Pisać o szczęściu i samemu być
szczęśliwym – jest dobrze! Siedzę w domu w Warszawie, mogę sobie wyjść na
balkon, iść na burgera, pizzę, sklepu, kupić, co potrzebuję. Wiele pieniędzy
nie ma, ale cóż, przynajmniej jest do czego dążyć. W najbliższej perspektywie
przyszłości mam wycieczkę, studia, nowe znajomości, nowe wyzwania, wdrażanie
się towarzysko, i, miejmy nadzieję, zawodowe. W dalszej perspektywie, za dwa
lata, małżeństwo, sprowadzenie ukochanej, załapanie pracy, stypendiów i
uniezależnienie się finansowe. No, ale cóż, na takie szczęście sobie
zapracowałem. Zapracowałem, może inaczej, pozytywnie nastawiłem się do
działania. O tak. Psychologia rulez!
Mówi się,
że emocje są poza naszą kontrolą i jest to w dużej mierze prawda. Nie możemy
ich wszystkich kontrolować, co więcej, nie możemy ich wszystkich nazwać czy
nawet powiedzieć, że czujemy, tak ich wiemy. Możemy natomiast nauczyć się tak
zarządzać, żeby ich dużą część pozmieniać czy wytworzyć.
„Ale źródło wciąż bije….” http://www.ted.com/talks/dan_gilbert_asks_why_are_we_happy
Gorąco polecam, będę się często doń odwoływał.
Syntetyzowanie w warunkach normalnych
To
zasadniczo o emocjach będziemy mówić. Jedną z cnót, umiejętności psychologii
pozytywnej jest syntetyzowanie szczęścia. Dokonuje się ono naturalnie w naszych
organizmach w sytuacjach, których nie możemy zmienić, nieświadomie i jest w
sumie całkiem genetyczno-wyuczone. Stąd podobny poziom szczęścia u głodujących
dzieci w Afryce, chrześcijańskich uchodźcach w Syrii czy wąsatych bankierach z
Wall Street. Gdy człowiek znajduje się w sytuacji beznadziejnej, pojawia się
idiotyczna nadzieja, że wszystko będzie dobrze, że wyzdrowieje się z raka, że
to jednak nie ciąża, że on chce mnie tylko okraść, a nie zamordować, że oblanie
egzaminu na prawo jazdy nie było do końca złe. I to jest właśnie szczęście
syntetyzowane w sposób naturalny. Ludzie, nieświadomie, oszukują samych siebie.
Urocze.
Najpierw (…), a potem będziesz szczęśliwy.
Natomiast
wmówiono nam, że aby być szczęśliwym, należy osiągać cele, zazwyczaj finansowe.
I jest to wmówienie prawdziwe. Będziesz szczęśliwy, jak będziesz miał piękną
dziewczynę, szybki samochód, wymarzona pracę i świetną relację z Jezusem, a
krajem będzie rządzić Twój ulubiony polityk. Wmówiono nam to, żebyśmy te cele
osiągali, żeby świat się rozwijał. I dobrze, bo dzięki temu poprawiamy ogólny
standard naszego życia: lepiej mieć szybki samochód niż rower, lepiej mieć
piękną żonę niż brzydką, lepiej mieć świetne relacje z ludźmi niż kiepskie. Ja
to nazywam dążeniem do poprawy ogólnego dobrostanu życia. I owszem czyni to
człowieka szczęśliwym, ale, jak zawsze, chwilowo. Potem może się jeszcze kilka
razy uaktywniać. Ale z czasem zanika. I tak jesteśmy programowani do osiągania
więcej i więcej.
![]() |
| A ja nie będę szczęśliwy bez....Oh, wait, |
Najczęstszy błąd.
Nieważne
jak mocno byśmy chcieli, nie możemy cały czas osiągać wielkich i ambitnych
celów. A nawet gdybyśmy mogli, to z czasem powoduje to coraz słabsze odczuwanie
bodźców, więc wysiłek niewspółmierny do celu. Dlatego warto się nauczyć to
szczęście tworzyć, bo to umożliwi je nam odczuwać znacznie częściej niż tylko
po i z powodu ważnych sukcesach życiowych. I o tym dziś część dalsza.
Spostrzeganie
Podstawą
Pleasure Life z teorii z teorii
Selingmana było dopuszczanie do siebie tylko tych bodźców, które wytwarzają
pozytywne emocje. W skrócie – hedonizm. Jest to także pośrednia droga to
syntetyzowania szczęścia. Możemy sobie takie bodźce stworzyć (bardzo pospolite
alkohol, narkotyki, seks, czekolada) i to działa. Z jednym problemem. Działa
krótko. No i bywa, że uzależnia. Każdy kolejny pozytywny bodziec z tego samego
źródła jest coraz słabszy, a my chcemy tego pobudzenia, więc sięgamy po więcej
i w ten sposób się uzależniamy. W końcu prowadzi to do depresji, bo nie
jesteśmy w stanie osiągać tak samo mocnego pobudzenia jak wcześniej. Rozsądnym
wyjściem jest znalezienie możliwie dużej ilości źródeł przyjemności i
korzystanie z każdego po trochu. Gdy między jednym bodźcem a drugim następuje
spory odstęp czasowy, pobudzenie jest silniejsze niż gdy bodźce następują po
sobie.
Drugą
sprawą jest minimalizacja ilości bodźców wywołujących negatywne emocje. Nie
przeżywania emocji, ale bodźców. W tym celu, generalnie, uciekamy od bijących
nas rodziców, dręczących nauczycieli i strzelających Żydów/Palestyńczyków. I
nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego. Nie tylko ze względu na realne, fizyczne
zagrożenie dla zdrowia i życia, ale ze względu na to, że wywołują negatywne
emocje. A negatywnych emocji nie lubimy. Więc ucinajmy to, co je wywołuje.
Szeroko w psychologii to się nazywa zmianą środowiska. I to ludzie w miarę
robić potrafią. Natomiast zapominają o tym, że bardzo dużym źródłem bodźców
jest własne myślenie. I zadręczają się nie wiadomo czym, jakimi depresyjnymi
myślami „nikt mnie kocha”, „jestem beznadziejny”. I tego uciąć nie potrafią.
![]() |
| Jakkolwiek hedonizm jest postrzegany negatywnie, to naprawdę warto czerpać z życia przyjemność! |
Dyscyplina myśli
Receptą na
jedno i pomocą w drugim jest znana, lubiana i przedstawiana wielokrotnie
dyscyplina myśli. Czynność polega na ignorowaniu myśli wywołujących negatywne
emocje (na wyższym poziomie racjonalizacji i zamienianiu) i tworzeniu myśli
wywołujących emocje pozytywne. Generalnie to, co myślimy, o czym myślimy jest
zależne od środowiska i dokonuje się podświadomie i naturalnie w naszych umysłach.
Ale jeśli przeniesiemy ten proces na poziom świadomości, wiedząc po co są
myśli, po co są emocje pozytywne i negatywne, możemy całkiem porządnie zmienić
nasze życie. Gorąco polecam.
Podejście
Ostatnią
sprawą dotyczącą pośredniego tworzenia szczęścia jest podejście. Wszyscy znamy
już jego definicję, więc post niżej, jak nie pamiętacie. Zmiana podejścia to
rzecz cudowna, wspaniała, czasem banalna, a czasem trudna. W każdym razie,
jeśli możemy sprawić, że irytujący nas bodziec zacznie nam sprawiać przyjemność,
zróbmy to! O ile oczywiście nie stanowi realnego zagrożenia dla naszego
dobrostanu. Bo zakochać się w gryzącym nas psie ze wścieklizną zasadniczo
niezbyt polecane. Ale tak czy inaczej, ludzie mają mnóstwo do zrobienia w tej
materii i duże pokłady szczęścia do odkrycia.
Właśnie
doszedłem do cudownego wniosku, że moja wiedza na temat syntetyzowania
szczęścia jest za duża, by ją zmieścić w jednym poście, więc będzie drugi. Już
za tydzień!
![]() |
| Do rozważenia. |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz