Dobra, przede mną najważniejszy tydzień w moim życiu, ale o blogu nie zapomniałem. Gdzieżbym śmiał w ogóle?! Nawet dobrze, że mam inne rzeczy, bo zbytnie stresowanie się jedną jest zwyczajnie niezdrowe i wcale nie pomaga. Większość mojej klasy jest innego zdania.....nie, chyba nie jest, ale i tak zakuwają. Jakby trzy lata było im mało. Tekst dotyczy także ważnego (jak zawsze) zagadnienia życiowego, mianowicie seksu.
Alkowy bulwers psychologiczno-religijny – zła interpretacja czystości
przedmałżeńskiej
Wkurza mnie niepomiernie niczym
eurosocjalizm korwinistów absolutna ignorancja wiedzy psychologicznej i
bezrefleksyjny fanatyzm niektórych katolików tzw. orędowników czystości
przedmałżeńskiej. Jest to dla mnie osobiście bardzo bolesne, gdyż jako jeden z ginącego już gatunku
Polak-katolik, w dyskusjach z nie do końca wierzącymi muszę jakoś bronić i
tłumaczyć takich ludzi. O co chodzi? O fanatyzm w najczystszej postaci. Owe
zjawisko tłumaczyłem już kiedyś w zamierzchłych czasach. W tym konkretnym
przypadku polega na spaczonym podejściu do seksualności. Można wyróżnić kilka
objawów:
- Seks pozamałżeński jest źródłem wszelkiego zła na tym świecie, z
ocieplaniem klimatu i akcyzą na wódkę włącznie
- Nie dotykaj, bo zgrzeszymy!
- Seks pozamałżeński zrujnował mi życie, a zwłaszcza mój wspaniały i
cudowny związek.
Wiecie, naprawdę smutno mi się robi, gdy słyszę takie bzdury. Ale
powoli, będę tłumaczyć, może ktoś się doedukuje. Koncentracja na jednym aspekcie życia
powoduje, że dostrzegamy go tam, gdzie nie ma miejsca i przypisujemy siłę
sprawczą. Zazwyczaj błędnie. Typowa historia, tzw. świadectwa na portalach
katolickich wygląda tak: „Miałam chłopaka. Było cudownie. Był seks. Potem mnie
zostawił. Ale Jezus mi wybaczył i teraz już nie będzie seksu.” Aż chce mi się
dodać – chłopaka też nie będzie, ale tego nigdy nie wiadomo.
Taka standardowa historia ma jeden
problem – jest nieścisła. Jak wiemy z pisanych przeze mnie wcześniej, relacja
dwóch ludzi to troszeczkę więcej niż seks. Problemy z nią, związane z procesem
tworzenia występowały już wcześniej, ale były ignorowane. Ludzie ich nie widzą,
koncentrując się na jednym czy niewielu aspektach, bo reszty nie widzą, nie
znają. Kilka przyczyn rozpadu związków:
- Coś z seksem
- Coś z pieniędzmi
- Problemy logistyczne
- Brak zaangażowania
- Brak „tego czegoś”
Nie mówi się w ogóle o takich aspektach jak wzajemne zaspokajanie swoich
potrzeb, jak, wyjdźmy od początku, sens związku, po co jesteśmy ze sobą. Dalej,
dlaczego jesteśmy w związku monogamicznym różnopłciowym i dobrowolnym z
człowiekiem? Dlaczego nie z ogierem, psem, żonkilem czy komputerem? Opowiadałem o potrzebach komfortu, atrakcyjności,
eskalacji, zapraszam do działu relacje międzyludzkie celem edukacji. A teraz
część właściwa bulwersu: jak połączyć chrześcijańską ideę czystości
przedmałżeńskiej z zaspokajaniem swoich potrzeb seksualnych? Czy to w ogóle
jest możliwe?
Problematycznie….
Naprawdę dużo czasu mi zajęło
rozważanie zarówno z psychologicznego jak i duchowego punktu widzenia kwestii
dotyczących czystości i jej wpływu na relacje. Problem z oceną powstał, gdyż
obecnie system moralności społeczeństwa został mocno zmielony. Jeśli w ogóle
jest, to na zasadzie szwedzkiego stołu albo fanatyzmu. To akurat jest
zrozumiałe nawet całkiem. Kolejnym problemem jest rozerotyzowanie społeczeństwa
poprzez agresywną politykę marketingową firm zajmujących się sprzedażą. I to
sprzedażą czegokolwiek. Wszystko, co kojarzy się z seksem się sprzeda. Nawet…
blachodachówka.

Naturalna historia miłości
Celem odnalezienia cudownego
oświecenia moich rozważań udałem się do biologii i historii. Jak to było
kiedyś? Jak skonstruowana jest ludzka seksualność? Okazuje się, że
odpowiedzenie na te pytania i dodanie do tego wątku moralności oraz wiedzy
psychologicznej, które stanowią efekt ewolucji, rozwoju gatunku homo sapiens
sapiens. Generalnie tak:
spotykają się dwa
osobniki przeciwnych (zazwyczaj) płci,
kopulują,
wychowują potomstwo.
Oczywiście
poszczególne punkty nie zawsze występują po sobie. Podtytułowa naturalna
historia miłości to pewien, zazwyczaj bardzo celny schemat rozpoczynania się
ich i kończenia. Jest to bardziej rozwinięte, 6 faz, można się zapoznać, nie
będę teraz tejże teorii rozwijać. W każdym razie pomogła mi ona bardzo mocno w
rozważaniach. Przede wszystkim, seks jest naturalnym etapem rozwoju relacji. W
przypadku relacji mających cna celu rozmnażania się wręcz niezbędnym. Pytanie
kiedy go wprowadzić do relacji jest pytaniem bez odpowiedzi i można je wrzucić
między dylematu o jajku i kurze czy istnieniu Boga. Katolicy, do których się
zaliczam, wierzą, że po ślubie. Ale z racji, że prowadzę bloga
psychologicznego, niekiedy z tezą, pobawiłem się w krytykę zbyt wczesnego
(jakkolwiek wczesności układ SI nam nie zdefiniuje) współżycia.
Żadnego ślubu przed seksem!
Obiecane argumenty za czystością seksualną:
- Dziewczęta oddają się, gdyż uważają, że jeśli tego nie zrobią,
miłość ich życia nr 8 odejdzie i je zostawi. Często efekt jest taki, że po
„oddaniu się” się miłość w istocie odchodzi, gdyż owe dziewczęta tracą na
atrakcyjności, przestają być wyzwaniem. O wiele rzadziej odwrotna
sytuacja.
- Klasyka gatunku, czyli seks z pożądania bez świadomości
konsekwencji zarówno tych fizycznych (ciąża, choroby) jak i dla relacji.
Do tego nas mocno motywuje wspomniana już kultura.
- Jak wiemy, zwłaszcza dla młodych ludzi miłość jest sprawą wysoce
emocjonalną. Dorzucanie doń trudnego aspektu jakim jest seksualność może
prowadzić nie do umocnienia relacji, a do jej osłabienia poprzez zbytnią stresogenność. Słynne „nie jestem jeszcze gotowa” rzadko, ale czasem oznacza właśnie to, o
czym piszę.
- Brak gotowości i możliwości wzięcia odpowiedzialności za skutki
współżycia. Zarówno tej materialnej jak i psychologicznej. Zrozumienie „co
się stało” czasem jest ponad możliwości poznawcze, znane już wam zapewne
zjawisko poznawczego przegrzania się.
- Ciekawość. Zwłaszcza, że zakazany owoc zawsze lepiej smakuje...
- Seks zbyt często staje się esencją relacji, zamiast rozmów, zabawy, sportu itd. Relacja przestaje zaspokajać wiele innych potrzeb, w konsekwencji rozpada się.
„Błogosławieni czystego serca”
Podsumowując kwestie dotyczące czystości, chcę zwrócić uwagę na jeszcze
jeden aspekt. Czystość, w rozumieniu chrześcijańskim, opiera się nie tyle na
braku określonych mniej lub bardziej czynności, ale na sposobie myślenia.
Sposób myślenia, całkowicie szczery (nieszczery sposób myślenia można wmówić
ludziom, a nie Bogu) bezpośrednio wpływa na działanie. Sprawia, że nie możemy
postąpić inaczej. Więc czystość polega na miłości do człowieka, każdego
człowieka. Na dążeniu do jego i własnego szczęścia, a nie na oddawaniu się
szkodliwym popędom. Na tworzeniu lepszego świata dla wszystkich. No i jest wyzwaniem, wymaga stałej pracy, ponawiania ambitnych postanowień. I to jest już
o wiele szersza definicja czystości niż tylko w kontekście seksualnym. A jednym
z szkodliwych popędów jest….fanatyzm.
Tak na zakończenie:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz