niedziela, 4 maja 2014

III Niedziela Wielkanocna - czystość



Dobra, przede mną najważniejszy tydzień w moim życiu, ale o blogu nie zapomniałem. Gdzieżbym śmiał w ogóle?! Nawet dobrze, że mam inne rzeczy, bo zbytnie stresowanie się jedną jest zwyczajnie niezdrowe i wcale nie pomaga. Większość mojej klasy jest innego zdania.....nie, chyba nie jest, ale i tak zakuwają. Jakby trzy lata było im mało. Tekst dotyczy także ważnego (jak zawsze) zagadnienia życiowego, mianowicie seksu. 

Alkowy bulwers psychologiczno-religijny – zła interpretacja czystości przedmałżeńskiej

Wkurza mnie niepomiernie niczym eurosocjalizm korwinistów absolutna ignorancja wiedzy psychologicznej i bezrefleksyjny fanatyzm niektórych katolików tzw. orędowników czystości przedmałżeńskiej. Jest to dla mnie osobiście bardzo bolesne,  gdyż jako jeden z ginącego już gatunku Polak-katolik, w dyskusjach z nie do końca wierzącymi muszę jakoś bronić i tłumaczyć takich ludzi. O co chodzi? O fanatyzm w najczystszej postaci. Owe zjawisko tłumaczyłem już kiedyś w zamierzchłych czasach. W tym konkretnym przypadku polega na spaczonym podejściu do seksualności. Można wyróżnić kilka objawów:
  • Seks pozamałżeński jest źródłem wszelkiego zła na tym świecie, z ocieplaniem klimatu i akcyzą na wódkę włącznie
  • Nie dotykaj, bo zgrzeszymy!
  • Seks pozamałżeński zrujnował mi życie, a zwłaszcza mój wspaniały i cudowny związek.
Wiecie, naprawdę smutno mi się robi, gdy słyszę takie bzdury. Ale powoli, będę tłumaczyć, może ktoś się doedukuje.  Koncentracja na jednym aspekcie życia powoduje, że dostrzegamy go tam, gdzie nie ma miejsca i przypisujemy siłę sprawczą. Zazwyczaj błędnie. Typowa historia, tzw. świadectwa na portalach katolickich wygląda tak: „Miałam chłopaka. Było cudownie. Był seks. Potem mnie zostawił. Ale Jezus mi wybaczył i teraz już nie będzie seksu.” Aż chce mi się dodać – chłopaka też nie będzie, ale tego nigdy nie wiadomo.
            Taka standardowa historia ma jeden problem – jest nieścisła. Jak wiemy z pisanych przeze mnie wcześniej, relacja dwóch ludzi to troszeczkę więcej niż seks. Problemy z nią, związane z procesem tworzenia występowały już wcześniej, ale były ignorowane. Ludzie ich nie widzą, koncentrując się na jednym czy niewielu aspektach, bo reszty nie widzą, nie znają. Kilka przyczyn rozpadu związków:
  • Coś z seksem
  • Coś z pieniędzmi
  • Problemy logistyczne
  • Brak zaangażowania
  • Brak „tego czegoś”
Nie mówi się w ogóle o takich aspektach jak wzajemne zaspokajanie swoich potrzeb, jak, wyjdźmy od początku, sens związku, po co jesteśmy ze sobą. Dalej, dlaczego jesteśmy w związku monogamicznym różnopłciowym i dobrowolnym z człowiekiem? Dlaczego nie z ogierem, psem, żonkilem czy komputerem?  Opowiadałem o potrzebach komfortu, atrakcyjności, eskalacji, zapraszam do działu relacje międzyludzkie celem edukacji. A teraz część właściwa bulwersu: jak połączyć chrześcijańską ideę czystości przedmałżeńskiej z zaspokajaniem swoich potrzeb seksualnych? Czy to w ogóle jest możliwe?

Problematycznie….

            Naprawdę dużo czasu mi zajęło rozważanie zarówno z psychologicznego jak i duchowego punktu widzenia kwestii dotyczących czystości i jej wpływu na relacje. Problem z oceną powstał, gdyż obecnie system moralności społeczeństwa został mocno zmielony. Jeśli w ogóle jest, to na zasadzie szwedzkiego stołu albo fanatyzmu. To akurat jest zrozumiałe nawet całkiem. Kolejnym problemem jest rozerotyzowanie społeczeństwa poprzez agresywną politykę marketingową firm zajmujących się sprzedażą. I to sprzedażą czegokolwiek. Wszystko, co kojarzy się z seksem się sprzeda. Nawet… blachodachówka.

Naturalna historia miłości

            Celem odnalezienia cudownego oświecenia moich rozważań udałem się do biologii i historii. Jak to było kiedyś? Jak skonstruowana jest ludzka seksualność? Okazuje się, że odpowiedzenie na te pytania i dodanie do tego wątku moralności oraz wiedzy psychologicznej, które stanowią efekt ewolucji, rozwoju gatunku homo sapiens sapiens. Generalnie tak:
spotykają się dwa osobniki przeciwnych (zazwyczaj) płci,
kopulują,
wychowują potomstwo.
Oczywiście poszczególne punkty nie zawsze występują po sobie. Podtytułowa naturalna historia miłości to pewien, zazwyczaj bardzo celny schemat rozpoczynania się ich i kończenia. Jest to bardziej rozwinięte, 6 faz, można się zapoznać, nie będę teraz tejże teorii rozwijać. W każdym razie pomogła mi ona bardzo mocno w rozważaniach. Przede wszystkim, seks jest naturalnym etapem rozwoju relacji. W przypadku relacji mających cna celu rozmnażania się wręcz niezbędnym. Pytanie kiedy go wprowadzić do relacji jest pytaniem bez odpowiedzi i można je wrzucić między dylematu o jajku i kurze czy istnieniu Boga. Katolicy, do których się zaliczam, wierzą, że po ślubie. Ale z racji, że prowadzę bloga psychologicznego, niekiedy z tezą, pobawiłem się w krytykę zbyt wczesnego (jakkolwiek wczesności układ SI nam nie zdefiniuje) współżycia.

Żadnego ślubu przed seksem! 

Obiecane argumenty za czystością seksualną: 
  • Dziewczęta oddają się, gdyż uważają, że jeśli tego nie zrobią, miłość ich życia nr 8 odejdzie i je zostawi. Często efekt jest taki, że po „oddaniu się” się miłość w istocie odchodzi, gdyż owe dziewczęta tracą na atrakcyjności, przestają być wyzwaniem. O wiele rzadziej odwrotna sytuacja.
  • Klasyka gatunku, czyli seks z pożądania bez świadomości konsekwencji zarówno tych fizycznych (ciąża, choroby) jak i dla relacji. Do tego nas mocno motywuje wspomniana już kultura.
  • Jak wiemy, zwłaszcza dla młodych ludzi miłość jest sprawą wysoce emocjonalną. Dorzucanie doń trudnego aspektu jakim jest seksualność może prowadzić nie do umocnienia relacji, a do jej osłabienia poprzez zbytnią stresogenność. Słynne „nie jestem jeszcze gotowa”  rzadko, ale czasem oznacza właśnie to, o czym piszę.
  • Brak gotowości i możliwości wzięcia odpowiedzialności za skutki współżycia. Zarówno tej materialnej jak i psychologicznej. Zrozumienie „co się stało” czasem jest ponad możliwości poznawcze, znane już wam zapewne zjawisko poznawczego przegrzania się.
  • Ciekawość. Zwłaszcza, że zakazany owoc zawsze lepiej smakuje...
  • Seks zbyt często staje się esencją relacji, zamiast rozmów, zabawy, sportu itd. Relacja przestaje zaspokajać wiele innych potrzeb, w konsekwencji rozpada się. 

„Błogosławieni czystego serca”


Podsumowując kwestie dotyczące czystości, chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Czystość, w rozumieniu chrześcijańskim, opiera się nie tyle na braku określonych mniej lub bardziej czynności, ale na sposobie myślenia. Sposób myślenia, całkowicie szczery (nieszczery sposób myślenia można wmówić ludziom, a nie Bogu) bezpośrednio wpływa na działanie. Sprawia, że nie możemy postąpić inaczej. Więc czystość polega na miłości do człowieka, każdego człowieka. Na dążeniu do jego i własnego szczęścia, a nie na oddawaniu się szkodliwym popędom. Na tworzeniu lepszego świata dla wszystkich. No i jest wyzwaniem, wymaga stałej pracy, ponawiania ambitnych postanowień.  I to jest już o wiele szersza definicja czystości niż tylko w kontekście seksualnym. A jednym z  szkodliwych popędów jest….fanatyzm. 
Tak na zakończenie: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz