Alkowe bulwersy psychologiczno-społeczno-polityczne – religia
Gdybym był wszechpoczytnym
dziennikarzem na całym świecie, dziennikarzem katolikiem wierzącym i
praktykującym, ów tekst wzbudziłby skandal. Obala on bowiem istniejący od dawna
system, tajemnicę Poliszynela, mianowicie, że religia to opium dla mas. Tak, to
prawda, Marks miał rację. Gdy pisał to w 1848 nie miał jeszcze pojęcia o
istnieniu psychologii, zwłaszcza humanistycznej, która dokładnie opracowała
potrzeby ludzkie zaspokajane przez religię. Zaspokajane niegdyś bardzo dobrze,
jednak teraz coraz gorzej, kościoły się zamyka, a ludzie coraz mniej szanują
zdanie Kościoła. Bo pojawiła się konkurencja oferująca inne zaspokojenie
potrzeb, kolejno: konsumpcjonizm, pornobiznes, gabinety psychologiczne,
wszechimprezowość, relatywizm moralny, nowe nurty filozoficzne jak antyteizm,
antyklerykalizm i myślowe: ekologizm, wegetarianizm, hipsteryzm. Dużo tego –
ludzie mają więcej opcji, będą ich mieli coraz więcej, potrzeby spełniane od
wieków przez jedną instytucje przejmą inne, mniejsze. I właśnie w tym dniu, w
którym wychodzimy na ulice miast w procesjach stawiam pytanie: po co ludziom
Kościół, po co ludziom religia? I tak sobie opowiem o kilku zasadniczych
potrzebach , które zaspokaja i alternatywach.
| Piękno ceremonii ślubnej przyciąga wielu ludzi do kościoła. Często niezbyt z nim związanych. |
Kultura i rozrywka
Przez wieki Kościół katolicki był
mecenasem kultury. Papieże i biskupi fundowali działalność artystyczną, czego
efektem są cudowne katedry z Bazyliką św. Piotra na czele. Działalność
Jezuitów, sztuka baroku, muzyka organowa przyciągała do kościołów rzesze
wiernych, odciągając ich od wyznań protestanckich. W czasach socjalizmu w
Polsce Kościół utrzymywał względną wolność myśli, dając ludziom wytchnienie od
wszechobecnej nowomowy komunistycznej. Oczywiście takie samo wytchnienie mogą
dać bezwyznaniowe kluby dyskusyjne chociażby, robiąc to często lepiej. No i
śpiewanie, zwłaszcza kolęd. Całkiem sympatyczna rozrywka.
Tyle katolicy – teraz przykłady
zaspokajania podobnych potrzeb jak rozrywki czy kontaktów międzyludzkich. Tu
mistrzami są Świadkowie Jehowy, zrzeszający się w gminach, obdarzający sympatią,
integrujący, cieszący się chwila, nawracający innych. Jednoczy ich nie tylko
religia, ale zwłaszcza praca i wartości, które wyznają. Więc z powodów ściśle
psychologicznych ta organizacja ma się dobrze i rozwija.
![]() |
| Barok to była chyba najszerzej zakrojona kampania reklamowa w historii - efekt osiągnięto. |
Co ludzie powiedzą?
Znając zasady rządzące Kościołem
katolickim, pobawiłem się w socjologa religii. Gdy jest przymus uczęszczania do
Kościoła w niedziel, to ludzi nie ma mimo, że jest to dzień ustawowo wolny od
pracy. Gdy nie ma obowiązku, niekiedy przychodzą par exellance: dzień św.
Szczepana. Dlaczego? Bo wypada. Bo to presja ludzi, kultura nakazuje, a nie
dbałość o wypełnianie nakazów religii. Ile osób ma odwagę powiedzieć: nie jem
mięsa w piątek, bo religia mi zabrania? Kiedyś odwagą było, ostentacyjne jak
Julien Sorel uczynił, zjedzenie mięsa w piątek. Dziś - odwrotnie
Ale nie tylko czyny, słowa, ale
nawet deklaracje. Świadkowie Jehowy, których zresztą bardzo szanuję,
chodzili i pytali ludzi, katolików przecież o najważniejszą wartość w życiu.
Mówi się, że Bóg na pierwszym miejscu. Jak odpowiedziałem Jezus Chrystus, to
się mocno zdziwili. Co ludzie mówią: rodzina, praca, dzieci…Takie są chciane i
uznawane przez społeczeństwo, kulturę wysokie i szlachetne wartości. Przecież w
Polsce „rodzina jest najważniejsza, a dzieci to świętość”. I to wyparło
podstawowy przymus społeczny przynależności do Kościoła. I będzie wypierać
dalej, spośród kolejnych elementów życia. Jest alternatywa? Jest.
![]() |
| Ilu z siebie, a ilu bo koledzy/koleżanki pojechali? |
Moralność
Mówi się, że Biblia jako źródło
kultury leży u podstaw tradycji europejskiej i to prawda. Stamtąd czerpali w dużej
mierze twórcy prawa („Nie zabijaj”, „Nie kradnij”). Te zasady przeszły do
naszego kręgu kulturowego i trwają. Dlatego mamy małżeństwa monogamiczne, 7 dni
w tygodniu, patriotyzm łączony z wartościami chrześcijańskimi, krzyże w
szkołach, te sprawy. Powstała swego rodzaju moralność, czyli zbiór zasad,
których człowiek powinien przestrzegać, aby nie czuć się winnym czegokolwiek.
Moralność jest kulturowa w dużej mierze, częściowo także osobista – tzw.
relatywizm moralny. Szczytem tego założenia jest, że jeśli uznamy dane
zachowanie za dobre i będziemy w to gorąco wierzyć, nie będziemy czuć się
winni, gdy je wykonamy, choćby stało w sprzeczności z całym światem.
Ale człowiek jest słaby, ma
niewielką zdolność wytwarzania własnej moralności, więc korzysta z tego, co
jest. Powstaje taki moralnościowy szwedzki stół. Trochę wezmę z katolicyzmu,
trochę z protestantyzmu, tu Świadkowie Jehowy mówią dobrze, tu moja babcia tak
mówiła, a to moje mocne zdanie, którego nie zmienią. I tak, jestem katolikiem,
no bo wszyscy są. Po co nam w ogóle te zasady? Bo czymś trzeba się kierować w
życiu, bo byśmy zwariowali bez zasad. Czy Kościół ma monopol, aby je nam dyktować?
Jak widać – nie. Kolejna potrzeba zmieciona.
Przebaczenie i konsolacja
Nie raz, nie dwa, nie osiem coś nam w
życiu nie wyjdzie. Wtedy jest nam smutno, chcemy się wygadać, żeby ktoś nas
pocieszył, potem przemyśleć sprawę i dalej lepiej iść w życie. A jak kogoś lub
siebie skrzywdzimy, to potrzebujemy przebaczenia, akceptacji. To nam daje
Kościół poprzez swoją ciszę, miłość i akceptację dla każdego (podobno szczytem
słynnego „forever alone” jest to, że nawet Świadkowie Jehowy nie chcą z Tobą
rozmawiać”). Taka ludzka potrzeba bezpieczeństwa, przynależności dobrego słowa,
tak powszechnego w piosenkach religijnych, gdzie Bóg okazuje się cudownym
lekiem na wszystkie dolegliwości niczym w kulturze współczesnej miłość, a w Polsce
przed rokiem 1989 obalenie komunizmu. Tak czy inaczej zarówno pocieszyć jak i
przebaczyć mogą nam inni ludzie i religia nam, do tego nie jest potrzebna.
Coś w życiu trzeba robić….
Potrzeba posiadania misji i celu w
życiu. Ludzie sobie tego celu szukają i może to być równie dobrze służba
drugiemu człowiekowi a la Matka Teresa z Kalkuty, zdobywanie Jerozolimy przez
rycerzy Krzyżowych, budowa cudownego państwa dla wysokich, niebieskookich
blondynów czy cudownej ojczyzny komunistycznej na całym świecie.
…i jakoś to wszystko wyjaśnić.
Odwieczna potrzeba ludzkiej edukacji
stworzona przez ułomność poznawczą. W starożytności
objawiało się to kultami Słońca, wody, miłości itd. Dziś wytłumaczyła to nauka?
Czy zjawiska nadprzyrodzone można wytłumaczyć naukowo? Można, od tego jest
teologia. Można w nią nie wierzyć, podobnie jak nie wierzę np. w astrologię.
Dalej, każda religia musi posiąść odpowiedni
system wartości, żeby wymóc zaangażowanie emocjonalne swoich członków i ustalić
jakąś bazę, według której działają, wyznaczyć misję. Nie ma znaczenie w tym
momencie co nią jest – najlepiej by owa idea była nośna i trafiała w obecne
potrzeby mas – wtedy za nią pójdą.
| Swego czasu nazizm też był traktowany jak religia. Mechanizmy psychologiczne te same. |
Ta potrzeba niesie ze sobą jeszcze
jedną – autohandicapping. Uzależnienie swojego losu od czynników wyższych i nie
przyciąganie na siebie odpowiedzialności. Tak, zwalmy wszystko na Boga, rząd,
innych, byle nie na siebie. W niektórych przypadkach się przydaje, kiedy
faktycznie nie mamy na coś wpływu.
So what?
Kościół katolicki istnieje od
niecałych dwóch tysięcy lat i ma się całkiem dobrze. Stanowi jedną z najlepiej zarabiających
i najdłużej funkcjonujących korporacji świata, zaspokajając mniej więcej te
same potrzeby psychologiczne człowieka od wieków. Ludzie doń chodzą, gdyż jedno
miejsce zaspokaja tyle potrzeb – to się opłaca i jest całkiem ekonomiczne. Mało
czasu – duże zaspokojenie. Kościołowi też na rękę, bo pieniądze, wierni itd.
Wierni, którzy często kłamią, źle żyjąc, popadają w letniość, fanatyzm, na opak
interpretują zasadnicze prawdy wiary czy w ogóle jedynie w części zgadzają się
z KKK, na zasadzie moralnego szwedzkiego stołu. Dowody?
Ile osób, katolików, tak siebie definiują, ma odwagę powiedzieć i
zrobić: nie współżyję przed ślubem, bo wolę Chrystusa nad ziemskie
przyjemności? Najlepiej świadczy o tym liczba niechcianych ciąż i aborcji. A
katolików formalnie na 38 milionów Polaków jest 34. Ile osób, definiujących się
jako katolików jest nieszczęśliwych i nie kocha siebie, nie mówiąc w ogóle o
miłości innych? Ile osób nienawidzi ludzi zamiast czynności? Np. homoseksualistów
zamiast homoseksualizmu (grzechu). Nienawiść jest zaprzeczeniem miłości, a jednak tzw. katole stale ją pielęgnują w
cudownym połączeniu jeszcze z ideami natury politycznej.
Psychologia, wszędzie psychologia…
Tak, moi drodzy – od reguł
psychologii nie uciekniemy, podobnie jak od praw fizyki. Można, co prawda nie
wierzyć w to, co tu piszę, tak samo jak można nie wierzyć w prawo grawitacji,
co nie zmienia faktu, że rzucając się z 9. piętra spadniemy na ziemię. Religia zaspokaja
nasze potrzeby psychologiczne – raz jeszcze to powtórzę. I dla większości,
absolutnej większości to tyle. Ale cały czas, nieustannie, dręczy mnie pytanie:
Czy tylko po to powstał Kościół? Czy ta istniejąca tak długo instytucja żyje
tylko z psychologii, jest genialnym wynalazkiem biznesowym, który się trzyma
tylko i wyłącznie ze świetnego projektu i wybornej znajomości człowieka? Wielu
twierdzi, że tak, jeszcze więcej się w ogóle nad tym nie zastanawia. No ja się
pochyliłem, w mojej głowie rodziło się mnóstwo pytań….
FAQ
- Czy można żyć bez Boga i religii? Owszem, można, jak się ma niezłą
inteligencję interpersonalna i intrapersonalną wychodzi to super i są ateiści
itp. będący cudownymi ludźmi.
- Czy Bóg istnieje? Skoro go nie widać – to nie. Powietrza też nie
widać. Ale widzisz efekty jego działa. Ja też widzę efekty działania Boga.
To, że czegoś nie widać ni oznacza, że tego nie ma. Nie zawsze
przynajmniej.
- Skoro Bóg istnieje, to jaka religia ma rację? Pragnę zwrócić uwagę,
że większość religii to są systemy wartości bez organizmu kościelnego.
Religie starożytne zajmowały się tłumaczeniem zjawisk przyrodniczych,
dzisiejsze tez tłumaczą to, czemu nauka nie podołała i stworzyły własną naukę
– teologię.
- Cuda, objawienia – niewyjaśnialne zjawiska, ale tak zupełnie, naukowo sprzeczne.
- Ludzie wiary – tak szczęśliwi, tak dobrzy, tak mądrzy…
| Jeden z najwspanialszych ludzi wiary. |
FAQ- własny
Tu się pojawił problem, bo zacząłem zadawać
sobie pytania natury psychologicznej dotyczące własnej osoby. Mojego życia i
mojej historii.
- Czy ten biały kawałek opłatek ma jakieś właściwości halucynogenne?
Dlaczego po jego spożyciu czuję się jakbym miał w sobie nową, nieznaną siłę,
chce mi się latać, jakbym przeistaczał się w jakąś nową, cudowną istotę
jak w kreskówkach?
- Skoro ma, to dlaczego tylko ten kościelny? Dalej, dlaczego raz
większą, a raz mniejszą?
- Dlaczego utrzymałem mistyczną tradycję Niedzielnego Tetrisa, który
powstał po chwili mojego „nawrócenia”, gdy miałem 13 lat? I nigdy o tej tradycji
nie zapomniałem? – przywiązanie, tradycji się nie zapomina
- Dlaczego mistyczne „Alleluja” Cohena, nauczone podczas pobytu w
katolickim gimnazjum pozostaje moją ulubioną piosenką(a znam ich sporo),
spoczywa w środku „To Lubię!” i nieodłącznie kojarzy mi się z drogą wiary?
– można tłumaczyć skojarzeniami
- Dlaczego po rozmaitych grzechach oprócz naturalnego poczucia winy i
własnej słabości czuję jeszcze coś? – nierozpoznawalne, nienazywalne
uczucia – zdarza się
- Dlaczego najpiękniejsza noc w roku to Wielka Sobota? - można tłumaczyć skojarzeniami
- Dlaczego w roku, oprócz ciekawych pomysłów, najlepsze, najbardziej
emocjonalne teksty powstają na koniec roku i Wielkanoc? – przypadek mobilizacyjny?
- Dlaczego, nawet zupełnie zapominając o większych świętach, nie
myśląc o nich wcześniej, gdy idę do kościoła czuję jakby mocniejsze
emocje?
- Dalej, dlaczego wychodzę z Kościoła szczęśliwy i nagle bardziej
chce mi się żyć? – zaspokojenie potrzeba wyzwala szczęście, ale czy aż
tak? Przecież ludziom nie chce się skakać, jak go opuszczają.
Część da się wyjaśnić psychologią. Ale ilość pytań prowadzi mnie do
wniosku, że musi istnieć coś poza zwykła psychologią (poza tworzeniem
atmosfery, masową hipnozą, , jeśli chodzi o religie, konkretnie o katolicyzm. To
coś nazwałem…
Duchowość
I nie chodzi tu o potoczne
rozumienie tegoż słowa jako zaspokajanie potrzeb wyższego rzędu czy
przemyślenia natury wysokiej, egzystencjalnej. Duchowość najprościej wyjaśnić teologią.
Mam duchy: dobre i złe – ich świat jest czarno-biały. Oba walczą o coś, co w
człowieku zwie się duszą. W jakiś, bliżej nieokreślony sposób skłaniają biedną
istotkę ( w literaturze motyw gigantomachii) do grzechu lub jego braku, który
zwiera określoną cząstkę, ładunek duchowy. Efektem działania takiego człowieka
jest określone, bardzo delikatne odczucie tegoż ładunku. Owo odczuwanie jest
tym większe, im większa świadomość swojego czynu, podobnie jak w przypadku
innych emocji. Dalej, istnieje coś takiego jak potrzeba duchowości, ale za mało
o niej wiem, by się wypowiedzieć.
Ale wiem, że jest ona ponadpsychologiczna, niezależna od genów czy
wychowania, zawsze stała, wyznaczona przez jedną, właściwą i niezmienną moralność.
Dalej, czynniki psychologiczne, potrzeby zaspokajane przez Kościół przyciągają nas
do owej duchowości, sprawiają, ze zaczynamy wypełniać przykazania, stajemy się
coraz bardziej świadomi i powoli, bardzo delikatnie zaczynamy czuć…. I ostatnia
sprawa, w przeciwieństwie do moich poprzednich tekstów psychologicznych, tu nie
ma wniosków, tu jest pytanie o religie świata, o tę duchową moralność, o to po
co duchowość.
![]() |
| Tak się czuje człowiek mocny duchowo! |



Ciekawy tekst, i choć długi, przeczytałam.
OdpowiedzUsuńNiezłe przemyślenia, ale uważam, że dotarłeś w nich do tego momentu, w którym nauka nie potrafi wyjaśnić religii.
Religia, to wiara, a nie wiedza- tym się różnią, pewnością.
Dobrze wyjaśniasz potrzeby, które spełnia religia i ich alternatywy, ale nie wziąłeś pod lupę przypadków, kiedy ludzie "spotkali Boga", zostali opętani lub dręczeni. Tego nie wyjaśnia psychologia, wszyscy opętani na ten przykład przechodzą szczegółowe badania psychologiczne, nim egzorcysta zdecyduje się udzielić im pomocy.
Traktujesz religię, jako rzecz prostą, łatwą do zanalizowania, ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej.
Jeżeli już poruszasz jakiś temat, zbadaj wszystkie jego aspekty.
Całość mi się podobała, choć okroiłeś temat.