niedziela, 2 lutego 2014

27.01-2.02.2014

Ostatni tydzień szkoły, przede mną dwa tygodnie ferii, zapewne pełnych nauki do matury itp. spraw. Oczywiście blogowanie postaram się kontynuować w normalnych wymiarach. W dzisiejszym odcinku psychologii skoncentrujemy się na poznawaniu ludzi, siebie i dowiem się dlaczego się mylimy. Celowo, całkowicie celowo nie wyjaśniam pewnych spraw, pozostawiam niedopowiedzenia. Ponadto postanowiłem wrzucić spory dodatek kulturalny. Pamiętajmy, że psychologia to nauka, ale literatura, muzyka czasem coś lepiej jest w stanie opisać. 

Żyję!

Żyję, czuję to, oddycham, całym ciałem, całym sobą.
Pięknie się składa, że zabieram Cię w podróż z sobą.
Tyle aspektów, zadań, celów – czy im podołamy?
Nieważne! Grunt, że idziemy, działamy!
18.10.2014

(Nie) spocząć!

Wszystkim tymczasowo szczęśliwym
Najpiękniejszy dzień życia – wszystko wypracowane
Owoce pracy, talentu, pieniędzy zebrane.
Wartości zachowałem, ideom wierny pozostałem.
Zadowolony z siebie, świat pod przyszłość wykuwałem.

Przyszłość świetlana nadeszła nagle, wieloma problemami opatrzona.
Spadła, rozgościła się – moja Ci ona!
Przyszedł z nią strach przed dalszym losem.
Obawa i potężna wizja; za jej głosem

Podążę, choć jest pięknie, najcudowniej, najlepiej,
To bez pracy tak nie zostanie. A ja ulepię
Jeszcze lepszy świat, człowieka, relację.
Wykorzystam to szczęście, by zebrać jeszcze większą owację!

By móc potem ludziom opowiadać jak w młodości działałem.
By móc powiedzieć, że takich idei się trzymałem.
Trzeba także walczyć by pozostać wiernym cnocie i miłości
I nigdy nie oddać próżnej i acelowej atrakcyjności.
26.01.2014
A to dwie piosenki, które ostatnio bardzo mocno chodzą mi po głowie. Pierwsza to epitafium dla imprezowicza (konia z rzędem dla tego, kto znajdzie krótką biografię tytułowego bohatera). Druga pozostaje w liryce straty, rozstania, smutku. Ja jestem szczęśliwy, no ale jakoś tak. Warto, naprawdę warto posłuchać. Warstwa muzyczna tez niczego sobie.
http://www.tekstowo.pl/piosenka,dream_theater,wither.html

Atrybucja

            Atrybucja jest śmieszna. Najprościej definiuje się ją jako przypisywanie cech na podstawie jakiegoś bodźca. Nie chodzi jednak tylko o przypisywanie cech, ale także tworzenie opinii o drugim człowieku, wyjaśnianie jego zachowań, tworzenie portretu psychologicznego. Jest to ułatwienie poznawcze, które pozwala nam bez wspomnianej już wcześniej świadomości absolutnej, żyć. Poznawać świat, ludzi, przewidywać ich zachowania. Mówi się o niej wszędzie, ale używając słów takich jak: szufladkowanie, obgadywanie, generalizacja.  Wszyscy faceci to świnie, a żydzi to spiskowcy. Te sprawy. Myślę, że kojarzycie.
Dobra, dobra, wszystko spoko, ale jak nadać drugiej osobie cechę. Jak to się dzieje? Ano, nieświadomie. Na przykładzie:  Widzimy, że ktoś zabija drugą osobę, to przypisujemy mu cechy: morderca, bezwzględny, bez serca, egoista itp. Czy to prawda, że ta osoba taka jest? Nie zawsze. Nasze podejście, wszelkie warunkowanie klasyczne, podejście do życia każe nam tak myśleć. Poprzednie doświadczenia, kultura, opinie innych ludzi, wszystko składa się na nasze podejście. I dlatego właśnie nadajemy mu takie cechy, a nie: twardziel, pogromca słabych, niszczyciel żydokomuny, odważny i sprzeciwiający się schematom społecznym. Anders Breivik powinien to polubić. Btw. Nieco inne spojrzenie: http://www.youtube.com/watch?v=ac9GRXm1Hy8

Błędy atrybucji

Atrybucja rzecz ludzka i też popełnia błędy. Jak każde ułatwienie poznawcze jest nieścisła. Jej najbardziej podstawowy kłopot to po prostu brak posiadania wystarczającej ilości bodźców do oceny. Chcemy szybko poznać prawdę i z niecierpliwości, na podstawie śladowych informacji, atrybutujemy. Im mniej bodźców, tym bardziej błędnie.

„Znasz mnie lepiej niż ja siebie…”

Ludzie zwykli mówić – nie oceniaj, bo mnie nie znasz. Cóż za bzdura! Sam sobie zaprzeczam? Czasem. Chodzi o to, że ważna jest nie tylko ilość bodźców, które do nas docierają. Jak przebywamy z kimś dużo czasu, to możemy na podstawie większej ilości bodźców wyciągnąć w nioski i na ogół ta opinia jest dokładniejsza, pełniejsza, bardziej obiektywna. Wtedy jednak nasze poznanie jest też skrzywione przez uczucia względem tej osoby. Z drugiej strony, jeśli kogoś kochamy, to ma to jakiś swój powód, w związku z tym opinia pod wpływem miłości nie zawsze błądzi.   
Nie znam, ale oceniam. Dlaczego? Bo mogę! Mam do tego prawo, robię to zazwyczaj nieświadomie. I często mam więcej racji od tych, którzy znają. Dlaczego? Oprócz bezemocjonalnego obiektywizmu istnieje coś takiego jak narzędzia diagnostyczne. Uczą się o tym psychologowie – dzięki nim widzą w drugim człowieku, na poziomie świadomości, więcej cech na podstawie zachowań, na które zwykli ludzie nie zwracają uwagi. Owe narzędzia diagnostyczne wymagają jednak niezwykłej pokory od ich użytkownika – są potężną rzeczą. Można się na nich niekiedy bardzo rozczarować w myśl zasady: „Gdy dostajesz młotek, wszystko wygląda jak gwóźdź do wbicia”. Nie, nie każde dziecko, które rysuje drzewo z dziuplą jest gwałcone!
Błędy atrybucji jednak, w fachowej nomenklaturze, definiuje się jako spaczone podejście, przetwarzanie bodźców tak, by nie dawały pełnego obrazu. Powinniśmy zacząć od tzw. podstawowego błędu atrybucji – chodzi o to, że działanie drugiego człowieka zdecydowanie za często przypisujemy jego cechom, myślom, a bardzo rzadko wpływom społecznym, zewnętrznym, które są o wiele silniejsze.

Tak bardzo prawdopodobne…

Też lubicie tłumaczyć to, że nie spotkacie się z osobą, której nie lubicie, dużą ilością pracy? Uzasadniacie przegrany mecz śnieżycą? Przypisywanie przyczyn mało znaczących i pomijanie tych ważniejszych, ale trudniejszych to zmienienia to całkiem częsta przypadłość. Zwie się to autohandicappingiem. Przypisujemy niemiłe zdarzenie czynnikowi niezależnemu, żeby uspokoić swoje sumienie. Z drugiej strony, uwielbiam, jestem osobistym fanem mocy sprawczej wszystkich zwycięzców w kasynach. Przypisują oni swoje zwycięstwo niezwykłym taktykom, podczas gdy to zwykły los decyduje o wygranej. Dlaczego tak się dzieje? Bo uwielbiamy mieć wpływ na to, co robimy. A jeszcze bardziej osiągać to, co chcemy. Szastamy znaczeniem działań w różne strony.

Tak bardzo wyjątkowy….

Każdy człowiek jest wyjątkowy….Oj tak, każdy. I każdy chce czuć się wyjątkowy, przez to, kim jest, co robi. Zwłaszcza, jeśli chodzi o czynności wysoce emocjonalne. Dlatego też, każdy z anonimowych alkoholików uważa, że jego problem jest najbardziej unikatowy, podczas, gdy każdy zwyczajnie za dużo pije. Terapie psychologiczne to zazwyczaj schemat, który działa niekiedy na najbardziej wyjątkowe kłopoty.
Dobra, dobra, ale zaraz…..Dlaczego sportowcy wracający z olimpiady mówią „udało się”, zamiast „wywalczyliśmy medale”? Dlaczego zgwałcone kobiety uważają, że to ich wina? Nie doceniamy innych jeszcze, nienazwanych spaczeń atrybucji. Wpływy społeczne, własne, ustalone poglądy (fałszywa skromność, przekonanie o własnych możliwościach, optymizm, pesymizm, wszystko właściwie) ma znaczenie i to olbrzymie, gdy wyjaśniamy dane zachowania własne czy innych. Jeszcze, dużo naprawdę dużo pozostaje w tej kwestii do zbadania…

Pytania: 

1. Jak oceniam ludzi i co z tego wynika? Jak bliski prawdy jest mój osąd?
2. Jak, dlaczego akurat tak i czy prawidłowo oceniam i wyjaśniam własne zachowania?
3. Czy w ogóle istnieje coś takiego jak prawda o człowieku? Jeśli tak, to gdzie jej szukać?  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz