poniedziałek, 16 czerwca 2014

Wewnętrzne źródła motywacji - Święto Boga, początek Mundialu

            Wracam do pisania refleksji, krótkich zapisów moich myśli. Oczywiście oprócz refleksji w postach cotygodniowych pojawiać się będzie solidna dawka psychologii i może jakieś bonusy. Pierwsza refleksja dotyczy komentarza pod poprzednim postem. Może nie tyle jego samego, co istoty mojego blogowania. Nie jest nią zdobycie jak największej liczby lajkujących, obserwujących, czytających. Nie jest nią pisanie czegoś cudownego, wspaniałego, odkrywczego, twórczego, niesamowitego, zapierającego dech w piersiach, kolorowego, oczojebnego itd. Co nią jest, widać tu: http://alekpoeta.blogspot.com/2014/01/30122013-5012014.html
            Jeśli ktoś nie ma żadnych problemów ze swoim życiem, ze sobą lub przynajmniej tak uważa, niech nie czyta. W ogóle. Nic. Tylko program telewizyjny.

            Jeśli ktoś jest cudowny i wykształcony i uważa, że to, o czym pisze jest oczywiste i łatwe, to się cieszę. Niech pójdzie krok dalej. Niech poobserwuje ludzi i nazwie ich zachowania tymi terminami, niech je zdefiniuje, zobaczy, że są prawdziwe, a jak uzna, że się mylę, niech polemizuje. Psychologia jest taką nauką, że z obiektem obserwacji mamy styczność bardzo często, więc można się pokłócić. Jak już to zrobi, to niech jeszcze, na końcu, zastosuje to, o czym piszę, żeby stać się lepszym człowiekiem. Skuteczniejszym, piękniejszym, milszym czy jakim tam chce.

Wewnętrzne źródła motywacji

            Wewnętrzne źródła motywacji to temat o tyle trudny, co przydatny. Znajomość zagadnienia da nam możliwość samomotywowania się, co przy osiągnięciu wysokiego poziomu tej zdolności jest prostą drogą do sukcesu, gdyż bardzo chcemy go osiągnąć. Emocje są tu kluczem, bez nich bowiem ani rusz. W tym tekście napiszę nie tylko o tym jak wzbudzić w sobie emocje, ale także jak korzystać w tym procesie ze środowiska zewnętrznego.
            Dobra, dużo wątków z poprzedniego wpisu będzie się powtarzać, ale różnica będzie taka, że tym razem ich istnienie będzie pochodzić z NASZEGO, WŁASNEGO, NIEZALEŻNEGO myślenia, a nie ze źródeł zewnętrznych. A jeśli od nas, to mamy sporą władzę, żeby to zmodyfikować. A to już miodzio.

Przygotowania świata zewnętrznego

            Ok, to jest niezwiązane z tematem, ale uważam, że należy wspomnieć o tym, że choć bodźce ze świata zewnętrznego na nas wpływają i warunkują nasze zachowania, to możemy to środowisko zewnętrzne zmienić. Siła, z jaką robią to nasi znajomi, rodzina, szef czy polityka kraju jest całkiem spora, o czym zresztą pisałem tydzień temu. Jednak środowisko niekiedy trudno zmienić, a my szukamy rozwiązań łatwych i skutecznych, więc…obejrzyjmy trochę filmików motywacyjnych, posłuchajmy ludzi sukcesy, skorzystajmy z tego, co oferuje nam cały świat zewnętrzny.
Nie zawsze można zmienić środowisko. ;) 

Kochanie, wychłoszcz mnie, przypaliłam ziemniaki.

            Nie tylko zmiana środowiska, ale przystosowanie go pod siebie. Zmiana podejścia tak, aby bodźce zewnętrzne wywoływały odpowiednie emocje to rzecz trudna i często niepotrzebnie forsowana przez terapeutów behawioralnych, ale jeśli coś widać, widać też możliwość łatwej zmiany, to dlaczego nie skorzystać? Jak? Standardowo, karamy się i nagradzamy lub (ekstremum - warto spróbować) prosimy kogoś, żeby to zrobił za nas i wtedy zmieniamy podejście. Oczywiście trzeba uważać ze stresem i nie forsować tej metody, bo efekt może być żaden bądź odwrotny.
            Trochę sucho, więc kilka powszechnych przykładów zmiany postawy za pomocą zachowań:
  • chcąc się zmusić do regularnych ćwiczeń fizycznych za każdą wykonana serię nagradzamy się relaksem przy telewizorze/komputerze.
  • za każde ulegnięcie nałogowi (alkoholowemu, narkotykowemu, papierosowemu, serialowemu itp.) karamy się czy to fizycznie (ból, ćwiczenia) czy odbierając sobie na jakiś czas przyjemności.
  • Mój ulubiony przykład. Nagradzanie osoby, z którą jesteśmy w relacji koleżeńskiej i wyżej za wykonywanie tego, o co ja prosimy (np. głaskaniem, przytuleniem, uśmiechem, komplementem) i kranie za to, że czegoś nie zrobiła (smutkiem, odmówieniem spełnienia jej prośby, fochem, karami cielesnymi)
Najważniejsze, aby za KAŻDĄ czynność nagradzać się i karać, aby nagrody i kary odpowiednio wywoływały pozytywne i negatywne emocje (muszą być emocje związane z karą i nagroda, nie może to być pusty rytuał!), były adekwatne do osiągnięć.  Fajnym sposobem jest nadanie danej czynności czy przedmiotowi wagi kary czy nagrody. Po ludzku to niemożliwe, a w psychologii owszem. Przykłady par exellance rzeczy, które mogą być zarówno karami jak i nagrodami: seks, śmierć, ból własny i zadawany drugiej osobie, Multipla, 3 z pracy klasowej (szkoła), miłość drugiej osoby do Ciebie. Wtedy behawioralnie zaczniemy lubić wykonywać daną czynność i stanie się ona dla nas nie tylko pożyteczna, ale i przyjemna. Oczywiście nie zawsze działa, czasem działa, więc o tym piszę. Ale są lepsze metody!

Kary i nagrody, ileż można?!

            Dalej siedzimy ze Skinnerem. Kary i nagrody mogą wpłynąć nie tylko na zmianę postawy wobec danego bodźca tak, że by wywoływał o nas pożądane emocje, ale także (o, oczywistości!) motywują do bezpośredniego działania. Słynne warunkowanie sprawcze. Wtedy od razu stają się dla nas źródłem emocjonalnym, czyli motywują. Wewnętrznie, bo  wyznaczamy je i wykonujemy z własnej woli (niekoniecznie samemu, można to zlecić drugiej osobie).

„Jak będziesz za dużo myślał, to myśliwym zostaniesz.”

            Dobra, przechodzimy z behawioralnej do humanistycznej, a to już o wiele bardziej moje klimaty. Każdy człowiek ma jakieś myśli, pomysły, koncepcje i to one w dużej mierze kształtują jego zachowanie. Jak pomyślimy, żeby kogoś zabić, to to robimy. Jak pomyślimy, że jesteśmy beznadziejni, to z czasem utwierdzamy się w tym przekonaniu. Dlatego jeśli chcemy, żeby się nam coś udało, trzeba myśleć, że nam się uda – w ten sposób zwiększamy szanse. Jeśli chcemy być pewnymi siebie, to myślimy o sobie, że jesteśmy fajni. To działa! Oczywiście jeśli wykonamy odpowiednią liczbę powtórzeń. Rzecz jasna, myślenie to nie wszystko, trzeba jeszcze działać.
            Jak to się ma do motywacji? Zmienienie myśli, utrzymywanie odpowiednich i zatrzymywanie nieodpowiednich w takli sposób, by wytworzyć podejście nakierowane na działanie. Wiem, brzmi enigmatycznie. Już wyjaśniam. Zmiana myślenia -> zmiana podejścia (czytaj. Zmiana emocji wytwarzanych przez bodźce) -> nowe emocje motywujące do działania.

„Kiedyś wiele rzeczy uznawano za niewykonalne do czasu aż ktoś ich nie dokonał." 

            Dyscyplina myśli pomoże nam jeszcze w inny sposób. Mianowicie, stawiając sobie cel przed oczy, automatycznie pojawiają się emocje powodujące, że chcemy go osiągnąć. Jeśli myślimy o tym, żeby poderwać ładną dziewczyną, to zaczynamy się pocić, stresować, co ma nas doprowadzić do zrealizowania zamierzenia. Jednak projekcja sukcesu, żeby była bardziej efektywna musi mieć kilka elementów:
  • Wyliczenie zalet osiągniętego celu.
  • Wytyczenie dokładnej drogi tudzież znalezienie pomysłu na wykonanie zadania.
  • Świadomość, że dany cel jest w zasięgu ręki, że możemy go osiągnąć. Inaczej pozostanie tylko niespełnionym marzeniem, jakich wiele.
"Nikt mi nie powie, że maszyna może latać!" 

 „Weź się za siebie”

…a dalej pójdzie z górki. Tudzież „zacząć to połowa sukcesu.” Coś w tym jest. Gdy w końcu się zmusimy to rozpoczęcia pisania artykułu na bloga, to jakoś go kończymy. Dlaczego? Tu po raz kolejny pojawia się teoria celów, zgodnie z którą każda kolejna literka, wyraz, zdanie daje nam odrobinkę emocji, które motywują. Dlatego właśnie najtrudniej zacząć, bo trzeba znaleźć motywację niewynikającą z osiągania celów tylko z innego źródła. Oczywiście, zawsze coś innego może nam się wydać bardziej atrakcyjne, wtedy przerwiemy pracę i nigdy do niej nie wrócimy. Dlatego warto zaczynać rozmaite inicjatywy – w trakcie okaże się czy są, mniej więcej, godne naszego wysiłku. 
Za tydzień kontynuacja tematu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz