Ledwo co zacząłem
pisać o relacjach międzyludzkich a już daje to efekty. Mili moi czytelnicy,
zaprawdę powiadam Wam, pierwej praca nad sobą, a następnie nad umiejętnością
odpowiedniej prezentacji i….masakrujecie. Np.
"masz takie niezwykłe podejście do życia, zwracasz
uwagę na to, co przez innych pozostaje niezauważone i postrzegasz świat tak...
nie potrafię tego wyrazić słowami...
w każdym razie..
jesteś już moim autorytetem
i dlatego mam do Ciebie kilka pytań
po prostu interesuje mnie to, a jaki sposób je postrzegasz"
w każdym razie..
jesteś już moim autorytetem
i dlatego mam do Ciebie kilka pytań
po prostu interesuje mnie to, a jaki sposób je postrzegasz"
No tak, cudnie. To jedna osoba. Ale
nie tylko ja jako osoba, albowiem mam wiele oblicz. Jedno, moje szkolne,
naukowe (przeszedłem 1. Etap Olimpiady Historycznej!), drugie towarzyski (prace
trwają, jest coraz lepiej no i blog. Zasadniczo to tak, chcę dostawać jak
najwięcej takich opinii: „Nie spałam i czytałam. Całego bloga.”. Może
nie tyle, że promuję brak snu, ale na pewno blog nie jest usypiający. Zarobiłem
już na nim całego grosza. Powiecie, że mało, ale ja powiem, że od czegoś trzeba
zacząć. W związku z tym, proszę usilnie wszystkich czytających o czytanie, subskrybowanie (ważne, bo
behawioralnie motywuje do czytania, kolejne teksty jak zawsze, co niedzielę),
wysyłanie znajomym, komentowanie, wysyłanie mi opinii, upublicznianie tekstów
jak i linka do całości, szeroko rozumianą popularyzację. Motywuje mnie to do
działania w zakresie obserwacji i tworzenia relacji międzyludzkich, pisania coraz
lepszych zarówno wiedzowo jak i dziennikarsko tekstów. Niesamowicie motywuje.
W refleksjach idziemy dalej z relacjami
interpersonalnymi. Skończyłem pisać ogólne spostrzeżenia, teraz zajmę się po
kolei potrzebami społecznymi jako takimi. Cały czas w głowie mam oczywiście
tworzenie portretów psychologicznych (jedno z drugim będzie się ładnie
uzupełniać) oraz oczywiście problemy świata współczesnego. Nie mogę za dużo tekstów
rzucać na tydzień, bo nikt tego nie przeczyta.
Cz.5 – potencjalne spełnianie potrzeb
Francesco Petrarka przez 30 lat
pisał sonetu do Laury – kobiety, którą widział raz w swoim życiu. Abstrahując
od egotycznych tendencji i, w dużej mierze, pozy autora, nie sposób nie zgodzić
się z twierdzeniem, że człowiek, z którym nie zawiązaliśmy żadnej relacji,
który nic nie powiedział, może na nas zrobić olbrzymie wrażenie. Dlaczego? Bo
może w przyszłości potencjalnie spełnić nasze potrzeby.
Zakochani często wyobrażają sobie
siebie z drugą osobą cos robiących np. uprawiających seks. Jest to nic innego
jak widzenie w drugiej osoby realizacji swoich potrzeb, w tym wypadku
seksualnych. Nie widzi tego, w drugiej osobie, która także ma narządy płciowe i
nawet lepszy materiał genetyczny, ale nie. Nic. Kwestia prezentacji
indywidualnej osobie.
Istnieje wiele kulturowych głównie,
ale także ewolucyjnych uwarunkowań dających nam wyobrażenie jakie i jak nasze
potrzeby dana osoba może spełniać. Są to np. wygląd, wiek, status społeczny,
płeć, więzi rodzinne, wykonywane czynności.
Wszystko spoko, ale teraz zajmę się najbardziej rozbudowanym czynnikiem,
który na to wpływa, mianowicie relacją.
Wszystkie bodźce są ważne,
kształtują obraz osoby. Jednak to w jaki sposób się ona zaprezentuje, co pokaże
i jak to pokaże. Dzięki odpowiednim nawiązaniu relacji, jak już wspomniałem,
można zdefiniować odpowiedni poziom relacji. Odbywa się to przez realizowanie
potrzeb. A spełniając odpowiednie, stajemy się ich potencjalnym źródłem.
Ludzie dbają o innych nie za to, co
dla nich zrobili, ale za to, co mogą zrobić. Często jest to tożsame. Skoro dał
mi tysiąc złotych na ubrania, to pewnie da jeszcze raz, więc się o niego
postaram. Wdzięczność wdzięcznością, ale….no właśnie. Dbają w odpowiedni
sposób, mniej lub bardziej. I tu jest kluczowa sprawa – definiowanie poziomu
relacji.
Refleksja 92 – relacje międzyludzkie dwojga osób w ujęciu społecznym
Dalej zmagam się z problemem relacji
międzyludzkich. Tym razem opiszę ów problem w kontekście całego społeczeństwa
współczesnego, które nastawione jest na rozrywkę. Kierując się prądami
społecznym ludzie w swej prawdziwie niewielkiej świadomości spełniają potrzeby,
które są już usatysfakcjonowane, nadrealizując je i popadając w uzależnienia.
Są to m. in. potrzeby; seksu, przyjemności, bogacenia się, pracy. Lubią też
zapominać o świecie. Zaniedbują za to głębsze potrzeby, które da się nawiązać
tylko za pomocą intymnych relacji opartych o zaufanie. Prowadzi to do
mniejszego poziomu szczęści i wielu powszechnych problemów świata
współczesnego.
Dość dziwnie prądy kulturowe
ukształtowały priorytety człowieka, jeśli chodzi o potrzeby. Podstawowym
wyznacznikiem jest to, by móc sprzedać możliwie jak najwięcej towarów i usług
związanych z zaspokajaniem potrzeb w ogóle, a w tej konkretnej sytuacji tych
społecznych. Rzeczy dające przyjemność (głownie alkohol, przekąski, stąd
promocja imprezowego stylu życia), zaspokajające nasz popęd seksualny (porno)
czy dające poczucia bycia ważnym (np. drogie, markowe ubrania, najnowsze technologie)
sprzedają się doskonale. No i to szczęścia, jak już wiemy, nie daje za wiele, aczkolwiek
w obszarze naszej świadomości właśnie tym potrzebom poświęcamy najwięcej uwagi.
Co ciekawe, owe tendencje odbiły się
nie tylko na naszym „ekonomicznym” życiu. Spowodowały one ewolucję kontaktów
międzyludzkich w ogóle. Możliwość zapewnienia sobie względnego zaspokojenia
wielu potrzeb społecznych dzięki pieniądzom spowodowała, że ludzie przestali
mieć znaczenie. Nadrealizacja kilku potrzeb dała pozór zaspokojenia innych,
zapomnieliśmy o tych społecznych, a one nadal istnieją, wpisane w istotę
naszego człowieczeństwa.
Efektami są wciąż spadająca liczba
przyjaźni, zwiększająca się liczba rozwodów, liberalizacja seksualności,
niszczenie instytucji rodziny czy szukanie nowych wrażeń seksualnych i
obyczajowych m. in. poprzez nowe sposoby seksualności czy homoseksualizm.
Oczywiście większa ilość ludzi też się przyczyniła do tego, że mamy takie
podstawowe potrzeb społeczne spełnione i tym bardziej owych wyższych,
trudniejszych nie widzimy. A właśnie ich zaspokajanie dałoby dość spory dodatek
do szczęścia. O samych potrzebach opowiem w kolejnym tekście. Tam je wymienię,
powiem jak zaspokajać i z czym się wszystko wiąże.
Oczywiście nie tylko negatywy.
Ogólnie duża liczba osób wokół sprawia, że nie czujemy się osamotnieni. W razie
totalnego braku umiejętności interpersonalnych łatwiej jest nam je zaspokoić,
choćby nawet w sposób niezbyt celowy.
Zwierzę się – zawsze byłem
samotnikiem, nigdy nie lubiłem bycia w grupie. Wiecie, takie kółeczka na
przerwach to nie moja broszka. Z czasem nauczyłem się i cały czas się uczę
zasad relacji z ludźmi i stosuję w praktyce; idzie mi coraz lepiej. Towarzyskie
spotkania, rozmowy w grupach podczas tych 10 minut przerwy spełniają potrzebę
wypełnienia czasu czy przyjemności, czasem wymiany informacji. Potrzeb, które w
dzisiejszych czasach mamy już niemal doskonale spełnione. Ale robimy to, z
przyzwyczajenia zazwyczaj, dla nadrealizacji i usprawiedliwienia naszych
przyszłych narzekań odnośnie niesatysfakcjonującego nas życia towarzyskiego. Zamiast
tego warto by było trochę pomyśleć nad bardziej efektywnymi sposobami spędzania
czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz