piątek, 3 stycznia 2014

Post specjalny: podsumowanie roku 2013

Tak jak rok temu i ten rok upłynął pod znakiem piosenek, zwłaszcza z jednej z anglojęzycznej piosenki Marillionu, kategoria zerowa pt. „Power” Rok niewątpliwie poszukiwań owej mocy w działaniu w różnych aspektach życia, począwszy od edukacyjnego przez sportowy, dziennikarski, psychologiczny, naukowy, towarzyski, a skończywszy na duchowym. Wszystkie się przeplatały, wymagały czasu, chęci, organizacji, nakładu pracy i na koniec roku mogę sobie wystawić solidne 4+ za to jak żyłem. A jak żyłem, opowiem (parafrazując Mickiewicza).

„You carry me around…”

            Ludziom bardzo brakuje motywacji, chęci do działania. Motywacja, ogólnie emocjonalność sprawia, że życie ma smak i chcemy żyć. Bez emocji, to kaplica. Stale szukamy, ba, żeby komuś się chciało jeszcze szukać. Można powiedzieć, że moc, nasz główny motyw nosi, prowadzi życie, choć go nie czujemy. Tak było przez ten rok, jest i będzie, zgodnie z koncepcją Eriksona o poszukiwaniu tożsamości.  

„it’s ready to blow”

            Już od lutego, tak głoszą archiwa watykańskie, wskrzesiłem zwyczaj tak zwanego Alkowego Newslettera, w którym mieszałem rozmaite wiersze, refleksje, linki I rozsyłałem chętnym. Stanowiło to coś w rodzaju pamiętnika. Aż tu nagle, wybuchło. Gdzieś pod koniec kwietnia założyłem bloga. To był pierwszy wielki wybuch mocy. Drugi był w wakacje, gdy zostałem, póki co na zasadzie wolontariatu, komentatorem siatkówki. Dwa olbrzymie marzenia się spełniły dzięki pasji i odwadze. Pisząc ten tekst teraz mam świadomość, że stały się one dla mnie pracą, czasem wykonywaną, jak każda praca, wbrew sobie i ze znużeniem, ale jest to spełnienie marzeń. I jak o tym piszę, chce mi się płakać, bo się udało, choć efekty, póki co, praktycznie żadne.
            „Nie wszystko, co warto się opłaca”. Poświęcam całkiem sporo czasu, zdobywam dzięki temu doświadczenie w zakresie siatkówki, psychologii, dziennikarstwa, ale pieniędzy za to, póki co, nie ma. Jest jednak coś znacznie cenniejszego niż pieniądze – „niewymagająca werbalizacji satysfakcja” z siebie.

“Ale nie depczmy przeszłości ołtarzy”

            Przypominał, już w dziewiętnastym stuleciu Adam Asnyk. Rytualnie słuchając list z poprzednich lat przypominałem sobie motywy, myśli, które kiedyś wyznawałem. Ich ewolucja to rzecz całkowicie normalna. Natomiast często o pewnych sprawach zapominałem. I o tych właśnie motywach, myślach, toposach, teoriach, filozofiach itd. słowo, albowiem nie wszystko było tak jak bym chciał.

„it’s just ain’t right”  

            Pamiętacie „Refleksje Lednickie”? Wspominałem tam o tym, że „bogatemu trudno dostać się do królestwa niebieskiego” Nie w pieniądze, a w możliwości. Jeśli mamy dużo możliwości, zazwyczaj wybieramy te niezbyt właściwe moralnie, kierując się prostą pierwotna atrakcyjnością, pierwszym wrażeniem, a potem przywiązaniem (Refleksja 95 – potrzeby atrakcyjności) Dlatego człowiek potrzebuje autocenzury, ograniczania własnej wolności. Inaczej sam siebie uwięzi bez własnej wiedzy uzależniając się od rozmaitych bożków. „Jesteśmy bardziej bałwochwalcami niż ateistami”. Dlatego, jako katolik stale i na nowo podejmuję walkę z grzechem i stawanie się niewolnikiem Boga. Świadome stawanie się nim, bo wbrew pozorom, jak pisał Jan Rybowicz „wolność jest ograniczeniem| jest więzieniem”

„But now you can’t function awake or asleep”

Miarą pasji jest w dużej mierze to czy myśląc o danej czynności czy osobie jesteśmy w stanie zasnąć po niezbyt zajmującym fizycznie dniu. Ja, myśląc o psychologii, przyznam się, jest mi trudno. Bywa to całkiem dręczące, ale przypomina, że jestem człowiekiem z pasją – wielkim brakiem współczesności. Ba, nawet z motywacją do działania, planami, marzeniami, z których kilka spełniłem. Tak się pochwalę.
Życie nie jest monotonne, a ci, którzy chcą stabilizacji, to idioci. Życie będzie się zawsze zmieniać, nawet powinno, mamy potrzebę zmiany. Czy to pracy, miejsca zamieszkania, ludzi wokół, komputera, telefonu, nawet zainteresowań czy współmałżonka. Każdy dzień to nowy dzień, inny dzień, a nie dzień świstaka. Właśnie dlatego zycie jest ciekawe i właśnie dlatego jesteśmy czymś więcej niż maszyny.

„Synu…”

            Plan na życie, forma skrócona: wyjazd do warszawy, własne mieszkanie, nowe środowisko, studia MISH bądź psychologia, znalezienie utrzymania w blogopisarstwie, artykułopisarstwie, dziennikarstwie sportowym, względnie gdziekolwiek indziej byle z ludźmi. I studiowanie tej, dla mnie przynajmniej, najbardziej fascynującej nauki świata, bo nauki o nas samych, naszych zachowaniach, emocjach, decyzjach. Nauki, która pozwoli zmienić całość świta, jeśli będę umiał i chciał tę wiedzę wykorzystać. Wielkie plany, wielkie marzenia, więc do roboty!!! Najpierw matura, skądinąd także sprawdzająca wiedzę z całkiem ciekawych zagadnień.

„Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić”

            No tak, tekst bez słowa o uwodzeniu tekstem straconym. Chyba całkiem dobrze, w końcu, podszedłem do sprawy, posiadłszy rozległą, jak na średnią krajową, wiedzę psychologiczną, wiedze tajemną, wyperianą przez tak wielu ludzi. Mianowicie, bez przesadyzmu, po prostu uwielbiam rozmawiać z ludźmi.  I z jednej strony spotkania, (już bez czatów, które zabierały relatywnie dużo czasu i były zbyt mało skuteczne te kontakty, bo relacjami ich nie można nazwać) a z drugiej inne, także ważne i uszczęśliwiające introwertyczne aspekty życia jak rozmyślania, słuchanie dobrej muzyki i granie w dobre gry. Cohenowskie „Going home”. Tak, jestem raczej introwertykiem.
            Tak całkiem poważnie: we współczesnym świecie relacje międzyludzkie leża i kwiczą, podobnie jak motywacja.  Uwarunkowane jest to w dużej mierze uzależnianiem ich powodzenia od zakupów, umagicznienia ich oraz braku wiary w solidną, psychologiczną wiedzę. Chyba takim największym osiągnięciem mojego sposobu myślenia było określenie zdolności interpersonalnych jako wytrenowalnych, podobnie jak tych matematycznych czy aktorskich. Oczywiście nadal problemem nierozstrzygalnym pozostaje to, jak mierzyć wyniki i ile czasu poświęcać na ten aspekt życia. Natomiast wiem, że mogę, dzięki odpowiedniemu nakładowi sił, ustawić sobie tren właśnie aspekt życia na satysfakcjonującym mnie poziomie.

„Ty potrzebujesz mych dłoni”

            Martin Seligman twierdzi, że aby człowiek był szczęśliwy potrzebuje nadać swoim działaniom cel. Wyższy cel niż on sam niż realizacji własnych potrzeb i ambicji? A jaki może być wyższy cel czynienia świata lepszym dla innych?  Świadomość, że moje życie to część wielkiej całości, że mogę stać się elementem historii to jedno. Dla mnie o wiele ważniejsze jest, oprócz tych wszystkich psychologicznych, szczegółowych aspektów realizowania pasji i samodoskonalenia po prostu pomaganie ludziom. Amen.

„the way I love you is something you don’t understand”

            Wszechmiłość, do każdego człowieka bez wyjątku, piękna chrześcijańska idea postawy wobec drugiego człowieka. Idea bardzo trudna, choć są ludzie, którzy ją doskonale realizują np. papież Franciszek. Być może jestem za słaby by tak żyć, za młody, za głupi, ale….Nie powiem, że liczą się intencje, bo Hitler tez miał dobre, a coś nie wyszło. Po prostu staram się, otwarty na krytykę doskonalę sposoby działania i przypominam sobie te piękne idee z literatury mniej lub bardziej współczesnej, której choć nie mam zdolności dobrze tworzyć, to staram się ją przynajmniej wykorzystać dla siebie i innych. Jak pisałem w „Refleksji 70.” Życie to coś więcej przyjemność, działanie, samodoskonalenie, choć dobrze by było, żeby każdy człowiek chociaż o tych elementach pamiętał. Jest mi z jednej strony smutno, że mamy, mimo wszystko, tak nieświadome społeczeństwo. Z drugiej strony widzę dla siebie wielką, olbrzymią szansę zarobienia sobie na mój wymarzony pałac z fortepianem i stołem do snookera właśnie na edukowaniu, pomaganiu, uszczęśliwianiu. W zakresie psychologii jest olbrzymia nisza rynkowa – problem: trzeba umieć te niszę zagospodarować, a nie tylko posiadać akademicką wiedzę.

„When I get older, I will be stronger”

            Kończąc to podsumowanie, patrzę optymistycznie w przyszłość, choć nie bez strachu. Strachu nie tyle, że nie zrealizuję swoich marzeń – pół biedy- ale że gdzieś zagubię wartości. Życie bez ukochanej, pracy, rozrywki i ludzi da się znieść, ale bez odpowiedniego doń podejścia – nigdy. Wiadomo, nie zawsze idzie jak bym chciał, nie zawsze się udaje. Gdyby wszystko się udawałoby realizowanie marzeń nie przynosiłoby satysfakcji. Więc z całkowitą świadomości swoich możliwości i ułomności, do których należy m. in. brak owej świadomości idę w niepewną przyszłość. Ze strachem, że wiele rzeczy się nie uda, ale przede wszystkim z nadzieją, jakże naiwną i kłamliwą, jakże ludową i nienaukową, że „wszystko będzie dobrze”.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz