Po raz kolejny na
Muńcule przyszło mi obserwować parę. Wzbudziło to we mnie, rzecz jasna,
tęsknotę za tym rodzajem relacji. No i zasmuciło. Dało także pozytywne
obserwacje dotyczące ludzi i relacji ogólnie (miłość istnieje!). Podobnie cała
wycieczka. Znów z opóźnieniem, ale wsio spisuję.
Po czym jednak, dalej ich
obserwując, doszedłem do wniosku, że sporo z tym problemów i najpierw
faktycznie należałoby porządnie nauczyć się budować i definiować relację, a
potem mocniej emocjonalnie zaangażować się w jedną, przecudną, unikalna relację
zwaną małżeństwem. Po katolicku. Nawet za cenę uznania za dziwaka, napaleńca,
eksperymentatora, egoisty czy dziwaka. Amen.
Psychologio, kocham Cię! Daj mi moc
pomagania ludziom, tworzenia relacji,
czynienia świata lepszym, zapobiegania niepotrzebnym emocjom, złu, czyli
czynienia dobra. Niech ludzi obdarzą mnie zaufaniem, niech stanę się dla nich
autorytetem i mnie słuchają, albowiem (chyba) mam rację.
Pięć języków miłości - dokończenie
Pięć języków miłości musi być odpowiednio używanych, aby spełniać
potrzeby. Kluczem do ich skuteczności jest kreatywność i nieszablonowość.
Dzięki takim działaniom ma bowiem wzrosnąć zadowolenie z relacji, jej
intymność, a nie niechęć spowodowana zbytnim słodzeniem. Także kreatywność,
wyczucie jak i co dokładnie spełniamy.
Emocjonalność relacji
W czasach prehistorycznych, gdy mowa
nie była jeszcze rozwinięta, języki przeróżne, a pismo nie istniało, ludzie
musieli się jakoś komunikować. Używali uniwersalnych gestów, ale przede
wszystkim wyrażali swoje proste instynkty za pomocą emocji. Dziś robimy to
samo, choć nasz kultura koncentruj się (i dobrze, bo to precyzyjne) na słowie.
Jednak przekaz emocjonalny był jest i będzie ważnym elementem komunikatu.
Cały problem polega by komunikatem
przekazać emocje, które spełnią odpowiednie potrzeby. Emocjonalna zawartość
komunikatu musi być odpowiednia dla odbiorcy, żeby ów komunikat doń trafił. O
ile na wykładach czy prelekcjach ma to mniejsze (choć ma i warto się
posiłkować), to w relacjach międzyludzkich odpowiedniość komunikatu
emocjonalnego jest absolutną niezbędnością.
Oczywiście, to nie czas i miejsce na
to by pisać jakie emocje należy przekazywać i jak to robić by tworzyć konkretne
relacje. Każdy z nas robi to mniej więcej intuicyjnie i dość dobrze. Ważnym
jest nauczenie się, czy to z książek czy z życia jak rozpoznawać emocje u
innych ludzi i jak przekazywać te odpowiednie. To w dużej mierze buduje komfort
relacji, sprawia, że lubimy ze sobą rozmawiać.
Refleksja 96 – o podrywaniu
„Wielka moc to także wielka
odpowiedzialność”. To zdanie przyświecało mi, gdy zaczynałem się uczyć budować
pięknie stałe relacje międzyludzkie, gdy odkrywałem ich tajniki, zgłębiałem je,
stosowałem. Teraz, gdy osiągnąłem pewnie poziom umiejętności interpersonalnych,
mogę nieskromnie powiedzieć: zadanie wykonane. A przynajmniej jego część, kilka
mniejszych celów zdobytych. Wkład finansowy, emocjonalny, myślowy, fizyczny i
czasowy dają efekty.
Jest trudno, bardzo trudno. Nie ma
ani za to ocen, ani pieniędzy. Tworzenie relacji nie podlega absolutnie żadnym
ramom obiektywnej, matematycznej oceny. Nie zdobywa się tym pieniędzy, sławy,
szacunku. Często narażam się na śmieszność, gdy mi się coś nie uda, muszę
bardzo uważać by nie opowiadać o podrywaniu, choć ten temat tak bardzo mnie
fascynuje, zajmuje…Jednak korzyści znacznie przewyższają wszelki wysiłek
włożony w rozwijanie tego aspektu życia.
Podryw nie polega na nauczeniu się i
używaniu formułek, na wyglądzie czy nawet na osobach uczestniczących. Podryw
polega na prezentowaniu siebie. Więcej, relacje polegają na prezentowaniu
siebie i, co się rozumie naturalnie, zaspokajaniu wzajemnie swoich potrzeb. O
tym właśnie piszę w serii refleksji o potrzebach społecznych.
Rzecz naturalna, wszystko wiąże się z psychologią. Gdy zaczynałem swoją
przygodę z uwodzeniem, a było to w maju 2011, nie myślałem jeszcze na serio o
założeniu bloga, o przyszłych relacjach, o innych, ściśle technicznych
problemach z tym związanych. Czytałem pierwszą książkę z wypiekami na twarzy,
chłonąłem ją, czułem, że to tego właśnie mi brakuje. Potem były próby, porażki,
refleksje, próby, porażki, refleksje, próby, porażki, refleksje, o! - jakiś
sukces. I tak małymi kroczkami, z wieloma rozczarowaniami po drodze zacząłem w
końcu rozumieć pewne rzeczy, inaczej na nie patrzeć.
Z czasem pojawiły się inne problemy. Rozwinąłem się, zdobyłem szereg
umiejętności w różnych dziedzinach – na tym polega postęp. Zarysowało się
przede mną coraz więcej perspektyw, możliwości, dróg, pomysłów. Wszystko muszę
równoważyć, potrzeby zaspokajać, pasje rozwijać. Mieć dystans, bo relacje
są bardzo płynne, różne czynniki na nie
wpływają.
Trudna i wyboista jest droga do celu, zwłaszcza, gdy ten
niesprecyzowany, a chęć na niego wielka. Problemów mnóstwo, ale pasja niesie
przez zawirowania życia. Problemy przezwyciężam na biegu, przyswajając coraz to
nową wiedzę i wykorzystując ją. Upewniam się w pasji, wiedząc, że to właśnie
jest rzecz, którą chcę robić w przyszłości. To, czyli nie tyle stricte podryw,
co poznawanie ludzi, rozmawiania z nimi, pomaganie w rozmaitych problemach,
wpływanie na nich. Zaiste, to sprawia, że nie mogę spać po nocach, uczyć się,
robić zadań do szkoły. Ludzie, najwspanialsze istoty stworzone „Na obraz i
podobieństwo Boga”, kocham Was wszystkich!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz