poniedziałek, 1 września 2014

Zarys psychologicznej teorii szczęścia

            Witam wszystkich. Wracamy do pracy po wakacjach, po blogowym sezonie ogórkowym. Mam nadzieję, że teksty będą pojawiać się regularnie co tydzień. Nowym, dużym działem jest psychologia szczęścia. Dowiemy się dlaczego ludzie są szczęśliwi i jak samemu do tego dojść.

Sama wiedza szczęścia Wam nie da (niestety, psychologia wymaga działania), ale jej odpowiednie użycie może je znacząco podnieść. Wiem, dziwnie brzmi „pracować nad własnym szczęściem”, ale jest to tzw. praca nad sobą, która niekiedy daje potężne efekty. Naprawdę, potwierdzone info. 

Wprowadzenie

            Ludzie to mają problemy – czasem sobie myślę. I widzę jak łatwo można je rozwiązać. Czasem jednym zdaniem mogę komuś pomóc przezwyciężyć coś, co go męczy od miesięcy, lat. Niekiedy psychologia jest prosta. Jeśli o czymś marzysz zrób - coś. Jeśli kogoś nienawidzisz - przestań. Jeśli komuś zazdrościsz, stań się od niego lepszy. Jeśli jest CI smutno....No i tym własnie będziemy się zajmować. Niekiedy odpowiedzi, które tu znajdziecie są banalne, inne złożone. Jeśli macie jakieś pytania, własne problemy i chcecie je rozwiązać, śmiało piszcie na maila lub w komentarzach. Zdarza się, że odpowiem. Psycholog musi być umiejętny nie tylko w teorii, ale i w praktyce.
             Natomiast ja, osobiście, widzę ile zrobiłem, przepracowałem, nauczyłem się, aby się cieszyć z życia, które wykręca przeróżne psikusy. W ostatnim cyklu tekstów pisałem jak można tworzyć świat wokół siebie zgodnie z własnymi upodobaniami, jak osiągać cele. Teraz nauczymy się jak podchodzić do tego, czego nie da się zmienić. To jest bowiem zasadnicza myśl psychologii szczęścia. Nauczyć się cieszyć z tego, co się ma, w każdej sytuacji. Tak jak on:

Wyjaśnienie pojęć

Zawsze zaczynając nowe zagadnienie musimy zdefiniować pewne pojęcia. Posłużę się angielskim. Mamy trzy pojęcia, które trzeba rozróżnić:
Luck – szczęście, fuks
well-being – szczęście, poczucie ogólnego dobrostanu
Happiness – szczęście jako emocja, uczucie, stan afektywny.
Z jednej strony te trzy wprowadzają chaos, bo trzeba się nimi zajmować trochę z osoba. Z drugiej jednak są powiązane, stąd jedno słowo polskie „szczęście”. Człowiek, który ma fuksa na ogół odczuwa więcej emocji radości oraz ma lepszy dobrostan psychiczny. Człowiek o dobrym dobrostanie odczuwa pojedynczo więcej radości i ma fuksa w życiu. Fuks objawia się nie tylko powodzeniem w grach losowych, ale przede wszystkim realizowaniem celów w myśl założenie Elliota Aronsona „przypadek to nie wszystko”. No i w końcu ci, co mają dużo pozytywnych emocji, radości, skuteczniej realizują cele i wzrasta ich ogólny dobrostan. Także trzy definicje szczęścia się pokrywają.

Stałość a tymczasowość

            Teraz już bardziej szczegółowo. Pozbywam się niniejszym rozumienia jako fuksa, jako czynnika sprzyjającego realizacji zadań. Teraz tak: pozytywne emocje (duma, radość, ekstaza, satysfakcja i wiele innych) mają kluczowe znaczenie. Liczy się tylko to, co dany człowiek czuje w danym momencie. Nie ma w psychologii takiej sytuacji, że np. człowiek się żeni i dostaje +5 do szczęścia na całe życie. Zdaje prawo jazdy i ma +3. Nie. Liczy się tylko jeden, konkretny moment. Jeśli ktoś powie, że ogólnie czuje się szczęśliwym człowiekiem oznacza to, że w swoim życiu przeżywa dużo emocji pozytywnych. Podobnie jak przy postawach, gdzie liczy się ogół zachowań, tu liczy się ogół uczuć. Zarówno ich intensywność, częstość, jak i intensywność i częstość uczuć negatywnych.
            Dobra, czyli szczęście to ogół odczuwanych pozytywnych emocji. Ufff, zdefiniowaliśmy. Natomiast będę rzecz roztrząsać właśnie jako ogół (dobrostan). Teraz skupię się na bardzo ogólnych częściach składowych dobrostanu. Psychologowie, nie wiem skąd, stwierdzili, że 50% ludzkiego szczęścia pochodzi z genów, 40% z podejścia, a 10% z zaspokojenia potrzeb. Osobiście bym odjął trochę genom, a dorzucił potrzebom, ale niech im będzie. 
Sobie nie zdawałem sprawy jak dobrze ta piosenka obrazuje stałość i tymczasowość szczęścia. Francuski ładny język. 

Geny

            50% genów…to dużo. Ale osobiście nie znoszę determinizmu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że przychodzi do mnie pacjent z depresją a ja mu mówię:
„Proszę Pana, przykro mi, takiego Pana matka zrodziła, nie da się z tym nic zrobić.”
Warto się jednak chwilkę pochylić nad tematem. Człowiek szczęśliwy, ewolucyjnie, oznacza lepiej przystosowany. Człowiek szczęśliwy oznacza chcący żyć, dbający o jakość tego życia, urządzający się w nim, robiący sobie miejsce, człowiek skuteczny. Szczęście genetycznie jest więc, w rozumieniu ogólnym, pewną predyspozycją do przetrwania, dlatego go tak bardzo pożądamy! Bycie szczęśliwym - to u nas wrodzone, wręcz zwierzęce!

Podejście

Olewamy to, czego nie zmienimy i zajmujemy się tym, nad czym można popracować. Podejście, behawioralnie, to przerabianie bodźca na emocje. Najprościej mówiąc, żeby być szczęśliwym, trzeba wszystkie bodźce przerobić na pozytywne mocje. Niestety, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Podejście do życia jest prostym przemianowaniem darwinowskiego „przetrwają ci, co się najlepiej dostosują do środowiska”. Zamiast się czymś martwić, uznajmy to za szansę. Zamiast się stresować, zmotywujmy się. Zamiast czegoś nie lubić, polubmy to, albo przynajmniej uznajmy za potrzebne, pożądane. Niektórzy wręcz mnie zachwycają tym jak bardzo zmieniają swoje podejście w stosunku do różnych spraw. Są to takie psychologiczne cuda, ideały. Ale fakt faktem mało osób potrafi się cieszyć z życia obiektywnie najlepszego w historii. Ale to z różnych przyczyn, o tym było i będzie.

Długo szukałem czegoś dobrego o podejściu...

Tworzenie świata pod siebie

            Teoretycznie rzecz biorąc mamy większy wpływ na swoje podejście niż na świat zewnętrzny. Jednak ten, niekiedy, zaskakująco łatwo ulega przemianom, jeśli wykonamy zdecydowany ruch. To jest wręcz sprawa osiągania celów, spełniania marzeń, co już było na blogu. Zaspokajanie potrzeb bardzo mocno się z celami wiąże z wiadomych przyczyn. Jednak jeśli chcemy skuteczniej zaspokajać swoje potrzeby trzeba czegoś więcej niż dobrego wykonywania zadań. Trzeba najpierw te potrzeby zdefiniować, uświadomić sobie, że istnieją, a następnie zastanowić się jakie czynności je zaspokajają. I wykonywać czynności, najlepiej takie, które zaspokajają jak najwięcej potrzeb, jak najlepiej w jak najkrótszym czasie.

„Zmierz, co jest mierzalne i uczyń mierzalnym to, co takim nie jest.”

            A na koniec coś dla nerdów tudzież nazistów psychologicznych. Skąd w ogóle pochodzi ta wiedza o szczęściu i na ile jest wiarygodna, potwierdzona badaniami? Ja w ogóle jestem osobą dość sceptycznie nastawioną do naukowej metody badania procesów psychologicznych, gdyż uważam ją za marnotrawienie czasu i weryfikowanie oczywistości (przynajmniej w zakresie psychologii). Dla mnie wystarczy celna obserwacja ludzi, ich zachowań w tzw. życiu codziennym. Dodatkową, bardzo istotną wskazówką jest szeroko pojmowana kultura: piosenki, literatura, sztuki plastyczne. Dlatego psycholog powinien, stety bądź nie, umieć czytać ludzkie emocje i przewidywać zachowania. Natomiast naukowcy są dociekliwi i mierzą szczęście metodą introspekcji, czyli pytając ludzi o ich emocję, satysfakcję z życia itd. Jest to o tyle kiepskie, że przeciętny, a nawet wykształcony człowiek nie jest w stanie celnie i dokładnie określić swoich emocji, a nawet działań tak, jakby chciał tego psycholog. Dlatego intropsekcja ogólnie niezbyt, to jest freudowskie, stare i nieskuteczne. Skupmy się raczej na emocjach wyrażanych słownie, w czynach, w wyrazie twarzy, tworach kreatywności. Czerpmy wiedzę z życia, a nie z laboratorium.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz