Tydzień pełną parą, ale mnóstwo
wolnego czasu – 1. Przywilej trzecioklasisty. Drugi to uśmiechy dziewcząt (i
nie tylko) z klas pierwszych, gdy zagaduję. A trzeci, to rozgrzewka na rowerze
(nie, nie stacjonarnym, prawdziwym) każdego chłodnego poranka. Jest cudnie.
Byłoby jeszcze lepiej, gdyby wszystkie osoby w intrentach przeczytały mojego
bloga i stosowały go w swoich żywotach. Jest tez i dobra strona tego, że tak
nie robią – ja staje się potężniejsi, a oni moimi potencjalnymi klientami,
gdybym wybrał zawód psychologa.
Zaiste wielka we mnie potrzeba
rozmowy z ludźmi. Bzdura horrendalną, absolutna, totalna i całkowitą jest to,
że osoby mądre, sławne i bogate nie sa samotne. Są bardziej wybredne, to raz, a
dwa, to fakt, że ludzie zwyczajnie boja się blasku ich chwały i nawiązywania
rozmów z nimi. Bynajmniej nie zamierzam zniżać się przez to do zwyczajności i
płakać. O, nie! Mam swą godność twórcy i dumę z tego, kim jestem. Raczej
zamierzam tak się wytrenować we własnej osobowości i relacjach międzyludzkich,
żeby w pełni zaspokoić wszystkie swoje potrzeby z tym związane.
Sam, wewnątrz, jestem smutny. Bo
chciałbym wiele, a nie jestem w stanie, nie daję rady. Jedna z moich prywatnych
rozmów z Jezusem (tu się pochwalę) brzmiała tak:
- Chciałbym to
osiągnąć.
-Zmień „chciałbym” na
„dążę aby” i wszystko będzie dobrze.
I to jest właśnie
potęga podejścia!. Niech droga będzie spełnieniem, jak w utworze „Stalker”
Jacka Kaczmarskiego. Życie jest piękne, fascynujące, cudowne, jak najlepszy
cRPG jak pisałem w „W drodze”. W dzisiejszych czasach już, ze względu na
dobrobyt, wiele rzeczy jest nam danym niejako z góry, przez co ich nie
doceniamy. Pracując na coś ciężko, wreszcie zaczniemy to doceniać. Najlepsze
gry, najbardziej zapadające w pamięć, to właśnie te na najtrudniejsze. Trudno o
optymizm i chęć, gdy się nie udaje, ale, stety bądź nie, to jedyna, dobra droga
(albowiem istnieje mnóstwo złych np. po krzywdzie drugiego człowieka).
Porządkując, jeśli chodzi o publikacje cyklów tekstów na blogu. Będę
kontynuował, jeśli ktoś w ogóle pamięta, pisanie o portretach psychologicznych
oraz dwa nowe działy: sztuka dyskusji oraz o relacjach międzyludzkich. Reszta
nieco bardziej rozbudowanych refleksji jest skończona chyba, że wpadnę jeszcze
na coś w tamtych tematach, to dopisze i upublicznię, natomiast nie sądzę, by
tak było.
Refleksja – o relacjach
międzyludzkich dwóch osób (wstęp)
Moje myśli kierują się ku kolejnym polu psychologii, w którym ludzie,
średnio, mają największą wiedzę, aczkolwiek oczywiście nie są wolni od błędów,
mianowicie – relacji między ludzkich. Wiedzą najwięcej, bo działają w tym
aspekcie poprzez rozmawianie czy inne współczynności. Diagnozując siebie, samoświadomie,
doszedłem do wniosku, że brakuje mi, jak zapewne większość, znacznej większości
ludzi tzw. 1. świata dobrych relacji międzyludzkich. Dobrych, czyli z
odpowiednią ilością ludzi, na takim poziomie, takiej definicji relacji jaką
chcemy.
Mimo niezwykle dużej ilości możliwości, popadamy, paradoksalnie, w coraz
większą samotność. Rodzi się to, oczywiście, z kiepskiej proporcjonalności
wysiłków do oczekiwań. Możemy zrobić stosunkowo małym nakładem sił coraz więcej
czynności, ale relacje międzyludzkie od wieków pozostają niezmienne, ba, dziś
jeszcze trudniej je dobrze rozwinąć, bo stajemy się coraz bardziej wybredni.
Także raz, nie odrzucać, starać się rozmawiać z każdym, a dwa, utrzymywać
relacje, nie wybrzydzać. Szczegóły w wielu moich refleksjach odnośnie
psychologii jednostki, osobowości.
Związek, relacja dwóch osób polega, bazuje na wzajemnym zaspokajaniu
swoich potrzeb. Okrutne, ale tak jest. Od stopnia zaspokajania potrzeb i ich
rodzaju zależy kontekst relacji np. koleżeństwo, przyjaźń, romans, relacja
nauczyciel-uczeń, fan-Justin Bieber etc. W relacji dwóch osób (takie tu będę
tylko i wyłącznie rozpatrywać) możemy wyróżnić osobę dominującą i uległa w
różnym stopniu. Osoba dominująca wychodzi z inicjatywami dotyczącymi relacji.
Jeśli ilość tych inicjatyw jest mniej więcej równa, możemy mówić o relacji równoległej.
Takie relacje są najlepsze, bo nie ma w nich tzw. mówienia jak do ściany.
Żeby w ogóle doszło to jakiejkolwiek
interakcji, potrzeba komunikatów, najlepiej werbalnych. Zdefiniowanie poziomu
relacji przez osobę na samym początku dominującą. Musi ona, jakkolwiek okrutnie
to brzmi, zaspokoić potrzeby zagadywanej osoby. Na szczęście nie jest to
trudne; potrzeba przeżycia czegoś ciekawego, kontaktu z oryginalnym człowiekiem
jest wiecznie nienasycona w dzisiejszym świecie. Zarówno potrzeby wypowiedziane
jak i niewypowiedziane , uświadomione i nie. Umiejętność ich rozpoznania i
zaspokojenia to rzecz kluczowa dla rozwoju relacji. Nie możemy się bowiem w
niej koncentrować tylko na swoich potrzebach. Ani tylko na drugiej osobie, choć
na początku właśnie na niej, by coś się zaczęło. A potem asertywnie, nie
leniwie. Tak, właśnie tak, szczegóły później.
Cz.1 – miejsca
Ludzi możemy poznać i zagadać
nieomalże wszędzie. Jest to, owszem, trudniejsze bądź łatwiejsze ze względu na
logistyką, język czy nastawienie, natomiast możliwość istnieje. Ba, są
specjalne miejsca, gdzie ludzie przychodzą, przynajmniej w założeniu, po to by
się poznać. Spokojnie, opisze, jedno, drugi i jeszcze kilka.
Zacznijmy od tzw. normalnych miejsc,
gdzie się poznają ludzie i zawierają relacje. Są to miejsca związane z
wykonywanymi przez nich wspólnymi czynnościami np. praca, wycieczka, szkoła. W
niektórych, bardziej oficjalnych, z większą liczbą uczestników, to poznawanie
jest utrudnione, gdy jest mniej – ułatwione. Zależy także od logistyki miejsca
np. podczas wspólnego stania w korku trudno nawiązać znajomość.
Są też miejsca, w których znajdujemy
się razem z innymi ludźmi, będąc w innych celach np. na ulicy, w sklepie.
Nazwijmy je niewskazującymi. Tu znacznie bardziej boimy się nawiązywać
znajomości, bo raz, że inni ludzie tego nie robią, a dwa, że co pomyśli
zagadana osoba. Owszem, tu osoby są mniej przyjaźnie nastawione do poznawania
obcych, ale i to można obrócić sprawiając sobie szansę. Dlatego, że nikt tego
nie robi, ludzie się nie spodziewają i będą zaskoczeni. Oby pozytywnie.
Ostatnie miejsca nazwę, bez
skojarzeń, wskazującymi. Są one wręcz przeznaczone do poznawania ludzi. Należą
do nich kluby, wszelkie czaty internetowe, portale randkowe, imprezy
integracyjne czy w mikroskali randki, spotkania towarzyskie. Ludzie doń
przychodzą by właśnie po to, by się poznać, zawiązywać relacje. Choć i robić
inne rzeczy np. zarabiać czy zaspokajać w sposób mniej lub bardziej skuteczny swoje
potrzeby seksualne. Bywa. Potrzeby społeczne są różne. W każdym razie, w takich
miejscach trudniej się wybić, ludzie spodziewają się bycia zagadanym, toteż
różnie. Rozpiszę to:
Osoby w takich miejscach są częściej zagadywane. Z jednej więc strony
powinny być bardziej otwarte na kontakt, skoro już się znajdują, ale z drugiej
często sa znudzone kolejnym nieudolnym podrywaczem czy zniechęcone żenującym
poziomem towarzystwa. W sytuacjach oficjalnych łatwiej się wyalienować z grupy.
Jeśli chodzi o wybicie się, pozytywne bądź negatywne, z grupy,
najłatwiej w sytuacji wskazującej, bo tam ludzie przykładają do tego wagę. W
innych zostaje się po prostu zignorowanym ze względu na swoją dziwność.
Aczkolwiek tu rozróżnienia ściśle zależą od grupy i rodzaju interakcji, także
tutaj tylko generalizując i bardzo delikatnie ujmując tę kwestię, choć jest ona
oczywiście ważna. Natomiast gdy się nie zostanie zignorowanym efekt wyróżnienia
się z tłumu jest najpotężniejszy w sytuacjach niewskazujących.
Tak pokrótce scharakteryzowałem miejsca. Warto próbować poznawać ludzi,
nawiązywać relacje w miejscach do tego nie przeznaczonych. Ja, osobiście, nie
wyobrażam sobie poznawania ludzi np. podczas mszy św. Natomiast wzywam do
łamania pewnych kulturowych czy obyczajowych norm. Poznawanie ludzie to rzecz
niesamowita, najważniejsze potrzeby ludzkie to właśnie społeczne, oczywiście po
duchowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz