poniedziałek, 24 listopada 2014

Miłość i relacje międzyludzkie - Jezus Królem Wszechświata

            Kolejny tydzień minął, a wraz z nim przyszedł pierwszy komentarz meczu z hali. Na moim oficjalnym, facebookowym profilu jest nawet link. Trochę refleksji, mnóstwo nieróbstwo, poszukiwania motywacji. Chcę się zrobić dużo, ale nie ma „bata”, który by do tej pracy gnał. Na szczęście, udało mi się ładnie napisać. Trzyma mnie faktycznie psychologia i siatkówka. Jak widać, pasja jest bardzo ważna, stanowi najlepszą i najbardziej naturalną motywację. Tekst bardzo chciałem stworzyć i chyba mi się to udało w całkiem wysokiej jakości, w przeciwieństwie do poprzedniego.                 Najwięcej emocji wiążę się z obcowaniem z innymi ludźmi. Każdy ich w swoim  życiu doświadcza. To awersja do żuli, ciekawy stosunek do Żydów, miłość do dzieci, pożądanie seksualne względem płci przeciwnej, sympatia wobec znajomych…Sporo tego. Dlatego są one tak ważne. Nawet u zwierząt relacje między osobnikami decydują o zdrowiu czy nawet życiu. W tym tekście, znowu, pokrótce, opiszę kilka najważniejszych dla człowieka rodzajów relacji z ludźmi.

Grupy, grupeczki

            Grono koleżeńskie jest bardzo ważne. Im więcej ma się znajomych, tym lepiej, generalnie. Zapewnia poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, przynależności. W szerszym gronie daje poczucie patriotyzmu lokalnego i tożsamość narodową. Utożsamiamy się z osobami, z którymi cos nas łączy (praca, szkoła, wiek, poglądy) i z nimi tworzymy proste relacje. Przenikamy się i wpływamy na siebie wzajemnie tworząc unikalny język, kulturę, moralność. Takimi oddziaływaniami zajmuje się socjologia. Z punktu widzenia psychologii człowiek musi żyć w grupie dla zaspokojenia potrzeb. Prostych, łatwych: przynależności i bezpieczeństwa. Jednak już na tym poziomie pojawiają się rozmaite patologie.
            Ludzie, którzy wykorzystują innych do celów materialnych. Inni zaś szukają u nich poklasku i sławy, wyróżniając się, niekiedy zostając błaznami. (Nie)staranie się o wpływy w grupie powoduje krystalizację pewnych funkcji. Ich spełnianie wiąże się z zaspokajaniem określonych potrzeb, nawet jeśli ktoś jest jedynie „mrówką”. Przynależność jest bardzo ważna, choćby i nasza grupa była milionowa, a my byśmy nie znali z niej nikogo. Jest to pewien szczególny rodzaj „członkostwa”. Choćby i on to poczucie wspólnoty też może być piękne...

Koleżeństwo

            Będąc szerzej w grupie zaspokajamy swoje potrzeby, ale i tak ich zasadnicza część  zaspokaja się nie w grupie (czy to rodzinnej czy rówieśniczej), ale w relacjach indywidualnych. W momencie, gdy jednostka wychodzi z grupy i zaczyna się spotykać z innymi jednostkami, indywiduami, osiąga ona wyższy poziom rozwoju. Wiąże się to z zaspokajaniem wyższym potrzeb i rozwiązywaniem konfliktów tożsamości i, później, intymności. Najpierw powstają indywidualne relacje koleżeńskie. Zaspokajają one z grubsza te same potrzeby, co grupy, ale są mniej kosztowne i łatwiejsze do zawarcia. Ponadto znacząco ułatwiają, a wręcz umożliwiają rozwój relacji indywidualnej dalej. Jednak ze względu na ich „nowość” w cyklu rozwojowym człowieka, ludzie bardzo często zwlekają z ich zawieraniem. Z czasem jednak pojawiają się indywidualne uczucia, a wraz z nimi problemy…

Przyjaźń

            Przyjaźń, nie rodzi się, jak się powszechnie sądzi, z koleżeństwa. Jest to mit. Żadna relacja nie rodzi się z poprzedniej relacji. Może być co najwyżej krokiem w cyklu rozwojowym. O co dokładnie chodzi? Przyjaźń to ogólna nazwa na relację dwojga ludzi, która zaspokaja znacząco więcej potrzeb niż grupa. Z przyjacielem można długo rozmawiać, swobodnie, nie trzeba się obawiać odrzucenia. Można z nim skuteczniej rozwijać zainteresowania, łatwiej zdobyć u niego uwagę swoimi sprawami, pomoc. Przyjaźń powstaje wtedy, gdy oprócz sympatii koleżeńskiej i akceptacji pojawia się…zainteresowanie drugą osobą czy to związane z zaspokojeniem własnych potrzeb (mniej zalecane, ale też potrzebne) czy po prostu z fascynacja cechami drugiej osoby. Katalizatorem tego procesu fascynowania się jest stopniowe zwiększanie intymności poprzez rozwijanie wspólnych zainteresowań, wyznawanie wspólnych poglądów czy po prostu bycie osobą, na której można polegać w trudnej sytuacji: najpierw pewna osoba jest dla nas stałym punktem wsparcia, co pozwala nam odkrywać, że jest ona na swój sposób ciekawa i atrakcyjna. Brzmi to nieco paradoksalnie, ale tak jest. Wtedy można mówić, że przyjaźń narodziła się z koleżeństwa, ale nigdy bez zainteresowania drugą osobą nie będzie przyjaźni. Czyli nawet mimo najbardziej zażyłych więzi, bez zainteresowania, nie będzie przyjaźni.
W sumie, też dobra definicja. 

Miłość

            Podobnie jak przyjaźń nie wyrasta z koleżeństwa, tak miłość nie wyrasta z przyjaźni, choć zainteresowanie i dalej budowanie  relacji zaufania, intymności, dobrego czucia się w relacji jest katalizatorem tego, co miłość tworzy, mianowicie, seksu. Choć miłość się określa często jako aseksualną, to zgodnie z zasadami semiotyki, gdy dodajemy jej jakieś przymiotniki, zmienia swoje znaczenie. Także w mojej definicji psychologicznej relacja przyjaźni może być aseksualna i może prowadzić do małżeństwa, ale relacja miłości jest seksualna i w swoim założeniu prowadzi do przedłużenia gatunku. Nie będę się tui zajmował homoseksualizmem i rozważał czy jest to możliwe czy nie. Miłość zaspokaja te same potrzeby co przyjaźń i zawsze obok relacji przyjaźni powstaje energia seksualna, którą trzeba wzmacniać, której katalizatorem jest wspomniane już budowanie zaufania, ale także, a może przede wszystkim, atrakcyjności pozaseksualnej, w zakresie wymienionym już przez przyjaźń.  Miłość jest pod tym względem trudna i zaawansowana, bo wieloelementowa. Bardzo łatwo jakieś elementy przeoczyć i wtedy nie jest to idealna relacja miłości, ale jedna z jej mniej lub bardziej patologicznych odmian.  

Seks

            O seksie wspomnę ze względu na to, że jest to czynność wielofunkcyjna pod względem zaspokajania potrzeb. Powodów uprawiania seksu jest kilkadziesiąt, a w przypadku kobiet kilkaset i niewiele z ich jest właściwych z punktu widzenia szczęśliwej i wielofunkcyjnej, intymnej relacji. Najpierw jednak trochę teorii, czyli gromienie mitów wszechświata. Seksualność jest wynikiem pożądania seksualnego dwóch osób (ten instynkt był jeszcze dawno przed tym jak ewolucja wynalazła miłość) i służy rozmnażaniu. W dzisiejszych czasach wszystko zostało mocno zrytualizowane, kulturowe. Ale ok, wynik zachowań popędowych wynikających z fizjologicznej potrzeby seksualnej. Katalizatorem jest wszystko, co związane z miłością, a bodźcem kluczowym atrakcyjność partnera bądź czegoś innego. Dlatego SEKS Z MIŁOŚCI NIE ISTNIEJE. Moment, w którym kobieta się oddaje nieatrakcyjnemu mężczyźnie jest momentem patologicznym i wynika to z tego, że dla tej kobiety coś poza mężczyzną jest atrakcyjniejsze, co osiąga poprzez oddanie się (pieniądze, zdrowie, życie, czy niedenerwowanie męża, bo się go kocha). Zgodnie z genderem, w drugą strona, analogicznie, choć jest to o wiele rzadsze.  
            Ok, potrzeba seksu, czysta, biologiczna. Dalej seksualność często stanowi pewne tabu, tajemnicę, cel i wtedy seks staje się spełnieniem marzenia, co też się wiąże z pozytywnymi emocjami. Jest także wyrażeniem miłości, akceptacji, przyjaźni i wszystkim tego typu. To też swego rodzaju aktywność fizyczna, pozwala, w granicach rozsądku, rozładować emocje i wszystkie inne korzyści związane ze sportem. Potem jeszcze przyjemność i…dobro dla zdrowia, polepsza odporność z powodu wymiany bakterii z drugim człowiekiem (o ile się nie zarazimy jakąś chorobą weneryczną). Uprawianie seksu w niektórych parach staje się sztuką (Ars amandi, kamasutra) i wtedy zaspokaja potrzeby estetyczne. BDSM z kolei zajmuje się rzeczami z gatunku potrzeby dominacji i bycia zdominowanym. Są to potrzeby prawdziwe, ale niezwykle rzadko ujawniające się, zgodnie z cała teorią o antagonistycznych popędach i ogólnie teorią potrzeb.

(Nie)symetria relacji

            Po seksie, ku zaskoczeniu wielu par, następuje ciąża. A po niej dzieci. I tu przechodzimy do ostatniej omawianej dziś relacji, mianowicie rodzicielstwa. W przeciwieństwie do poprzednich, rodzicielstwo jest, z definicji przynajmniej, relacją niesymetryczną. Dwie osoby (rodzic i dziecko) znajdują się w całkowicie innych sytuacjach, zaspokajają inne potrzeby, mają inne uczucia względem siebie. I tu notka: nie ma relacji całkowicie symetrycznych, że obie osoby zaspokajają u siebie dokładnie te same potrzeby w takiej samej ilości i czują do siebie to samo. Zawsze jest pewna różnica, która będąc za dużą, prowadzi do patologii. Trochę humoru:

Rodzicielstwo

            Teraz ad rem. Po co są rodzice dzieciom? Żeby przeżyć, rozwijać się i uzyskiwać coraz to większą samodzielność. Nie przepadam za psychologią rozwoju do 13 roku życia, więc pominę ten wątek. Zastanówmy się po co rodzicom dzieci? Biologiczny instynkt powiązany z seksem – ok. Dzieciaki są efektem seksu, do którego jesteśmy napędzani. Ale dlaczego je tak kochamy i się nimi opiekujemy (zazwyczaj). U zwierząt, posiadanie licznego, silnego, zdrowego potomstwa mówi o sile jednostki. Każdy chce się rozmnażać nie tylko dla seksu, ale także dla przekazania swoich genów dalej i to jest także biologiczny popęd. Dalej dochodzą rzeczy związane z miłością (ważna ona), głównie tą dawaną. Ludzie lubią mieć osobę, którą kochają, o którą mogą się starać. Dzieci są też nadzieję na przyszłość, zabezpieczeniem finansowym (ZUS to fikcja i piramida finansowa), choć to górnolotna i rzadko stosowana pobudka. W końcu istnieje także potrzeba tzw. kreatywności (generatywności), czyli opowiedzenia komuś swoich emocji, poglądów, przekazania wiedzy dalej, co najpełniej dokonuje się właśnie przez rodzicielstwo.

Relacje patologiczne

  • Friendzone – ludzie, którzy wierzą, że seks pochodzi z miłości i tak bardzo o tę miłość zabiegają, że zupełnie tracą atrakcyjność. W efekcie druga osoba nie jest zainteresowana związkiem seksualnym. To jest friendzone. 
  • Ja ją kocham a ona nie – casus niesymetryczności relacji. Niestety, to, że ja kogoś kocham nie zobowiązuje tego kogoś by dokładnie tak samo mnie kochał. Sad but true.
  • Seks bez miłości – to też patologia. Relacje oparte wyłącznie na pożądaniu seksualnym prowadzą do niechcianych ciąży, skandali itd. a poza tym są niestabilne. Często też prowadzą to sztucznego przedłużania bardzo słabej relacji poprzez małżeństwo co się kończy niesamowitą frustracją i kilkuletnią, a może całożyciową klęską życia intymnego i erotycznego. Masakra.
  • „Po ślubie…” życie będzie piękniejsze, on przestanie pić, palić i w ogóle. Niestety, prawda jest odwrotna – po ślubie odechce się obojgu dbać o siebie, bo jeden z zasadniczych powodów, bodźców do tego motywujących przestał istnieć. Małżonek jest ze mną i mi nie ucieknie, będzie kochać niezależnie od tego ile będę ważyć. Po to jest czas zakochania i narzeczeństwa, żeby się dogadać, przetestować, dostosować do siebie, żeby w wieloletnim wspólnym życiu było jak najlepiej. Bo jak nie, to będzie tak: 

  • Dzieci są najważniejsze – tę myśl zaczerpnąłem od mojej kochanej mamy. Człowiek wchodzi w związek małżeński, wbrew fali rozwodów, na całe życie. Dzieci zaś wychowuje ok. 20 lat. W tym czasie nie można zapominać, co wiele kobiet robi, o swoim małżonku, poświęcając całą energię, miłość dzieciom. To prowadzi do rozpadu małżeństwa i walki o dzieci, bo te małe potworki są dla rodziców bardzo atrakcyjne jako zaspokojenie potrzeby generatywności i obiektu dawania miłości.   
  • Rodzina. Z biologicznego punktu widzenia z nie-rodzicami, bądź nie-dziećmi łączy nas naprawdę niewiele. Choć utarło się, nawet wśród zwierząt zachowanie polegające na pomaganiu rodzeństwu w wychowaniu się potomstwem, to faworyzowanie dalszych członków rodziny ze względu na to, że nimi są, nie ma żadnego sensu. Inna sprawa, gdy w przeszłości byli dla nas mili, pomagali, wychowywali, starali się, są autorytetami.  
  • Ej, aż mi się łezka zakręciła...Tego Wam wszystkim życzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz