Wracam do pisania refleksji,
krótkich zapisów moich myśli. Oczywiście oprócz refleksji w postach cotygodniowych
pojawiać się będzie solidna dawka psychologii i może jakieś bonusy. Pierwsza refleksja
dotyczy komentarza pod poprzednim postem. Może nie tyle jego samego, co istoty
mojego blogowania. Nie jest nią zdobycie jak największej liczby lajkujących,
obserwujących, czytających. Nie jest nią pisanie czegoś cudownego, wspaniałego,
odkrywczego, twórczego, niesamowitego, zapierającego dech w piersiach, kolorowego,
oczojebnego itd. Co nią jest, widać tu: http://alekpoeta.blogspot.com/2014/01/30122013-5012014.html
Jeśli ktoś nie ma żadnych problemów
ze swoim życiem, ze sobą lub przynajmniej tak uważa, niech nie czyta. W ogóle.
Nic. Tylko program telewizyjny.
Jeśli ktoś jest cudowny i
wykształcony i uważa, że to, o czym pisze jest oczywiste i łatwe, to się
cieszę. Niech pójdzie krok dalej. Niech poobserwuje ludzi i nazwie ich
zachowania tymi terminami, niech je zdefiniuje, zobaczy, że są prawdziwe, a jak
uzna, że się mylę, niech polemizuje. Psychologia jest taką nauką, że z obiektem
obserwacji mamy styczność bardzo często, więc można się pokłócić. Jak już to zrobi,
to niech jeszcze, na końcu, zastosuje to, o czym piszę, żeby stać się lepszym
człowiekiem. Skuteczniejszym, piękniejszym, milszym czy jakim tam chce.
Wewnętrzne źródła motywacji
Wewnętrzne
źródła motywacji to temat o tyle trudny, co przydatny. Znajomość zagadnienia da
nam możliwość samomotywowania się, co przy osiągnięciu wysokiego poziomu tej
zdolności jest prostą drogą do sukcesu, gdyż bardzo chcemy go osiągnąć. Emocje
są tu kluczem, bez nich bowiem ani rusz. W tym tekście napiszę nie tylko o tym
jak wzbudzić w sobie emocje, ale także jak korzystać w tym procesie ze
środowiska zewnętrznego.
Dobra, dużo
wątków z poprzedniego wpisu będzie się powtarzać, ale różnica będzie taka, że
tym razem ich istnienie będzie pochodzić z NASZEGO, WŁASNEGO, NIEZALEŻNEGO
myślenia, a nie ze źródeł zewnętrznych. A jeśli od nas, to mamy sporą władzę,
żeby to zmodyfikować. A to już miodzio.
Przygotowania świata zewnętrznego
Ok, to jest
niezwiązane z tematem, ale uważam, że należy wspomnieć o tym, że choć bodźce ze
świata zewnętrznego na nas wpływają i warunkują nasze zachowania, to możemy to
środowisko zewnętrzne zmienić. Siła, z jaką robią to nasi znajomi, rodzina,
szef czy polityka kraju jest całkiem spora, o czym zresztą pisałem tydzień
temu. Jednak środowisko niekiedy trudno zmienić, a my szukamy rozwiązań łatwych
i skutecznych, więc…obejrzyjmy trochę filmików motywacyjnych, posłuchajmy ludzi
sukcesy, skorzystajmy z tego, co oferuje nam cały świat zewnętrzny.
| Nie zawsze można zmienić środowisko. ;) |
Kochanie, wychłoszcz mnie, przypaliłam ziemniaki.
Nie tylko
zmiana środowiska, ale przystosowanie go pod siebie. Zmiana podejścia tak, aby
bodźce zewnętrzne wywoływały odpowiednie emocje to rzecz trudna i często
niepotrzebnie forsowana przez terapeutów behawioralnych, ale jeśli coś widać,
widać też możliwość łatwej zmiany, to dlaczego nie skorzystać? Jak?
Standardowo, karamy się i nagradzamy lub (ekstremum - warto spróbować) prosimy
kogoś, żeby to zrobił za nas i wtedy zmieniamy podejście. Oczywiście trzeba
uważać ze stresem i nie forsować tej metody, bo efekt może być żaden bądź
odwrotny.
Trochę
sucho, więc kilka powszechnych przykładów zmiany postawy za pomocą zachowań:
- chcąc się zmusić do
regularnych ćwiczeń fizycznych za każdą wykonana serię nagradzamy się
relaksem przy telewizorze/komputerze.
- za każde ulegnięcie
nałogowi (alkoholowemu, narkotykowemu, papierosowemu, serialowemu itp.)
karamy się czy to fizycznie (ból, ćwiczenia) czy odbierając sobie na jakiś
czas przyjemności.
- Mój ulubiony przykład.
Nagradzanie osoby, z którą jesteśmy w relacji koleżeńskiej i wyżej za
wykonywanie tego, o co ja prosimy (np. głaskaniem, przytuleniem,
uśmiechem, komplementem) i kranie za to, że czegoś nie zrobiła (smutkiem, odmówieniem
spełnienia jej prośby, fochem, karami cielesnymi)
Najważniejsze, aby za KAŻDĄ czynność nagradzać się i karać,
aby nagrody i kary odpowiednio wywoływały pozytywne i negatywne emocje (muszą
być emocje związane z karą i nagroda, nie może to być pusty rytuał!), były
adekwatne do osiągnięć. Fajnym sposobem
jest nadanie danej czynności czy przedmiotowi wagi kary czy nagrody. Po ludzku
to niemożliwe, a w psychologii owszem. Przykłady par exellance rzeczy, które
mogą być zarówno karami jak i nagrodami: seks, śmierć, ból własny i zadawany
drugiej osobie, Multipla, 3 z pracy klasowej (szkoła), miłość drugiej osoby do
Ciebie. Wtedy behawioralnie zaczniemy lubić wykonywać daną czynność i stanie
się ona dla nas nie tylko pożyteczna, ale i przyjemna. Oczywiście nie zawsze
działa, czasem działa, więc o tym piszę. Ale są lepsze metody!
Kary i nagrody, ileż można?!
Dalej
siedzimy ze Skinnerem. Kary i nagrody mogą wpłynąć nie tylko na zmianę postawy
wobec danego bodźca tak, że by wywoływał o nas pożądane emocje, ale także (o,
oczywistości!) motywują do bezpośredniego działania. Słynne warunkowanie
sprawcze. Wtedy od razu stają się dla nas źródłem emocjonalnym, czyli
motywują. Wewnętrznie, bo wyznaczamy je
i wykonujemy z własnej woli (niekoniecznie samemu, można to zlecić drugiej
osobie).
„Jak będziesz za dużo myślał, to myśliwym zostaniesz.”
Dobra,
przechodzimy z behawioralnej do humanistycznej, a to już o wiele bardziej moje
klimaty. Każdy człowiek ma jakieś myśli, pomysły, koncepcje i to one w dużej
mierze kształtują jego zachowanie. Jak pomyślimy, żeby kogoś zabić, to to
robimy. Jak pomyślimy, że jesteśmy beznadziejni, to z czasem utwierdzamy się w
tym przekonaniu. Dlatego jeśli chcemy, żeby się nam coś udało, trzeba myśleć,
że nam się uda – w ten sposób zwiększamy szanse. Jeśli chcemy być pewnymi
siebie, to myślimy o sobie, że jesteśmy fajni. To działa! Oczywiście jeśli
wykonamy odpowiednią liczbę powtórzeń. Rzecz jasna, myślenie to nie wszystko,
trzeba jeszcze działać.
Jak to się
ma do motywacji? Zmienienie myśli, utrzymywanie odpowiednich i zatrzymywanie
nieodpowiednich w takli sposób, by wytworzyć podejście nakierowane na
działanie. Wiem, brzmi enigmatycznie. Już wyjaśniam. Zmiana myślenia ->
zmiana podejścia (czytaj. Zmiana emocji wytwarzanych przez bodźce) -> nowe
emocje motywujące do działania.
„Kiedyś wiele rzeczy uznawano za niewykonalne do czasu aż ktoś ich nie dokonał."
Dyscyplina
myśli pomoże nam jeszcze w inny sposób. Mianowicie, stawiając sobie cel przed
oczy, automatycznie pojawiają się emocje powodujące, że chcemy go osiągnąć.
Jeśli myślimy o tym, żeby poderwać ładną dziewczyną, to zaczynamy się pocić,
stresować, co ma nas doprowadzić do zrealizowania zamierzenia. Jednak projekcja
sukcesu, żeby była bardziej efektywna musi mieć kilka elementów:
- Wyliczenie zalet
osiągniętego celu.
- Wytyczenie dokładnej drogi
tudzież znalezienie pomysłu na wykonanie zadania.
- Świadomość, że dany cel jest w zasięgu ręki, że możemy go osiągnąć. Inaczej pozostanie tylko niespełnionym marzeniem, jakich wiele.
![]() |
| "Nikt mi nie powie, że maszyna może latać!" |
„Weź się za siebie”
…a dalej pójdzie z górki. Tudzież „zacząć to połowa
sukcesu.” Coś w tym jest. Gdy w końcu się zmusimy to rozpoczęcia pisania
artykułu na bloga, to jakoś go kończymy. Dlaczego? Tu po raz kolejny pojawia
się teoria celów, zgodnie z którą każda kolejna literka, wyraz, zdanie daje nam
odrobinkę emocji, które motywują. Dlatego właśnie najtrudniej zacząć, bo trzeba
znaleźć motywację niewynikającą z osiągania celów tylko z innego źródła.
Oczywiście, zawsze coś innego może nam się wydać bardziej atrakcyjne, wtedy przerwiemy pracę i nigdy do niej nie wrócimy. Dlatego warto zaczynać rozmaite
inicjatywy – w trakcie okaże się czy są, mniej więcej, godne naszego wysiłku.
Za tydzień kontynuacja tematu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz