niedziela, 28 września 2014

Syntetyzowanie szczęścia cz.2

            Przepraszam Was bardzo. Ledwo wróciłem z obozu integracyjnego w Poroninie, to jechałem odwiedzić Poznań, miałem upojny weekend z ukochana i dopiero się wziąłem za pisanie. A pisać jest o czym i będą szybko wpadać nowe posty. Dziś bardziej zaawansowany artykuł o psychologii emocji. Potem dalej będzie psychologia szczęścia, z czasem coraz bardziej oddalająca się od nauki, schodząca coraz bardziej w moje refleksje.
            Rozpoczynam rok akademicki! Nie mogę wręcz powstrzymać podniecenia z tego powodu. Nareszcie koniec wakacji! Będzie można się nauczyć ciekawych rzeczy, poznać wspaniałych ludzi, zweryfikować swoje plany na przyszłość (magia mojego podejścia, zwróćcie uwagę). Plan mam uroczo zabałaganiono-nieobecny, ale jak to MISHowiec, wszystko się wyjaśni w przeciągu października.
Ja tam lubię wstawać rano. Niestety, mój plan raczej się przeciągnął do nocy. Damn! Za semestr będzie lepiej. 
         
 Dwa tygodnie temu pisałem o pośrednich sposobach wpływania na swoje emocje. Teraz opowiem o tym jak sterować, tworzyć, niszczyć, zmieniać emocje, aby być szczęśliwym. Dużo o emocjach pisałem w psychologii sukcesu. Tam też było odrobinę sterowania. Teraz postanowiłem bardzo mocno rozwinąć teorię psychologii emocji, żeby to wszystko poskładać. Także tekst dla zaawansowanych.

Stany afektywne

            Emocje, nastroje, uczucia, sentymenty, afekty, namiętności – to wszystko dotyczy szeroko pojmowanej afektywności (wyrażania tego, co czujemy). Emocje są najbardziej podstawowe, wywołane przez bodziec. Uczucia są bardziej świadomą i bardziej trwała wersją wielu emocji i odnoszą się do danej rzeczy lub osoby, a nie są tylko wywoływane przez bodźce. Nastroje to przedłużające się stany afektywne wywołane seria bodźców. Afekty są bardzo silne, gwałtowne i krótkotrwałe. Sentymenty to na ogół preferencję – lubię lody czekoladowe, nie lubię kobiet z krótkimi włosami. Kończąc, namiętności to skłonności do przeżywania poprzednio wymienionych stanów. Na potrzeby psychologii szczęścia skupimy się oczywiście na bazowych emocjach, na przedłużających się emocjach (uczuciach), na sentymentach oraz…afektach.

Po co są emocje?

            Emocje mają funkcje bardzo mocno poznawczą. Mówią nam o tym, co jest dla nas dobre, a co złe, jak się zachowywać w określonych sytuacjach, jak być dobrze postrzeganym, co robić, czego nie robić. Są także napędem w działaniu, zwłaszcza słynny stres. Są także solą życia – czynią je ciekawym, klimatycznym, powodują, że (nie) chce się żyć. Rola emocji jako przypraw jest także bardzo istotna.

Rola emocji pozytywnych i negatywnych

            Emocje pozytywne są prostym komunikatem „jest dobrze”. Ich zasadniczym celem jest zachęcanie do tego by było podobnie. Natomiast szeroko pojmowane negatywne emocje informują, że jest źle i trzeba coś zrobić, aby było lepiej. I teraz żeby coś zrobić z tymi emocjami możemy albo zmienić środowisko (czyli kupować i bogacić się jak nam się wmawia), podejście o czym pisałem uprzednio oraz…powiedzieć emocji „do widzenia, nie potrzebuje Cię”.

Emocjonalne perpetuum mobile

            Kolejny krąg wtajemniczenia – wytwarzanie emocji z emocji, najczęściej poprzez czynność. Zawsze ilustruje efekt emocjonalnego perpetuum mobile na sporcie. Piłkarze zdobywają gola, cieszą się, biegają, skaczą, fruwają, robią kołyski. Po co? Wyrażanie radości (tej konkretnej emocji) powoduje, że pojawia się jej więcej, więcej i jeszcze więcej. W ten sposób powstaje niekiedy mechanizm uzależnienia, ale nie zawsze. W końcu ile czasu można się cieszyć z utraty gola? Podobnie ludzie spożywający alkohol w pewnym momencie się opamiętują, że wypili za dużo i przestają. No i perpetuum mobile przestaje działać. Podobny mechanizm można zauważyć w przypadkach rosnącej nienawiści wobec określonych grup, fascynacji daną dziedziną nauki, zakochiwania się za pomocą myśli czy wczuwania się w stany afektywne z filmów, piosenek, książek.
Przykład emocjonalnego perpetuum mobile z moją ukochana hiperbolizacją.

Zamienianie emocji

            Najwyższy krąg wtajemniczenia. Za pomocą odpowiedniej myśli zazwyczaj dotyczącej podejścia możemy znacząco, choć tymczasowo wpłynąć na odczuwanie. Odbywa się to najczęściej na poziomie nieświadomym i dotyczy spraw, w których odpowiednie nastawienie emocjonalne jest niezbędne do przetrwania. Człowiek pociesza się, że ma szanse przeżyć, choć obiektywnie ich nie ma, ale bez tej nadziei, miałby mniejsze (wiem, zaawansowane gdybanie). Jak w przypadku wielu procesów nieświadomych i ten możemy przenieść na poziom świadomości. Łatwo można zmienić np. złość w smutek (i na odwrót) miłość w radość lub w smutek. Możemy też wznieść emocje na wyższy poziom, intensyfikując je np. radość w ekstazę, awersję w nienawiść. No i jeszcze jedno: można nawet zamienić stany afektywne. Odpowiednią myślą zmienimy sentyment w afekt (Nie lubię Murzynów, zabić wszystkich Murzynów), uczucie w nastrój (ona mnie nie kocha, cały dzień chodzę smutny)

Budowanie stanów afektywnych

            Wiemy już  jak zamieniamy emocje w jej inne formy. Teraz dowiemy się jak emocje budują inne stany afektywne. Często wspomagamy tę metamorfozę działaniami, myślami, innymi bodźcami. Ale ok, po kolei, nawet w punktach:
·         jeśli grupa bodźców powodujących emocje jest duża i wybiega od mniej więcej jednego źródła, mówimy o uczuciu wobec źródła
·         jeśli grupa podobnych emocji dociera w dłuższym okresie czasu i nie jest przerywana emocjami przeciwstawnymi, mamy do czynienia z nastrojem
·         jeśli doświadczamy bardzo dużej liczby emocji w bardzo krótkim czasie mówimy o afekcie.
·         jeśli od danego źródła dostajemy stałą, ale niewielką dawkę określonych emocji na przestrzeni dłuższego czasu, mówimy o sentymencie

Stany afektywne mogą się zmieniać na przestrzeni czasu i uzupełniać ze sobą. Sentyment (lubię tę dziewczynę) pod wpływem kilku bodźców od dziewczyny zmienia się w uczucie (kocham ją), a pod wpływem kolejnej dawki bardzo mocnych, w krótkim czasie w afekt (muszę ją mieć).  Z tego potem są gwałty. Nastrój też może zamienić się w afekt (jest mi tak smutno, trzeba coś z tym zrobić!). Te zmiany wynikają, niekiedy z bodźców, a niekiedy po prostu z nagromadzenia rozmaitych emocji. 
Na koniec odrobina humoru (Jon zawsze spoko) i możliwości obserwacji zmiany uczuć w afekt, powodujący działanie:

poniedziałek, 15 września 2014

Drugi tydzień siatkarskiego Mundialu - syntetyzowanie szczęścia

            Pisać o szczęściu i samemu być szczęśliwym – jest dobrze! Siedzę w domu w Warszawie, mogę sobie wyjść na balkon, iść na burgera, pizzę, sklepu, kupić, co potrzebuję. Wiele pieniędzy nie ma, ale cóż, przynajmniej jest do czego dążyć. W najbliższej perspektywie przyszłości mam wycieczkę, studia, nowe znajomości, nowe wyzwania, wdrażanie się towarzysko, i, miejmy nadzieję, zawodowe. W dalszej perspektywie, za dwa lata, małżeństwo, sprowadzenie ukochanej, załapanie pracy, stypendiów i uniezależnienie się finansowe. No, ale cóż, na takie szczęście sobie zapracowałem. Zapracowałem, może inaczej, pozytywnie nastawiłem się do działania. O tak. Psychologia rulez!
            Polska zagra w grupie z Brazylią i Rosją na Munidalu. Hehehehehe, będzie zacnie. ‘Murica goes home (strasznie nie równo to USA się prezentowało), pokonana przez Argentynę, która grała o nic. Albicelestes odpalili trochę za późno, bo dobrą gre pokazali własnie w ostatnim spotkaniu turnieju. Trochę dziwne losowanie sprawiło, że stosunkowo słabi Niemcy weszli do szóstki, zagrają w minigrupie z Francją i Iranem. Odpadli żałośnie  grający Włosi, odrobinę za słabi Serbowie, waleczni Kanadyjczycy. Na podsumowania przyjdzie jeszcze czas i na pewno się pojawi. Ale ciekawie, bardzo ciekawie. 
            Wiemy już, że szczęście ocenia się jako stan chwilowy, tymczasowy. Teraz dowiemy się jak osiągać go jak najczęściej, co wpłynie na poprawę naszego ogólnego dobrostanu. Ten konkretny artykuł będzie o syntetyzowaniu, tworzeniu pozytywnych emocji, ale w dużej mierze odnosi się on do tworzenia jakichkolwiek emocji.
            Mówi się, że emocje są poza naszą kontrolą i jest to w dużej mierze prawda. Nie możemy ich wszystkich kontrolować, co więcej, nie możemy ich wszystkich nazwać czy nawet powiedzieć, że czujemy, tak ich wiemy. Możemy natomiast nauczyć się tak zarządzać, żeby ich dużą część pozmieniać czy wytworzyć.
Gorąco polecam, będę się często doń odwoływał.

Syntetyzowanie w warunkach normalnych

            To zasadniczo o emocjach będziemy mówić. Jedną z cnót, umiejętności psychologii pozytywnej jest syntetyzowanie szczęścia. Dokonuje się ono naturalnie w naszych organizmach w sytuacjach, których nie możemy zmienić, nieświadomie i jest w sumie całkiem genetyczno-wyuczone. Stąd podobny poziom szczęścia u głodujących dzieci w Afryce, chrześcijańskich uchodźcach w Syrii czy wąsatych bankierach z Wall Street. Gdy człowiek znajduje się w sytuacji beznadziejnej, pojawia się idiotyczna nadzieja, że wszystko będzie dobrze, że wyzdrowieje się z raka, że to jednak nie ciąża, że on chce mnie tylko okraść, a nie zamordować, że oblanie egzaminu na prawo jazdy nie było do końca złe. I to jest właśnie szczęście syntetyzowane w sposób naturalny. Ludzie, nieświadomie, oszukują samych siebie. Urocze.

Najpierw (…), a potem będziesz szczęśliwy.

            Natomiast wmówiono nam, że aby być szczęśliwym, należy osiągać cele, zazwyczaj finansowe. I jest to wmówienie prawdziwe. Będziesz szczęśliwy, jak będziesz miał piękną dziewczynę, szybki samochód, wymarzona pracę i świetną relację z Jezusem, a krajem będzie rządzić Twój ulubiony polityk. Wmówiono nam to, żebyśmy te cele osiągali, żeby świat się rozwijał. I dobrze, bo dzięki temu poprawiamy ogólny standard naszego życia: lepiej mieć szybki samochód niż rower, lepiej mieć piękną żonę niż brzydką, lepiej mieć świetne relacje z ludźmi niż kiepskie. Ja to nazywam dążeniem do poprawy ogólnego dobrostanu życia. I owszem czyni to człowieka szczęśliwym, ale, jak zawsze, chwilowo. Potem może się jeszcze kilka razy uaktywniać. Ale z czasem zanika. I tak jesteśmy programowani do osiągania więcej i więcej.
A ja nie będę szczęśliwy bez....Oh, wait,

Najczęstszy błąd.

            Nieważne jak mocno byśmy chcieli, nie możemy cały czas osiągać wielkich i ambitnych celów. A nawet gdybyśmy mogli, to z czasem powoduje to coraz słabsze odczuwanie bodźców, więc wysiłek niewspółmierny do celu. Dlatego warto się nauczyć to szczęście tworzyć, bo to umożliwi je nam odczuwać znacznie częściej niż tylko po i z powodu ważnych sukcesach życiowych. I o tym dziś część dalsza.

Spostrzeganie

            Podstawą Pleasure Life z teorii  z teorii Selingmana było dopuszczanie do siebie tylko tych bodźców, które wytwarzają pozytywne emocje. W skrócie – hedonizm. Jest to także pośrednia droga to syntetyzowania szczęścia. Możemy sobie takie bodźce stworzyć (bardzo pospolite alkohol, narkotyki, seks, czekolada) i to działa. Z jednym problemem. Działa krótko. No i bywa, że uzależnia. Każdy kolejny pozytywny bodziec z tego samego źródła jest coraz słabszy, a my chcemy tego pobudzenia, więc sięgamy po więcej i w ten sposób się uzależniamy. W końcu prowadzi to do depresji, bo nie jesteśmy w stanie osiągać tak samo mocnego pobudzenia jak wcześniej. Rozsądnym wyjściem jest znalezienie możliwie dużej ilości źródeł przyjemności i korzystanie z każdego po trochu. Gdy między jednym bodźcem a drugim następuje spory odstęp czasowy, pobudzenie jest silniejsze niż gdy bodźce następują po sobie.
            Drugą sprawą jest minimalizacja ilości bodźców wywołujących negatywne emocje. Nie przeżywania emocji, ale bodźców. W tym celu, generalnie, uciekamy od bijących nas rodziców, dręczących nauczycieli i strzelających Żydów/Palestyńczyków. I nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego. Nie tylko ze względu na realne, fizyczne zagrożenie dla zdrowia i życia, ale ze względu na to, że wywołują negatywne emocje. A negatywnych emocji nie lubimy. Więc ucinajmy to, co je wywołuje. Szeroko w psychologii to się nazywa zmianą środowiska. I to ludzie w miarę robić potrafią. Natomiast zapominają o tym, że bardzo dużym źródłem bodźców jest własne myślenie. I zadręczają się nie wiadomo czym, jakimi depresyjnymi myślami „nikt mnie kocha”, „jestem beznadziejny”. I tego uciąć nie potrafią.
Jakkolwiek hedonizm jest postrzegany negatywnie, to naprawdę warto czerpać z życia przyjemność!  

Dyscyplina myśli

            Receptą na jedno i pomocą w drugim jest znana, lubiana i przedstawiana wielokrotnie dyscyplina myśli. Czynność polega na ignorowaniu myśli wywołujących negatywne emocje (na wyższym poziomie racjonalizacji i zamienianiu) i tworzeniu myśli wywołujących emocje pozytywne. Generalnie to, co myślimy, o czym myślimy jest zależne od środowiska i dokonuje się podświadomie i naturalnie w naszych umysłach. Ale jeśli przeniesiemy ten proces na poziom świadomości, wiedząc po co są myśli, po co są emocje pozytywne i negatywne, możemy całkiem porządnie zmienić nasze życie. Gorąco polecam.

Podejście

            Ostatnią sprawą dotyczącą pośredniego tworzenia szczęścia jest podejście. Wszyscy znamy już jego definicję, więc post niżej, jak nie pamiętacie. Zmiana podejścia to rzecz cudowna, wspaniała, czasem banalna, a czasem trudna. W każdym razie, jeśli możemy sprawić, że irytujący nas bodziec zacznie nam sprawiać przyjemność, zróbmy to! O ile oczywiście nie stanowi realnego zagrożenia dla naszego dobrostanu. Bo zakochać się w gryzącym nas psie ze wścieklizną zasadniczo niezbyt polecane. Ale tak czy inaczej, ludzie mają mnóstwo do zrobienia w tej materii i duże pokłady szczęścia do odkrycia.

            Właśnie doszedłem do cudownego wniosku, że moja wiedza na temat syntetyzowania szczęścia jest za duża, by ją zmieścić w jednym poście, więc będzie drugi. Już za tydzień!  
Do rozważenia.

poniedziałek, 8 września 2014

Początek roku szkolnego. Hehehehe…Nurt psychologii pozytywnej

                Ruszył rok szkolny, ale ja jestem studentem…Ale tak serio, to cieszę się, że już nie mam liceum, że jestem dorosły, samodzielny, we własnym mieszkaniu. Cieszę się, że idę na samodzielnie wybrane studia, sam będę ustalał swój plan zajęć i w ogóle obiektywna wolność. Natomiast nowe wzywania – powoli trzeba szukać pracy w satysfkacjonującym zawodzie, źródeł finansowania i wiele innych wyzwań. Nigdy w miejscu, zero stabilizacji!
       teraz ja
            Kiedyś myślałem, że jak się będzie w czymś geniuszem i będzie to robiło, to się osiągnie sukces. I tak myślałem, że będę najlepszym na świecie dziennikarzem sportowym i psychologiem. Że wszyscy będą mnie kochać i rozrywać. No i, naturalnie, zacząłem działać w tej materii, sprawdzać się, spełniać marzenia. Wszedłem w grupę ludzi, którzy uważali podobnie i bum – nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością. Człowiek się dowiaduje, że są lepsi od niego, w końcu to stwierdza (nie zawsze). I dalej, ok, bierze przykład z lepszych, uczy się, staje sam coraz lepszy, ale z czasem nie dlatego, by być najlepszym, ale dlatego, że kocha to robić. I jest szczęśliwy, że może.

            I tu wychodzi szczęście: większość czytelników tego bloga nigdy nie będzie „naj”. Nie będziecie najwięcej zarabiać nie będziecie mieć najpiękniejszych kobiet/mężczyzn, nie będziecie mieli najwięcej like’ów na Facebooku a już na pewno nie będziecie nigdy mieć wszystkiego, co sobie wymarzycie. Dobrze, potrzebnie i pięknie jest spełniać swoje marzenia, gonić je i dopinać swego, ale jeszcze lepiej i naprawdę, chyba najcudowniej w świecie jest się umieć cieszyć z tego, co się ma. 

Nurt psychologii pozytywnej

           Cały post będzie o nurcie, który powstał w psychologii w ciągu ostatnich 20-30 lat. Nurt, prąd myślowy, zakłada koncentrację ludzi, w tym wypadku naukowców, psychologów pracujących w zawodzie. Olbrzymim uzupełnieniem, wręcz bazą dla tego posta jest przemówienie prekursora, ojca nurtu psychologii pozytywnej, Martina Selingmana: http://www.ted.com/talks/martin_seligman_on_the_state_of_psychology

Krótka historia

            Przypomnijcie sobie Freuda, Younga. Głównym założeniem szkoły psychoanaliza, która zapoczątkowała naukę o ludzkiej psychice, było, stety bądź nie, założenie, że z każdym człowiekiem coś jest nie w porządku. Psychoanaliza mówi, że są w nas spory wewnętrzne, które najprawdopodobniej wynikają z problemów w dzieciństwie, a jak byliśmy molestowani albo masturbowaliśmy się za pomocą kału to już w ogóle ekstaza. I od dekad psychologowie pomagali ludziom chorym stać się zdrowymi (raz) dwa badali zachowanie wszystkich ludzi ogólnie (Wundt, Aronson, Maslow). I to było dobrze, bo udało się wynaleźć leki i terapie na takie choroby jak depresja, anoreksja, schizofrenia, różne uzależnienia. Z drugiej jednak strony psychologowie skupili się na szukaniu choćby najmniejszych przejawów problemów natury klinicznej (czyli wymienionych chorób). Powstał nawet taki dowcip: przychodzi człowiek do psychologa z jednym problemem a wychodzi z dziesięcioma. I psycholog cały szczęśliwy, że te problemy znalazł.

Zarys myślenia

            Więc Seligman powiedział „no”. Zacznijmy pomagać ludziom szczęśliwym, bez poważniejszych zaburzeń. Pomóżmy ludziom stać się szczęśliwszymi. I zwykłym ludziom, a nie tylko tym chorym klinicznie. Myśl Selingmana wychodzi z myśli innego, nieżyjącego już psychologa, Carla Rogersa. Rogers twierdził, że w każdym człowieku jest talent, możliwość rozwoju, trzeba ją tylko odkryć. Rogers w ogóle wprowadził do psychologii takie pojęcia jak rozmowa, emocje, motywacja, empatia. Pojęcia humanistycznie i niemierzalne eksperymentalnie. Podsumowując, psychologia pozytywna, to nurt myślowy wśród psychologów, którego głównym założeniem jest, że misją psychologów, psychologii jest polepszanie żywotów zwykłych, zdrowych (mniej więcej) ludzi.
Pozytywnie!

„nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani”

            Psychologia pozytywna nie zaprzecza tezie, że każdy człowiek cierpi na jakieś zaburzenia czy zwyczajnie ma wady. To prawda i temu się zaprzeczyć nie da. Ale psychologia pozytywna „odkryła” coś genialnego – każdy człowiek ma jakieś zalety! Tak, to prawda! I od tego cudownego odkrycia skupiamy się nie tylko na zaleczaniu, wyplenianiu wad, ale także, w równym stopniu, na wspomaganiu talentów, wzmacnianiu zalet. Oczywiście, w zależności od terapii można się skupić na jednym bardziej, na drugim mniej czy po prostu na danym polepszaniu danego aspektu życia, pomijając fakt czy jest wadą czy zaletą.

 Pleasure life, good life, meaningful life

            Psychologowie uwielbiają zgrywać filozofów. Tworzą piękne sentencje, złote myśli, które ludzie będą powtarzać i się zachwycać jak „wiem, że nic nie wiem”, albo „myślę, więc jestem”. Całkiem zabawne, że psychologia ludowa wytworzyła mnóstwo złotych myśli, którymi większość ludzi się w życiu kieruje i im to całkiem nieźle wychodzi, bez absolutnie żadnego wsparcia naukowego. Natomiast gdy ktoś się dowiaduje jak działają mechanizmy psychologiczne, niekiedy się gubi, źle interpretuje i ogólna jakość jego życia pogarsza się. Taka tam refleksja, kiedyś może o tym szerzej.

Not only “Girls just wanna have fun”

            Wracamy do tematu: Selingman stworzył więc wersję „bycie szczęśliwym dla leniwych”. Wystarczy zapamiętać nagłówek poprzedniego akapitu i ekstaza. Pleasure life jest to podejście do życia, czerpanie z niego jak najwięcej pozytywnych emocji, jak najmniej negatywnych. I nie chodzi hedonizm, raczej o wyrzucenie ze swojego życia zamartwiania się, narzekania, marudzenia, a wprowadzenie w nie więcej miłości, życzliwości, rozrywki, spełniania marzeń, satysfakcji i dumy. Taka radość:
 

Nauką i pracą ludzie się bogacą

            Flow to termin wprowadzony przez węgierskiego psychologa o cudownym nazwisku:
Mihály Csíkszentmihályi. Sugeruj wymówić. Raz jeszcze. Powtórz…Termin mówi o stanie afekt, w którym nie odczuwa się emocji, gdyż człowiek tak bardzo się zaangażował w pewną czynność, że nic nie czuje. Jest to czyste flow, które zdarza się niezwykle rzadko, jeśli w ogóle. Bardziej bym flow w teorii Selingmana określił jako posiadanie zajęcia, zaangażowanie się. Dlatego ludzie chcą mieć pracę – żeby mieć co robić. Niekoniecznie podczas pracy zapominać o całym świecie, ale o jego 80-90% chociażby i już lepiej. Wtedy wyzwala się flow częściowe – częściowo zanika poczucie czasu, maleje znaczenie większości emocji. I to też jest bardzo ważne. I tutaj też się zawiera sekret szczęśliwości zwykłych ludzi: praca, obowiązki domowe, rozrywka. Są zajęci, zapominają o problemach.

„Znajdź sobie wielki cel.”

            Jeśli coś robimy dla czegoś większego od nas, dostarcza nam to szczęścia pod jeszcze inną postacią. I są to chyba największe pozytywne emocje: duma, satysfakcja, poczucie spełnionego obowiązku, poczucie dobrze przeżytego życia. Tymi większymi od nas celami mogą być: własna przyjemność, własna reputacja, własne poczucie spełnienia i to samo dotyczące drugiej osoby. Robimy coś dla siebie, dla kogoś i to już jest wielkim celem. Zawsze lepiej robić coś, mając cel niż go nie mając. Podczas samej czynności doświadczamy flow, ale także poczucia „robię coś dobrego, coś pięknego, coś wartego mojego wysiłku”. Natomiast największe bodźce to religia, moralność, przyszłość świata, ludzkości. Na nich koncentruje się, nawiasem mówiąc dużo książek, filmów, gier komputerowych. Jeden bohater ratuje ludzkość przed zagładą. I samo dzieło piękne. Ale emocje w bohaterze…
Gamerzy zrozumieją...

Subiektywna krytyka i ocena nurtu

            Psychologia pozytywna jest świetna i bardzo pomogła współczesnej psychologii wejść na właściwe tory. Ma jednak sporą wadę: jest zbyt profesorska. Zostały opisane pewne mechanizmy, modele, zawołania, złote myśli czyniące ludzi szczęśliwszymi. Nie ma jednak wyraźnego, dokładnego wskazania: co Ty masz robić, aby stać się szczęśliwszym? Co dokładnie zmienić w swoim życiu? Na szczęście, terapeuci, doradcy i coache z całego świata znaleźli już na to rozwiązanie. O nim w następnym odcinku.

poniedziałek, 1 września 2014

Zarys psychologicznej teorii szczęścia

            Witam wszystkich. Wracamy do pracy po wakacjach, po blogowym sezonie ogórkowym. Mam nadzieję, że teksty będą pojawiać się regularnie co tydzień. Nowym, dużym działem jest psychologia szczęścia. Dowiemy się dlaczego ludzie są szczęśliwi i jak samemu do tego dojść.

Sama wiedza szczęścia Wam nie da (niestety, psychologia wymaga działania), ale jej odpowiednie użycie może je znacząco podnieść. Wiem, dziwnie brzmi „pracować nad własnym szczęściem”, ale jest to tzw. praca nad sobą, która niekiedy daje potężne efekty. Naprawdę, potwierdzone info. 

Wprowadzenie

            Ludzie to mają problemy – czasem sobie myślę. I widzę jak łatwo można je rozwiązać. Czasem jednym zdaniem mogę komuś pomóc przezwyciężyć coś, co go męczy od miesięcy, lat. Niekiedy psychologia jest prosta. Jeśli o czymś marzysz zrób - coś. Jeśli kogoś nienawidzisz - przestań. Jeśli komuś zazdrościsz, stań się od niego lepszy. Jeśli jest CI smutno....No i tym własnie będziemy się zajmować. Niekiedy odpowiedzi, które tu znajdziecie są banalne, inne złożone. Jeśli macie jakieś pytania, własne problemy i chcecie je rozwiązać, śmiało piszcie na maila lub w komentarzach. Zdarza się, że odpowiem. Psycholog musi być umiejętny nie tylko w teorii, ale i w praktyce.
             Natomiast ja, osobiście, widzę ile zrobiłem, przepracowałem, nauczyłem się, aby się cieszyć z życia, które wykręca przeróżne psikusy. W ostatnim cyklu tekstów pisałem jak można tworzyć świat wokół siebie zgodnie z własnymi upodobaniami, jak osiągać cele. Teraz nauczymy się jak podchodzić do tego, czego nie da się zmienić. To jest bowiem zasadnicza myśl psychologii szczęścia. Nauczyć się cieszyć z tego, co się ma, w każdej sytuacji. Tak jak on:

Wyjaśnienie pojęć

Zawsze zaczynając nowe zagadnienie musimy zdefiniować pewne pojęcia. Posłużę się angielskim. Mamy trzy pojęcia, które trzeba rozróżnić:
Luck – szczęście, fuks
well-being – szczęście, poczucie ogólnego dobrostanu
Happiness – szczęście jako emocja, uczucie, stan afektywny.
Z jednej strony te trzy wprowadzają chaos, bo trzeba się nimi zajmować trochę z osoba. Z drugiej jednak są powiązane, stąd jedno słowo polskie „szczęście”. Człowiek, który ma fuksa na ogół odczuwa więcej emocji radości oraz ma lepszy dobrostan psychiczny. Człowiek o dobrym dobrostanie odczuwa pojedynczo więcej radości i ma fuksa w życiu. Fuks objawia się nie tylko powodzeniem w grach losowych, ale przede wszystkim realizowaniem celów w myśl założenie Elliota Aronsona „przypadek to nie wszystko”. No i w końcu ci, co mają dużo pozytywnych emocji, radości, skuteczniej realizują cele i wzrasta ich ogólny dobrostan. Także trzy definicje szczęścia się pokrywają.

Stałość a tymczasowość

            Teraz już bardziej szczegółowo. Pozbywam się niniejszym rozumienia jako fuksa, jako czynnika sprzyjającego realizacji zadań. Teraz tak: pozytywne emocje (duma, radość, ekstaza, satysfakcja i wiele innych) mają kluczowe znaczenie. Liczy się tylko to, co dany człowiek czuje w danym momencie. Nie ma w psychologii takiej sytuacji, że np. człowiek się żeni i dostaje +5 do szczęścia na całe życie. Zdaje prawo jazdy i ma +3. Nie. Liczy się tylko jeden, konkretny moment. Jeśli ktoś powie, że ogólnie czuje się szczęśliwym człowiekiem oznacza to, że w swoim życiu przeżywa dużo emocji pozytywnych. Podobnie jak przy postawach, gdzie liczy się ogół zachowań, tu liczy się ogół uczuć. Zarówno ich intensywność, częstość, jak i intensywność i częstość uczuć negatywnych.
            Dobra, czyli szczęście to ogół odczuwanych pozytywnych emocji. Ufff, zdefiniowaliśmy. Natomiast będę rzecz roztrząsać właśnie jako ogół (dobrostan). Teraz skupię się na bardzo ogólnych częściach składowych dobrostanu. Psychologowie, nie wiem skąd, stwierdzili, że 50% ludzkiego szczęścia pochodzi z genów, 40% z podejścia, a 10% z zaspokojenia potrzeb. Osobiście bym odjął trochę genom, a dorzucił potrzebom, ale niech im będzie. 
Sobie nie zdawałem sprawy jak dobrze ta piosenka obrazuje stałość i tymczasowość szczęścia. Francuski ładny język. 

Geny

            50% genów…to dużo. Ale osobiście nie znoszę determinizmu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że przychodzi do mnie pacjent z depresją a ja mu mówię:
„Proszę Pana, przykro mi, takiego Pana matka zrodziła, nie da się z tym nic zrobić.”
Warto się jednak chwilkę pochylić nad tematem. Człowiek szczęśliwy, ewolucyjnie, oznacza lepiej przystosowany. Człowiek szczęśliwy oznacza chcący żyć, dbający o jakość tego życia, urządzający się w nim, robiący sobie miejsce, człowiek skuteczny. Szczęście genetycznie jest więc, w rozumieniu ogólnym, pewną predyspozycją do przetrwania, dlatego go tak bardzo pożądamy! Bycie szczęśliwym - to u nas wrodzone, wręcz zwierzęce!

Podejście

Olewamy to, czego nie zmienimy i zajmujemy się tym, nad czym można popracować. Podejście, behawioralnie, to przerabianie bodźca na emocje. Najprościej mówiąc, żeby być szczęśliwym, trzeba wszystkie bodźce przerobić na pozytywne mocje. Niestety, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Podejście do życia jest prostym przemianowaniem darwinowskiego „przetrwają ci, co się najlepiej dostosują do środowiska”. Zamiast się czymś martwić, uznajmy to za szansę. Zamiast się stresować, zmotywujmy się. Zamiast czegoś nie lubić, polubmy to, albo przynajmniej uznajmy za potrzebne, pożądane. Niektórzy wręcz mnie zachwycają tym jak bardzo zmieniają swoje podejście w stosunku do różnych spraw. Są to takie psychologiczne cuda, ideały. Ale fakt faktem mało osób potrafi się cieszyć z życia obiektywnie najlepszego w historii. Ale to z różnych przyczyn, o tym było i będzie.

Długo szukałem czegoś dobrego o podejściu...

Tworzenie świata pod siebie

            Teoretycznie rzecz biorąc mamy większy wpływ na swoje podejście niż na świat zewnętrzny. Jednak ten, niekiedy, zaskakująco łatwo ulega przemianom, jeśli wykonamy zdecydowany ruch. To jest wręcz sprawa osiągania celów, spełniania marzeń, co już było na blogu. Zaspokajanie potrzeb bardzo mocno się z celami wiąże z wiadomych przyczyn. Jednak jeśli chcemy skuteczniej zaspokajać swoje potrzeby trzeba czegoś więcej niż dobrego wykonywania zadań. Trzeba najpierw te potrzeby zdefiniować, uświadomić sobie, że istnieją, a następnie zastanowić się jakie czynności je zaspokajają. I wykonywać czynności, najlepiej takie, które zaspokajają jak najwięcej potrzeb, jak najlepiej w jak najkrótszym czasie.

„Zmierz, co jest mierzalne i uczyń mierzalnym to, co takim nie jest.”

            A na koniec coś dla nerdów tudzież nazistów psychologicznych. Skąd w ogóle pochodzi ta wiedza o szczęściu i na ile jest wiarygodna, potwierdzona badaniami? Ja w ogóle jestem osobą dość sceptycznie nastawioną do naukowej metody badania procesów psychologicznych, gdyż uważam ją za marnotrawienie czasu i weryfikowanie oczywistości (przynajmniej w zakresie psychologii). Dla mnie wystarczy celna obserwacja ludzi, ich zachowań w tzw. życiu codziennym. Dodatkową, bardzo istotną wskazówką jest szeroko pojmowana kultura: piosenki, literatura, sztuki plastyczne. Dlatego psycholog powinien, stety bądź nie, umieć czytać ludzkie emocje i przewidywać zachowania. Natomiast naukowcy są dociekliwi i mierzą szczęście metodą introspekcji, czyli pytając ludzi o ich emocję, satysfakcję z życia itd. Jest to o tyle kiepskie, że przeciętny, a nawet wykształcony człowiek nie jest w stanie celnie i dokładnie określić swoich emocji, a nawet działań tak, jakby chciał tego psycholog. Dlatego intropsekcja ogólnie niezbyt, to jest freudowskie, stare i nieskuteczne. Skupmy się raczej na emocjach wyrażanych słownie, w czynach, w wyrazie twarzy, tworach kreatywności. Czerpmy wiedzę z życia, a nie z laboratorium.