niedziela, 18 sierpnia 2013

12-18.08.2013

Wróciłem z Ukrainy z szeregiem refleksji, które mam zamiast upiśmiennić tego tygodnia. Jadę na wakacje do babci; z komputerem, ale starym, bez większości gier i internetu. Będę się uczył gotować, czytał do szkoły i spisywał myśli i fantazje. Teraz, ze względu na internet właśnie mam dla was tylko jeden tekst, pisany właśnie na wycieczce…

Refleksja 88 – Refleksje Lwowskie

            Załamany kolejną własną, wewnątrzosobową, samoregulacyjna porażką („Co może ktoś taki jak ja dokonać? Ktoś kto sam siebie zawiódł znów?”), w hotelu na przedmieściach Lwowa, słuchając najskuteczniejszego antydepresanta w postaci listy „Pocieszcie, pocieszcie!” doszedłem do metafizycznego, ponadnaukowego wniosku. Zacznijmy jednak od psychologii. Erik Erikson (chyba powieszę sobie w pokoju jego portret) stwierdził, że znajduję się w fazie rozwoju psychospołecznego, w której wybieram sobie, znając wiele wzorców swoje poglądy, kształtuję swoją tożsamość. Wybrałem ją świadomie, jednocześnie wiedząc o własnej słabości i ułomności, o tym, że nigdy nie będę postępował zgodnie z jej ideałami. Nigdy, bo jestem ułomny, słaby, jestem człowiekiem. Natomiast z całych moich samoregulacyjnych sił walczę o to by ja obecne stało się tym idealnym, dążę do ideału osobowościowego. I tu koniec nauki.
            Tego dążenia nie da się bowiem opisać teorią psychologiczną (co uwielbiam robić); jest ono zbyt złożone, za trudne, niepoznane, emocjonalne. Najważniejszą jego płaszczyzną jest duchowość – dążenie do życia bez grzechu, do świętości. Objawia się ono nie tylko w zgłębiana prawa kanonicznego czy innych tekstów religijnych, a także, a nawet przede wszystkim w największej i najpiękniejszej przygodzie życia – poznawaniu tego cudownego, niesamowitego, barwnego świata i poznawaniu ludzi go zamieszkujących, jego historii oraz rozwoju swojej postaci. Najlepszy rpg ever. Poznawaniu i patrzeniu z teologicznego, psychologicznego, społecznego, ekonomicznego, emocjonalnego, spontanicznego i wszystkich innych nieskończenie wielu punktów widzenia. Bogacenie się, rozwój, spełnianie marzeń, osiąganie co raz to trudniejszych celów – to esencja życia! Takie zachowanie prowadzi do wzrostu szczęścia i zmniejszenia częstotliwości występowania oraz siły takich załamań. Mimo to, występują.
Jest też strach, że kiedyś wydarzy się coś, co zatrzyma rozwój, cofnie mnie i przekreśli marzenia. I nie jakiś czynnik zewnętrzny, ale sprawa wewnętrzna, zależna ode mnie. Że będę za słaby by nad sobą zapanować. I tu jedyna nadzieja w Jezusie, bo na pewne rzeczy nie ma się wpływu. Z czasem nauka wyjaśnia coraz więcej i więcej zjawisk, ale to zawsze będzie za mało. Człowiek musi nauczyć się poznawać i rozumem i emocjami, sercem, wiarą. Wyznawanie religii to spełnienie szeregu potrzeb, co daje olbrzymi wzrost szczęścia inteligencji poznawczej i emocjonalnej.
Mamy tendencję do ufania sobie, liczenia na siebie i dobrze, bo w istocie powinniśmy mieć na siebie samych duży wpływ. Zapominamy często jednak o niepewnościach, nieoznaczonościach, nieścisłościach i o jakże potężnej, ludzkiej ułomności. Pokora. Czasem nadzieję pokładamy w instynkcie, żyjemy uczuciami czy trzymamy się jakieś doktryny poglądów. Wszystko to drogi prowadzące do celu. Żeby jednak umieć siebie w tym odnaleźć potrzebujemy mapy, która powie nam, w którym momencie jaką drogą iść, czyli co robić by zrealizować cel, jak patrzeć by posiąść mądrość. I ta mapą jest…(i tu niespodzianka)…odpowiednie spełnianie własnych potrzeb na czele z najważniejszą, wynikającą z samej istoty człowieczeństwa – potrzebą kontaktu z Bogiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz