wtorek, 9 grudnia 2014

Po co to wszystko? O konsekwencjach (nie)bycia szczęśliwym

            Znowu we wtorek, ale jest i nowy post. No, w sumie nie wiem czy w zegarowym wtorku się zmieszczę. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów miałem doła (melancholię, chandrę). Trwał on o czwartku wieczora do…teraz chyba niestety. Jest związany z głupota ludzi uważających podrywanie za wysoce bardziej naganne od cichej, domowej masturbacji przy porno, potem zachorowałem fizycznie, a i na to nałożyły się inne kłopoty, które uwielbiają się do mnie przyczepiać jak tylko zanika choćby odrobina szczęścia, czyli ostatnio często. Nawet psychologom się zdarza, każdemu się zdarza. „Ale, jak to u nas mówią, przecież nie ma tego złego.” Trochę refleksji z tego wyniosłem, chyba jak zawsze, gdy mi smutno, gdy mi źle. Więc bierzcie i czytajcie z tego wszyscy! 
            Obserwowanie ludzi to jedno z moich ulubionych zajęć. Często uśmiecham się do niektórych w środkach komunikacji miejskiej. Bo wiecie, pozytywne emocje łatwo zauważyć, wywołać i są one, bardzo niedokładnym, ale jednak prostym probierzem jakości człowieka. Mówią o tym jak sobie radzi z życiem czy odnosi sukcesy. Oczywiście, dziś może być smutny, bo mu matka zmarła, ale ogólnie rzecz biorąc, średnio wydaje mi się dość dobrą miarą. A obserwowanie ludzi w autobusie zawsze lubiłem:

Ambitnie.

            Ogólny dobrostan jest zarówno efektem jak i przyczyną osiągania sukcesów w rozmaitych aspektach życia. Ludzie szczęśliwsi lepiej się uczą, tworzą lepsze relacje, wydajniej pracują, są bardziej kreatywni. Z jednej strony, skoro załatwimy już pewne sprawy związane z jednymi aspektami, możemy zająć się innymi i nam się bardziej chce, bo czujemy, że możemy, mamy poczucie sprawczości.
            Czy to, co napisałem jest zawsze prawdą? Ano, nie. Wróćmy do tego po co są kolejne emocje. Pozytywne mówią, że wszystko jest dobrze, kontynuuj w ten sposób. Czyli jeśli będziemy mieli same pozytywne emocje, to umrzemy z głodu, pragnienia itd., bo nie będzie nam się chciało nic zrobić, skoro wszystko jest dobrze. Potwierdza to eksperyment, w którym podłączono szczury to aparatury, którą mogły dowolnie aktywować. Ona zaś podrażniała ośrodki przyjemności w ich mózgach. Szczury tak długo ją aktywowały aż zdechły. Negatywne emocje mówią nam, że coś jest nie w porządku, tym samym pchając do pracy. Dlatego potrzebne nam są oba typy emocji, w odpowiednich proporcjach. I z tego wyprowadzam odważną tezę, że liczy się nie tyle ilość i jakość emocji w danym momencie, ale podejście do bodźców z środowiska, zarządzanie nimi. Czyli może zamiast być szczęśliwym warto wiedzieć, jak można się uszczęśliwić, gdy akurat tego potrzeba. I analogicznie, wiedzieć jak się wkurzyć, gdy trzeba się brać do roboty.
Ale nikt nie mówi w jakich emocjach. 

„Zdrowia życzę.”

            Pamiętacie jak pisałem, że bycie szczęśliwym to ewolucyjne uwarunkowanie pozwalające przetrwać? Tak jest – nie tylko ludzie, ale i zwierzęta z dużą ilością pozytywnych emocji, niewielką stresu (tak, zwierzęta mają emocje!) są zdrowsze, mają silniejszą odporność, rzadziej zapadają na nowotwory, choroby układu sercowego i naczyniowego. Szczęście jest zdrowe!
            Podobnie rzecz wygląda z chorobami psychicznymi. Lekarze od dawna uważają podejście pacjenta jako jedne z ważniejszych warunków skuteczności leczenia. Większość chorób ma podłoże psychiczne. Nawet całkiem trudno odróżnić warstwę psychiczną od tej ściśle biologiczne – obie na siebie oddziałują. Najczęstszym czynnikiem depresjogennym jest (uwaga, zaskoczenie!) częste bycie smutnym , a wszelkie nerwice biorą się z niewyregulowanego poziomu stresu czy ogólnie patologicznej emocjonalności. Oczywiście, nie mówię, że wszyscy chorzy psychicznie byli kiedyś smutnymi ludźmi i że TYLKO to wpływa na zdrowie psychiczne, ale ogólny dobrostan organizmu jest bardzo ważnym czynnikiem. Nie mówię też, że wszyscy chronicznie smutni zaraz umrą na coś paskudnego, ale jest na to spora szansa.

„Jestem już zmęczony. To nie był dobry dzień.”

            Budzicie się czasem z myślą „to będzie wspaniały dzień, idę zdobywać świat”. Nie? A mi się zdarzało. Ostatnio zrozumiałem jak bardzo czynniki zewnętrzne są w stanie, choćby chwilowo zmienić nasze podejście do życia. Jeśli zostaniemy zasypani negatywnymi bodźcami, automatycznie mnóstwo rzeczy sprawiających nam przyjemność zaczyna nas denerwować. Dlatego ważne jest budowanie szczęścia na stałych, stabilnych źródłach wewnętrznych i zewnętrznych. Człowiek ma w sobie olbrzymią, potencjalną chęć życia, motywację i pozytywna wizję przyszłości. Ujawnia się ona w dwóch momentach: kiedy życie jest poważnie zagrożone oraz kiedy dostajemy przypływu pozytywnych emocji. 
Wspominałem już o źródłach zewnętrznych, ale dla przypomnienia...

Socjologia szczęścia

            Ależ się będę czepiał tej ewolucji! Nie bez powodu. Ostatnim elementem są efekty badania średniego poziomu szczęścia państw i narodów. I gdzie ludzie są najszczęśliwsi? Paryż, Rzym, Nowy Jork, Szanghaj, Pekin? Nie. Najszczęśliwsi są w krajach skandynawskich, na Syberii. Dlaczego? Bo tam wysoki poziom szczęścia był niezbędny do przetrwania. Trudne warunku życiowe spowodowały, że ludzie  bez szczęścia, a więc słabsi, schorowani czy zwyczajnie niezadowoleni pomarli bądź wyjechali, a zostali szczęśliwsi, umiejący sobie radzić w takich warunkach, znajdujący źródła szczęścia w prostych, małych rzeczach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz