Więc uroczyście, oficjalnie zaczynamy psychologię szczęścia i sukcesu. Zaczynamy od psychologii sukcesu, gdyż w ten sposób będzie łatwiej wszystko wytłumaczyć. Jak osiągnąć sukces? Analizując zarówno żywoty wielkich ludzi jak i tych mniejszych psychologowie doszli do uniwersalnych teorii wyjaśniających dlaczego komuś się udało a dlaczego nie. Oczywiście jak będę przy pewnych punktach wyjaśniał istnieje dużo zewnętrznych zmiennych, na które nie mamy wpływu,. ale na pewne mamy i to warto poprawiać.
19 lat ma, smarkacz. Nic nie wie
o życiu. A myśli, że zjadł wszystkie rozumy…
![]() |
| Dość słuchania niepełnych opowieści innych. Tu i tylko tu poznacie prawdę o tym jak osiągnąć sukces! A czy ją zastosujecie, to już Wasza sprawa.... |
Podjęcie się tak ambitnego, trudnego i jakże przydatnego
światu tematu jak psychologia szczęścia i sukcesu to wyzwanie. Nie wiem czy i w
jakim stopniu mu podołam, ale czuje wewnątrz, że jest to tak ważny aspekt życia
współczesnego człowieka, że warto i trzeba o nim mówić, mówić dużo i
szczegółowo, choćby i posiadłszy niewielką wiedzę. Dlaczego? Odsetek depresji
wciąż rośnie, kryzys gospodarczy, brak ambicji zmiany, brak chęci do pracy,
mnóstwo piosenek o beznadziei, dekadencji, cynicznych, sarkastycznych.
Przykłady można mnożyć. Dlatego tak ważne jest poznanie, przyswojenie tej
wiedzy, ale przede wszystkim stosowanie jej. Bo, żeby zmienić żarówkę potrzeba
tylko jednego psychologa, ale żarówka musi chcieć zmiany. Mogę sugerować,
podpowiadać, ale bez konkretnej aktywności nic się nie zmieni.
„Ci, co zgubią marzenia, sami są zgubieni.”
Zaczniemy
śmiertelnie nudno i wyjątkowo przydatnie. Od uniwersalnej teorii osiągania
sukcesu. Zaczniemy od niej, choć równie dobrze moglibyśmy nią zakończyć
rozważania. Na początku coś, czego całkiem rzadko używam, czyli rysunek:
Kółeczka to
cele, a kwadrat to aktualne miejsce. Jak widać, cele są w różne odległości,
różnie oddalone (ilość czasu potrzebna by je osiągnąć) , różne duże (stąd do kółeczek
wiodą różne drogi dojścia (osiągania celów). Pokazałem jedną za pomocą krzywej.
Niekiedy działania wiodą prosto do celu, niekiedy wręcz odwrotnie, najczęściej
droga jest kluczeniem. W jej trakcie osiągamy kolejne pomniejsze cele. Warto
zauważyć, że niektóre cele się nakładają. Np. idąc do restauracji mogę
jednocześnie zaspokoić potrzeby (zrealizować cele) zaspokojenia głosu,
spotkania towarzyskiego, wrażeń kulinarnych. Cele możemy podzielić
na duże (wielkość kółka) np. zostać bogatym, człowiekiem i małe, precyzyjne (kupić samochód,
zarobić 10 tysięcy). Niektóre cele stają się w pewnym momencie niemożliwe do zrealizowania
(wygrać wybory prezydenckie w 2010 roku), inne oddalają się i przybliżają w
zależności od okoliczności.
„Nic nie jest trudne jeśli podzieli się to na mniejsze zadania.”
Powiedział kiedyś
Henry Ford. Prostą i całkiem skuteczną techniką jest wyznaczanie sobie
mniejszych celów na drodze do większego. O tym się mówi na wielu szkoleniach z
zakresu coachingu i mają rację. Technika skuteczna z dwóch powodów: po
pierwsze, łatwiej się skoncentrować, a przez to wykonać zadanie, gdy zajmuje
ono 5 minut niż gdy zajmuje 10 lat. Po drugie….
No i
właśnie, tutaj trochę dłużej. Z każdym celem wiąże się pewna emocjonalność,
która powoduje, że chcemy to robić i to robimy. Zwie się motywacją. O tym
bardzo mocno szerzej będzie później. Na teraz powiem, że motywacja się nie
zużywa na wykonanie każdego zadania, tylko zużywa się wraz z upływem czasu niezależnie
od tego, co w tym czasie robiliśmy. Natomiast jednym ze źródeł, o których także
będę pisał jest zwyczajnie wykonanie zadania. Zakładając, że daną serię zadań
wykonujemy szybko po sobie na chwilę możemy stać się prawdziwym perpetuum mobile,
co też psychologowie już nazwali mianem „flow”.
Posługując
się terminologią z gier komputerowych, ilość punktów motywacji, które dostajemy
za achievementa zależy od tego, jakie to zadanie miało dla nas znaczenie. A na
to wpływa mnóstwo czynników od samego rodzaju zadania, przez jego trudność,
własne nastawienie, rodzaje motywacji, aż do okoliczności wykonania. O tym też
później.
Życzę Wam jak najwięcej porażek.
Porażka w
rozumieniu teorii celów to zwyczajnie jego nieosiągnięcie. Porażki są więc trwałe
i ciągłe, gdyż dążąc do jakiegoś celu nadal go nie osiągamy. W tym znaczeniu
całe życie jest porażką, jednak taka sytuacja może działać motywująco (o tym za
tydzień). Porażką jest więc bycie w drodze, czyli osiąganie, ale może być też stanem niezmiennym, gdy
nieosiągniętym cele jest coś, czego nie da się fizycznie zrealizować (zazwyczaj
są to cele związane z poszczególnymi datami, które przeminęły, niewykorzystane
okazje). Wtedy jednak zwyczajnie możemy przemianować cel z „wygrać wybory
prezydenckie w Polsce w 2010 roku na „wygrać wybory prezydenckie w Polsce w
2015 roku” i pracować na rzecz tego drugiego, zapominając o pierwszym.
Rozpamiętywanie się i użalanie nad tym, co się nie udało raczej wymiernych
efektów nie przyniesie, przeciwnie do rzeczowej analizy porażki punktowej i
wyciągnięcia wniosków.
O dużej ilości spraw później.
Pierwszym postem zarysowuję Wam, czytelnicy, jak rzecz wygląda z osiąganiem
celów i drogą do nich. Jest to prosta i
bardzo skuteczna teoria, którą z czasem będziemy uzupełniać i doprecyzowywać. W
każdym razie na jej bazie powstanie większość, jeśli nie całość działu o
psychologii szczęścia i sukcesu.
Na koniec oto, co Was czeka, jak się nie zastosujecie:
Na koniec oto, co Was czeka, jak się nie zastosujecie:


Jupi! Psychologia sukcesu!!!
OdpowiedzUsuńCzekałem.
Rewelacyjna notka.
OdpowiedzUsuńMyślę, że zaczytam się w tym blogu na dłużej :)
Pozdrawiam, Urszula.