czwartek, 1 maja 2014

„The winner takes it all….”, czyli podsumowanie polskich rozgrywek klubowych w sezonie 2013/2014

            Wraz z końcem kwietnia zakończyły się w Polsce wszystkie mecze Plusligi i poznaliśmy ostateczne wyniki. Tabela przedstawia się następująco:
  1. PGE Skra Bełchatów
  2. Aseco Resovia Rzeszów
  3. Jastrzębski Węgiel
  4. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle
  5. Indykpol AZS Olsztyn
  6. AZS Politechnika Warszawska
  7. Cerrad Czarni Radom
  8. Efector Kielce
  9. Transfer Bydgoszcz
  10. Lotos Trefl Gdańsk
  11. AZS Częstochowa
  12. BBTS Bielsko-Biała
Tekst będzie miał charakter przekrojowy i żeby go nieco odróżnić od wielu podobnych analiz, mocno skrócę niektóre wątki, inne za to rozwinę. Najpierw taka moja ogólna refleksja: współczesna siatkówka rozgrywa się coraz częściej na boisku, a coraz rzadziej poza nim. To, że ważniejsze jest, co zawodnicy/zespoły pokazują od tego, co potrafią, to już wiemy. Inna zupełnie sprawa, że to, co pokazują coraz bardziej odbiega od tego, co potrafią. Taka metafora, może nie do wszystkich trafi, ale porównanie meczu do bitwy pomaga w zrozumieniu istoty zwycięstwa. Uzbrojenie - to umiejętności zawodników i tu między wielką czwórką można postawić znak równości, ale dwa pozostałe aspekty to - taktyka i nastawienie psychiczne. I tu najlepiej zaprezentowała się Skra. Zatem o niej teraz słów kilka. 
Bardzo dobry rozgrywający, Miguel Falasca, świetnie sprawdził się także w roli trenera. W pierwszym roku swojej kariery jako szkoleniowiec zdobył wraz ze Skrą Bełchatów Mistrzostwo Polski

Świetna robota!

            Tak, w istocie cudowna. Skra Bełchatów zaprezentowała w tym sezonie najnowocześniejszą siatkówkę. Dzięki zarówno zwykłej, efektownej, mocnej zagrywce, którą pamiętamy, ale także dzięki tej, o której się o wiele mniej mówi, a paradoksalnie, przynosi więcej korzyści – taktycznej. Trudne floty posyłane na drugą stronę pogarszały przyjęcie, więc Wrona i Kłos mieli czas przeczytać przeciwników, postawić blok, a reszta kolegów ustawić się do obrony. Strategia tyleż stara, co bardzo skuteczna. Innowacyjność polegała jednak na skupieniu się właśnie na tymże aspekcie i perfekcyjnym jego wykonaniu, serwowaniu flotów trudnych i w określone miejsce tak, aby możliwie utrudnić przeciwnikowi życie. Poza tym wspomnę tylko o tym, co wszyscy widzieli: ataki i zagrywki Wlazłego, rozegrania Uriarte, dobre przyjęcie – ogólnie całkiem niezłe uzbrojenie. Ale jeszcze raz powiem, posługując się cytatem z Roberta Lee „wojny toczy się za pomocą broni, ale wygrywają je ludzie.”
            Psychologia, tak bardzo lubię o niej pisać i tak dużo w sumie piszę. Sekret Skry polegał nie tylko na umiejętnościach i taktyce, ale także na koncentracji na każdej kolejnej akcji i radości z gry. Pewność siebie Mistrzów Polski niekiedy można było zachwiać jedynie seriami punktów zdobytych przez przeciwnika. Jednak nawet wtedy Bełchatowianie trzymali się swoich założeń, ról poszczególnych zawodników. Sprawiało to, że ich gra, mimo naturalnych porażek była stabilna, stres mobilizujący (eustres), a osiągane sukcesy nie powodowały spadku koncentracji. Pod względem przygotowania psychicznego żaden inny zespół nie dorównał Skrze.

Czego zabrakło?

            Trzeba zwracać uwagę nie tylko na to, co widać, ale także na to, czego nie ma, czego brakuje. Więc dlaczego kolejno drugi, trzeci i czwarty zespół nie zaszły dalej?
Resovia: kontuzja Achrema, brak pewnej szóstki – jak ja mam grać, skoro nie wiem, jaka jest moja rola w tym zespole? – to pytanie powtarzali sobie koledzy w pasiastych strojach. Wbrew pozorom równość wszystkich nie pomogła, a przeszkodziła. Poza tym, koncentracja na pozameczowych aspektach. Zawodnicy Resovii nie byli w stanie skoncentrować się na każdej kolejnej akcji, rozpraszali swoją uwagę czy to właśnie na refleksje dotyczące swojej pozycji i zadań w drużynie, czy to na to,  jaki to mamy wspaniały zespół z sukcesami na koncie. To się zemściło kolejno w Lidze Mistrzów, półfinale (choć wygranym, bo się Rzeszowianie zebrali w sobie)   no i przegranym finale.
Jastrzębski: forma Jastrzębian była sinusoidalna. Krysy we wczesnej fazie sezonu, szczyt formy na Final Four i tam brązowy medal, potem przegrana ze Skrą i zwycięstwo z ZAKSĄ już grając nieco gorzej niż w marcu. Brakuje Pomarańczowym regularności, zwłaszcza w przyjęciu i ataku. No i zdobywanie punktów przy własnej zagrywce też by mogli poprawić.
Michał Kubiak - najstabilniej i najlepiej grający w tym sezonie zawodnik Jastrzębskiego
ZAKSA: Siatkarze z Kędzierzyna-Koźla otrzymują niezbyt zaszczytny tytuł najbardziej chimerycznego zespołu Plusligi. Dyspozycja rosła i spadała niczym sondaże przedwyborcze KNP. Elementy gry świetnej i bardzo słabej, zagrywki typu „patrz i podziwiaj” czasem nawet w obrębie jednego meczu przeplatane z całkowitą impotencją ataku. Kędzierzynianom brakuje regularności. W każdym elemencie.
            Reszta zespołów Plusligi nie miała za bardzo czym walczyć z najlepszymi. Należy wyróżnić bardzo dobrą grę Olsztynian w porównaniu do poprzedniego sezonu. Za to znaczący spadek dyspozycji Bydgoszczy w porównaniu z tymże samym sezonem. Biedna, wyprzedana Bydgoszcz szukała formy, nic nie znalazła i wylądowała na 9. miejscu. Pochwalić należy odważną, agresywną, momentami wręcz bezczelną grę Czarnych z Radomia. Reszta w miarę normalnie. Tu play-offy raczej utrwaliły stan, o którym pisałem w tekście podsumowującym fazę zasadniczą, więc bez powtarzania się idziemy dalej. Generalnie zespoły z miejsc 5-12 dysponowały o wiele słabszym uzbrojeniem niż te z miejsc 1-4.

Nagrody indywidualne

            Gdy już zostanę wyjątkowo bogatym człowiekiem, będę takowe przyznawał finansowo. Póki co – dziennikarsko i na papierze. Przyznaję je w trzech kategoriach: pierwsza szóstka Plusligi, najlepsi wykonawcy elementów i inne. Brałem pod uwagę statystyki, ogólne wrażenie, specyfikę zadań i subiektywną opinię na temat konkretnych graczy. Bardzo ważne były mecze kluczowe dla sezonu, zwłaszcza play-offy. Wybory były trudne, ale zostały dokonane no i są.

Szóstka Plusligi (a właściwie siódemka):

Atak: Mariusz Wlazły – za najlepszą skuteczność w ataku, ich ilość, dynamikę, technikę no i za niszczące zagrywki. I za regularność. Zwycięstwo bezapelacyjne na tej pozycji.
Rozegranie: Nicolas Uriarte – trudny wybór, ale tak mi serce podpowiada. Zwłaszcza dlatego, że mało się mylił, przeciwnicy ustawiali przy nim słabe bloki, a co najważniejsze – jego koledzy kończyli. Był regularny i nie potrzebował zmiany.
Ofensywny przyjmujący, czyli bardziej obciążany w ataku niż na przyjęciu: Michał Kubiak – bardzo dobry sezon tego zawodnika. Był podporą swojego zespołu, zarówno w przyjęciu jak i w ataku. Wysoka skuteczność, dobre zagrywki, bloki, a także, a może przede wszystkim – charyzma i wiara przycziły się do takiego a nie innego wyboru.
Defensywny przyjmujący: Stephane Antiga – bardzo wysoka klasa przyjęcia prezentowana przez tego gracza. Aczkolwiek bardzo wyrównana walka na tej pozycji z Peterem Veresem, który jednak pod sam koniec sezonu prezentował się bardzo słabo, co zaważyło na wybraniu przez mnie Francuza
Para środkowych: Karol Kłos i Piotr Nowakowski – nic osobistego, oficjalne statystyki na stronie Plusligi oraz dobre zagrywki taktyczne, którymi oboje dysponują. No i świetne ataki ze środka obu panów
Libero: Paweł Zatorski – najlepszy w statystykach przyjęcia. Ze względu na świetny blok Bełchatowian nie mógł się zaprezentować w wielu efektownych obronach. Poza tym, chyba najstabilniej grający spośród swojej bezpośredniej konkurencji: Ignaczaka i Wojtaszka
Trener: Miguel Falasca – przede wszystkim za mistrzostwo, ustawienia taktyczne zagrywki, bloku, ale także zdolność motywowania.
Karol Kłos wyróżniał się na boisku nie tylko fryzurą. 

Nagrody indywidualne 1. stopnia

MVP: brak – tej nagrody nie przyznałem. Nie było w tym sezonie zawodnika, który na tyle wyróżniał się swoją grą. Może dlatego, że sama liga stała się mocniejsza i bardziej wyrównana
Serwujący: Mariusz Wlazły – statystyki i końcówka sezonu, bezapelacyjnie
Przyjmujący: Paweł Zatorski – problem z wyborem na tej pozycji polega na tym, że nie można brać pod uwagę jedynie statystyk gracza, gdyż może on nie być obciążany w przyjęciu lub dostawać za dużo miejsca. W pierwszym przypadku wskaźnik rośnie, a w drugim maleje, znacząco i niesprawiedliwie. Więc wyborem na oko, posługując się także statystkami drużyny, wybrałem libero Skry Bełchatów
Rozgrywający: Nicolas Uriarte – tłumaczenie wyżej
Atakujący: Mariusz Wlazły - statystyki
Blokujący: Piotr Nowakowski – statystyki i liczba kontr Resovii po blokach pasywnych
Broniący: Damian Wojtaszek – bardzo trudny wybór, bo tu nie ma statystyk, więc posiłkowałem się jedynie jakością obron i dograń piłek w drugich i kolejnych akcjach. Ocena „na oko”.

Nagrody indywidualne 2. stopnia

Najbardziej chimeryczny zawodnik: Dick Kooy. Momentami doskonała gra, zwłaszcza niektóre zagrywki - cudo. Po czym w ogóle brak skuteczności przyjęcia i ataku.
Najrówniej grający zawodnik: Krzysztof Gierczyński - chodzi zarówno o równość jak i o jakość gry oraz pewność, że zagra w sposób niezawodny. Przyjmujący Jastrzębian w każdym meczu, niezależnie od przeciwnika, trzymał wysoki poziom. 
Najlepszy zmiennik: Łukasz Perłowski – lepiej gra, gdy wchodzi z ławki niż, gdy wychodzi w 1. szóstce.
Najlepiej zagrywający flotem: Łukasz Perłowski – ta kategoria mówi nam jak ważna jest zagrywka nie tyle punktowa, co psująca przeciwnikowi przyjęcie. Chyba wszyscy kojarzymy człowieka.
Najszersza gama prezentowanych zagrań: Stephane Antiga – kilka typów zagrywek, ataki mocne, kiwki, plasy, w grze Francuza było wszystko. Szkoda, że nie będzie go za rok w Pluslidze jako gracza. Zobaczymy kto go zastąpi na tej pozycji.
Najbardziej kompletny zawodnik: Michał Kubiak - serwuje, przyjmuje, atakuje, blokuje, broni, czyli robi wszystko na bardzo dobrym poziomie. Kluczem jest słowo – wszystko. Choć wszystkiego nie może, więc jak najwięcej.
Najbardziej uzupełniający się zawodnicy na jednej pozycji: Stephane Antiga i Samuel Tuia – gdy pierwszy się zmęczył, grał słabiej, albo trzeba było wzmocnić atak, wchodził drugi i Skra zawsze na tej zmianie zyskiwała. Świetny przykład wykorzystania rezerwowych.
Najbardziej niedoceniony zawodnik: Piotr Hain – środkowy Olsztynian nie pojedzie nawet na Ligę Światową a to, co prezentował na przestrzeni sezonu zasługuje na dużą pochwałę. Szkoda.
Objawienie sezonu i najlepszy junior: Artur Szalpuk – człowiek jest w moim wieku i gra w siatkówkę świetnie. Na pozycji przyjmującego może zastąpić obecnie najlepszych w Polsce. Zobaczymy jak dalej potoczy się jego kariera
Druga młodość: Marcin Nowak – środkowy Politechniki Warszawskiej ma 39 lat i gra w siatkówkę bardzo dobrze zwłaszcza jak na wymagającą dużo aktywności fizycznej pozycję środkowego.

„To już jest koniec…”


            Podsumowując, Plusliga w sezonie 2013/2014 grała równo, emocjonująco i świetnie sportowo. Sprawiedliwości dobrze pilnowali sędziowie wspomagani przez system wideoweryfikacji. Ostateczne rozstrzygnięcia zapadły w skutek nie tylko umiejętności poszczególnych zawodników, ale także tego, jak byli nastawieni do meczu i jak mieli ułożoną taktykę, co świadczy o tym, że na ich sukces pracował cały sztab ludzi. Wyniki polskiej ligi sprawiają, że możemy spokojnie przygotowywać się do sezonu reprezentacyjnego. 
Stephane Antiga - Francuz po świetny sezonie, podobnie jak Migeul Falasca, zmierzy się z karierą trenerską. Czy zrobi to z równie wielkimi sukcesami jak Hiszpan? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz