Ruszył rok szkolny, ale ja jestem
studentem…Ale tak serio, to cieszę się, że już nie mam liceum, że jestem
dorosły, samodzielny, we własnym mieszkaniu. Cieszę się, że idę na samodzielnie
wybrane studia, sam będę ustalał swój plan zajęć i w ogóle obiektywna wolność.
Natomiast nowe wzywania – powoli trzeba szukać pracy w satysfkacjonującym
zawodzie, źródeł finansowania i wiele innych wyzwań. Nigdy w miejscu, zero
stabilizacji!


Kiedyś myślałem, że jak się będzie w
czymś geniuszem i będzie to robiło, to się osiągnie sukces. I tak myślałem, że
będę najlepszym na świecie dziennikarzem sportowym i psychologiem. Że wszyscy
będą mnie kochać i rozrywać. No i, naturalnie, zacząłem działać w tej materii,
sprawdzać się, spełniać marzenia. Wszedłem w grupę ludzi, którzy uważali
podobnie i bum – nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością. Człowiek się
dowiaduje, że są lepsi od niego, w końcu to stwierdza (nie zawsze). I dalej, ok, bierze
przykład z lepszych, uczy się, staje sam coraz lepszy, ale z czasem nie
dlatego, by być najlepszym, ale dlatego, że kocha to robić. I jest szczęśliwy,
że może.
I tu wychodzi szczęście: większość
czytelników tego bloga nigdy nie będzie „naj”. Nie będziecie najwięcej zarabiać
nie będziecie mieć najpiękniejszych kobiet/mężczyzn, nie będziecie mieli
najwięcej like’ów na Facebooku a już na pewno nie będziecie nigdy mieć
wszystkiego, co sobie wymarzycie. Dobrze, potrzebnie i pięknie jest spełniać
swoje marzenia, gonić je i dopinać swego, ale jeszcze lepiej i naprawdę, chyba
najcudowniej w świecie jest się umieć cieszyć z tego, co się ma.
Nurt psychologii pozytywnej
Cały post będzie o nurcie, który powstał w psychologii w ciągu ostatnich 20-30 lat. Nurt, prąd myślowy, zakłada koncentrację ludzi, w tym wypadku naukowców, psychologów pracujących w zawodzie. Olbrzymim uzupełnieniem, wręcz bazą dla tego posta jest przemówienie prekursora, ojca nurtu psychologii pozytywnej, Martina Selingmana: http://www.ted.com/talks/martin_seligman_on_the_state_of_psychology
Krótka historia
Przypomnijcie
sobie Freuda, Younga. Głównym założeniem szkoły psychoanaliza, która
zapoczątkowała naukę o ludzkiej psychice, było, stety bądź nie, założenie, że z
każdym człowiekiem coś jest nie w porządku. Psychoanaliza mówi, że są w nas
spory wewnętrzne, które najprawdopodobniej wynikają z problemów w dzieciństwie,
a jak byliśmy molestowani albo masturbowaliśmy się za pomocą kału to już w
ogóle ekstaza. I od dekad psychologowie pomagali ludziom chorym stać się
zdrowymi (raz) dwa badali zachowanie wszystkich ludzi ogólnie (Wundt, Aronson,
Maslow). I to było dobrze, bo udało się wynaleźć leki i terapie na takie
choroby jak depresja, anoreksja, schizofrenia, różne uzależnienia. Z drugiej
jednak strony psychologowie skupili się na szukaniu choćby najmniejszych
przejawów problemów natury klinicznej (czyli wymienionych chorób). Powstał
nawet taki dowcip: przychodzi człowiek do psychologa z jednym problemem a
wychodzi z dziesięcioma. I psycholog cały szczęśliwy, że te problemy znalazł.
Zarys myślenia
Więc
Seligman powiedział „no”. Zacznijmy pomagać ludziom szczęśliwym, bez
poważniejszych zaburzeń. Pomóżmy ludziom stać się szczęśliwszymi. I zwykłym
ludziom, a nie tylko tym chorym klinicznie. Myśl Selingmana wychodzi z myśli
innego, nieżyjącego już psychologa, Carla Rogersa. Rogers twierdził, że w
każdym człowieku jest talent, możliwość rozwoju, trzeba ją tylko odkryć. Rogers
w ogóle wprowadził do psychologii takie pojęcia jak rozmowa, emocje, motywacja,
empatia. Pojęcia humanistycznie i niemierzalne eksperymentalnie. Podsumowując, psychologia pozytywna, to
nurt myślowy wśród psychologów, którego głównym założeniem jest, że misją
psychologów, psychologii jest polepszanie żywotów zwykłych, zdrowych (mniej
więcej) ludzi.
Pozytywnie!
„nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani”
Psychologia
pozytywna nie zaprzecza tezie, że każdy człowiek cierpi na jakieś zaburzenia
czy zwyczajnie ma wady. To prawda i temu się zaprzeczyć nie da. Ale psychologia
pozytywna „odkryła” coś genialnego – każdy człowiek ma jakieś zalety! Tak, to
prawda! I od tego cudownego odkrycia skupiamy się nie tylko na zaleczaniu,
wyplenianiu wad, ale także, w równym stopniu, na wspomaganiu talentów,
wzmacnianiu zalet. Oczywiście, w zależności od terapii można się skupić na
jednym bardziej, na drugim mniej czy po prostu na danym polepszaniu danego
aspektu życia, pomijając fakt czy jest wadą czy zaletą.
Pleasure life, good life, meaningful life
Psychologowie uwielbiają
zgrywać filozofów. Tworzą piękne sentencje, złote myśli, które ludzie będą
powtarzać i się zachwycać jak „wiem, że nic nie wiem”, albo „myślę, więc
jestem”. Całkiem zabawne, że psychologia ludowa wytworzyła mnóstwo złotych
myśli, którymi większość ludzi się w życiu kieruje i im to całkiem nieźle
wychodzi, bez absolutnie żadnego wsparcia naukowego. Natomiast gdy ktoś się
dowiaduje jak działają mechanizmy psychologiczne, niekiedy się gubi, źle
interpretuje i ogólna jakość jego życia pogarsza się. Taka tam refleksja, kiedyś może o tym szerzej.
Not only “Girls just
wanna have fun”
Wracamy do tematu: Selingman stworzył więc
wersję „bycie szczęśliwym dla leniwych”. Wystarczy zapamiętać nagłówek poprzedniego akapitu i ekstaza. Pleasure life jest to podejście do życia, czerpanie z niego
jak najwięcej pozytywnych emocji, jak najmniej negatywnych. I nie chodzi
hedonizm, raczej o wyrzucenie ze swojego życia zamartwiania się, narzekania,
marudzenia, a wprowadzenie w nie więcej miłości, życzliwości, rozrywki, spełniania
marzeń, satysfakcji i dumy. Taka radość:
Nauką i pracą ludzie się bogacą
Flow to termin wprowadzony przez
węgierskiego psychologa o cudownym nazwisku:
Mihály Csíkszentmihályi. Sugeruj
wymówić. Raz jeszcze. Powtórz…Termin mówi o stanie afekt, w którym nie odczuwa się emocji, gdyż człowiek tak bardzo się zaangażował w pewną czynność, że nic nie
czuje. Jest to czyste flow, które zdarza się niezwykle rzadko, jeśli w ogóle.
Bardziej bym flow w teorii Selingmana określił jako posiadanie zajęcia,
zaangażowanie się. Dlatego ludzie chcą mieć pracę – żeby mieć co robić.
Niekoniecznie podczas pracy zapominać o całym świecie, ale o jego 80-90%
chociażby i już lepiej. Wtedy wyzwala się flow częściowe – częściowo zanika
poczucie czasu, maleje znaczenie większości emocji. I to też jest bardzo ważne. I tutaj też się zawiera sekret szczęśliwości zwykłych ludzi: praca, obowiązki domowe, rozrywka. Są zajęci, zapominają o problemach.
„Znajdź sobie wielki cel.”
Jeśli coś
robimy dla czegoś większego od nas, dostarcza nam to szczęścia pod jeszcze inną
postacią. I są to chyba największe pozytywne emocje: duma, satysfakcja,
poczucie spełnionego obowiązku, poczucie dobrze przeżytego życia. Tymi
większymi od nas celami mogą być: własna przyjemność, własna reputacja, własne
poczucie spełnienia i to samo dotyczące drugiej osoby. Robimy coś dla siebie, dla kogoś i
to już jest wielkim celem. Zawsze lepiej robić coś, mając cel niż go nie mając. Podczas samej czynności doświadczamy flow, ale także
poczucia „robię coś dobrego, coś pięknego, coś wartego mojego wysiłku”.
Natomiast największe bodźce to religia, moralność, przyszłość świata,
ludzkości. Na nich koncentruje się, nawiasem mówiąc dużo książek, filmów, gier
komputerowych. Jeden bohater ratuje ludzkość przed zagładą. I samo dzieło
piękne. Ale emocje w bohaterze…
Gamerzy zrozumieją...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz