poniedziałek, 27 października 2014

Edukacja i życie kulturowe - Transformers października w piździernik. W Warszawie poniżej zera.

            Zaatakowało mnie blogolenistwo i nie będę się wykręcał, że dużo zajęć problemów itp. spraw. Miałem upojny weekend z ukochaną i nie starczyło czasu na bloga, tak, po prostu! „Wszystko ma swoje priorytety, niestety.”. A tak poza tym, mam dwa wielkie marzenia liceum spełnione – wymarzone studia i całkiem niezły związek, wiele mniejszych jak np. zarządzanie swoim czasem, brak kontroli z niczyjej strony, zasadniczo brak narzekań na, całkiem zresztą porządny, stan pokoju i możliwość samodzielnego odżywiania i gotowania. Jest pięknie, dumnie i satysfakcjonująco!
            Kolejnym aspektem, a właściwie aspektami życia, które dobrze zagospodarowane prowadzą do szczęścia będą postawione na równi życie kulturowe i edukacja. Człowiek, który się uczy, zdobywa wiedzę teoretyczną i praktyczną z różnych dziedzin jest człowiekiem wyposażonym w cały arsenał broni antydepresyjnych. Podobnie człowiek obeznany z różnymi tworami kultury. Oczywiście, zarówno jedno jak i drugie niesie ze sobą pewne prawdopodobieństwo odwrotnego efektu. Opowiem także o tych zagrożeniach no i jak się ich wystrzegać.

 Nie pozwól, żeby szkoła przeszkadzała Ci w edukacji.

            Całe szczęście, że ją skończyłem. Nie no, nie było aż tak źle. W każdym razie, zaczynamy od pojęcia edukacji. Jest to proces, w którym człowiek zdobywa wiedzę. Każdą wiedzę. Warto sobie przypomnieć teorię inteligencji wielorakiej Gardnera w tym momencie. Także nie tylko tę podręcznikową, ale także życiową, międzyludzką, umiejętności radzenia sobie z problemami. Dalej, edukacja się nie kończy, uczymy się całe życie. Ten okres szkolny, wydłużony już przez studia to tylko okres dorastania, w którym głównym zajęciem jest zdobywanie wiedzy, niezbędnej w przyjmowaniu określonych, możliwie najlepszych ról społecznych.
            Problem z edukacją polega na tym, że nas się do niej zmusza, zarówno ocenami, jak i potem presją społeczną związaną z osiągnięciem danego zawodu. I to jest mało przyjemne. Dlatego też te negatywne konotacje. Natomiast wszelkie aspekty życia, których nie naucza się w szkole są już o wiele bardziej atrakcyjne dla ludzi. To, co związane chociażby z psychologią, muzyką czy sportem. Idealnym stanem z punktu widzenia szczęścia byłoby uczenie się tego, co nas interesuje, co przyda nam się w życiu i co daje nam przyjemność. I, co ciekawe, ten stan idealny da się osiągnąć pracując nad sobą, nie potrzebujemy doń żadnych uwarunkowań zewnętrznych. 

„Etam te wasze fakultety”

            Oprócz tego, że nie postrzegamy wiedzy jako atrakcyjnej oraz patrzymy na nią wąsko, nie widzimy jej wieloaspektowości istnieje kolejny kłopot, mianowicie, nie zdobywamy wiedzy przydatnej „w życiu”. Choć naprawdę spora część wiedzy z zakresu materiału szkolnego z historii, WoSu, matematyki i fizyki daje się w życiu zastosować i pomaga, to tego nie robimy, ba, nawet tego nie wiemy. Dlaczego? Słynne ZZZ – zakuć, zdać, zapomnieć. Tak się dzieje. Nie zależy nam na wiedzy, a na tymczasowej korzyści – ocenie. I potem można sobie robić programy „matura to bzdura”.
Klasyk.
            Aczkolwiek wiedza, jak już wspominałem, to coś daleko więcej niż szkoła, studia czy praca. To przede wszystkim świadome życie. Wg filozofów greckich wszelkie zło tego świata wynika z głupoty, z niewiedzy. Gdybyśmy posiadali świadomość absolutną, to życie byłoby idealne. Ale nigdy to się nie uda, choćby przez ułomność procesów poznawczych.  Znajomość prawideł życia politycznego, ekonomicznego, społecznego, znajomość historii, psychologii znacząco przyczynia się do wzrostu ogólnej świadomości siebie jako człowieka i otaczającego świata jako efektu działania tych procesów, jako rzeczy zmiennej. Mając taką świadomość, możemy aktywnie działać, zmieniać środowisko, a przynajmniej nasze podejście do niego, na wzór, chociażby, różnych szkół filozoficznych.

Otaczają mnie idioci!

            …tak samo głupi jak Ty. To, że człowiek zachowuje się w danym momencie głupio, nie oznacza, że jest ogólnie głupi. Nie wiemy o czym myśli, pod  wpływem jakich czynników się znajduje. Krytyczne spojrzenie na siebie i swoją przeszłość dałoby nam refleksje typu „jaki ja byłem głupi”. Za dwa lata podobnie stwierdzę zapewne o sytuacji obecnej, ileż to rzeczy można byłoby zrobić lepiej, skuteczniej, szybciej. Ale ludzie…owszem, są idiotami, każdy jest, każdy się myli, częściej lub rzadziej. Nie można traktować czyjegoś zachowania czy niewiedzy w sposób oderwany od kontekstu i jednostkowy, gdyż daje to zupełnie nieprawdziwy obraz osoby. Ludzie naprawdę mają mnóstwo refleksji, zdolności, umiejętności i wiedzy w sobie, trzeba tylko odkryć ich potencjał i sprawić, by im się chciało tego używać! Carl Rogers byłby dumny z tego zdania.

Ignorancja jest błogosławieństwem

            „Guzik prawda”, cytując dr. hab. Trojana. Pozdrowienia dla mojego ulubionego wykładowcy, który zapewne i tak nigdy tego nie przeczyta, podobnie jak inni studenci psychologii. To, że ktoś czegoś nie wie, nie czyni go automatycznie szczęśliwym. I odwrotnie. Świadomość i wiedza o świecie nie powoduje automatycznie żałoby. Wszystko to kwestia koncentracji uwagi. Czy będziemy się przykładać wagę tylko do tego, co się wiąże ze smutkiem, śmiercią, zniszczeniem i złem czy będziemy szukać w zdobywanej wiedzy szans, perspektyw, dobrych i inspirujących ludzi? W każdej nauce można znaleźć fakty związane z jednym i z drugim. Dobrze jest wiedzieć, że istnieje zło na świecie i się przed nim bronić, ale nie ma potrzeby się tym zamartwiać. Dobrze jest zmieniać ustrój na lepszy, ale nie psioczyć nad to, że światem rządzą Żydzi, Masoni, cykliści i tramwajarze.

Potwór dżender!

            Fanatyzm rodzi się niekiedy także w kręgu ludzi wykształconych, co jest bardzo przykre. Wynika generalnie ze sporych deficytów no i genialnym jego przedstawieniem jest spór o granice płci, płeć społeczną i prawa płci. Ogólnie najlepiej jest, żeby obie płcie miały równe prawa, ale „walka” o nie przybiera groteskową formę, kiedy zapomina się o celu, a koncentruje na nienawiści wobec uciskających, a najlepiej całej płci przeciwnej. W ten sposób feminizm przeradza się w seksizm, islam w fundamentalizm, umiłowanie narodu w nienawiść wobec innych narodów itd.
            Dżender (pisownia specjalnie zmieniona) stanowi idealny przykład solidnych przegięć widocznych w debacie publicznej i to w obie strony. Z jednej strony mamy wspomnianą nienawiść wobec zastanego stanu rzeczy i jego obrońców, a z drugiej teksty zgodne z zasadą „nie znam się, więc się wypowiem”, zwłaszcza ze strony niektórych publicystów katolickich. Monthy Python okazuje się tutaj proroczy:  

„Tu leżą starego teoretyka kości

Co zbyt długo studiował traktat o miłości.”

            Ostatnia patologią wiedzy jest zwyczajnie nieumiejętność jej wykorzystania. To by wyjaśniało dlaczego psychologowie mają poważne problemy ze swoją psychiką. Dlaczego nie wszyscy profesorowie polonistyki nie tworzą wiekopomnej literatury. Istnieje spora różnica między wiedzą praktyczną i teoretyczną. Umiejętność zmieniania jednej w drugą, wykorzystywania obu i robienia z nich sukcesu, dumy, satysfakcji stanowi zdolność jakże odmienną od samej twardej, sprawdzalnej, weryfikowalnej wiedzy.

Propaganda sztuki

            Mnóstwo patologii dotyczących wiedzy, można bezpośrednio przenieść na grunt, nomen omen, edukacji kulturowej. Jednak jest pewna specyfika oraz nowe cechy, które dochodzą. To, w jakie treści kulturowe (sztuki plastyczne, filmy, literatura, piosenki) się zagłębiamy tworzy naszą osobowość. I to bardzo mocno. Jeśli ktoś słucha muzyki przygnębiającej, będzie chodzi przygnębiony, jeśli ktoś słucha mocnego rapu, będzie agresywny i pełen nienawiści itd. Literatura tworzy człowieka często lepiej niż psychologowie. A już na pewno masowo i nieświadomie, czyli moja ukochana perswazja. Najpierw takiej piosenki słuchają, a potem się dziwią, że nie ma seksu. I naprawdę myślą, że tak powinno być. Przykłady można mnożyć.


            Źródeł błędów psychologicznych, braku skuteczności w działanie, deficytu odpowiednich emocji i wielu innych problemów jest wiele. Do nich na pewno należy zwyczajny brak wiedzy (specjalistycznej, ogólnej, ale także praktycznej psychologicznej), ale także wpojone nam wartości. Wartości te, reguły dotyczą wszystkich aspektów życia, ale biorą się, oprócz bezpośredniego wpływu osób fizycznych (rodziców, rówieśników, autorytetów) z wszelkich dzieł kultury. I to one, śmiem twierdzić, produkują takie patologie jak miłość romantyczna, idealizacja kobiety, wizja księcia z bajki, niegdyś cudowności ojczyzny. Także to, czego się słucha, co się czyta, co się ogląda ma olbrzymie znaczenie dla wszelkich poglądów, dla podejścia.

Miejże trochę kultury,  Młody Człowieku

            Jest w człowieku potrzeba obcowania z kulturą. Po prostu istnieje, gdzieś tam wyżej w piramidzie, ale jest. Inaczej ludzie nie chodzili by na koncerty, do teatrów, muzeów, inaczej nie wykonywali by tych zawodów już od starożytności. Kontakt z kulturą, zanim ukształtuje osobowość, wytwarza emocje, pozwala nam się wczuć w postacie, w podmiot mówiący, w twórcę, zostawia miejsce na własne wyobrażenia, interpretację, która czasem zmienia się w poważną naukę, a czasem inspiruje do nowych dzieł czy do fanfiction. Ćwiczenie intelektualne dokonujące się w ten czy inny sposób, ma znaczenie.

„Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy.”

            Utożsamianie się z twórcą, postacią bądź podmiotem utworu ma bardzo duże znaczenie, pozwala dokładniej przeżyć własne emocje, własne życie, własne doświadczenia, nadać im nowe znaczenie. Są takie piosenki, które w zależności od kontekstu nabierają nowych treści. W latach 80. nieomalże każda piosenka miała zabarwienie obalania komunizmu, choćby i jej zasadniczy przekaz był inny. Par excellence "Mury" Kaczmarskiego. Ludzie interpretują, wczuwają się. Dlaczego? Daje im to poczucie, że nie są sami, nadaje odpowiednie znaczenie wydarzeniom, często daje wskazówki, co robić dalej. Pełni zarówno funkcje czysto emocjonalne jaki i quasi-poznawcze. 

Multikulti!


            Najlepsze dla rozwoju kulturowego jest poznawanie możliwie najbardziej zróżnicowanych dzieł kultury zarówno przeszłej jak i współczesnej, wciąż się tworzącej. Naprawdę, dzisiejsze piosenki, sztuki, książki, obrazy, rzeźby także mają swój urok i prawdziwie nie są znakiem końca cywilizacji. Kto tak myśli popada w patologię życia kulturowego, polegającą na widzeniu wszystkiego w ciemnych barwach. W każdym razie trzeba te funkcje kultury, który wymieniłem w poprzednim akapicie realizować. Wymaga to empatii, otwartości, wysiłku umysłowego. Jednak efektem oprócz nieco mało atrakcyjnie brzmiących korzyści emocjonalnych i poznawczych jest czysta radość. Zresztą, jak przy każdym zaspokajaniu potrzeb. Także, jak ktoś wam wysyła piosenki, słuchajcie, interpretujcie, działajcie! Poszerzajcie swoje horyzonty! Wtedy też znacząco zwiększy się świadomość, a i podejście nie będzie wcale dogamtyczne. Także nie bać się Jona Lejoie i Braci Figo Fagot. Przełamywanie konwencji, schematów bywa zabawne, a i skłania ku refleksji: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz