Niewątpliwie był to najlepszy rok w moim życiu. Fascynacją sobą, drugim
człowiekiem, psychologią, poszukiwanie własnego miejsca, przekonanie, że skoro
jestem szczęśliwy, to jestem najlepszy. Potem początek studiów i wszystko prysło jak mydlana bańka. Okazało się, że będąc jedną z
bardziej lubianych i szanowanych osób w liceum teraz stałem się normalny, nikt mnie nie zna, nie jestem
atrakcyjny, za młody, sam pośród zazwyczaj zimnych ludzi. Coraz bardziej się przekonuję jak ważni w życiu są inni ludzie, jak mocno na nas wpływają. Widzę też ile tak naprawdę nie wiem, nie umiem i mnie
to przeraża. Niby jesteś na tym MISHu, niby masz dziewczynę, niby robisz
dokładnie to, o czym marzyłeś, co jeszcze rok temu wydawało się niedościgłym
ideałem...I dobrze, że tak się stało, jednak podróż, nauka,
kształtowanie życia trwa nadal i właśnie dlatego, że trudne i zmienne jest tak
bardzo fascynujące.
In
the flesh
Patrząc na rok z góry, to
tyle się wydarzyło. Ojej….Na początku, 11 stycznia, to w ogóle znalazłem sobie
dziewczynę. I było tak:
Potem się z nią było, uczyło, grało w snookera, chodziło do szkoły.
Następnie zakończyło się edukację, napisało najpierw cudowną i jeszcze
cudowniej olaną krytykę 2lo, a następnie maturę. Matura poszła dobrze,
dostałem się na MISHa, zainkasowawszy maksymalną liczbę punktów za egzamin
ustny. Wakacje, nieudany kurs na prawo jazdy, przerwany z powodu wyjazdu do
Poronina, kupowanie mieszkania, znajdywanie współlokatora. Z tym przedostatnim
wyszło dobrze, z ostatnim mniej. Wrześniowe Mistrzostwa Świata,
zwycięstwo Polski, w które cały czas nie jestem w stanie uwierzyć. Po prostu
pięknie. Po nich przenosiny do taksiegra.com i ciekawa działalność o
trudnoocenialnych skutkach, ale wreszcie z poczuciem, że coś się robi, że ktoś
się tym interesuje. Póki co to ambitnemu człowiekowi z pasją starcza, z czasem
będzie wymagał coraz więcej…Początek studiów, zachłyśnięcie się
samodzielnością, dalsze rozwijanie relacji z Emmą i całkiem sporo jesiennych
refleksji. Warszawska samotność, zwłaszcza na początku, mocno mi doskwierała, i
z tego powodu, niestety, to zawieranie relacji niezbyt wypaliło. Na koniec
Święta z rodziną obecną i przyszłą. Okazuje się, że się nie zanudziliśmy z Emmą i przeżyliśmy ciekawą
zapowiedź przyszłego życia rodzinnego. Takie wakacje, stąd brak aktywności
siatkówkowych, blogowych i innych.
"Niczym
nie nastraszy ten uniwersytet cały"
Studia są bardzo przyjemne,
pożyteczne i…łatwe. Choć to ostatnie częściowo zweryfikuje pierwsza sesja. Na
pewno dam znać o ocenach. Dużo się w każdym razie dowiedziałem dzięki
empirycznym naukom o człowieku. A studenci…dużo ich, mało im zależy na
studiowaniu, raczej tylko na dyplomach. Poziom zdolności intelektualnych i
społecznych różny, choć u MISHowców znacząco wyższy niż wśród studentów innych
kierunków. Oczywiście, mogę być zmylony przez złe dobranie próby, tendencyjność
osobistą czy wiele innych problemów metodologicznych, więc niech to będzie
opinia jakich wiele. Także Jacek jak zawsze celnie rzecz przewidział:
"Here
we are now, entartain us."
Jest nudno. Tyle
zrobiłem już w tym roku, że teraz zostało bardzo mało do pracy, ale zawsze coś.
Trudno się natomiast do tego zebrać, mając bardzo wysokie zapotrzebowanie na
stymulację. Nie wiem jeszcze dokąd mnie to zaprowadzi, jest to cecha, która
może uczynić ze mnie tak wielkiego człowieka, jak i uzależnionego od rozmaitych
substancji czy czynności. Jest też trzecia droga - praca nad sobą, zarządzanie
emocjami, potęga wewnętrznych zdolności psychicznych. Bardzo trudna droga,
wymagająca naprawdę dużo pomysłu, kreatywności i wysiłku. Ale, czego się w
życiu nie robiło?!
"Thank
you for the music!"
Więcej refleksji dotyczących
warszawskiego, studenckiego życia czy psychologii ściśle zawrę w osobnych
tekstach, żeby nie pominąć ważnych szczegółów. Wielokrotnie pisałem już o tym
jak bardzo relacje wpływają na człowieka i w sumie nie chce mi się powtarzać.
Teraz napiszę o muzyce. Od zawsze stanowiła ona swego rodzaju ucieczkę,
dawczynię nadziei czy współczucia, czyli źródło potężnych emocji, a także
myśli, motywów. Obawiałem się, że wzrastając w psychologiczne moce, przestanie.
Na szczęście, myliłem się. Stało się wręcz odwrotnie - jestem teraz bardziej
wrażliwy na artyzm, zdolny wczuć się w sytuację podmiotu, ocenić i wyjaśnić
wszystko psychologicznie. Umiem też lepiej wyszukiwać wszelką maestrię, wyzbywając
się różnego typu szmelcu. I to maestrię różnogatunkową. Podobnie się stało z
grami komputerowymi. Teraz moje ambicję kieruję w stronę przechodzenia
inspirujących, trudnych, klasycznych, pięknych historii, a nie rozrywki,
odpoczynku, choć są one, oczywiście, bardzo ważne w życiu. Kwestia
proporcji. O grach, swoją drogą, też mam zamiar coś napisać.
Marzenia
się spełnia
Jeśli ktoś chce zostać
Mistrzem Olimpijskim, zostaje Mistrzem Olimpijskim. Jeśli ktoś chce wygrać MŚ w
siatkówce, to je wygrywa. Jeśli ktoś chce zostać psychologiem, to zostaje
psychologiem. Całe życie polega na spełnianiu marzeń, a jego trudność i
ciekawość polega na drodze do tych celów, niekiedy zbyt ambitnych, często
jednak za mało. Trudność jest atrakcyjna, stanowi wyzwanie. Zarówno jeśli
chodzi o trudność w postaci zadań do wykonania, jak i trudność polegającą na
konieczności powtarzania nudnych czynności. To drugie w sumie bardziej dotyczy
konieczności pracy nad sobą. Ta to całożyciowe wyzwanie - ideał, którego nigdy
się nie osiągnie, ale trzeba doń dążyć.
"A
może by tak spocząć…"
Kolejną bardzo ważną
refleksją zebraną pod koniec tego roku jest teza, że szczęście, choć bardzo
istotne samo w sobie nie jest celem całego życia. Z czasem się ono przekształca
w lenistwo i spoczywanie na laurach, co automatycznie powoduje dyskomfort.
Celem życia człowieka jest osiąganie coraz więcej, doskonalenie się. Gdy
człowiek zaspokoi wszystkie swoi potrzeby, czuje się naprawdę dobrze - dumny,
usatysfakcjonowany, spełniony. Siada, korzysta z efektów swojej pracy i
myśli…co by tu poprawić. Taki piękny stan spotkał mnie w te Święta. Nie było
wielkich uniesień ognistej radości opisywanej w piosenkach o miłości - była taka
pełnia, poczucie, że niczego mi nie brakuje, że wszystko jest świetnie, że
sobie to wypracowałem. Można odpocząć, a potem wrócić do pracy.
![]() |
| Ale nie ja! (mam nadzieję) |
Wysprzątać swój czas
Świat kusi. Różne, bardzo
atrakcyjne, w gruncie rzeczy wizje próżności zatruwają nasze umysły. Trudno
odróżnić to, do czego warto dążyć od tego, co sprawi, że się nie najemy, a
poczujemy jeszcze bardziej głodni, zmarnowawszy czas i siły na polowaniu.
Niestety, w tę ostatnią kategorią ludzie, w tym i ja, wpadają bardzo często.
Teologowie nazywają to grzechem, filozofowie czynem niemoralnym, nieetycznym. Stosują
jednak o wiele bardziej złożone kryteria. Ale to pierwsze, podstawowe –
kryterium opłacalności i drugie polegające na tym, że będziemy ze zrobienia
tego w przyszłości dumni, nie będziemy się wstydzić są łatwe do zrozumienia i
warto się do nich stosować. Jestem w rozdarciu. Mam
przed sobą dwie niezwykle mnie podniecające, kuszące wizje pracy zawodowej.
Pierwsza, psychologiczna dotyczy długiej, trudnej, choć niezwykłej drogi
stawania się lekarzem ludzkich umysłów a druga, szybsza, krótsza stania się
komentatorem sportowym. Staram się podążać oboma na raz, nie jest to łatwe,
zajmuje sporo czasu, ale gdy uda mi się wysprzątać swój czas, wyzbyć się
próżnej atrakcyjności, to kto wie…Naprawdę kocham ludzi i chcę im pomagać.
Naprawdę kocham siatkówkę i chce o niej opowiadać, relacjonować, zachwycać się
nią, krytykować, może kiedyś, ulepszać i reformować.
Tak
się komentuje!
Miałem w tym roku chwilowe
wypalenie siatkówką. Nie czułem tej atmosfery w redakcji, czułem się odrzucony,
robiąc cały rok mecze dla nikogo, a potem okazując się za słabym na Mistrzostwa
Świata. Po przenosinach do taksiegra złapałem wiatr w żagle (I will reignite),
na nowo mi się zachciało, a przy okazji miałem więcej możliwości do ogarnięcia
całości działu, a nie bycie nim jako ja i nikogo więcej. Poznałem (póki co,
niestety, jedynie internetowo) wspaniałych ludzi, z którymi dzielę pasję i za
to im serdecznie dziękuję. Był to też czas pierwszej akredytacji, pierwszego
meczu z hali, bycia pod piłkobombardowaniem. Urokliwe. Tyle emocji, tyle
piękna. Poza komentowaniem i sprawozdawstwem meczów radiowo na żywo, mamy też
magazyn, w którym wymieniamy poglądy, dzięki temu uzupełniając się i lepiej
orientując co się dzieje w świecie piłek latających nad siatką. Jesteśmy
jeszcze młodzi, ale zdolni i ambitni. Chcemy zrobić (i zrobimy, a co!) coś
wielkiego, przynajmniej dla nas. Będziemy sławni i bogaci, ale tylko wtedy
jeśli będziemy się na czymś znali, pracowali i umieli to sprzedać.
I to by było na tyle.
Przydałoby się jakieś
podsumowanie, bo dużo tego napisałem. Na pewno był to wyjątkowy, najlepszy rok
mojego życia, pełen wrażeń. Następny mam zamiar uczynić jeszcze lepszym, choć
nie będzie to łatwe, bo zrealizowane cele mają to do siebie, że są
zrealizowane, więc nieatrakcyjne. Trzeba się skoncentrować nad robieniem tego,
co się kocha, wyzbywając próżnej atrakcyjności. Robić to piękniej, skuteczniej,
mniejszym nakładem sił i tak, żeby inni o tym wiedzieli i podziwiali. I
najlepiej zarobić już swoje własne pieniądze. A na zakończenie piosenka tytułowa, świetnie streszczająca moje myślenie w tym roku (piosenkowe podsumowanie roku już wkrótce, po raz pierwszy ):

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz