Wiecie, tak patrzę sobie na ludzi
i ich problemy. W końcu, ile to już razy, dochodzę do wniosku, że niezależnie
od moralności, religii, rasy i innych cech genetyczno-kulturowych wiedza
psychologiczna i umiejętność jej zastosowania przyczyniłaby się do radykalnego
zmniejszenia zarówno ich ilości jak i wielkości. Przypominam o tych trzech
elementach.
- Znajomość teorii, o której
pisze na blogu, którą też można poznać, czytając rozmaite popularnonaukowe
publikacje.
- Umiejętność potwierdzenia
teorii. Żebyśmy najpierw uwierzyli, że istnieje oraz lepiej ją zrozumieli.
Gdy bowiem przyswoimy dużo teorii, nie znajdując jej zastosowania, zapominamy
ją, albo stosujemy niewłaściwie, w myśl założenia: „Gdy dostajesz nowy
młotek, wszystko wygląda jak gwóźdź do wbicia.” Osobiście najlepiej się
czuję właśnie w tym elemencie – za pomocą rozmaitych teorii jestem w
stanie wyjaśnić znaczącą większość zachowań ludzkich – są one o wiele
bardziej schematyczne niż Wam się wydaje.
- Zastosowanie wiedzy i
zmiana własnego życia. Najtrudniejsze i najbardziej przydatne.
Moja funkcja doradcy, opiniotwórcy, autorytetu, lokalnego eksperta oraz
nawet swego rodzaju profety w zakresie związków czy zwyczajnie stanów
emocjonalnych rozwija się. Pewnie dużo jest w tym chęci zobaczenia własnych
możliwości i takiej nadziei, że oto ja – Aleksander, naprawdę znam się na
psychologii. Jest to oczywista bzdura, którą zapewne dobitnie uświadomi mi
turniej wiedzy psychologicznej. Już w poniedziałek, naprawdę, fajnie byłoby
przejść pierwszy etap, ale nic za wszelką cenę…Mi tam wystarczy moje szczęście
obecnie – taka aktywna stabilizacja z marzeniami.
W Kościele katolickim rozpoczął się Wielki Post – czas pokuty i
nawrócenia. Kościelna metaforyka wzywa do „wyjścia na pustynię”. W
psychologicznym języku rzecz polega na tym, żeby przystanąć, zastanowić się nad
życiem. Nad tym, co, jak i po co robimy. Warto to robić często, regularnie. Dla
osób wierzących: nasza duchowość także wymaga takiego przystawania. Aspekt życia
jak każdy inny, wymaga aktywności, działania. Jego zaś moc oddziaływania jest
niezmierzona, dalece większa od psychologii, ale także dalece trudniej ją
pobudzić.
„300% normy”
Turniej
wiedzy psychologicznej „zryje banię”. Ach, ci Bracia Figo Fagot. Oj tak, ilość
wiedzy, która nabyłem w ciągu weekendu nie tylko o tym, co fajne i piszę o tym na
blogu, co niefajne (biologia), ale także o rozmaitych zaburzeniach jest zacna.
Ponad 100 stron tekstu. Taki flow. Ale ad rem. Dziś opowiemy sobie pokrótce o
zaburzeniach psychicznych, a dokładniej o tym, co takowym zaburzeniem jest, a
co niezbyt. Piosenka w ramach wprowadzenia: https://www.youtube.com/watch?v=v9vcYyhVdEQ
„Nie ma
ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani”. Co tu dużo mówić – prawda. Żaden człowiek nie zachowuje się w pełni tak, jak
zostało to przyjęte. I dobrze, bo dzięki temu świat się rozwija. Ale tak
właściwie jakie zachowania są normalne, jak je definiujemy?
„Najpierw
coś łatwego, czyli matura”. Podręczniki socjologii wyróżniają normy: prawne,
społeczne, moralne i religijne. Czasem się pokrywają „nie zabijamy”, a czasem
nie „Nie jemy mięsa w piątek”. Myślę, że to ogarniacie. Wspominam, bo są to
całkiem ważne wyróżniki.
Psychologowie
jednak bardzo lubią wszystko uszczegóławiać. Oj, uwielbiają wtykać szpilki i
sprawdzać czy boli. I dobrze, bo stworzyli dokładniejszy model, pomagający nam
ocenić jak wielkim wariatem ktoś jest.
- Kryterium normatywności –
czyli przestrzeganie wyżej wymienionych norm, głównie społecznych
- Kryterium subiektywne –
jeśli oceniam, że ktoś zachowuje się normalnie, to znaczy, że w istocie zachowuje
się on normalnie, nawet jeśli normy mówią inaczej, albo nie mówią nic.
- Czy zachowanie, które
wykonuje przydaje się do czegoś, jest potrzebne, uzasadnialne? Jeśli tak,
to kryterium przystosowania zostało
spełnione
- Ostatnie jest także ważne:
jeśli potrafię logicznie wytłumaczyć dlaczego coś zrobiłem, to oznacza, że
jestem tego świadomy. A świadomość działanie jest tym, co wyróżnia
dziwnych od chorych psychicznie.
Unormowana nienormalność
Dzięki
koncentracji na tym, żeby uczynić „miserable people less miserable” (Martin
Selingamn) udało się psychologom wyciągnąć i dokładnie opisać wszelkie
schorzenia, mniej lub bardziej, psychiczne. Nauka na pograniczu zaburzeń ciała
i zaburzeń umysłu to psychiatria. Z kolei zaburzeniami ściśle psychologicznymi
zajmują się psychologowie, z wyspecjalizowanym oddziałem – psychologami
klinicznymi. Różnica między psychologami klinicznymi, a psychiatrami jest
umowna. Zwykło się mówić, że ci pierwsi wolą porozmawiać z pacjentem, a ci
drudzy od razu by mu kazali łykać tabletki, razili go prądem i wrzucali do
lodowatej wody. W praktyce psychiatrzy wolą cięższe zaburzenia, w tym ściśle
związane z patologiami układu nerwowego, a psychologowie przypadki lżejsze, na
których jeszcze można dobrze zarobić najlepiej. Albo przynajmniej zaspokoić
swoją potrzebę pomagania ludziom, zbawiania świata. Ach, ta moja złośliwość.
I znów, każde zaburzenie jest w
jakiś sposób spowodowane problemem natury biologicznej. Pytanie czym je leczyć
pozostaje nieomalże zawsze dyskusyjne. Lekarze jednak, nawet ci somatyczni są
zgodni, że nie tylko leki, ale także odpowiednie nastawienie psychiczne
pacjenta pomaga w zmaganiu się z wszelkimi chorobami.
Jak
psychologowie rozróżniają nienormalność i chorobę? Nijak. I nigdy tego nie
dokładnie nie zrobią. Dlaczego? Bo to nie ma znaczenia. Niezależnie od poważności
problemu, warto go pokonać. Jak jednak je w sobie zdiagnozować?
Pierwsza sprawa: jeśli problem
staje się zbyt częsty i przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, to należy się
zgłosić do psychologa. On, módlmy się, że dobrze, wybierze terapię. Czy to
będzie terapia psychologiczna czy połączona z lekami – to już jego sprawa. Więc
pierwszym wyróżnikiem poważności zaburzenia jest jego zwyczajna upierdliwość i
gotowość do wydania pieniędzy, aby pokonać.
Drugim jest
sprawianie potencjalnego zagrożenia. Zwłaszcza psychopaci i osoby z niektórymi
oznakami manii są niebezpieczni dla społeczeństwa. Osoby z depresją klasyczną
oraz z zaburzeniami odżywiania są z kolei niebezpieczne dla siebie.
Jesteś wariatem!
Pamiętajmy,
że także wszelkie zaburzenia, których nie lubimy można zwalczać własnymi,
małymi terapiami. Są nawet rozmaite poradniki odnośnie walki z uzależnieniami,
zarządzaniem emocjami, odżywianiem. Sporym problemem jest bark zdolności
spojrzenia na siebie innymi oczyma, z dystansu. Żebyśmy zobaczyli, że
faktycznie gdzieś coś źle robimy, nieświadomie dziwnie się zachowujemy bez
żadnego celu. Każdy człowiek ma jakieś mniejsze lub większe problemy i zamiast
osądzać innych, powinniśmy wziąć się za siebie. Ale to jest, oczywista sprawa,
trudniejsze.
Pytania:
- Czy i w jakich aspektach Twoje
zachowania są normatywne?
- Jak, jako zwykli ludzie,
możemy pomagać osobom z zaburzeniami psychicznymi?
- Jakie zaburzenia, problemy rozpoznajesz w sobie?
Na koniec trochę humoru, żeby nie tak poważnie. Wiem, że jestem mocno spóźniony, ale może ktoś nie widział: https://www.youtube.com/watch?v=xsRByjmvBoU
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz