niedziela, 13 października 2013

Początek Plusligi (7-13.10.2013)

Ledwo co zacząłem pisać o relacjach międzyludzkich a już daje to efekty. Mili moi czytelnicy, zaprawdę powiadam Wam, pierwej praca nad sobą, a następnie nad umiejętnością odpowiedniej prezentacji i….masakrujecie. Np.
"masz takie niezwykłe podejście do życia, zwracasz uwagę na to, co przez innych pozostaje niezauważone i postrzegasz świat tak... nie potrafię tego wyrazić słowami...
w każdym razie..
jesteś już moim autorytetem
i dlatego mam do Ciebie kilka pytań
po prostu interesuje mnie to, a jaki sposób je postrzegasz"
            No tak, cudnie. To jedna osoba. Ale nie tylko ja jako osoba, albowiem mam wiele oblicz. Jedno, moje szkolne, naukowe (przeszedłem 1. Etap Olimpiady Historycznej!), drugie towarzyski (prace trwają, jest coraz lepiej no i blog. Zasadniczo to tak, chcę dostawać jak najwięcej takich opinii: „Nie spałam i czytałam. Całego bloga.”. Może nie tyle, że promuję brak snu, ale na pewno blog nie jest usypiający. Zarobiłem już na nim całego grosza. Powiecie, że mało, ale ja powiem, że od czegoś trzeba zacząć. W związku z tym, proszę usilnie wszystkich czytających  o czytanie, subskrybowanie (ważne, bo behawioralnie motywuje do czytania, kolejne teksty jak zawsze, co niedzielę), wysyłanie znajomym, komentowanie, wysyłanie mi opinii, upublicznianie tekstów jak i linka do całości, szeroko rozumianą popularyzację. Motywuje mnie to do działania w zakresie obserwacji i tworzenia relacji międzyludzkich, pisania coraz lepszych zarówno wiedzowo jak i dziennikarsko tekstów. Niesamowicie motywuje.
            W refleksjach idziemy dalej z relacjami interpersonalnymi. Skończyłem pisać ogólne spostrzeżenia, teraz zajmę się po kolei potrzebami społecznymi jako takimi. Cały czas w głowie mam oczywiście tworzenie portretów psychologicznych (jedno z drugim będzie się ładnie uzupełniać) oraz oczywiście problemy świata współczesnego. Nie mogę za dużo tekstów rzucać na tydzień, bo nikt tego nie przeczyta.

Cz.5 – potencjalne spełnianie potrzeb

            Francesco Petrarka przez 30 lat pisał sonetu do Laury – kobiety, którą widział raz w swoim życiu. Abstrahując od egotycznych tendencji i, w dużej mierze, pozy autora, nie sposób nie zgodzić się z twierdzeniem, że człowiek, z którym nie zawiązaliśmy żadnej relacji, który nic nie powiedział, może na nas zrobić olbrzymie wrażenie. Dlaczego? Bo może w przyszłości potencjalnie spełnić nasze potrzeby.
            Zakochani często wyobrażają sobie siebie z drugą osobą cos robiących np. uprawiających seks. Jest to nic innego jak widzenie w drugiej osoby realizacji swoich potrzeb, w tym wypadku seksualnych. Nie widzi tego, w drugiej osobie, która także ma narządy płciowe i nawet lepszy materiał genetyczny, ale nie. Nic. Kwestia prezentacji indywidualnej osobie.
            Istnieje wiele kulturowych głównie, ale także ewolucyjnych uwarunkowań dających nam wyobrażenie jakie i jak nasze potrzeby dana osoba może spełniać. Są to np. wygląd, wiek, status społeczny, płeć, więzi rodzinne, wykonywane czynności.  Wszystko spoko, ale teraz zajmę się najbardziej rozbudowanym czynnikiem, który na to wpływa, mianowicie relacją.
            Wszystkie bodźce są ważne, kształtują obraz osoby. Jednak to w jaki sposób się ona zaprezentuje, co pokaże i jak to pokaże. Dzięki odpowiednim nawiązaniu relacji, jak już wspomniałem, można zdefiniować odpowiedni poziom relacji. Odbywa się to przez realizowanie potrzeb. A spełniając odpowiednie, stajemy się ich potencjalnym źródłem.
            Ludzie dbają o innych nie za to, co dla nich zrobili, ale za to, co mogą zrobić. Często jest to tożsame. Skoro dał mi tysiąc złotych na ubrania, to pewnie da jeszcze raz, więc się o niego postaram. Wdzięczność wdzięcznością, ale….no właśnie. Dbają w odpowiedni sposób, mniej lub bardziej. I tu jest kluczowa sprawa – definiowanie poziomu relacji.

Refleksja 92 – relacje międzyludzkie dwojga osób w ujęciu społecznym

            Dalej zmagam się z problemem relacji międzyludzkich. Tym razem opiszę ów problem w kontekście całego społeczeństwa współczesnego, które nastawione jest na rozrywkę. Kierując się prądami społecznym ludzie w swej prawdziwie niewielkiej świadomości spełniają potrzeby, które są już usatysfakcjonowane, nadrealizując je i popadając w uzależnienia. Są to m. in. potrzeby; seksu, przyjemności, bogacenia się, pracy. Lubią też zapominać o świecie. Zaniedbują za to głębsze potrzeby, które da się nawiązać tylko za pomocą intymnych relacji opartych o zaufanie. Prowadzi to do mniejszego poziomu szczęści i wielu powszechnych problemów świata współczesnego.  
            Dość dziwnie prądy kulturowe ukształtowały priorytety człowieka, jeśli chodzi o potrzeby. Podstawowym wyznacznikiem jest to, by móc sprzedać możliwie jak najwięcej towarów i usług związanych z zaspokajaniem potrzeb w ogóle, a w tej konkretnej sytuacji tych społecznych. Rzeczy dające przyjemność (głownie alkohol, przekąski, stąd promocja imprezowego stylu życia), zaspokajające nasz popęd seksualny (porno) czy dające poczucia bycia ważnym (np. drogie, markowe ubrania, najnowsze technologie) sprzedają się doskonale. No i to szczęścia, jak już wiemy, nie daje za wiele, aczkolwiek w obszarze naszej świadomości właśnie tym potrzebom poświęcamy najwięcej uwagi.
            Co ciekawe, owe tendencje odbiły się nie tylko na naszym „ekonomicznym” życiu. Spowodowały one ewolucję kontaktów międzyludzkich w ogóle. Możliwość zapewnienia sobie względnego zaspokojenia wielu potrzeb społecznych dzięki pieniądzom spowodowała, że ludzie przestali mieć znaczenie. Nadrealizacja kilku potrzeb dała pozór zaspokojenia innych, zapomnieliśmy o tych społecznych, a one nadal istnieją, wpisane w istotę naszego człowieczeństwa.
            Efektami są wciąż spadająca liczba przyjaźni, zwiększająca się liczba rozwodów, liberalizacja seksualności, niszczenie instytucji rodziny czy szukanie nowych wrażeń seksualnych i obyczajowych m. in. poprzez nowe sposoby seksualności czy homoseksualizm. Oczywiście większa ilość ludzi też się przyczyniła do tego, że mamy takie podstawowe potrzeb społeczne spełnione i tym bardziej owych wyższych, trudniejszych nie widzimy. A właśnie ich zaspokajanie dałoby dość spory dodatek do szczęścia. O samych potrzebach opowiem w kolejnym tekście. Tam je wymienię, powiem jak zaspokajać i z czym się wszystko wiąże.
            Oczywiście nie tylko negatywy. Ogólnie duża liczba osób wokół sprawia, że nie czujemy się osamotnieni. W razie totalnego braku umiejętności interpersonalnych łatwiej jest nam je zaspokoić, choćby nawet w sposób niezbyt celowy.

            Zwierzę się – zawsze byłem samotnikiem, nigdy nie lubiłem bycia w grupie. Wiecie, takie kółeczka na przerwach to nie moja broszka. Z czasem nauczyłem się i cały czas się uczę zasad relacji z ludźmi i stosuję w praktyce; idzie mi coraz lepiej. Towarzyskie spotkania, rozmowy w grupach podczas tych 10 minut przerwy spełniają potrzebę wypełnienia czasu czy przyjemności, czasem wymiany informacji. Potrzeb, które w dzisiejszych czasach mamy już niemal doskonale spełnione. Ale robimy to, z przyzwyczajenia zazwyczaj, dla nadrealizacji i usprawiedliwienia naszych przyszłych narzekań odnośnie niesatysfakcjonującego nas życia towarzyskiego. Zamiast tego warto by było trochę pomyśleć nad bardziej efektywnymi sposobami spędzania czasu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz