niedziela, 15 września 2013

Drugi tydzień zwykły – 9-15.09.2013

            Tydzień pełną parą, ale mnóstwo wolnego czasu – 1. Przywilej trzecioklasisty. Drugi to uśmiechy dziewcząt (i nie tylko) z klas pierwszych, gdy zagaduję. A trzeci, to rozgrzewka na rowerze (nie, nie stacjonarnym, prawdziwym) każdego chłodnego poranka. Jest cudnie. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby wszystkie osoby w intrentach przeczytały mojego bloga i stosowały go w swoich żywotach. Jest tez i dobra strona tego, że tak nie robią – ja staje się potężniejsi, a oni moimi potencjalnymi klientami, gdybym wybrał zawód psychologa.
            Zaiste wielka we mnie potrzeba rozmowy z ludźmi. Bzdura horrendalną, absolutna, totalna i całkowitą jest to, że osoby mądre, sławne i bogate nie sa samotne. Są bardziej wybredne, to raz, a dwa, to fakt, że ludzie zwyczajnie boja się blasku ich chwały i nawiązywania rozmów z nimi. Bynajmniej nie zamierzam zniżać się przez to do zwyczajności i płakać. O, nie! Mam swą godność twórcy i dumę z tego, kim jestem. Raczej zamierzam tak się wytrenować we własnej osobowości i relacjach międzyludzkich, żeby w pełni zaspokoić wszystkie swoje potrzeby z tym związane.
            Sam, wewnątrz, jestem smutny. Bo chciałbym wiele, a nie jestem w stanie, nie daję rady. Jedna z moich prywatnych rozmów z Jezusem (tu się pochwalę) brzmiała tak:
- Chciałbym to osiągnąć.
-Zmień „chciałbym” na „dążę aby” i wszystko będzie dobrze.
I to jest właśnie potęga podejścia!. Niech droga będzie spełnieniem, jak w utworze „Stalker” Jacka Kaczmarskiego. Życie jest piękne, fascynujące, cudowne, jak najlepszy cRPG jak pisałem w „W drodze”. W dzisiejszych czasach już, ze względu na dobrobyt, wiele rzeczy jest nam danym niejako z góry, przez co ich nie doceniamy. Pracując na coś ciężko, wreszcie zaczniemy to doceniać. Najlepsze gry, najbardziej zapadające w pamięć, to właśnie te na najtrudniejsze. Trudno o optymizm i chęć, gdy się nie udaje, ale, stety bądź nie, to jedyna, dobra droga (albowiem istnieje mnóstwo złych np. po krzywdzie drugiego człowieka).
Porządkując, jeśli chodzi o publikacje cyklów tekstów na blogu. Będę kontynuował, jeśli ktoś w ogóle pamięta, pisanie o portretach psychologicznych oraz dwa nowe działy: sztuka dyskusji oraz o relacjach międzyludzkich. Reszta nieco bardziej rozbudowanych refleksji jest skończona chyba, że wpadnę jeszcze na coś w tamtych tematach, to dopisze i upublicznię, natomiast nie sądzę, by tak było.

Refleksja – o relacjach międzyludzkich dwóch osób (wstęp)  

Moje myśli kierują się ku kolejnym polu psychologii, w którym ludzie, średnio, mają największą wiedzę, aczkolwiek oczywiście nie są wolni od błędów, mianowicie – relacji między ludzkich. Wiedzą najwięcej, bo działają w tym aspekcie poprzez rozmawianie czy inne współczynności. Diagnozując siebie, samoświadomie, doszedłem do wniosku, że brakuje mi, jak zapewne większość, znacznej większości ludzi tzw. 1. świata dobrych relacji międzyludzkich. Dobrych, czyli z odpowiednią ilością ludzi, na takim poziomie, takiej definicji relacji jaką chcemy.
Mimo niezwykle dużej ilości możliwości, popadamy, paradoksalnie, w coraz większą samotność. Rodzi się to, oczywiście, z kiepskiej proporcjonalności wysiłków do oczekiwań. Możemy zrobić stosunkowo małym nakładem sił coraz więcej czynności, ale relacje międzyludzkie od wieków pozostają niezmienne, ba, dziś jeszcze trudniej je dobrze rozwinąć, bo stajemy się coraz bardziej wybredni. Także raz, nie odrzucać, starać się rozmawiać z każdym, a dwa, utrzymywać relacje, nie wybrzydzać. Szczegóły w wielu moich refleksjach odnośnie psychologii jednostki, osobowości.
Związek, relacja dwóch osób polega, bazuje na wzajemnym zaspokajaniu swoich potrzeb. Okrutne, ale tak jest. Od stopnia zaspokajania potrzeb i ich rodzaju zależy kontekst relacji np. koleżeństwo, przyjaźń, romans, relacja nauczyciel-uczeń, fan-Justin Bieber etc. W relacji dwóch osób (takie tu będę tylko i wyłącznie rozpatrywać) możemy wyróżnić osobę dominującą i uległa w różnym stopniu. Osoba dominująca wychodzi z inicjatywami dotyczącymi relacji. Jeśli ilość tych inicjatyw jest mniej więcej równa, możemy mówić o relacji równoległej. Takie relacje są najlepsze, bo nie ma w nich tzw. mówienia jak do ściany.
            Żeby w ogóle doszło to jakiejkolwiek interakcji, potrzeba komunikatów, najlepiej werbalnych. Zdefiniowanie poziomu relacji przez osobę na samym początku dominującą. Musi ona, jakkolwiek okrutnie to brzmi, zaspokoić potrzeby zagadywanej osoby. Na szczęście nie jest to trudne; potrzeba przeżycia czegoś ciekawego, kontaktu z oryginalnym człowiekiem jest wiecznie nienasycona w dzisiejszym świecie. Zarówno potrzeby wypowiedziane jak i niewypowiedziane , uświadomione i nie. Umiejętność ich rozpoznania i zaspokojenia to rzecz kluczowa dla rozwoju relacji. Nie możemy się bowiem w niej koncentrować tylko na swoich potrzebach. Ani tylko na drugiej osobie, choć na początku właśnie na niej, by coś się zaczęło. A potem asertywnie, nie leniwie. Tak, właśnie tak, szczegóły później.

Cz.1 – miejsca

            Ludzi możemy poznać i zagadać nieomalże wszędzie. Jest to, owszem, trudniejsze bądź łatwiejsze ze względu na logistyką, język czy nastawienie, natomiast możliwość istnieje. Ba, są specjalne miejsca, gdzie ludzie przychodzą, przynajmniej w założeniu, po to by się poznać. Spokojnie, opisze, jedno, drugi i jeszcze kilka.
            Zacznijmy od tzw. normalnych miejsc, gdzie się poznają ludzie i zawierają relacje. Są to miejsca związane z wykonywanymi przez nich wspólnymi czynnościami np. praca, wycieczka, szkoła. W niektórych, bardziej oficjalnych, z większą liczbą uczestników, to poznawanie jest utrudnione, gdy jest mniej – ułatwione. Zależy także od logistyki miejsca np. podczas wspólnego stania w korku trudno nawiązać znajomość.
            Są też miejsca, w których znajdujemy się razem z innymi ludźmi, będąc w innych celach np. na ulicy, w sklepie. Nazwijmy je niewskazującymi. Tu znacznie bardziej boimy się nawiązywać znajomości, bo raz, że inni ludzie tego nie robią, a dwa, że co pomyśli zagadana osoba. Owszem, tu osoby są mniej przyjaźnie nastawione do poznawania obcych, ale i to można obrócić sprawiając sobie szansę. Dlatego, że nikt tego nie robi, ludzie się nie spodziewają i będą zaskoczeni. Oby pozytywnie.
            Ostatnie miejsca nazwę, bez skojarzeń, wskazującymi. Są one wręcz przeznaczone do poznawania ludzi. Należą do nich kluby, wszelkie czaty internetowe, portale randkowe, imprezy integracyjne czy w mikroskali randki, spotkania towarzyskie. Ludzie doń przychodzą by właśnie po to, by się poznać, zawiązywać relacje. Choć i robić inne rzeczy np. zarabiać czy zaspokajać w sposób mniej lub bardziej skuteczny swoje potrzeby seksualne. Bywa. Potrzeby społeczne są różne. W każdym razie, w takich miejscach trudniej się wybić, ludzie spodziewają się bycia zagadanym, toteż różnie. Rozpiszę to:
Osoby w takich miejscach są częściej zagadywane. Z jednej więc strony powinny być bardziej otwarte na kontakt, skoro już się znajdują, ale z drugiej często sa znudzone kolejnym nieudolnym podrywaczem czy zniechęcone żenującym poziomem towarzystwa. W sytuacjach oficjalnych łatwiej się wyalienować z grupy.
Jeśli chodzi o wybicie się, pozytywne bądź negatywne, z grupy, najłatwiej w sytuacji wskazującej, bo tam ludzie przykładają do tego wagę. W innych zostaje się po prostu zignorowanym ze względu na swoją dziwność. Aczkolwiek tu rozróżnienia ściśle zależą od grupy i rodzaju interakcji, także tutaj tylko generalizując i bardzo delikatnie ujmując tę kwestię, choć jest ona oczywiście ważna. Natomiast gdy się nie zostanie zignorowanym efekt wyróżnienia się z tłumu jest najpotężniejszy w sytuacjach niewskazujących.
Tak pokrótce scharakteryzowałem miejsca. Warto próbować poznawać ludzi, nawiązywać relacje w miejscach do tego nie przeznaczonych. Ja, osobiście, nie wyobrażam sobie poznawania ludzi np. podczas mszy św. Natomiast wzywam do łamania pewnych kulturowych czy obyczajowych norm. Poznawanie ludzie to rzecz niesamowita, najważniejsze potrzeby ludzkie to właśnie społeczne, oczywiście po duchowych.




            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz