niedziela, 17 listopada 2013

4-17.11.2013

            Po raz kolejny na Muńcule przyszło mi obserwować parę. Wzbudziło to we mnie, rzecz jasna, tęsknotę za tym rodzajem relacji. No i zasmuciło. Dało także pozytywne obserwacje dotyczące ludzi i relacji ogólnie (miłość istnieje!). Podobnie cała wycieczka. Znów z opóźnieniem, ale wsio spisuję.
            Po czym jednak, dalej ich obserwując, doszedłem do wniosku, że sporo z tym problemów i najpierw faktycznie należałoby porządnie nauczyć się budować i definiować relację, a potem mocniej emocjonalnie zaangażować się w jedną, przecudną, unikalna relację zwaną małżeństwem. Po katolicku. Nawet za cenę uznania za dziwaka, napaleńca, eksperymentatora, egoisty czy dziwaka. Amen.
            Psychologio, kocham Cię! Daj mi moc pomagania ludziom, tworzenia relacji,  czynienia świata lepszym, zapobiegania niepotrzebnym emocjom, złu, czyli czynienia dobra. Niech ludzi obdarzą mnie zaufaniem, niech stanę się dla nich autorytetem i mnie słuchają, albowiem (chyba) mam rację.

Pięć języków miłości - dokończenie

Pięć języków miłości musi być odpowiednio używanych, aby spełniać potrzeby. Kluczem do ich skuteczności jest kreatywność i nieszablonowość. Dzięki takim działaniom ma bowiem wzrosnąć zadowolenie z relacji, jej intymność, a nie niechęć spowodowana zbytnim słodzeniem. Także kreatywność, wyczucie jak i co dokładnie spełniamy.

Emocjonalność relacji

          Zastawiałem się dlaczego dziewczyny, mimo często mniejszej zawartości merytorycznej konwersacji wolą rozmawiać same ze sobą niż z chłopakami, mężczyznami, znanymi z mięsistych wypowiedzi i błyskotliwych wniosków (oczywiście generalizując – makroskala) . Doszedłem do wniosku, że to z tego samego powodu, z którego kinomaniacy wolą oglądać filmy z napisami, a nie z lektorem. Powód zwie się emocje.
             W czasach prehistorycznych, gdy mowa nie była jeszcze rozwinięta, języki przeróżne, a pismo nie istniało, ludzie musieli się jakoś komunikować. Używali uniwersalnych gestów, ale przede wszystkim wyrażali swoje proste instynkty za pomocą emocji. Dziś robimy to samo, choć nasz kultura koncentruj się (i dobrze, bo to precyzyjne) na słowie. Jednak przekaz emocjonalny był jest i będzie ważnym elementem komunikatu.
            Cały problem polega by komunikatem przekazać emocje, które spełnią odpowiednie potrzeby. Emocjonalna zawartość komunikatu musi być odpowiednia dla odbiorcy, żeby ów komunikat doń trafił. O ile na wykładach czy prelekcjach ma to mniejsze (choć ma i warto się posiłkować), to w relacjach międzyludzkich odpowiedniość komunikatu emocjonalnego jest absolutną niezbędnością.
            Oczywiście, to nie czas i miejsce na to by pisać jakie emocje należy przekazywać i jak to robić by tworzyć konkretne relacje. Każdy z nas robi to mniej więcej intuicyjnie i dość dobrze. Ważnym jest nauczenie się, czy to z książek czy z życia jak rozpoznawać emocje u innych ludzi i jak przekazywać te odpowiednie. To w dużej mierze buduje komfort relacji, sprawia, że lubimy ze sobą rozmawiać.

Refleksja 96 – o podrywaniu

            „Wielka moc to także wielka odpowiedzialność”. To zdanie przyświecało mi, gdy zaczynałem się uczyć budować pięknie stałe relacje międzyludzkie, gdy odkrywałem ich tajniki, zgłębiałem je, stosowałem. Teraz, gdy osiągnąłem pewnie poziom umiejętności interpersonalnych, mogę nieskromnie powiedzieć: zadanie wykonane. A przynajmniej jego część, kilka mniejszych celów zdobytych. Wkład finansowy, emocjonalny, myślowy, fizyczny i czasowy dają efekty.
            Jest trudno, bardzo trudno. Nie ma ani za to ocen, ani pieniędzy. Tworzenie relacji nie podlega absolutnie żadnym ramom obiektywnej, matematycznej oceny. Nie zdobywa się tym pieniędzy, sławy, szacunku. Często narażam się na śmieszność, gdy mi się coś nie uda, muszę bardzo uważać by nie opowiadać o podrywaniu, choć ten temat tak bardzo mnie fascynuje, zajmuje…Jednak korzyści znacznie przewyższają wszelki wysiłek włożony w rozwijanie tego aspektu życia.
            Podryw nie polega na nauczeniu się i używaniu formułek, na wyglądzie czy nawet na osobach uczestniczących. Podryw polega na prezentowaniu siebie. Więcej, relacje polegają na prezentowaniu siebie i, co się rozumie naturalnie, zaspokajaniu wzajemnie swoich potrzeb. O tym właśnie piszę w serii refleksji o potrzebach społecznych.
Rzecz naturalna, wszystko wiąże się z psychologią. Gdy zaczynałem swoją przygodę z uwodzeniem, a było to w maju 2011, nie myślałem jeszcze na serio o założeniu bloga, o przyszłych relacjach, o innych, ściśle technicznych problemach z tym związanych. Czytałem pierwszą książkę z wypiekami na twarzy, chłonąłem ją, czułem, że to tego właśnie mi brakuje. Potem były próby, porażki, refleksje, próby, porażki, refleksje, próby, porażki, refleksje, o! - jakiś sukces. I tak małymi kroczkami, z wieloma rozczarowaniami po drodze zacząłem w końcu rozumieć pewne rzeczy, inaczej na nie patrzeć.
Z czasem pojawiły się inne problemy. Rozwinąłem się, zdobyłem szereg umiejętności w różnych dziedzinach – na tym polega postęp. Zarysowało się przede mną coraz więcej perspektyw, możliwości, dróg, pomysłów. Wszystko muszę równoważyć, potrzeby zaspokajać, pasje rozwijać. Mieć dystans, bo relacje są  bardzo płynne, różne czynniki na nie wpływają.
Trudna i wyboista jest droga do celu, zwłaszcza, gdy ten niesprecyzowany, a chęć na niego wielka. Problemów mnóstwo, ale pasja niesie przez zawirowania życia. Problemy przezwyciężam na biegu, przyswajając coraz to nową wiedzę i wykorzystując ją. Upewniam się w pasji, wiedząc, że to właśnie jest rzecz, którą chcę robić w przyszłości. To, czyli nie tyle stricte podryw, co poznawanie ludzi, rozmawiania z nimi, pomaganie w rozmaitych problemach, wpływanie na nich. Zaiste, to sprawia, że nie mogę spać po nocach, uczyć się, robić zadań do szkoły. Ludzie, najwspanialsze istoty stworzone „Na obraz i podobieństwo Boga”, kocham Was wszystkich! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz