Sobotnia awaria internetu przyczyniła się do zwiększenia dziennej dawki
edukacji, potworzenia wirtualnych systemów komunikacji miejskiej oraz, jakby
inaczej, napisania kilku tekstów. Tydzień przebiegł leniwie, matury próbne, nie
ma nic większego do nauczenia się na przyszły tydzień, więc mam dużo wolnego
czasu. Jak to określiłem, już na
początku roku, „w wolnych chwilach uczę się do matury”. Na szczęście udaje mi
się znaleźć w sobie do tej, skądinąd fascynującej (bez sarkazmu) czynności
motywację. Niestety, będąc obowiązkową, przymusową, nie jest dla mnie
atrakcyjna, więc….mniej mi się chce. Nie bez powodu użyłem słowa „atrakcyjność”,
gdyż to jej właśnie poświęcam dziś wiele miejsca na blogu.
Rozpoczynamy grudzień, więc sezon
sportów zimowych, adwentem rok liturgiczny, a w mojej głowie przychodzi czas na
podsumowanie roku i wyciąganie wniosków. Zaczynam od listy utworów poznanych w
tymże roku. Po raz pierwszy zastosowałem sposób zrzucania wszystkiego, co dobre
na jedną listę w trakcie całego roku. Otrzymałem w ten sposób 42 utwory, w czym
1 kategorii zerowej, 10 kategorii pierwszej i resztę nominowanych, spośród
których wybiorę 4-6, które otrzymają drugą kategorię. Emocje są duże, zaczynamy
od pierwszego, rytualnego odsłuchu całości, a potem kolejnych odsłuchów i
sortów. Łagodnych sortów. Po nich będę nie tylko wyławiać piosenki najlepsze,
ale także najlepiej pasujące do całości listy, choć utwór początkowy i końcowy
już mam. Wyniki przedstawię już w 2014. Planuje kilka postów specjalnych pod
koniec roku, więc zachęcamy do częstego sprawdzania bloga w okresie
świątecznym.
Refleksja 95 – potrzeby atrakcyjności
Atrakcyjność to emocja, która
sprawia, że czegoś chcemy, ale często nie wiemy dlaczego i ignorujemy zupełnie
inne, czasem lepsze, chociażby na poziomie logicznym rzeczy. Słynny dylemat wielu kobiet: „On jest piękny,
młody, bogaty, miły dla mnie, kocha mnie, ale nie ma tego czegoś.” Tego, czego
nie ma to właśnie atrakcyjność, będąca zupełnie w kosmosie, poza poziomem
logicznym. W założeniu dzięki atrakcyjności właśnie my, ludzie ułomni, mieliśmy
odróżnić dobro od zła, rzecz wartą wkładu od bezwartościowej. W założeniu. W
praktyce, jak wiemy, wychodzi to bardzo różnie.
Często wybieramy, chociażby w sklepach, towary bardziej reklamowane,
myśląc, że są one lepsze, nie próbując tych mniej popularnych. Człowiek ma w
sobie potrzebę raz, że bycia atrakcyjnym, pożądanym, przez innych, a dwa, potrzebuje
także widzieć atrakcyjne cele w swoim życiu i za nimi podążać. I o tym właśnie
rzecz.
Być atrakcyjnym
Kiedyś zapytałem pewną dziewczynę
dlaczego się maluje. Odpowiedziała, że aby ładnie wyglądać, być atrakcyjną. Ja
na to, ale wyglądasz w tym gorzej niż normalnie. Odpowiedź: Ale się sobie
podobam. Ten dialog doprowadził mnie do kluczowego rozpoznania w tej kwestii.
Ludzie postrzegają bycie atrakcyjnym jako ważne nie dla ogółu czy szczególnej
osoby, grupy osób, ale dla siebie. Kobiety chcą się dobrze czuć w swoim cele,
ubraniu, ze swoimi nogami, biustem i włosami, a faceci w swoim fotelu, na kiblu
czy w samochodzie. Nie żeby powodować efekt podniecenia seksualnego u innej
płci, ale żeby samemu sobie się spodobać. Na to wpływa mnóstwo czynników, m.
in. opinia ludzi właśnie, ale także kultura czy samoocena. Błąd w auto
atrakcyjności prowadzi do kompleksów, czego efektem są np. operacje plastyczne
czy wydawanie sporych sum na materiały upiększające, marki. Nie chodzi tu o
swoją potrzebę autoakceptacji. „Ja dobrze się czuję sam ze sobą.”
Autoatrakcyjność to: „Ja kocham siebie, podobam się sobie, chcę się
podrywać.” Dobrze obrazuje tę postawę
piosenka Maleńczuka „Kocham siebie”.
Dlaczego podążamy za rzeczą/osobą?
Tu będzie mnóstwo tekstu.
Atrakcyjność. Emocja, która rządzi światem w sposób zaiste wielki. Przez nią
decydujemy między dobrem, a złem, między romansem a przyjaźnią, między
trzymaniem się aktualnych relacji, poglądów, tradycji, a odstępstwem od nich. Emocja
ta wskazuje nam, często wbrew logice, o co warto się starać, a o co nie ma
sensu. Mamy w siebie, w swoje jestestwo wpisaną potrzebę podążania za czymś,
robienia czegoś. O tym, co to decyduje właśnie atrakcyjność – emocja. Dotyczy to w taki sam sposób przedmiotów
materialnych, idei oraz ludzi i relacji z nimi. W tymże tekście wyjaśnię jakie
bodźce sprawiają, że coś jest dla nas atrakcyjne. Najpierw jednak wykres.
Polubiłem rysunki.
Bodziec (zasadniczo
mnóstwo, nieskończenie wiele nierozpoznanych bodźców -->
Dociera do ciała i
pobudza hormony -->
Hormony wywołują
emocje (małe pobudzenie hormonalne, choroby, bądź mała neurotyczność powodują
osłabione lub brak odczuwania) -->
Czując emocje czasem
uświadamiamy sobie ich istnienie, genezę i myślimy -->
Całkowicie, częściowo
lub w ogóle uświadomione, całkowicie, częściowo lub w ogóle przemyślane
działanie, reakcja.
W dalszej części o
bodźcach powodujących tematyczną emocję.
Co myśli kura, gdy ucieka przed
kogutem? Odpowiedź: „Czy nie biegnę aby za szybko?” Ów dowcip obrazuje
doskonale kwestię atrakcyjności. Dążymy za tym, co jest do osiągnięcia, a
jednocześnie stanowi wyzwanie. Oczywiście, dla jednych wyzwaniem będzie dożycie
jutra, a dla innych wybudowanie sobie pałacu. Dlatego dla różnych ludzi różne
rzeczy są atrakcyjne.
Poziom inteligencji poznawczej,
emocjonalnej, zainteresowania i potrzeby – te rzeczy wpływają na to, w co się
angażujemy. Atrakcyjne dla nas jest coś, czym się interesujemy, w czym jesteśmy
dobrzy i czego potrzebujemy, aby żyć lepiej. I zazwyczaj właśnie w takie sprawy
się angażujemy. Odpowiednia praca, relacje międzyludzkie, rozrywki – wszystko,
co wykonujemy na co dzień dobieramy pod tym kątem. Oczywiście, bierzemy
poprawkę na warunki zewnętrzne jak dojazd czy cena, które mogą nas albo
odstraszać, albo wręcz przekonywać do czegoś. Wiele firm wyznacza wyższe ceny
nie po to, aby zarobić więcej, ale aby pozyskać klientów. Dlaczego? Wydając
więcej pieniędzy na dany produkt automatycznie uznajemy go a lepszy. Ryzykowna
strategia ekonomiczna, ale na niej bazują firmy produkujące luksusową
biżuterię, perfumy, ubrania i samochody.
„Jesteś taki tajemniczy….” Coraz
częściej słyszę to sformułowanie odnośnie mojej osoby. Tajemniczość w prosty
sposób buduje atrakcyjność. Ciekawe jest to, czego nie znamy, ale możemy
poznać. Dlatego wielu uczniów nie chce uczyć się fizyki – mimo bycia tajemnicą,
decydują oni, iż w ich możności nie leży jej poznanie, więc rezygnują.
Lubimy książki/filmy/gry komputerowe
z nagłymi, nieprzewidywalnymi zwrotami akcji, niebanalną fabułą i intrygującymi
postaciami? Lubimy! O ile jesteśmy w stanie zorientować się w tym, co się
dzieje. Jeśli się czegoś nie spodziewamy, denerwujemy się, automatycznie
powstaje w nas więcej emocji. A im, więcej emocji, tym większe przywiązanie do
czynności z nimi związanych. Oczywiście, gdy film nic tylko denerwuje,
denerwuje i denerwuje, nie wyjaśniając się, nie idąc do przodu (eskalacja, o
niej później), to przestaniemy go oglądać lub przestanie nas denerwować, bo
ileż można szokować. Podsumowując, kolejnym czynnikiem wpływającym na
atrakcyjność jest odpowiednie wyważenie nieprzewidywalności.
Rzucając okiem do moich podręczników
znalazłem jeszcze mnóstwo cech czyniących ludzi atrakcyjnymi. Są to rzeczy
takie jak: humor, towarzyskość, pewność siebie, optymizm, niezależność,
skłonność do ryzyka. Ich wartość wynika z uwarunkowań społecznych – świadczą
one o ogólnej zaradności życiowej, a więc i wartości. Osoba posiadająca takie
cechy i odpowiednio je prezentująca staje się atrakcyjna w oczach innych, staje
się ideałem, do którego inni będą także chcieli dążyć, w mniej lub bardziej
udany sposób. Owe cechy są niezwykle ważne, ale myślę, że na tyle utrwalone w
kulturze i opisywane szerzej w innych refleksjach, że w tym artykule je jedynie
wymienię i wskaże istotność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz