. Z drugiej strony, nawet Kościół katolicki mówi, że osoby innych religii mogą zostać zbawione, mogą więc też doświadczać Boga w życiu ziemskim. Inna sprawa, że wiele kultów pogańskich ma okultystyczne podłoże, sięgające do satanizmu, co także wiąże się z transcendencją. Pozostawiam czytelnikom do rozważań.

Życie duchowe 

            Postępowanie mocno i konsekwentnie w (nie)zgodzie nie z własną, ale z Bożą moralnością prowadzi do przeżyć transcendentnych. Wzmacnia je życie duchowe, polegające na modlitwie, inicjatywie człowieka, by skontaktować się ze Stwórcą. Inną rzeczą są sakramenty, które Kościół niesie ludziom i mają potężną wartość. W tym rozumieniu religia zaspokaja nie tylko wymienione wyżej potrzeby, ale także coś, czego nic innego nie jest w stanie zrobić. Efektem jest poczucie niezwykłego pokoju. Można żyć wtedy w niezwykle stresującym środowisku, codziennie stykać się ze śmiercią, ale świadomość, że Bóg jest przy mnie sprawia, że mogę doskonale wykonywać wszystkie swoje obowiązki. Nie wiem czy jest to możliwe gdziekolwiek indziej, ale w Kościele katolickim na pewno.

Podsumowanie


            I w ten sposób dobiegła końca sześcioaspektowa teoria szczęścia. Używając tego dość nieprecyzyjnego narzędzia można wyciągnąć mnóstwo wniosków, zobaczyć jakie potrzeby w nas nie są do końca zaspokojone, czego nam brakuje, czego ludziom brakuje, w jakiej kolejności kiedy i za co się biorą.  Pamiętajmy, że trudno zaspokaja się potrzeby wyższego rządu, gdy te niższego leżą i kwiczą. I jeszcze jedno: choć ideałem jest człowiek z tymi wszystkimi aspektami wyniesionymi do pełni, to w praktyce jest to niewykonalne, choć warto dążyć do ideału.

środa, 26 listopada 2014

Generatywność

Jestem szczęśliwy 
Nauczyłem się 

Trudno pisać wiersze 
Kiedyś tego dużo powstawało 
Tworzyłem 
Bolało 
Nauczyłem się  

Rozumiem ludzi 
Jestem sobą 
Prawdziwie 
Mam dziewczynę 
Kocham ją 
I ludzi wokół 
Nauczyłem się 

Wiem, co dobre 
Umiem się zmotywować do pracy 
Spełniam marzenia 
Nie mam dużo pieniędzy 
Nie przeszkadza mi to. 
Wystarczy to, co mam 
Radość najpiękniejszych lat 
Nauczyłem się 

Teoria, wszystko teoria! 

Nie można się nauczyć zmienić świat 
Trzeba pracować 
Przekazać prawdę innym 
I gdy próbuję… 
Zwątpiłem 
Bo co jest prawdą? 
To, co jest skuteczne?  
To, co niesprzeczne? 
To, co myślę, że nią jest? 

Gdyby tylko o innych chodziło… 
Ale sam sobie nie sprostam. 
Imperare sibi est maximum imperium. 
Nieraz się zawiodłem i rozczarowałem. 
Jestem zły i leniwy. 
Choć i tak dalece lepszy od ogółu. 
No i? 

Czy to uczyni mnie pięknym, mądrym, sławnym, zdrowym i bogatym? 
A może chociażby zbawionym? 
(Jeśli Bóg istnieje)? 
A może da mi sukces reprodukcyjny? 
Uczyni przykładem przyszłych pokoleń?  
Szacunek i pamięć potomnych? 
Co jeśli jutro umrę? 

Pewnie coś tam jakiś czas zostanie. 
Ludziom pomogło, pomaga, pomoże. 
Warto dbać o siebie. 
Jest to skuteczniejsze niż o innych. 
Mniej pracy. 
Więcej efektów. 

Każdy zdrowy na umyśle człowiek wątpi. 
Czasem. 
Dowodzi to jego inteligencji. 
Nie jest prawdą to, czemu nie można zaprzeczyć.  
Edukacja uniwersytecka. 

Bardzo kocham ludzi. 
Wszystkich. 
Chcę ich dobra  
Czytaj 
Upodobnienia się do mnie 
Bo uważam, że jestem najlepszy. 
A sam w to wątpię. 
Co czyni mnie lepszym od najlepszego. 
Ale nigdy idealnym 
Przynajmniej dla siebie. 

Co sam o sobie myślę nie ma znaczenia. 
Miarą człowieka jest jego praca. 



poniedziałek, 24 listopada 2014

Miłość i relacje międzyludzkie - Jezus Królem Wszechświata

            Kolejny tydzień minął, a wraz z nim przyszedł pierwszy komentarz meczu z hali. Na moim oficjalnym, facebookowym profilu jest nawet link. Trochę refleksji, mnóstwo nieróbstwo, poszukiwania motywacji. Chcę się zrobić dużo, ale nie ma „bata”, który by do tej pracy gnał. Na szczęście, udało mi się ładnie napisać. Trzyma mnie faktycznie psychologia i siatkówka. Jak widać, pasja jest bardzo ważna, stanowi najlepszą i najbardziej naturalną motywację. Tekst bardzo chciałem stworzyć i chyba mi się to udało w całkiem wysokiej jakości, w przeciwieństwie do poprzedniego.                 Najwięcej emocji wiążę się z obcowaniem z innymi ludźmi. Każdy ich w swoim  życiu doświadcza. To awersja do żuli, ciekawy stosunek do Żydów, miłość do dzieci, pożądanie seksualne względem płci przeciwnej, sympatia wobec znajomych…Sporo tego. Dlatego są one tak ważne. Nawet u zwierząt relacje między osobnikami decydują o zdrowiu czy nawet życiu. W tym tekście, znowu, pokrótce, opiszę kilka najważniejszych dla człowieka rodzajów relacji z ludźmi.

Grupy, grupeczki

            Grono koleżeńskie jest bardzo ważne. Im więcej ma się znajomych, tym lepiej, generalnie. Zapewnia poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, przynależności. W szerszym gronie daje poczucie patriotyzmu lokalnego i tożsamość narodową. Utożsamiamy się z osobami, z którymi cos nas łączy (praca, szkoła, wiek, poglądy) i z nimi tworzymy proste relacje. Przenikamy się i wpływamy na siebie wzajemnie tworząc unikalny język, kulturę, moralność. Takimi oddziaływaniami zajmuje się socjologia. Z punktu widzenia psychologii człowiek musi żyć w grupie dla zaspokojenia potrzeb. Prostych, łatwych: przynależności i bezpieczeństwa. Jednak już na tym poziomie pojawiają się rozmaite patologie.
            Ludzie, którzy wykorzystują innych do celów materialnych. Inni zaś szukają u nich poklasku i sławy, wyróżniając się, niekiedy zostając błaznami. (Nie)staranie się o wpływy w grupie powoduje krystalizację pewnych funkcji. Ich spełnianie wiąże się z zaspokajaniem określonych potrzeb, nawet jeśli ktoś jest jedynie „mrówką”. Przynależność jest bardzo ważna, choćby i nasza grupa była milionowa, a my byśmy nie znali z niej nikogo. Jest to pewien szczególny rodzaj „członkostwa”. Choćby i on to poczucie wspólnoty też może być piękne...

Koleżeństwo

            Będąc szerzej w grupie zaspokajamy swoje potrzeby, ale i tak ich zasadnicza część  zaspokaja się nie w grupie (czy to rodzinnej czy rówieśniczej), ale w relacjach indywidualnych. W momencie, gdy jednostka wychodzi z grupy i zaczyna się spotykać z innymi jednostkami, indywiduami, osiąga ona wyższy poziom rozwoju. Wiąże się to z zaspokajaniem wyższym potrzeb i rozwiązywaniem konfliktów tożsamości i, później, intymności. Najpierw powstają indywidualne relacje koleżeńskie. Zaspokajają one z grubsza te same potrzeby, co grupy, ale są mniej kosztowne i łatwiejsze do zawarcia. Ponadto znacząco ułatwiają, a wręcz umożliwiają rozwój relacji indywidualnej dalej. Jednak ze względu na ich „nowość” w cyklu rozwojowym człowieka, ludzie bardzo często zwlekają z ich zawieraniem. Z czasem jednak pojawiają się indywidualne uczucia, a wraz z nimi problemy…

Przyjaźń

            Przyjaźń, nie rodzi się, jak się powszechnie sądzi, z koleżeństwa. Jest to mit. Żadna relacja nie rodzi się z poprzedniej relacji. Może być co najwyżej krokiem w cyklu rozwojowym. O co dokładnie chodzi? Przyjaźń to ogólna nazwa na relację dwojga ludzi, która zaspokaja znacząco więcej potrzeb niż grupa. Z przyjacielem można długo rozmawiać, swobodnie, nie trzeba się obawiać odrzucenia. Można z nim skuteczniej rozwijać zainteresowania, łatwiej zdobyć u niego uwagę swoimi sprawami, pomoc. Przyjaźń powstaje wtedy, gdy oprócz sympatii koleżeńskiej i akceptacji pojawia się…zainteresowanie drugą osobą czy to związane z zaspokojeniem własnych potrzeb (mniej zalecane, ale też potrzebne) czy po prostu z fascynacja cechami drugiej osoby. Katalizatorem tego procesu fascynowania się jest stopniowe zwiększanie intymności poprzez rozwijanie wspólnych zainteresowań, wyznawanie wspólnych poglądów czy po prostu bycie osobą, na której można polegać w trudnej sytuacji: najpierw pewna osoba jest dla nas stałym punktem wsparcia, co pozwala nam odkrywać, że jest ona na swój sposób ciekawa i atrakcyjna. Brzmi to nieco paradoksalnie, ale tak jest. Wtedy można mówić, że przyjaźń narodziła się z koleżeństwa, ale nigdy bez zainteresowania drugą osobą nie będzie przyjaźni. Czyli nawet mimo najbardziej zażyłych więzi, bez zainteresowania, nie będzie przyjaźni.
W sumie, też dobra definicja. 

Miłość

            Podobnie jak przyjaźń nie wyrasta z koleżeństwa, tak miłość nie wyrasta z przyjaźni, choć zainteresowanie i dalej budowanie  relacji zaufania, intymności, dobrego czucia się w relacji jest katalizatorem tego, co miłość tworzy, mianowicie, seksu. Choć miłość się określa często jako aseksualną, to zgodnie z zasadami semiotyki, gdy dodajemy jej jakieś przymiotniki, zmienia swoje znaczenie. Także w mojej definicji psychologicznej relacja przyjaźni może być aseksualna i może prowadzić do małżeństwa, ale relacja miłości jest seksualna i w swoim założeniu prowadzi do przedłużenia gatunku. Nie będę się tui zajmował homoseksualizmem i rozważał czy jest to możliwe czy nie. Miłość zaspokaja te same potrzeby co przyjaźń i zawsze obok relacji przyjaźni powstaje energia seksualna, którą trzeba wzmacniać, której katalizatorem jest wspomniane już budowanie zaufania, ale także, a może przede wszystkim, atrakcyjności pozaseksualnej, w zakresie wymienionym już przez przyjaźń.  Miłość jest pod tym względem trudna i zaawansowana, bo wieloelementowa. Bardzo łatwo jakieś elementy przeoczyć i wtedy nie jest to idealna relacja miłości, ale jedna z jej mniej lub bardziej patologicznych odmian.  

Seks

            O seksie wspomnę ze względu na to, że jest to czynność wielofunkcyjna pod względem zaspokajania potrzeb. Powodów uprawiania seksu jest kilkadziesiąt, a w przypadku kobiet kilkaset i niewiele z ich jest właściwych z punktu widzenia szczęśliwej i wielofunkcyjnej, intymnej relacji. Najpierw jednak trochę teorii, czyli gromienie mitów wszechświata. Seksualność jest wynikiem pożądania seksualnego dwóch osób (ten instynkt był jeszcze dawno przed tym jak ewolucja wynalazła miłość) i służy rozmnażaniu. W dzisiejszych czasach wszystko zostało mocno zrytualizowane, kulturowe. Ale ok, wynik zachowań popędowych wynikających z fizjologicznej potrzeby seksualnej. Katalizatorem jest wszystko, co związane z miłością, a bodźcem kluczowym atrakcyjność partnera bądź czegoś innego. Dlatego SEKS Z MIŁOŚCI NIE ISTNIEJE. Moment, w którym kobieta się oddaje nieatrakcyjnemu mężczyźnie jest momentem patologicznym i wynika to z tego, że dla tej kobiety coś poza mężczyzną jest atrakcyjniejsze, co osiąga poprzez oddanie się (pieniądze, zdrowie, życie, czy niedenerwowanie męża, bo się go kocha). Zgodnie z genderem, w drugą strona, analogicznie, choć jest to o wiele rzadsze.  
            Ok, potrzeba seksu, czysta, biologiczna. Dalej seksualność często stanowi pewne tabu, tajemnicę, cel i wtedy seks staje się spełnieniem marzenia, co też się wiąże z pozytywnymi emocjami. Jest także wyrażeniem miłości, akceptacji, przyjaźni i wszystkim tego typu. To też swego rodzaju aktywność fizyczna, pozwala, w granicach rozsądku, rozładować emocje i wszystkie inne korzyści związane ze sportem. Potem jeszcze przyjemność i…dobro dla zdrowia, polepsza odporność z powodu wymiany bakterii z drugim człowiekiem (o ile się nie zarazimy jakąś chorobą weneryczną). Uprawianie seksu w niektórych parach staje się sztuką (Ars amandi, kamasutra) i wtedy zaspokaja potrzeby estetyczne. BDSM z kolei zajmuje się rzeczami z gatunku potrzeby dominacji i bycia zdominowanym. Są to potrzeby prawdziwe, ale niezwykle rzadko ujawniające się, zgodnie z cała teorią o antagonistycznych popędach i ogólnie teorią potrzeb.

(Nie)symetria relacji

            Po seksie, ku zaskoczeniu wielu par, następuje ciąża. A po niej dzieci. I tu przechodzimy do ostatniej omawianej dziś relacji, mianowicie rodzicielstwa. W przeciwieństwie do poprzednich, rodzicielstwo jest, z definicji przynajmniej, relacją niesymetryczną. Dwie osoby (rodzic i dziecko) znajdują się w całkowicie innych sytuacjach, zaspokajają inne potrzeby, mają inne uczucia względem siebie. I tu notka: nie ma relacji całkowicie symetrycznych, że obie osoby zaspokajają u siebie dokładnie te same potrzeby w takiej samej ilości i czują do siebie to samo. Zawsze jest pewna różnica, która będąc za dużą, prowadzi do patologii. Trochę humoru:

Rodzicielstwo

            Teraz ad rem. Po co są rodzice dzieciom? Żeby przeżyć, rozwijać się i uzyskiwać coraz to większą samodzielność. Nie przepadam za psychologią rozwoju do 13 roku życia, więc pominę ten wątek. Zastanówmy się po co rodzicom dzieci? Biologiczny instynkt powiązany z seksem – ok. Dzieciaki są efektem seksu, do którego jesteśmy napędzani. Ale dlaczego je tak kochamy i się nimi opiekujemy (zazwyczaj). U zwierząt, posiadanie licznego, silnego, zdrowego potomstwa mówi o sile jednostki. Każdy chce się rozmnażać nie tylko dla seksu, ale także dla przekazania swoich genów dalej i to jest także biologiczny popęd. Dalej dochodzą rzeczy związane z miłością (ważna ona), głównie tą dawaną. Ludzie lubią mieć osobę, którą kochają, o którą mogą się starać. Dzieci są też nadzieję na przyszłość, zabezpieczeniem finansowym (ZUS to fikcja i piramida finansowa), choć to górnolotna i rzadko stosowana pobudka. W końcu istnieje także potrzeba tzw. kreatywności (generatywności), czyli opowiedzenia komuś swoich emocji, poglądów, przekazania wiedzy dalej, co najpełniej dokonuje się właśnie przez rodzicielstwo.

Relacje patologiczne

  • Friendzone – ludzie, którzy wierzą, że seks pochodzi z miłości i tak bardzo o tę miłość zabiegają, że zupełnie tracą atrakcyjność. W efekcie druga osoba nie jest zainteresowana związkiem seksualnym. To jest friendzone. 
  • Ja ją kocham a ona nie – casus niesymetryczności relacji. Niestety, to, że ja kogoś kocham nie zobowiązuje tego kogoś by dokładnie tak samo mnie kochał. Sad but true.
  • Seks bez miłości – to też patologia. Relacje oparte wyłącznie na pożądaniu seksualnym prowadzą do niechcianych ciąży, skandali itd. a poza tym są niestabilne. Często też prowadzą to sztucznego przedłużania bardzo słabej relacji poprzez małżeństwo co się kończy niesamowitą frustracją i kilkuletnią, a może całożyciową klęską życia intymnego i erotycznego. Masakra.
  • „Po ślubie…” życie będzie piękniejsze, on przestanie pić, palić i w ogóle. Niestety, prawda jest odwrotna – po ślubie odechce się obojgu dbać o siebie, bo jeden z zasadniczych powodów, bodźców do tego motywujących przestał istnieć. Małżonek jest ze mną i mi nie ucieknie, będzie kochać niezależnie od tego ile będę ważyć. Po to jest czas zakochania i narzeczeństwa, żeby się dogadać, przetestować, dostosować do siebie, żeby w wieloletnim wspólnym życiu było jak najlepiej. Bo jak nie, to będzie tak: 

  • Dzieci są najważniejsze – tę myśl zaczerpnąłem od mojej kochanej mamy. Człowiek wchodzi w związek małżeński, wbrew fali rozwodów, na całe życie. Dzieci zaś wychowuje ok. 20 lat. W tym czasie nie można zapominać, co wiele kobiet robi, o swoim małżonku, poświęcając całą energię, miłość dzieciom. To prowadzi do rozpadu małżeństwa i walki o dzieci, bo te małe potworki są dla rodziców bardzo atrakcyjne jako zaspokojenie potrzeby generatywności i obiektu dawania miłości.   
  • Rodzina. Z biologicznego punktu widzenia z nie-rodzicami, bądź nie-dziećmi łączy nas naprawdę niewiele. Choć utarło się, nawet wśród zwierząt zachowanie polegające na pomaganiu rodzeństwu w wychowaniu się potomstwem, to faworyzowanie dalszych członków rodziny ze względu na to, że nimi są, nie ma żadnego sensu. Inna sprawa, gdy w przeszłości byli dla nas mili, pomagali, wychowywali, starali się, są autorytetami.  
  • Ej, aż mi się łezka zakręciła...Tego Wam wszystkim życzę.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Powołanie, praca, marzenia, pieniądze

            Dziś w kontekście szczęścia będziemy rozpatrywać szereg aspektów życia człowieka związanych z pracą. Ujmiemy to chronologicznie: najpierw będą marzenia i plany na przyszłość, potem czysta praktyka związana z wykonywaniem zawodu. Opowiemy sobie także o pieniądzach i podejściu do nich, „czasie wolnym” oraz…alternatywnych sposobach na przetrwanie.

„For us to dream is still a dream.”

            Wielu młodych ludzi myśli o swojej przyszłości zawodowej. Myślenie o niej w kategorii zbliżającego się zagrożenia nie przynosi wymiernych rezultatów, zmuszając jednostkę do podążania za tłumem, porzucając swoje własne pragnienia na rzecz sfery komfortu. Inną, rzadszą formą jest podążanie za własnymi planami, marzeniami, wcielanie ich w życie. O tym pisałem już szeroko i głęboko w teorii celów. Natomiast marzenia są piękne i bardzo ważne. Niezależnie od ich ilości, jakości i skuteczności. Efekty spełniania marzeń zasadniczo są dwa: tymczasowe zadowolenie, utwierdzenie pewności siebie, spełnienie oraz stałe, dostępne na całe życie lub jego fragment (umówmy się) polepszenie bądź pogorszenie ogólne dobrostanu. Potem zostają wspomnienia, ale także widoczne i powszechne efekty np. zdanie matury, studiowanie, zawarcie małżeństwa. Dlatego też bardzo ważne jest nie tylko spełniać marzenia, ale mieć je odpowiednie. Raz jeszcze polecam Walkiewicza.

Ora et labora

            Praca. Uwielbiam to słowo. Pracą jest zasadniczo każda czynność, choć zazwyczaj tak określamy pracę zawodową, zarobkową. Czasem też dodajemy coś do słowa np. praca nad sobą, praca w sensie fizycznym, praca umysłowa. Pole semantyczne jest niezwykle szerokie i łatwo się pogubić. Pierwsza sprawa na jaką chcę zwrócić uwagę to podejście. Niestety, dla większości praca kojarzy się ze smutnym obowiązkiem, który trzeba wypełniać, żeby dostać pieniądze, żeby żyć, a największym marzeniem podczas jego wykonywanie staje się powrót do domu. Mnóstwo ludzi ma rację, mówiąc, że taki pracownik nie jest zbytnio efektywną osobą. Tu z pomocą w dużej mierze przychodzi coaching klasyczny, który zmienia to nastawienie na bardziej wyzwaniowe. Takie rozwiązanie przyjęło już wiele firm. Zwiększa się wtedy zarówno efektywność jak i zadowolenie z pracy. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
            Ideałem do jakiego ludzie dążą jest taki zawód, który sprawiałby im satysfakcję i dawał dużo pieniędzy. Niektórzy widzą w zarabianiu pieniędzy cel sam w sobie i w ten sposób powstaje mnóstwo dochodowych przedsiębiorstw oraz cała nauka – ekonomia. Oprócz zarobków stawiamy także inne, liczne wymagania naszej przyszłej pracy jak elastyczny grafik, odpowiednia atmosfera, możliwości rozwoju, szacunek, a przede wszystkim – interesujący nas przedmiot. Oczywiście tymi oczekiwaniami się manipuluje – wiele osób jest w stanie porzucić ich sporą część na rzecz zwiększonych zarobków.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale wolałbym płakać w swoim ferrari

            Pieniądze. Oprócz wspomnianej ekonomii na wydziale psychologii UW powstała nawet specjalizacja poświęcona właśnie psychologii ekonomicznej, więc rzecz ważna. W pewnej ilości potrzebna do życia, ale tylko w takiej, by zaspokoić podstawowe potrzeby fizjologiczne. Natomiast system społeczny wytwarza w nas nowe potrzeby, które zaspokajamy pieniędzmi, potrzeby sztuczne, które można zaspokoić inaczej, choćby akceptacja (moda), ekstaza (narkotyki, alkohol). Kolejnym sposobem wykorzystanie pieniędzy jest budowanie na nich poczucia własnej wartości, co, swoją drogą, jest bardzo mocno utwierdzone kulturowo i warto to robić, pamiętając przy tym, że poczucie własnej wartości i pewność siebie zależy od wielu czynników i aspektów życia, w tym od majątku. Dalej, ich zdobywanie, przechowywanie i duszenie staje się zachowaniem przerzutowym, gdy np. nie mamy zaspokojonych potrzeb społecznych. Także warto je mieć, mieć jak najwięcej, głosować na kapitalistów, ale nie zapominać w pogoni za nimi, o innych aspektach życia.

„Na rękę co najmniej osiem tysięcy…”

           
 Praca zawodowa a pieniądze, zwłaszcza w społeczeństwie europejskim, mocno się ze sobą rozmywa. Dla niektórych osób łączy się – ich powołaniem jest zarabianie pieniędzy, tworzenie fortun, wielkich przedsiębiorstw, imperiów gospodarczych i w tym się spełniają. Inni poszli drogą powołania, stali się najlepszymi w swoim fachu i też zarabiają olbrzymie pieniądze e. g. sportowcy, artyści. Wielu jednak nie miało tyle szczęścia, idąc drogą powołania, zarabiają niewiele (nauczyciele, księża). Są także ci, którzy realizują swoje powołanie za darmo, a nawet ponoszą straty jak młodzi artyści czy sportowcy. Wtedy muszą sobie odnaleźć źródło finansowania, które służy tylko i wyłącznie do tego, by przynosiło pieniądze.
            Świat nie jest czarno-biały i ludzie lubują się bardzo w kompromisach i hybrydach na linii pieniądze-powołanie. Rzadko zdarzają się ludzie, którzy rzucają wszelką przyjemność i zasady moralne, żeby tylko mieć jak najwięcej pieniędzy. Równie rzadko ludzie odrzucają wszelki dobrobyt materialny na rzecz powołania. Wybieranie przyszłego zawodu to bardzo złożona kwestia, na którą wpływa mnóstwo czynników. Presja otoczenia, warunki rynkowe, jakość kształcenia, zdolności, historia wyborów, wymogi czasowe. Zainteresowania i powołanie powinny być zasadniczym powodem naszej aktywności i tak warto żyć i działać, ale zapewniwszy sobie uprzednio w inny sposób utrzymanie materialne. Najlepiej, by wszystko dało się połączyć, ale nie zawsze istnieje taka możliwość.

„Nie wiecie sami czego chcecie chcieć, więc w chceniu wam pomogę.”

            Motywacja. Jedno z najczęstszych słów psychologicznych. Pobudzenie, które powoduje, że coś robimy. Jeśli samemu sobie go w sobie nie wypracujemy, to da je nam ktoś/coś z zewnątrz, a w międzyczasie będzie stagnacja. Człowiek musi się rozwijać, pracować. Dużo, naprawdę dużo zewnętrznych bodźców miota człowiekiem, często wbrew jego woli. Trzeba więc pracować nad swoją samoregulacja i motywacją, żeby się od nich uniezależnić, nie uodpornić, ale uniezależnić i sterować światem zewnętrznym, tak, by służył on nam, a nie my jemu. To bardzo trudne zadanie, zadanie na całe życie, którego nigdy w pełni nie wykonamy.
            Na koniec wymienię w syntetycznej formie patologie życia, które szerzej ująłem w tym artykule. Pisałem ogólnie o tym, jak być szczęśliwym w związku z pracą, marzeniami i pieniędzmi, jak rzecz wygląda, co na to wpływa. Syntetycznie, bo te wątki już się wielokrotnie przewijały przez psychologię sukcesu. Dla lepszego wyobrażenia sobie tego wszystkiego, czuję się w obowiązku wymienić i bardzo syntetycznie opisać to, czego NIE należy robić, a w co ludzie często popadają:

  • Materializm – patologia polegająca na koncentrowaniu się w życiu za bardzo na gromadzeniu środków materialnych, zwłaszcza pieniędzy
  • Konsumpcjonizm – patologia, w której człowiek swój czas zużywa tylko na pracę i wydawanie zarobionych pieniędzy, pomijając zaspokajanie niematerialnych potrzeb.
  • Owczy pęd – wybieranie szkoły, pracy, kierunku studiów zgodnie z wyborami mniejszej lub większej grupy, do której jednostka należy, nie zważając na swoje predyspozycje, zainteresowania
  • Niechciejstwo – brak motywacji do konstruktywnego działania skutkuje nie tylko obiektywnym niezrobieniem, ale także dyskomfortem psychicznym.
  • Wymagania – co jakiś czas pojawiają się w internetach oczekiwania studentów względem rynku pracy. Jeśli oczekujemy czegoś i miast dążąc do tego, rozpaczają, że nie ma. „Polak wyjątkowy”

poniedziałek, 3 listopada 2014

Życie polityczne i społeczne -Grobbing i aftergrobbing, czyli dni zmarłych

            Kolejny tydzień studiowania. Nudno, choć na horyzoncie całkiem sporo zadań. Problem w tym, że za ich niewykonanie nie grożą bezpośrednie kary (oceny), więc motywacja mniejsza i się nie chce. Choć z drugiej strony, co robić? Nawet nie zawsze chce się grać. Dziś na przykład oglądałem telewizję, taką normalną, nie sportową, czego nie robiłem od bardzo dawna. Poszerza perspektywę. Ale startuje Liga Mistrzów, więc będzie lepiej! 

            Przerywamy program na edukację katolicką. Dnia 1. listopada każdego roku Kościół katolicki wspomina wszystkich świętych, czyli dusze zbawione. W szczególny sposób za to wspomina świętych Kościoła, czyli osoby, które w ciągu swego życia wykazały się heroicznością cnót i za ich wstawiennictwem działy się cuda. 2. listopada to Dzień Zaduszny, dzień modlitw za wszystkich wiernych zmarłych. W związku z tym katolik powinien przyjść na cmentarz, pomodlić się za dusze w czyśćcu cierpiące. Spotkania rodzinne są ku temu dobrą okazją, ale nie celem samym w sobie. Truizm, acz bardzo istotny. No i zachęcam do obserwowania ludzi i refleksji. Myślenie zawsze spoko. Klimatycznie:

Życie polityczne i społeczne

            Nie ulega wątpliwości, że na ogólny poziom szczęścia wpływa ustrój polityczny kraju oraz charakterystyka społeczeństwa, w którym żyjemy. Więcej praw do cieszenia się, mniej patologii do smucenia. Oczywiście podejście, koncentracja na uwagi itd. sprawiają, że poziom szczęścia społeczeństw na przestrzeni lat, mimo rozwoju politycznego, nie zmienia się. Dlatego chociażby warto wpływać na społeczeństwo i ustrój. Będzie to, rzecz jasna, wpływanie na środowisko, pośrednio. Ale jest także metoda bezpośrednia i to naprawdę mocno wpływająca na szczęście. O co chodzi? Dziś o tym mowa.
            Jakiś czas temu pisałem o patologiach życia politycznego. Było to ujęcie zjawisk szkodliwych dla całości społeczeństwa, dla ogólnego jego dobrostanu. A teraz od drugiej strony – wezmę pod uwagę rozmaite patologie, skupiając się tylko na tym jak wpływają one na szczęście osoby w nich tkwiącej.

Ale o co chodzi?

            Tak, definicje. Życie polityczne to najogólniej mówiąc uczestnictwo we wszelkiego typu procesach legislacyjnych zarówno w wymiarze teoretycznym (poglądy polityczne) jak i praktycznym (demokracja pośrednia i bezpośrednia w naszym kraju). Natomiast życie społeczne to uczestnictwo w zmianie społecznej w makroskali. Nie rozpatruję tu indywidualnych relacji z ludźmi, ale samopoczucia jednostki w dużej grupie, jaką jest społeczeństwo.

Jarosław, Polskę zbaw!

            Fanatyzm jest straszny. Jedna z najbardziej zasmucających i człowieka i jego otoczenie patologii życia społecznego. Bezkrytyczna wiara w jedną, zazwyczaj niezbyt skonkretyzowaną i mocno odrealnioną wizję świata i nienawiść wobec wszystkich, co mają odmienne poglądy. Co ciekawe, taka postawa dotyka zwolenników wszystkich ważnych polskich opcji politycznych. Inna sprawa, że wśród tychże zwolenników, znajdują się także bardzo mądrze, trzeźwo, z dystansem myślący ludzie.
            Myślenie fanatyczne żywi się jedną, właściwą interpretacją wszystkiego. Jakiegokolwiek tekstu by nie przeczytać, będzie on nas utwierdzać w słuszności naszych poglądów. Nienawiść jest negatywną emocją, więc siłą rzeczy nie może powodować tych pozytywnych. Flow wynikający z nienawiści jest jak każdy inny flow, ale pytanie czy takie zachowanie wywoła w nas później dumę, satysfakcję? Wiemy, że każdą negatywną emocję możemy zamienić w coś dobrego, więc…da się. Problem w tym, że zazwyczaj to tak nie działa. Zazwyczaj nienawiść zostaje, kotłuje się i znajduje ujście w sposób niekontrolowany. Chyba absolutnie najlepsze ukazanie fanatyzmu (polecam całość "the wall"): 

Co Ty wiesz o świecie?

            Nieznajomość, czysto wiedzowa, mechanizmów rządzących życiem społecznym i politycznym znacząco przyczynia się do zwyczajnego niezrozumienia rzeczywistości. A jak rzeczywistości nie rozumiemy, jak wiadomo z poprzedniego artykułu, jest nam z tym źle. Poza tym, łatwiej podlegamy wszelkim perswazjom, dajemy się sterować. Gdy tak jest, to nic się nie dzieje, człowiek w niewoli może być szczęśliwy do czasu, aż się nie zorientuje, że w niej jest. A wtedy myśl „jaki ja byłem głupi” nie zmieni już przeszłości. I smutek. A tu przykład tego, że warto wiedzieć, co się dzieje: 

„Weź się ogarnij.”

Język młodzieżowy wytwarza piękne terminy, których pole semantyczne jest niezwykle szerokie. Ogarnięcie życiowe to szeroko pojmowana zdolność ułożenia sobie życia i sprawnego sprawowania nad nim kontroli. Poczucie „miejsce swoje odnalazłem i na miejscu siedzę mocno” dotyczy wszystkich aspektów życia, jest źródłem dumy, satysfakcji oraz chęci rozwoju. Bardzo mocno odnosi się do własnego miejsca w społeczeństwie, wykonywania odpowiedniej pracy, wyznawania określonych poglądów i dzielenia się nimi z ludźmi. Umiejętność ustawienia się – marzenie wielu, można wyliczać bardzo długo jej zalety, prawdziwie istotna, gdy mówimy o szczęściu.

masz ty wogóle rozum i godnośc człowieka?”

            Akapowa cnota. Człowiek, niezależnie od poglądów, posiadanych cech i własności powinien się nią wykazywać. Jeśli wszyscy ludzie tacy będą, nastanie najwspanialszy ze wszystkich ustrojów (akap) i wszyscy będą szczęśliwi i sprawiedliwi. Sprawa, że człowiek, który nią się wykazuje już dziś jest szczęśliwy, nie jest przez nich poruszana, bo to nie polityka, a psychologia. Zdolność rozumienia zjawisk społecznych, szacunek wobec drugiego, obcego człowieka, godne i moralne zachowania w taki sposób, by nikogo nie krzywdzić to fundament życia społecznego. Niestety, wciąż RiGCz jest dobrem luksusowym…

poniedziałek, 27 października 2014

Edukacja i życie kulturowe - Transformers października w piździernik. W Warszawie poniżej zera.

            Zaatakowało mnie blogolenistwo i nie będę się wykręcał, że dużo zajęć problemów itp. spraw. Miałem upojny weekend z ukochaną i nie starczyło czasu na bloga, tak, po prostu! „Wszystko ma swoje priorytety, niestety.”. A tak poza tym, mam dwa wielkie marzenia liceum spełnione – wymarzone studia i całkiem niezły związek, wiele mniejszych jak np. zarządzanie swoim czasem, brak kontroli z niczyjej strony, zasadniczo brak narzekań na, całkiem zresztą porządny, stan pokoju i możliwość samodzielnego odżywiania i gotowania. Jest pięknie, dumnie i satysfakcjonująco!
            Kolejnym aspektem, a właściwie aspektami życia, które dobrze zagospodarowane prowadzą do szczęścia będą postawione na równi życie kulturowe i edukacja. Człowiek, który się uczy, zdobywa wiedzę teoretyczną i praktyczną z różnych dziedzin jest człowiekiem wyposażonym w cały arsenał broni antydepresyjnych. Podobnie człowiek obeznany z różnymi tworami kultury. Oczywiście, zarówno jedno jak i drugie niesie ze sobą pewne prawdopodobieństwo odwrotnego efektu. Opowiem także o tych zagrożeniach no i jak się ich wystrzegać.

 Nie pozwól, żeby szkoła przeszkadzała Ci w edukacji.

            Całe szczęście, że ją skończyłem. Nie no, nie było aż tak źle. W każdym razie, zaczynamy od pojęcia edukacji. Jest to proces, w którym człowiek zdobywa wiedzę. Każdą wiedzę. Warto sobie przypomnieć teorię inteligencji wielorakiej Gardnera w tym momencie. Także nie tylko tę podręcznikową, ale także życiową, międzyludzką, umiejętności radzenia sobie z problemami. Dalej, edukacja się nie kończy, uczymy się całe życie. Ten okres szkolny, wydłużony już przez studia to tylko okres dorastania, w którym głównym zajęciem jest zdobywanie wiedzy, niezbędnej w przyjmowaniu określonych, możliwie najlepszych ról społecznych.
            Problem z edukacją polega na tym, że nas się do niej zmusza, zarówno ocenami, jak i potem presją społeczną związaną z osiągnięciem danego zawodu. I to jest mało przyjemne. Dlatego też te negatywne konotacje. Natomiast wszelkie aspekty życia, których nie naucza się w szkole są już o wiele bardziej atrakcyjne dla ludzi. To, co związane chociażby z psychologią, muzyką czy sportem. Idealnym stanem z punktu widzenia szczęścia byłoby uczenie się tego, co nas interesuje, co przyda nam się w życiu i co daje nam przyjemność. I, co ciekawe, ten stan idealny da się osiągnąć pracując nad sobą, nie potrzebujemy doń żadnych uwarunkowań zewnętrznych. 

„Etam te wasze fakultety”

            Oprócz tego, że nie postrzegamy wiedzy jako atrakcyjnej oraz patrzymy na nią wąsko, nie widzimy jej wieloaspektowości istnieje kolejny kłopot, mianowicie, nie zdobywamy wiedzy przydatnej „w życiu”. Choć naprawdę spora część wiedzy z zakresu materiału szkolnego z historii, WoSu, matematyki i fizyki daje się w życiu zastosować i pomaga, to tego nie robimy, ba, nawet tego nie wiemy. Dlaczego? Słynne ZZZ – zakuć, zdać, zapomnieć. Tak się dzieje. Nie zależy nam na wiedzy, a na tymczasowej korzyści – ocenie. I potem można sobie robić programy „matura to bzdura”.
Klasyk.
            Aczkolwiek wiedza, jak już wspominałem, to coś daleko więcej niż szkoła, studia czy praca. To przede wszystkim świadome życie. Wg filozofów greckich wszelkie zło tego świata wynika z głupoty, z niewiedzy. Gdybyśmy posiadali świadomość absolutną, to życie byłoby idealne. Ale nigdy to się nie uda, choćby przez ułomność procesów poznawczych.  Znajomość prawideł życia politycznego, ekonomicznego, społecznego, znajomość historii, psychologii znacząco przyczynia się do wzrostu ogólnej świadomości siebie jako człowieka i otaczającego świata jako efektu działania tych procesów, jako rzeczy zmiennej. Mając taką świadomość, możemy aktywnie działać, zmieniać środowisko, a przynajmniej nasze podejście do niego, na wzór, chociażby, różnych szkół filozoficznych.

Otaczają mnie idioci!

            …tak samo głupi jak Ty. To, że człowiek zachowuje się w danym momencie głupio, nie oznacza, że jest ogólnie głupi. Nie wiemy o czym myśli, pod  wpływem jakich czynników się znajduje. Krytyczne spojrzenie na siebie i swoją przeszłość dałoby nam refleksje typu „jaki ja byłem głupi”. Za dwa lata podobnie stwierdzę zapewne o sytuacji obecnej, ileż to rzeczy można byłoby zrobić lepiej, skuteczniej, szybciej. Ale ludzie…owszem, są idiotami, każdy jest, każdy się myli, częściej lub rzadziej. Nie można traktować czyjegoś zachowania czy niewiedzy w sposób oderwany od kontekstu i jednostkowy, gdyż daje to zupełnie nieprawdziwy obraz osoby. Ludzie naprawdę mają mnóstwo refleksji, zdolności, umiejętności i wiedzy w sobie, trzeba tylko odkryć ich potencjał i sprawić, by im się chciało tego używać! Carl Rogers byłby dumny z tego zdania.

Ignorancja jest błogosławieństwem

            „Guzik prawda”, cytując dr. hab. Trojana. Pozdrowienia dla mojego ulubionego wykładowcy, który zapewne i tak nigdy tego nie przeczyta, podobnie jak inni studenci psychologii. To, że ktoś czegoś nie wie, nie czyni go automatycznie szczęśliwym. I odwrotnie. Świadomość i wiedza o świecie nie powoduje automatycznie żałoby. Wszystko to kwestia koncentracji uwagi. Czy będziemy się przykładać wagę tylko do tego, co się wiąże ze smutkiem, śmiercią, zniszczeniem i złem czy będziemy szukać w zdobywanej wiedzy szans, perspektyw, dobrych i inspirujących ludzi? W każdej nauce można znaleźć fakty związane z jednym i z drugim. Dobrze jest wiedzieć, że istnieje zło na świecie i się przed nim bronić, ale nie ma potrzeby się tym zamartwiać. Dobrze jest zmieniać ustrój na lepszy, ale nie psioczyć nad to, że światem rządzą Żydzi, Masoni, cykliści i tramwajarze.

Potwór dżender!

            Fanatyzm rodzi się niekiedy także w kręgu ludzi wykształconych, co jest bardzo przykre. Wynika generalnie ze sporych deficytów no i genialnym jego przedstawieniem jest spór o granice płci, płeć społeczną i prawa płci. Ogólnie najlepiej jest, żeby obie płcie miały równe prawa, ale „walka” o nie przybiera groteskową formę, kiedy zapomina się o celu, a koncentruje na nienawiści wobec uciskających, a najlepiej całej płci przeciwnej. W ten sposób feminizm przeradza się w seksizm, islam w fundamentalizm, umiłowanie narodu w nienawiść wobec innych narodów itd.
            Dżender (pisownia specjalnie zmieniona) stanowi idealny przykład solidnych przegięć widocznych w debacie publicznej i to w obie strony. Z jednej strony mamy wspomnianą nienawiść wobec zastanego stanu rzeczy i jego obrońców, a z drugiej teksty zgodne z zasadą „nie znam się, więc się wypowiem”, zwłaszcza ze strony niektórych publicystów katolickich. Monthy Python okazuje się tutaj proroczy:  

„Tu leżą starego teoretyka kości

Co zbyt długo studiował traktat o miłości.”

            Ostatnia patologią wiedzy jest zwyczajnie nieumiejętność jej wykorzystania. To by wyjaśniało dlaczego psychologowie mają poważne problemy ze swoją psychiką. Dlaczego nie wszyscy profesorowie polonistyki nie tworzą wiekopomnej literatury. Istnieje spora różnica między wiedzą praktyczną i teoretyczną. Umiejętność zmieniania jednej w drugą, wykorzystywania obu i robienia z nich sukcesu, dumy, satysfakcji stanowi zdolność jakże odmienną od samej twardej, sprawdzalnej, weryfikowalnej wiedzy.

Propaganda sztuki

            Mnóstwo patologii dotyczących wiedzy, można bezpośrednio przenieść na grunt, nomen omen, edukacji kulturowej. Jednak jest pewna specyfika oraz nowe cechy, które dochodzą. To, w jakie treści kulturowe (sztuki plastyczne, filmy, literatura, piosenki) się zagłębiamy tworzy naszą osobowość. I to bardzo mocno. Jeśli ktoś słucha muzyki przygnębiającej, będzie chodzi przygnębiony, jeśli ktoś słucha mocnego rapu, będzie agresywny i pełen nienawiści itd. Literatura tworzy człowieka często lepiej niż psychologowie. A już na pewno masowo i nieświadomie, czyli moja ukochana perswazja. Najpierw takiej piosenki słuchają, a potem się dziwią, że nie ma seksu. I naprawdę myślą, że tak powinno być. Przykłady można mnożyć.


            Źródeł błędów psychologicznych, braku skuteczności w działanie, deficytu odpowiednich emocji i wielu innych problemów jest wiele. Do nich na pewno należy zwyczajny brak wiedzy (specjalistycznej, ogólnej, ale także praktycznej psychologicznej), ale także wpojone nam wartości. Wartości te, reguły dotyczą wszystkich aspektów życia, ale biorą się, oprócz bezpośredniego wpływu osób fizycznych (rodziców, rówieśników, autorytetów) z wszelkich dzieł kultury. I to one, śmiem twierdzić, produkują takie patologie jak miłość romantyczna, idealizacja kobiety, wizja księcia z bajki, niegdyś cudowności ojczyzny. Także to, czego się słucha, co się czyta, co się ogląda ma olbrzymie znaczenie dla wszelkich poglądów, dla podejścia.

Miejże trochę kultury,  Młody Człowieku

            Jest w człowieku potrzeba obcowania z kulturą. Po prostu istnieje, gdzieś tam wyżej w piramidzie, ale jest. Inaczej ludzie nie chodzili by na koncerty, do teatrów, muzeów, inaczej nie wykonywali by tych zawodów już od starożytności. Kontakt z kulturą, zanim ukształtuje osobowość, wytwarza emocje, pozwala nam się wczuć w postacie, w podmiot mówiący, w twórcę, zostawia miejsce na własne wyobrażenia, interpretację, która czasem zmienia się w poważną naukę, a czasem inspiruje do nowych dzieł czy do fanfiction. Ćwiczenie intelektualne dokonujące się w ten czy inny sposób, ma znaczenie.

„Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy.”

            Utożsamianie się z twórcą, postacią bądź podmiotem utworu ma bardzo duże znaczenie, pozwala dokładniej przeżyć własne emocje, własne życie, własne doświadczenia, nadać im nowe znaczenie. Są takie piosenki, które w zależności od kontekstu nabierają nowych treści. W latach 80. nieomalże każda piosenka miała zabarwienie obalania komunizmu, choćby i jej zasadniczy przekaz był inny. Par excellence "Mury" Kaczmarskiego. Ludzie interpretują, wczuwają się. Dlaczego? Daje im to poczucie, że nie są sami, nadaje odpowiednie znaczenie wydarzeniom, często daje wskazówki, co robić dalej. Pełni zarówno funkcje czysto emocjonalne jaki i quasi-poznawcze. 

Multikulti!


            Najlepsze dla rozwoju kulturowego jest poznawanie możliwie najbardziej zróżnicowanych dzieł kultury zarówno przeszłej jak i współczesnej, wciąż się tworzącej. Naprawdę, dzisiejsze piosenki, sztuki, książki, obrazy, rzeźby także mają swój urok i prawdziwie nie są znakiem końca cywilizacji. Kto tak myśli popada w patologię życia kulturowego, polegającą na widzeniu wszystkiego w ciemnych barwach. W każdym razie trzeba te funkcje kultury, który wymieniłem w poprzednim akapicie realizować. Wymaga to empatii, otwartości, wysiłku umysłowego. Jednak efektem oprócz nieco mało atrakcyjnie brzmiących korzyści emocjonalnych i poznawczych jest czysta radość. Zresztą, jak przy każdym zaspokajaniu potrzeb. Także, jak ktoś wam wysyła piosenki, słuchajcie, interpretujcie, działajcie! Poszerzajcie swoje horyzonty! Wtedy też znacząco zwiększy się świadomość, a i podejście nie będzie wcale dogamtyczne. Także nie bać się Jona Lejoie i Braci Figo Fagot. Przełamywanie konwencji, schematów bywa zabawne, a i skłania ku refleksji: