poniedziałek, 15 września 2014

Drugi tydzień siatkarskiego Mundialu - syntetyzowanie szczęścia

            Pisać o szczęściu i samemu być szczęśliwym – jest dobrze! Siedzę w domu w Warszawie, mogę sobie wyjść na balkon, iść na burgera, pizzę, sklepu, kupić, co potrzebuję. Wiele pieniędzy nie ma, ale cóż, przynajmniej jest do czego dążyć. W najbliższej perspektywie przyszłości mam wycieczkę, studia, nowe znajomości, nowe wyzwania, wdrażanie się towarzysko, i, miejmy nadzieję, zawodowe. W dalszej perspektywie, za dwa lata, małżeństwo, sprowadzenie ukochanej, załapanie pracy, stypendiów i uniezależnienie się finansowe. No, ale cóż, na takie szczęście sobie zapracowałem. Zapracowałem, może inaczej, pozytywnie nastawiłem się do działania. O tak. Psychologia rulez!
            Polska zagra w grupie z Brazylią i Rosją na Munidalu. Hehehehehe, będzie zacnie. ‘Murica goes home (strasznie nie równo to USA się prezentowało), pokonana przez Argentynę, która grała o nic. Albicelestes odpalili trochę za późno, bo dobrą gre pokazali własnie w ostatnim spotkaniu turnieju. Trochę dziwne losowanie sprawiło, że stosunkowo słabi Niemcy weszli do szóstki, zagrają w minigrupie z Francją i Iranem. Odpadli żałośnie  grający Włosi, odrobinę za słabi Serbowie, waleczni Kanadyjczycy. Na podsumowania przyjdzie jeszcze czas i na pewno się pojawi. Ale ciekawie, bardzo ciekawie. 
            Wiemy już, że szczęście ocenia się jako stan chwilowy, tymczasowy. Teraz dowiemy się jak osiągać go jak najczęściej, co wpłynie na poprawę naszego ogólnego dobrostanu. Ten konkretny artykuł będzie o syntetyzowaniu, tworzeniu pozytywnych emocji, ale w dużej mierze odnosi się on do tworzenia jakichkolwiek emocji.
            Mówi się, że emocje są poza naszą kontrolą i jest to w dużej mierze prawda. Nie możemy ich wszystkich kontrolować, co więcej, nie możemy ich wszystkich nazwać czy nawet powiedzieć, że czujemy, tak ich wiemy. Możemy natomiast nauczyć się tak zarządzać, żeby ich dużą część pozmieniać czy wytworzyć.
Gorąco polecam, będę się często doń odwoływał.

Syntetyzowanie w warunkach normalnych

            To zasadniczo o emocjach będziemy mówić. Jedną z cnót, umiejętności psychologii pozytywnej jest syntetyzowanie szczęścia. Dokonuje się ono naturalnie w naszych organizmach w sytuacjach, których nie możemy zmienić, nieświadomie i jest w sumie całkiem genetyczno-wyuczone. Stąd podobny poziom szczęścia u głodujących dzieci w Afryce, chrześcijańskich uchodźcach w Syrii czy wąsatych bankierach z Wall Street. Gdy człowiek znajduje się w sytuacji beznadziejnej, pojawia się idiotyczna nadzieja, że wszystko będzie dobrze, że wyzdrowieje się z raka, że to jednak nie ciąża, że on chce mnie tylko okraść, a nie zamordować, że oblanie egzaminu na prawo jazdy nie było do końca złe. I to jest właśnie szczęście syntetyzowane w sposób naturalny. Ludzie, nieświadomie, oszukują samych siebie. Urocze.

Najpierw (…), a potem będziesz szczęśliwy.

            Natomiast wmówiono nam, że aby być szczęśliwym, należy osiągać cele, zazwyczaj finansowe. I jest to wmówienie prawdziwe. Będziesz szczęśliwy, jak będziesz miał piękną dziewczynę, szybki samochód, wymarzona pracę i świetną relację z Jezusem, a krajem będzie rządzić Twój ulubiony polityk. Wmówiono nam to, żebyśmy te cele osiągali, żeby świat się rozwijał. I dobrze, bo dzięki temu poprawiamy ogólny standard naszego życia: lepiej mieć szybki samochód niż rower, lepiej mieć piękną żonę niż brzydką, lepiej mieć świetne relacje z ludźmi niż kiepskie. Ja to nazywam dążeniem do poprawy ogólnego dobrostanu życia. I owszem czyni to człowieka szczęśliwym, ale, jak zawsze, chwilowo. Potem może się jeszcze kilka razy uaktywniać. Ale z czasem zanika. I tak jesteśmy programowani do osiągania więcej i więcej.
A ja nie będę szczęśliwy bez....Oh, wait,

Najczęstszy błąd.

            Nieważne jak mocno byśmy chcieli, nie możemy cały czas osiągać wielkich i ambitnych celów. A nawet gdybyśmy mogli, to z czasem powoduje to coraz słabsze odczuwanie bodźców, więc wysiłek niewspółmierny do celu. Dlatego warto się nauczyć to szczęście tworzyć, bo to umożliwi je nam odczuwać znacznie częściej niż tylko po i z powodu ważnych sukcesach życiowych. I o tym dziś część dalsza.

Spostrzeganie

            Podstawą Pleasure Life z teorii  z teorii Selingmana było dopuszczanie do siebie tylko tych bodźców, które wytwarzają pozytywne emocje. W skrócie – hedonizm. Jest to także pośrednia droga to syntetyzowania szczęścia. Możemy sobie takie bodźce stworzyć (bardzo pospolite alkohol, narkotyki, seks, czekolada) i to działa. Z jednym problemem. Działa krótko. No i bywa, że uzależnia. Każdy kolejny pozytywny bodziec z tego samego źródła jest coraz słabszy, a my chcemy tego pobudzenia, więc sięgamy po więcej i w ten sposób się uzależniamy. W końcu prowadzi to do depresji, bo nie jesteśmy w stanie osiągać tak samo mocnego pobudzenia jak wcześniej. Rozsądnym wyjściem jest znalezienie możliwie dużej ilości źródeł przyjemności i korzystanie z każdego po trochu. Gdy między jednym bodźcem a drugim następuje spory odstęp czasowy, pobudzenie jest silniejsze niż gdy bodźce następują po sobie.
            Drugą sprawą jest minimalizacja ilości bodźców wywołujących negatywne emocje. Nie przeżywania emocji, ale bodźców. W tym celu, generalnie, uciekamy od bijących nas rodziców, dręczących nauczycieli i strzelających Żydów/Palestyńczyków. I nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego. Nie tylko ze względu na realne, fizyczne zagrożenie dla zdrowia i życia, ale ze względu na to, że wywołują negatywne emocje. A negatywnych emocji nie lubimy. Więc ucinajmy to, co je wywołuje. Szeroko w psychologii to się nazywa zmianą środowiska. I to ludzie w miarę robić potrafią. Natomiast zapominają o tym, że bardzo dużym źródłem bodźców jest własne myślenie. I zadręczają się nie wiadomo czym, jakimi depresyjnymi myślami „nikt mnie kocha”, „jestem beznadziejny”. I tego uciąć nie potrafią.
Jakkolwiek hedonizm jest postrzegany negatywnie, to naprawdę warto czerpać z życia przyjemność!  

Dyscyplina myśli

            Receptą na jedno i pomocą w drugim jest znana, lubiana i przedstawiana wielokrotnie dyscyplina myśli. Czynność polega na ignorowaniu myśli wywołujących negatywne emocje (na wyższym poziomie racjonalizacji i zamienianiu) i tworzeniu myśli wywołujących emocje pozytywne. Generalnie to, co myślimy, o czym myślimy jest zależne od środowiska i dokonuje się podświadomie i naturalnie w naszych umysłach. Ale jeśli przeniesiemy ten proces na poziom świadomości, wiedząc po co są myśli, po co są emocje pozytywne i negatywne, możemy całkiem porządnie zmienić nasze życie. Gorąco polecam.

Podejście

            Ostatnią sprawą dotyczącą pośredniego tworzenia szczęścia jest podejście. Wszyscy znamy już jego definicję, więc post niżej, jak nie pamiętacie. Zmiana podejścia to rzecz cudowna, wspaniała, czasem banalna, a czasem trudna. W każdym razie, jeśli możemy sprawić, że irytujący nas bodziec zacznie nam sprawiać przyjemność, zróbmy to! O ile oczywiście nie stanowi realnego zagrożenia dla naszego dobrostanu. Bo zakochać się w gryzącym nas psie ze wścieklizną zasadniczo niezbyt polecane. Ale tak czy inaczej, ludzie mają mnóstwo do zrobienia w tej materii i duże pokłady szczęścia do odkrycia.

            Właśnie doszedłem do cudownego wniosku, że moja wiedza na temat syntetyzowania szczęścia jest za duża, by ją zmieścić w jednym poście, więc będzie drugi. Już za tydzień!  
Do rozważenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz