Wiecie, kontynuuje swój cykl jednoakapitowych, wprowadzających refleksji
psychologicznych. Jakimś dziwnym trafem nawiązują one do tematu głównego posta,
tak też będzie i tym razem. Życie jest piękne, ale tylko wtedy jak się będzie
miało do niego odpowiednie podejście. Wtedy będzie można czynić je jeszcze
lepszym dla innych. Mamy jednak takie tendencje, że się bulwersujemy, smucimy i
wkurzamy bezproduktywnie, a jeśli chcemy coś zrobić to okazuje się, że jest to
rzecz trudna do zmiany np. prawo, polityka, konwenanse społeczne, swój stan
majątkowy, wyniki piłkarskiej reprezentacji Polski. Natomiast rolą negatywnych
emocji jest pokazać nam, że coś jest złe
i żebyśmy w tej kwestii zadziałali.
Zarządzanie emocjami
Prolog
Ostatnio
pisałem dużo o motywacji, czyli o wytwarzaniu emocji niezbędnych do osiągania
celu. Przypomnijcie sobie teraz jak bardzo czasem się Wam czegoś nie chce i jak
bardzo owej motywacji wam potrzeba. A teraz Wam powiem, że Wy ją już macie i
nie potrzebujecie więcej. Zaskoczeni? Czytajcie dalej.
Wstęp
Ok, jest
sobie coś takiego jak stany afektywne, z których najpopularniejszym są emocje i
będę używał tych pojęć na potrzeby tego tekstu zamiennie. Emocje to takie
nienazwane i niezdefiniowane cośka, które odczuwamy. Wg ekspertów jest 6 emocji
podstawowych, są tzw. praemocje i mnóstwo wtórnych. Każda emocja jest przez coś
wywołana (bodziec) i w założeniu ma nam pomagać w wykonaniu konkretnego
działania. Czyli w teorii:
Widzę ładną dziewczynę (bodziec)-> pojawia się miłość
(emocje, uczucia) -> podrywam (działanie)
Niestety, rzecz nam się mocno skomplikowała poprzez różne
błędy poznawcze i pomieszanie emocji, bo, co tu dużo nie mówić, jest ich w nas
bardzo dużo. I tu wkracza nasz dzisiejszy superbohater – zarządzeni emocjami.
Przywitajmy go brawami.
Pierwotne rozumienie pojęcia
Gdy się
wspomina o zarządzeniu emocjami, a nie wspomina się wcale tak często mówiąc o
psychologii, to kojarzy nam się z tym, żeby nie dać emocjom nas opanować. Żeby
nie dać stresowi nas zjeść, miłości nas zwariować a złości pochłonąć. Zapraszam
na fragment wykładu od 11 minuty:
Akurat w
tym wypadku rzecz jest banalna i nie wymaga dłuższego rozwodzenia się, choć
oczywiście naukowcy i terapeuci będą to wałkować i wałkować, właśnie dlatego,
że jest łatwe i powszechnie dostępne. Że trzeba się kontrolować. Trzeba mieć
jak najwyższy parametr samoregulacji, robić to, co chcemy robić. Mylę się?
Właśnie, że tak. Widzicie, bo są dwie rzeczy: jedna to samoregulacja (o niej
później na blogu) a zupełnie inna to kontrola nad wytwarzaniem i
nakierowywaniem emocji na działanie. To drugie za chwilę, teraz jeszcze dodam,
że większość psychologów w swoich terapiach (a przynajmniej w powszechnej
literaturze), jeśli w ogóle zajmuje się zarządzaniem emocjami to tylko, podkreślam TYLKO po to, żeby czemuś
się nie dać, żeby czegoś NIE zrobić, czego nie chcemy. A ja, jak zawsze, wezmę
rzecz od dupy strony.
![]() |
| Już starożytni o tym wiedzieli. A podobno psychologia zaczęła się w XIX wieku.... |
Mój pomysł!
Zobaczcie
jak wiele emocji przez Was przechodzi każdego dnia. Weźmy ten ukochany stres,
jak często się pojawia, jak często Was paraliżuje i sprawia, że coś nie idzie
jak powinno. Z drugiej strony zobaczcie ile razy Wam się czegoś danego dnia nie
chce robić, a czujecie, że warto. A teraz puśćcie wodzę fantazji i jak by to
było, gdyby przerzucić stres (Zarządzić tą emocją) tak, aby dopingował Was przy
rzeczach, których wam się nie chce, a nie objawiał się przy rzeczach ważnych.
Słowem, żeby był przydatny, żeby emocja powodowała działanie.
No i bardzo
podobnie z pozostałymi emocjami, uczuciami. Tak krótko po przykładach:
- Miłość niech powoduje
rozwój relacji z druga osobą, wzrost jej szczęścia
- Zainteresowanie, ciekawość
niech powoduje poznawanie osoby czy przedmiotu, uczenie się
- Złość, smutek niech nam
uświadomią, że coś jest źle i zmotywują do konkretnej poprawy przyczyny
problemu
- Pożądanie seksualne niech
nas zmotywuje do seksu a nie do porno czy masturbacji.
- Nuda niech spowoduje, że zrobimy coś ciekawe (czytaj konstruktywnego)
![]() |
| Jak napisałem jednej z mistrzów podrywu: "Problem polega na tym, że zazwyczaj odwagi starcza wyłącznie na odważne spojrzenie." A ja Wam mówię, zarządźcie odpowiednio swoimi emocjami, bo łapanie za tyłki jest spoko. |
Pan na włościach swej emocjonalności
Dobra,
jeśli wizja bycia władcą własnych emocji wygląda dla Was apetycznie czytajcie
dalej podręcznik początkującego lorda. Kilka pomysłów jak dojść do tego dość
enigmatycznego i całkiem trudnego do wyjaśnienia, acz bardzo potężnego stanu.
Władca własnych emocji. Człowiek, który dokładnie zna:
- Emocje jakie posiada.
Emocje jakie są w życiu, jakie odczuwamy. Zdradzę tylko, że jest ich
nieskończenie wiele.
- To, co powoduje emocje w
nas. Czyli nie tylko nazywamy emocje, ale nazywamy też bodźce, od których
się rodzą.
- Ilość i moc stanów
afektywnych w sobie.
- Efekty jakie każda z
emocji może powodować.
- Przyporządkowanie każdej
kolejnej emocji zadań, jakie będzie pełnić, do celów z jakich grup będzie
motywować.
![]() |
| Mniej więcej tak się poczujecie. |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz